Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Agnieszką Sylwanowicz

Pytania X-a

1. Czy mogłaby Pani nam opisać swoją historię związaną z Tolkienem? Chodzi mi tu głównie o pierwsze spotkanie z dziełami oksfordzkiego profesora i o sposób, w jaki zmieniły one Pani życie.

To był zmasowany atak. Na pierwszym roku studiów zauważyłam, że koleżanka ma w ręku jakąś angielską książkę. Na moje pytanie, co czyta, pokazała mi okładkę ? tytuł brzmiał The Lord of the Rings - ze słowami: "A, takie o krasnoludkach" (nie wiedziała, że po polsku to są "krasnoludowie") i obiecała pożyczyć, jak skończy. Jednocześnie w ówczesnym British Institute pokazywali na video film Bakshiego; poszłam na niego dla samej przyjemności obejrzenia filmu rysunkowego i do tego po angielsku (dopiero po kilku latach zetknęłam się z kultową już odzywką "Jawohl, Herr Gandalf"), nie wiedząc, co to za film. Intryga była dość skomplikowana, nie wszystko też zrozumiałam, ale nie zniechęciłam się na tyle, by spokojnie nie czekać na pożyczenie książki przez koleżankę. Sprawdziłam też w leżącej po sąsiedzku Bibliotece Narodowej, że Tolkien napisał inne książki i oczekiwanie skracałam sobie czytaniem Hobbita w czytelni. Nie byłam zachwycona, ale do lektury The Fellowship of the Ring przystąpiłam ochoczo - i wsiąkłam. Po kilkunastu stronach. Nieodwołalnie i na resztę życia. Koleżanka (Ania; jestem jej dozgonnie wdzięczna i daję jej to zawsze do zrozumienia, ilekroć się spotykamy, a spotykamy się rzadko, ponieważ mieszka w Norwegii, poślubiwszy właściciela owej książki) nie miała The Two Towers, więc Dwie wieże przeczytałam w czytelni i dopiero The Return of the King poznałam w oryginale. Dodam, że w ferworze czytania nie zauważałam przechodzenia z języka na język, co jest chyba najwyższą pochwałą dla p. Marii Skibniewskiej. Niedługo potem wyszło II polskie wydanie Władcy Pierścieni, które pochłonęłam w 3 dni, a w wiele lat później dorobiłam się oryginału.
A zmiana życia? Może raczej nie zmiana, lecz poniekąd jego ukierunkowanie. Dzięki Tolkienowi zapisałam się do Śląskiego Klubu Fantastyki, gdzie poznałam prześwietnych tolkienistów i profesjonalistów z dziedziny fantastyki. Ponieważ już wtedy wiedziałam, że chcę zostać tłumaczką, dzięki szeregowi zbiegów okoliczności nią zostałam... Dzięki książkom Tolkiena poznałam mnóstwo osób, z którymi od dawna pozostaję w przyjaźni, nawiązałam niezwykle miłe znajomości z ludźmi z zagranicy, jeżdżę na konwenty, a od paru lat współredaguję specjalistyczne czasopismo tolkienowskie "Aiglos". Gdyby nie tamta wzmianka Ani o krasnoludkach, moje życie potoczyłoby się na pewno inaczej.


2. Jest Pani jedną z tłumaczek dzieł z szeroko rozumianej tolkienistyki. Czy fakt, że tłumaczenie Tolkiena stało się Pani pracą, zmieniło w jakiś sposób Pani stosunek do niego samego i do jego literatury?

Nie - pozostaje on niezmiennie pozytywny.

3. Co Pani sądzi o języku oryginału? Jak ocenia Pani styl Tolkiena?

Oba są przebogate, zróżnicowane zależnie od wypowiadającej się osoby czy sytuacji. Są delikatnie archaizowane, znakomicie oddając atmosferę powieści. Z jeszcze bardziej archaicznym stylem mamy do czynienia w Silmarillionie, szczególnie w opisach najdawniejszych wydarzeń. Tolkien jako zawodowy językoznawca, człowiek zafascynowany wyrazami i ich pochodzeniem (chwalony za wkład pracy przy tworzeniu największego, oksfordzkiego słownika j. angielskiego) starannie dobierał każde słowo, precyzyjnie wpasowując je w kontekst. Jakiekolwiek zmiany zmieniają wydźwięk zdania, akapitu, rozdziału, co można wychwycić, porównując oryginał z przekładami. U Tolkiena liczy się naprawdę każde słowo, które dobrał on pod względem etymologii, znaczeń, skojarzeń. Poza tym potrafi on je tak zestawić, że tworzą niezapomniane obrazy, jak np. opis świtu wstającego nad Rohanem (Księga III, "Jeźdźcy Rohanu", dwa akapity przed wierszem o Gondorze na początku rozdziału). Mimo że zasadniczo Tolkien pisze prozą, Władca Pierścieni jest szalenie poetycki; wiele jest zawarte między wierszami i za to wielce go sobie cenię. Poetą Tolkien może nie był najsprawniejszym, ale umiał ładnie się bawić krótszymi formami. Mogę się założyć, że wielu czytelników potrafi wyrecytować przynajmniej jeden z takich wierszy.
Warto się uczyć angielskiego, by móc się zanurzyć w oryginał i bez ograniczeń chłonąć jego piękno.


4. Co w szeroko rozumianym tłumaczeniu literatury stanowi największą trudność? Jak można to odnieść do polskich tłumaczeń dzieł Tolkiena?

Tą trudnością jest wywołanie u czytelnika przekładu takiego samego wrażenia, jakie ma czytelnik oryginału. Wszystkich skojarzeń, obrazów, uczuć. Treść danej kultury oddaje wybrana forma przekazu - obrazy, rzeźby, muzyka, a w przypadku literatury słowa. A ponieważ słowa wzrastają i rozwijają się razem z kulturą, trudno znaleźć dobre odpowiedniki w innej kulturze. Na szczęście nasza nie jest tak bardzo odległa od angielskiej, ale już chociażby zamierzona przez Tolkiena swojskość Shire´u, którego nazewnictwo jest dogłębnie związane z ziemią angielską, w przekładzie M. Skibniewskiej całkowitą swojskością już nie jest, ponieważ hobbickie nazwiska (zgodnie z intencjami autora) pozostały w oryginale. Z drugiej strony całe Śródziemie jest tak nam odległe czasowo, że trochę egzotyki w postaci angielskich nazwisk jest niczym w porównaniu z egzotyką elfów czy entów. Kłopot jedynie w tym, że nawet słowo "ent" ma pierwowzór w staroangielskim i nawet jeśli nie budzi ewidentnych skojarzeń u przeciętnego czytelnika anglosaskiego, to u Polaka nie będzie żadnych skojarzeń. Tolkien, jak już wspomniałam, używa słów niezwykle świadomie, dobierając je ze względu także na etymologię. Poza tym np. takie słowo "doom" nie dość, że ma wiele znaczeń (niezbyt obszerny słownik podaje ´śmierć´, ´fatum´, ´nieuchronność przeznaczenia´), to jeszcze jest onomatopeiczne. I znajdź tu, tłumaczu, dobry odpowiednik! Za każdym razem trzeba wybrać któreś z polskich znaczeń, zawężając przekaz oryginału. Podobnie z wyrazami już archaicznymi w angielszczyźnie, dla których trzeba znaleźć zrozumiały, lecz odpowiednio archaiczny odpowiednik w polszczyźnie. Praca fascynująca i ogromnie trudna, z której M. Skibniewska wywiązała się wzorowo.

5. Pracę których spośród pozostałych tłumaczy tolkienowskich ceni sobie Pani najbardziej, a których najmniej? Dlaczego?

Jak można się domyślić - Marii Skibniewskiej. Oczywiście, jak każdemu, można stawiać jej zarzuty, że tu czegoś nie dopatrzyła, a tu coś zgubiła - ale przy tak ogromnej pracy trudno się było tego ustrzec. Najważniejsze dla mnie jest to, że przy dużej wierności zachowała atmosferę oryginału, jego styl. Nie lubię natomiast tłumaczy nierzetelnych, którzy opuszczają co trudniejsze sformułowania, dopisują coś od siebie i nie traktują z szacunkiem autora. Każdego autora, a Tolkiena, jako najbliższego mojemu sercu, szczególnie.

6. Z artykułu w "Aiglosie" wiem, że bardzo lubi Pani postać Aragorna. Czy mogłaby Pani napisać nam, co takiego jest w strażniku, który został królem, czym szczególnie zasłużył on sobie na Pani sympatię? ;)

Artykuł w "Aiglosie" powstał z mojego oburzenia na Petera Jacksona, który niemal całkowicie wypaczył tę postać. Byłam gotowa wiele wybaczyć filmowi (i wiele wybaczyłam), ale zabicie posła przepełniło kielich goryczy. Aragorn książkowy nigdy nie był moim szczególnym ulubieńcem, podobnie jak reszta bohaterów - moim zdaniem tworzą oni zespół, jako że powieść nie opowiada o jednej postaci, ale o zbiorowości, o wspólnym przedsięwzięciu (tylko jako takie może się ono udać), w którym bierze udział wiele wspaniałych osób i na każdą z nich w odpowiednim momencie pada snop światła uwagi autora i czytelnika. Gdybym miała wybierać najważniejszą postać, to byłby nią chyba Gandalf, który jest najlepiej poinformowany ze wszystkich i nad wszystkim czuwa; największą zaś sympatię budziła u nie zawsze Eowina, nieszczęśliwie zakochana w ideale, pod wpływem wydarzeń rezygnująca z marzeń i zadowalająca się sprawami bardziej przyziemnymi (to zresztą jest temat na długi esej). Aragorn był dla mnie jednym z bohaterów, człowiekiem szlachetnym i mimo wszystko nieco wyniosłym, prawdziwym królem pełnym majestatu. Film konsekwentnie ściąga bohaterów i sytuacje książkowe w dół i tak też się stało z Aragornem, który dla mnie stał się przede wszystkim dobrym, charyzmatycznym człowiekiem. To jednak nie wynagrodziło krzywdy, jaką wyrządził mu Jackson, i która sprawiła, że po prostu baczniej się przyjrzałam tej postaci - i jak Pan to ujął, obdarzyłam ją wielką sympatią. Za niezłomną postawę moralną, nieludzką wręcz wierność Arwenie, lata ciężkiej, niewdzięcznej pracy dla pognębienia Saurona i przywrócenia w Gondorze królewskiej władzy, za szlachetność, poczucie humoru, mądrość, sprawiedliwość, waleczność, wykształcenie, za to, że nigdy nie traci nadziei... za to, jakim uczynił go Tolkien i jakiego możemy się go domyślać pod warstwą autorskich słów. W filmie natomiast ujął mnie jabłkami, rzuconymi głodnym hobbitom... A poza tym uwielbiam wręcz wielkość kryjącą się pod skromną powłoką.

7. Do których spośród pozostałych bohaterów tolkienowskich żywi Pani szczególnie ciepłe uczucia i dlaczego?

Oprócz wspomnianej już Eowiny do Finroda Felagunda (za przepiękne imię ;-)), do mądrego, szlachetnego Elronda, do niezwykłego Drzewca, nieszczęsnego Faramira... Jak łatwo zauważyć, są to w większości postacie z Władcy Pierścieni, bo z tym właśnie dziełem jestem najbardziej związana emocjonalnie.

8. Która scena z tolkienowskiego legendarium poruszyła Panią najbardziej? Dlaczego właśnie ta?

Och, jest ich wiele. Pojedynek Finroda z Sauronem na pieśni (bo jest wręcz mityczna, pełna poezji i tragizmu i głęboko mnie porusza), ujawnienie się Gandalfa Białego Trzem Łowcom (bo oznacza powrót nadziei na zwycięstwo), uzdrawianie Faramira, Eowiny i Merry´ego (bo przepięknie są opisane skutki działania athelas i tu wszyscy obecni - łącznie z czytelnikiem - naprawdę widzą, że Aragorn jest królem nie tylko z racji swych czynów i pochodzenia, ale i z wyższego nadania), wspomniany już świt nad Rohanem (czysta poezja) - oraz, jeśli zaliczyć do legendarium Kowala z Podlesia Większego, zejście elfów na ląd w obecności Kowala (bo elfy te porażają swoją potęgą, obcością i chyba tak musieli wyglądać Noldorowie u szczytu swej wojennej chwały). Myślę, że każdy potrafi wyliczyć dziesiątki takich scen i że, podobnie jak ja, miałby trudności z klarownym uzasadnieniem wyboru. Pisarstwo Tolkiena porusza nas do głębi duszy, a trudno opisać jej meandry, prawda?

9. Którą książkę o Tolkienie - jego życiu, fenomenie lub literaturze - uważa Pani za najlepszą i dlaczego?

Siłą rzeczy biografię Carpentera, jako najlepiej udokumentowane i najobszerniejsze dzieło tego typu (choć właśnie czytam Gartha Tolkien and the Great War i być może ją uznam za najlepszą książkę biograficzną), Listy jako rzecz tłumaczącą zamysły autora legendarium, Drogę do Śródziemia Shippeya jako książkę o językowym aspekcie Dzieła, napisaną przez fachowca, i książki Flieger za jej umiejętność spojrzenia na Dzieło niejako z lotu ptaka i wyłuskiwania z niego przenikających je wątków.

10. A co Pani myśli o Tolkienie jako człowieku?

Nie znam go.

11. Jaka jest Pani opinia o jacksonowskiej adaptacji Władcy Pierścieni?

Reżyser zaczął niezwykle obiecująco, ale skończył fatalnie. Mimo wszystko dostarczył wielu wzruszeń i razem z moim ulubionym Alanem Lee udało mu się stworzyć bardzo przekonującą wizję plastyczną. Niestety, wersje kinowe są jedynie półproduktami, a skończony produkt otrzymujemy dopiero w postaci rozszerzonych wersji DVD, chociaż w przypadku Powrotu króla jest to kwestia wysoce dyskusyjna. Film stanowi znacznie okrojoną wersją książki i, co najgorsze, w wielu miejscach wypacza jej przesłanie. Zarazem wiele scen jest po prostu pięknych, tak więc film ten wywołuje u mnie wielce mieszane uczucia. Za każdym razem, kiedy go oglądam ;-)).

12. Co Pani myśli o zjawisku tolkienowskiego fanfiction?

Bardzo dawno temu byłam oburzona, że ktoś może się ośmielać wkraczać na ten święty teren, ale z biegiem lat złagodniałam i lubię od czasu do czasu przeczytać jakiś dobry fanfik, zarekomendowany przez znajomych - niezależnie, czy jest to opowiadanko, czy wieloodcinkowa powieść. Lubię też naprawdę dowcipne fanfiki humorystyczne, ale o nie trudno. Twórczość fanowska, oprócz poprawności literackiej, musi jednak spełniać jeden warunek - zachowania intencji Mistrza; tzw. "slashe" z góry skreślam. Fanfiki, podobnie jak ilustracje, są wyrazem uwielbienia dla Dzieła, dają radość miłośnikom Tolkiena, pobudzają do dyskusji, zapełniają luki fabularne i poniekąd kontynuują pracę Mistrza, na co on sam dał przyzwolenie. Ja sama popełniłam kilka drobiazgów... Właściwie, jak się zastanowić, to chyba większość wielbicieli Tolkiena coś narysowała lub napisała.

13. Była Pani jedną z uczestniczek tegorocznego konwentu w Birmingham. Czy mogłaby Pani opowiedzieć nam coś więcej o tym zjeździe? Jakie były Pani wrażenia?

Fantastyczna była międzynarodowa atmosfera. Wśród ok. sześciuset uczestników z ponad trzydziestu krajów znalazły się tolkienowskie tuzy - Flieger, Garth, Shippey; nie zapowiadanym gościem była pani Priscilla Tolkien, córka pisarza. Na jej wystąpienia, podobnie jak te Alana Lee, przychodziły tłumy. Duże wrażenie zrobiła na mnie wystawa dzieł plastycznych na najwyższym profesjonalnym poziomie; prelekcje dotyczyły przeróżnych spraw - od tych najpoważniejszych po najbardziej błahe; były poważne wykłady językoznawcze i komiczna sceniczna wersja Silmarilliona. Sala sprzedaży była rajem dla kolekcjonera - można w niej było znaleźć wszystko, od antykwarycznych egzemplarzy Władcy Pierścieni po koszmarne gadżety filmowe. A nad wszystkim unosił się duch porozumienia co do wielkości Dzieła i jego dogłębnej znajomości - w każdej chwili można było z każdym uczestnikiem porozmawiać na dowolny temat, a na jednej z prelekcji wszyscy słuchacze wyrecytowali chórem tzw. "zagadkę Obieżyświata". Można było nareszcie w realu poznać osoby, z którymi się dotąd tylko korespondowało, a i nawiązać nowe znajomości. Największe wrażenie zrobił na mnie wieczór czytania wiersza Pierścienia we wszystkich językach obecnych na konwencie - było ich ponad trzydzieści sześć, łącznie ze staroangielskim, chińskim, quenyą i, oczywiście, polskim. W sumie było to niezapomniane, kilkudniowe tolkienowskie święto.

Patrząc na Birmingham i na światowy fandom tolkienowski widać, że po ponad półwieczu oksfordzki profesor i wykreowany przez niego świat wciąż cieszą się niegasnącą popularnością. Co Pani zdaniem stoi u źródeł tego fenomenu?

Bardzo trudno na to odpowiedzieć, bo każdy znajduje u Tolkiena coś innego. Paradoksalnie, może to właśnie ta różnorodność przyciąga ludzi? Poetycka atmosfera, staranna konstrukcja świata, echa dawnych wydarzeń, archetypy, wzniosłość tematów, wzorce do naśladowania, moralna klarowność bohaterów, wartka akcja, wielkie wzruszenia, przeżycie katharsis, natchnienie poczuciem nadziei? A może ludziom potrzeba jasno wytyczonego kursu, wyraźnego stwierdzenia, że białe jest białe, a czarne - czarne? Ja po prostu lubię mówić, że książki Tolkiena są piękne i mądre.

14. Jaka jest najśmieszniejsza przygoda, która przydarzyła się Pani podczas Pani kariery w fandomie tolkienowskim?

Bardzo mi przykro, ale niczego takiego nie potrafię sobie przypomnieć... Z pogranicza fandomu mogę opowiedzieć anegdotkę o tym, jak umawiałam się na spotkanie z nową zleceniodawczynią. Na koniec rozmowy telefonicznej obiecałam, że "stawię się niezawodnie", na co usłyszałam: "O, pani też czyta Tolkiena?" Był to początek pięknej znajomości.


Pytania Adama

1. Kiedy ostatnio czytała Pani "Hobbita" lub "Władcę Pierścieni" lub też "Silmarillion"?

W całości? - Nie pamiętam... Bardzo dawno temu.

2. Czy czyta Pani książki Tolkiena fragmentami czy też zawsze w całości?

Bardzo żałuję, że nie mam czasu czytać ich w całości. Są to zawsze fragmenty, ale liczne i w kilkugodzinnych dawkach. Ciągle sobie obiecuję, że w te wakacje to już na pewno, ale zawsze jest jakaś pilniejsza lektura.

3. Czy nadal odkrywa Pani coś nowego w książkach Tolkiena?

Tak. Jestem niezbyt pamiętliwą czytelniczką, więc może za którymś razem zaskoczy mnie odkrycie tożsamości Thorongila? Ale na serio - od wielu lat toczę ze znajomymi rozmowy o Tolkienie i nigdy nie mam ich dość, zawsze da się odnaleźć kolejny aspekt danej sytuacji czy postaci.

4. Czy czyta Pani książki Tolkiena po polsku czy też w oryginale?

I tak, i tak - obie wersje są mi równie bliskie. Mówię oczywiście o przekładzie M. Skibniewskiej.

5. Jakie pytanie zadałaby Pani Tolkienowi gdyby to było możliwe? O czym chciałaby Pani z nim porozmawiać?

Obawiam się, że kompletnie by mnie zamurowało. Może zapytałabym go, czy znał kogoś takiego jak Eowina? I dlaczego nazwał Boromira Boromirem. I czy według niego dawne teksty należy tłumaczyć tak, by brzmiały jak dawne teksty, czy współcześnie. Jest to problem, który nurtuje mnie od dawna, a myślę, że w tej kwestii Tolkien miałby sprecyzowane zdanie.

6. Co Pani sądzi o "Władcy Pierścieni" Bakshi´ego (kreskówce)?

Wierny scenariusz, straszliwa koncepcja plastyczna, znakomity pomysł łączenia animacji ze zdjęciami filmowymi. Film nie zdołał mnie odstraszyć od nieznanej mi jeszcze książki, więc chyba nie jest taki zły?

7. Co Pani myśli o językach elfów? Czy zna Pani bądź też ma się zamiar któregoś z tych języków nauczyć?

Na początku uważałam, że stanowią wspaniałe uzupełnienie legendarium, a potem z radością się dowiedziałam, że to z nich się ono wzięło. Niestety, nie znam żadnego, chociaż miałam zamiar się nauczyć quenyi, ale było to w okresie, kiedy kończyłam studia, a więc przestałam mieć tyle wolnego czasu. Może uda mi się na emeryturze?

8. Czy czyta Pani książki Tolkiena otoczona ciszą czy też dźwiękami? Mam tu na myśli muzykę. Jeśli czyta Pani przy muzyce to przy jakiej?

Czytam w ciszy. Nawet gdyby w tle rozlegała się jakaś muzyka, to i tak zapewne bym jej nie zauważyła, pochłonięta lekturą.

9. Co Pani sądzi o słuchowiskach BBC - Tolkienie w wydaniu BBC?

Świetny pomysł, solidna angielska robota, doskonałe głosy. Niestety, brak czasu sprawia, że muszę łączyć przyjemne z pożytecznym i słuchać tej dramatyzacji jedynie w trakcie wykonywania innych dłuższych zajęć, nie absorbujących umysłu, jak prasowanie czy ubieranie choinki :-).

10. "Gondor króla nie ma, Gondorowi króla nie trzeba" [Gondor has no King, Gondor needs no King.] Czy zgadza się Pani z mottem na koszulce Anke Eissmann?

Oczywiście, że nie!

11. Co by Pani powiedziała osobom, które denerwuje "szlachetny i nieziemski" Aragorn?

Że bardzo mi przykro i że mam nadzieję, iż przy kolejnej lekturze dostrzegą jego zalety.

12. Czy czytuje Pani inne - poza Tolkienem - książki fantasy? Mam tu szczególnie na myśli George´a R R Martina ("Pieśń Lodu i Ognia Davida Gemmella, Ursulę K Le Guin, Andre Norton czy też Roberta E Howarda (twórcę Conana)? Jeśli tak to jakie jest Pani zdanie na ich temat?

Tolkien właściwie był pierwszym autorem - uogólniając - fantasy, jakiego przeczytałam, i po nim już mało co mi się podobało. Zachwyciłam się dopiero LeGuin, najpierw Ziemiomorzem, a potem resztą jej książek. Podobnie jak Tolkien, Le Guin pisze mądrze i ma niesamowity, przepiękny styl, który działa na mnie jak kojący balsam. Oczywiście nie czytałam wszystkich autorów fantasy, ale nie zawaham się powiedzieć, że spośród tych, których znam, ona pisze najpiękniej. Nawet jej mniej udane pod względem treści opowiadania czytam z zachwytem - właśnie ze względu na ich formę. Martina i Gemmella nie znam - zostawiam ich sobie na emeryturę.

13. Czy lubi Pani cykl "Diuna" Franka Herberta?

Tak.

Jakie jest Pani zdanie na temat cyklu "Narnia" C.S. Lewisa?

Kolejne dzieło fantasy, które nie zostawiło u mnie po sobie wielkiego śladu. Przeczytałam je po Tolkienie, i to tylko ze względu na przyjaźń łączącą obu autorów, i stwierdziłam, że nie dość, że nie ma wielkości Władcy Pierścieni, to jest po prostu zbyt łopatologicznie chrześcijańskie (mój zarzut dotyczy łopatologii, a nie chrześcijaństwa). Znacznie bardziej podobała mi się jego trylogia międzygwiezdna.

14. Jak ocenia Pani ekranizację "Lwa, Czarownicy i starej szafy"?

Jest dość wierna, a więc - nudna (podobnie jak w wypadku Harry´ego Pottera i kamienia filozoficznego; filmowa Drużyna Pierścienia odbiegała od literackiego pierwowzoru i m. in. dlatego była intrygująca). Za treścią "Kronik Narni" nie przepadam, więc pozostaje mi tylko ocenić formę filmu - jest bez zarzutu: sama akcja wciąga, aktorzy są doskonali, scenografia Alana Lee odpowiednio baśniowa, efekty specjalne bardzo dobre, wiele scen zapada w pamięć - np. ogniste sylwetki tańczące w palenisku, ogniste ptaki, spotkanie pana Tumnusa z Łucją, śmierć Aslana, zimna Biała Czarownica, tajanie jej ofiar... Nie pałam jednak zbytnią chęcią powtórnego obejrzenia tego filmu.

15. Co Pani sądzi na temat prac Katarzyny Kariny "Kasiopei" Chmiel?

Mają bardzo klarowną kreskę, są doskonałe w ruchu, kiedy trzeba liryczne, kiedy trzeba - dramatyczne i dynamiczne. Kasiopea bardzo dokładnie - i umiejętnie, co nieczęsto się zdarza - przedstawia rysy twarzy i kiedy już otrzyma pożądany efekt, taką twarz rysuje bardzo konsekwentnie i rozpoznawalnie. Mimo że twarze te nie pasują do mojej wizji bohaterów Tolkiena (bo ja żadnej wizji nie mam; wystarczy mi jego niezbyt szczegółowy opis, oddający najbardziej znaczące cechy fizyczne), przyjmuję je jako jedną z możliwych realizacji tego opisu. Uwielbiam akwarele i ołówek, a w tych technikach Kasiopea jest, moim nieprofesjonalnym zdaniem, stuprocentową profesjonalistką. Znakomicie też rysuje dzieci. Doskonale oddaje szczegóły stroju, jej konie są jak żywe. Świetne są też jej stylizowane rysunki, jak w komiksowej serii o dzieciństwie Boromira i Faramira. Podoba mi się też, że Kasiopea ilustruje niezbyt znane sceny. Na każdą pracę czekam z niecierpliwością i z zachwytem oglądam. Mam też tę przyjemność, że mogę ją omówić bezpośrednio z Autorką...

16. Co Pani sądzi na temat prac Anke Eissmann?

Jako że to akwarele, od razu dostają u mnie kredyt zaufania. Są jednak bardzo dobre, choć zupełnie odmienne od Kasiopeowych: mają natychmiast rozpoznawalny, wyraźny styl, są leciutko odrealnione, a twarze dość schematyczne - co mi wcale nie przeszkadza, bo ja bohaterów Tolkiena nie wyobrażam sobie wyraźnie. Podoba mi się stonowana kolorystyka stosowana przez Anke i delikatna mgiełka niedopowiedzenia. Może jedynym zarzutem byłby ten o statyczność, ale jest ona konsekwentnym składnikiem atmosfery jej prac.

17. Co Pani sądzi na temat prac Jenny Dolfen?

Widziałam ich zbyt mało, by mieć wyrobione zdanie; te, które widziałam, są nierówne.

18. Jakie jest Pani zdanie na temat fanzinu "Simbelmyne"?
19. Jakie jest Pani zdanie na temat fanzinu "Aiglos"?

Odpowiedź na te pytania najzręczniej będzie mi połączyć, jako że oba są wydawane przez moją macierzystą sekcję mojego macierzystego klubu. Myślę, że doskonale się uzupełniają; ten pierwszy jest chyba bardziej językowy i, powiedziałabym, specjalistyczny; "Aiglos" jest przeznaczony dla szerszego czytelnika i zajmuje się szerszym wachlarzem spraw. Niewątpliwą zaletą "Simbelmyne" jest kolorowy druk. Dla obu piszą specjaliści, oba pozyskują materiały zagraniczne.
"Simbelmyne" jest szalenie cenna między innymi w tego względu, że prezentuje nieznane dotąd w Polsce teksty Tolkiena. Oba fanziny są bardzo potrzebne, bo internet nie zaspokaja wszystkich pragnień tolkienistów, a są na tyle odmienne (także pod względem formatu), by razem stanowić dobrą ofertę - i różnić się pięknie.
A już zupełnie prywatnie powiem, że współredagowanie "Aiglosa" to czysta radość (z niejaką domieszką adrenaliny).


Teraz nastąpi kilka pytań związanych z językiem angielskim i tłumaczeniami.

20. Czym został podyktowany wybór takiego a nie innego kierunku studiów (Anglistyka) i późniejszej drogi przez życie związanej z tłumaczeniami?

Odczuwanym od najmłodszych lat zachwytem nad językiem angielskim, a raczej jego egzotycznymi dźwiękami. A tłumaczenia - po prostu na jednych z zajęć z praktycznego angielskiego tłumaczyliśmy jakiś banalny tekst i wtedy pojęłam, na jak wiele sposobów można to robić i jakie to stawia przed człowiekiem wyzwanie. Zafascynował mnie ten proces.

21. Czy zastanawiała się Pani kiedykolwiek nad inną opcją?

Od owych pamiętnych zajęć już nie. Przedtem, od szkoły podstawowej, chciałam być reżyserem filmowym, ale jakoś nic w tym kierunku nie robiłam.

22. Które z przedmiotów na studiach były Pani ulubionymi? Dlaczego?

Praktyczny angielski, bo tu mogłam szlifować ten język i wchodzić dalej w las - tam rzeczywiście jest coraz więcej drzew. Gramatyka historyczna - bo tu widać, jak się zmienia i funkcjonuje język. Literatura staro- i średnioangielska (choć nie najlepiej w moim byłym instytucie postawiona), bo uwielbiam takie zabytki i mogłam się przekonać, czym zajmował się Mistrz, co pozwoliło odkryć kolejną warstwę Dzieła.

23. Czy mogłaby Pani opowiedzieć kilka słów na temat swej pracy magisterskiej poświęconej "Władcy Pierścieni"?

Ma Pan doskonały wywiad :-). Chciałam pisać o tłumaczeniu i o Tolkienie, więc połączyłam to w pracy o "wybranych aspektach przekładu - studium przekładu M. Skibniewskiej Władcy Pierścieni J. R. R. Tolkiena". Przyjrzałam się kilku teoriom przekładu i ich zastosowaniu oraz możliwości zastosowania w rzeczonym tłumaczeniu, a konkluzją było to, że "kto psuje jakąś rzecz, żeby lepiej poznać jej istotę, ten zbacza ze ścieżek mądrości", to znaczy nie trzeba wiedzieć, jakie mechanizmy zadziałały w trakcie tłumaczenia, by docenić piękno polskiego opisu świtu nad Rohanem. Bardzo nienaukowa konkluzja.

24. Czy były jakieś problemy z akceptacją przez Uczelnię tematu i charakteru Pani magisterium? Czyli mam tu na myśli jakie były problemy związane z (zwłaszcza) pisaniem magisterium od strony organizacyjnej?

Nie było najmniejszych problemów ani formalnych, ani organizacyjnych; jako że nie było u nas specjalisty od tłumaczeń literackich ani od Tolkiena (co oczywiste), byłam zdana wyłącznie na siebie i pisałam co chciałam; mój amerykański promotor dowoził mi tylko najnowsze książki z dziedziny teorii przekładu. W sumie wszyscy byli zachwyceni - promotor, bo nie musiał ingerować, ja, bo pisałam, co uważałam za stosowne, a oceniający, bo praca podobno okazała się niezła.

25. Czy fascynuje Panią rozkładanie słów (na morfemy) i szukanie zależności pomiędzy słowami pochodzącymi z różnych języków?

Jak najbardziej.

26. Jaka część filologii Panią fascynuje?

No właśnie ta porównawcza, czyli synchroniczna, ale i diachroniczna też.

27. Tolkien należał do zakładki "fil" podczas gdy Lewis do "lit". Czy bliższy jest Pani "fil" czy też "lit"?

Chyba jednak "fil", choć obie się uzupełniają i nie należy ich rozdzielać. A już na pewno "lit" nie istniałaby bez "fil".

28. Tłumaczyła Pani Listy Tolkiena. Czy praca nad nimi była dla Pani w jakiś sposób szczególna?

O, tak. Tłumaczyłam przecież własne, prywatne słowa Mistrza. Podchodziłam do tego z ogromnym namaszczeniem i poczuciem odpowiedzialności (które zresztą towarzyszy mi przy tłumaczeniu każdej książki) - oraz z dziką radością. Mam nadzieję, że niczego nie popsułam. Dla tłumacza-tolkienisty nie ma chyba większej radości niż tłumaczenie Tolkiena. No, może książek Tolkiena.

29. Czy czytała Pani kiedyś książki, które sama Pani przetłumaczyła? Czy to ponownie po angielsku czy też własne tłumaczenie?

Mam tę wielką przyjemność, że często tłumaczę moje ulubione książki, więc czasami (bardzo rzadko z braku czasu na powtórne czytanie, skoro czeka tyle innych książek) do nich wracam, do wersji, po którą w danej chwili łatwiej sięgnąć na półkę. Jeśli już czytam po polsku, to zwykle te fragmenty, które najbardziej lubię, żeby sprawdzić, czy nadal wywierają na mnie takie samo wrażenie. Jeśli tak, to znaczy, że nie pokpiłam sprawy. A po angielsku dla czystej przyjemności.

30. Anglia Tolkiena a Anglia współczesna. Wielkie zmiany. W zasadzie wszystko się zmieniło. Czy czuje Pani tęsknotę? Co Pani czuje?

Na pewno nie tęsknotę, bo nie znam Anglii sprzed kilkudziesięciu lat, chociaż i współcześnie można napotkać wiele jej materialnych śladów. Nauczyłam się też w moim krótkim (biorąc pod uwagę długowieczność elfów) życiu, że nic nie trwa wiecznie i że zmiana to życie. Byle nie zbyt gwałtowna... A znajdując się w Anglii, czuję się jak u siebie w domu - zapewne z racji mojej anglofilii, tych wszystkich przeczytanych książek, może też odzywa się u mnie jakimś cudem pamięć zbiorowa, w którą tak wierzył Tolkien? Może kiedyś tam mieszkałam?

31. Beowulf i teksty staroangielskie (Battle of Maldon, Wanderer, etc.) - ile dla Pani znaczą? Czym dla Pani są? Czy ma Pani jakieś szczególny do nich stosunek?

Tak - zazdroszczę ich Anglikom, którzy mieli takie wspaniałe opowieści, kiedy my jeszcze siedzieliśmy na drzewach. Bo nawet jeśli je sobie wykrzykiwaliśmy z konaru na konar, to jakoś nie udało się ich spisać... Stanowią one dla mnie szalenie cenne możliwości zajrzenia do bardzo starej kultury, której echa dla uważnego ucha wciąż są żywe. Czy to w poezji, języku, czy obyczajach. Był np. taki pisarz, Tolkien ;-) , którego książki sięgają korzeniami aż w tamte czasy, stanowiąc świadectwo ciągłości tamtejszej kultury i co, jeśli to sobie uświadomimy, pozwala lepiej zrozumieć jego dzieła. A poza tym, jak już chyba wspomniałam, bardzo lubię zabytki literatury.

Dziękujemy bardzo za czas poświęcony przez Panią na niniejszy wywiad i mam nadzieję, że żadne z powyższych pytań nie było obraźliwe ani też zbyt osobiste.

Cała przyjemność po mojej stronie; odświeżyłam sobie w pamięci parę spraw, a gdyby jakieś pytanie nie przypadło mi do gustu, to bym je pominęła :-). Dziękuję za przygotowanie tak zróżnicowanych pytań - aż się chciało na nie odpowiadać.


Wywiad przeprowadzili nasi redaktorzy X i Adam


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl