Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Tedem Nasmithem



1. Jaki jest Twój pogląd na rolę ilustracji w stosunku do treści książek? Czy mają one być wiernym odzwierciedleniem autorskich opisów, czy też (i na ile) dopuszczalna jest inwencja własna ilustratora? W jaki sposób Twoja opinia na tę kwestię wpływa na zawartość Twoich prac?

Osobiście uważam, że artysta powinien zrobić wszystko, co w jego / jej mocy, by odzwierciedlić autorskie intencje - czytelnik zaś chciałby przemyślanego podejścia do dzieła literackiego; i to takiego, które współgrałoby z jego postrzeganiem zamierzeń pisarza. Ilustrator wydaje mi się być swego rodzaju pośrednikiem pomiędzy czytelnikiem i autorem - ale zarazem jego zmysł twórczy i umiejętności artystyczne mogą także być postrzegane jako sposób wyrażenia swojej niepowtarzalnej osobowości twórczej, i jako takie cenione.


2. Jakie są Twoje główne inspiracje w sztuce i literaturze (poza Tolkienem), i w jaki sposób wpływają one na Twój wizerunek artystyczny?

Kocham romantyczną, realistyczną sztukę malowania krajobrazów z przełomu XVIII i XIX w. - podobnie jak i jej następstwa w amerykańskiej sztuce luminarystycznej. Uwielbiam także te najlepsze spośród ilustracji pochodzących z późnego wieku XIX, oraz wczesnego dwudziestowiecza. Zasięg moich czytelniczych zainteresowań skupia się głównie na szeroko rozumianym realizmie (m.in. E. Velikovsky, Paul Watslawick, C. Lascsh, Paul Davies, Elaine Pagels, Marina Warner, i wielu innych) , lecz przez lata cieszyłem się także dorobkiem wielu pisarzy fantasy i science fiction (m.in. Michael Bishop, Joan D. Vinge, Frank Herbert, Guy Kay, George R.R. Martin, etc.). Wszystko to miało swój wpływ na moje postrzeganie świata wokół mnie - lecz nie jestem pewien, czy jest tu miejsce na analizowanie sposobów, w jakie wpłynęło to (lub też nie wpłynęło) na moją sztukę jako taką.


3. A co jest takiego niezwykłego w książkach samego Tolkiena, co sprawiło, że stał się on jednym z Twoich głównych źródeł artystycznej inspiracji?

Wydaje się to być kombinacją wielu różnorodnych czynników, takich jak chociażby genialne tolkienowskie wyczucie klimatu - zarówno melancholii, nostalgii, jak i magii i przygody; jego "angielskość"; naturalne i wykreowane fantastycznie krajobrazy (oczywiście); no i ogólne przesłanie: tę skromną, rycerską wrażliwość, którą wnosi do swojego świata, tę swoistą mieszankę wpływów chrześcijańskich, pogańskich, celtyckich, nordyckich i innych. Oraz to proste, zapierające dech w piersiach piękno jego prozy i struktury narracji.


4. Których spośród pozostałych ilustratorów tolkienowskich lubisz najbardziej, a których najmniej? Dlaczego?

Ponieważ w pewnych przypadkach są to moi uznani koledzy - moje poglądy, sympatie i antypatie dotyczące ich prac są raczej drażliwym tematem, na który wolałbym się nie wypowiadać. Każdy z nas ma swoje mocne i słabe strony.


5. Czy mógłbyś nam opisać swoją "przygodę" z książkami Tolkiena? Jak (i kiedy) się rozpoczęła, i w jaki sposób zmieniła Twoje życie?

Wydaje mi się, że rzeczą oczywistą dla każdego obeznanego z moją pracą jest fakt, że Tolkien miał na mnie bardzo głęboki wpływ (osobiście i zawodowo) już odkąd jako nastolatek po raz pierwszy przeczytałem "Władcę Pierścieni". Miałem to szczęście, że ostatecznie odnalazłem w Tolkienie swoje powołanie (coś, co narastało przez okres jakichś 15 lat, zanim moje prace zostały po raz pierwszy opublikowane), oraz że trafiłem na bardzo wrażliwą publikę wśród podobnych mi fanów. To jest po prostu sposób, w jaki ta zmieniająca życie inspiracja (której doświadczają wszyscy miłośnicy Tolkiena) zamanifestowała się w moim życiu twórczym. Na szczęście, tylko niektóre spośród osób, które przez to przechodzą, kontynuują tę drogę i wyrabiają sobie bardzo znaczące profesjonalne zainteresowanie przedmiotem!


6. Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydowałeś się na stworzenie serii ilustracji do dzieł Tolkiena? Która z Twoich prac była tą pierwszą? Byłeś zadowolony z uzyskanego rezultatu?

To rozwijało się stopniowo. Zacząłem malować dla swojej własnej rozrywki, lecz wkrótce ten ´domowy projekt´ rozwinął się w pragnienie, by zilustrować tyle tolkienowskich scen, ile tylko dam radę. Otrzymawszy wiele wsparcia od innych, poczułem wkrótce zmysł misji. Z pewnością miałem wrażenie, że świat tolkienowski nie został właściwie zobrazowany przez ówczesnych ilustratorów, których prace widywałem w tamtym czasie (lata siedemdziesiąte), więc zdecydowałem, że postaram się zaspokoić swoje własne wyobrażenia ´jak to powinno wyglądać´. Pierwszą ilustracją było "The Unexpected Party" (1972), pokazujące Bilba i krasnoludów w Bag End. Wówczas byłem z niej zadowolony - ale była to praca amatorska, i wkrótce zacząłem ćwiczyć swój dar do krajobrazów Śródziemia.


7. Kiedy i w jakich okolicznościach zostałeś zawodowym ilustratorem? Czy fakt, że ilustrowanie dzieł Tolkiena stało się Twoją pracą, zmienił jakoś Twój stosunek wobec tego autora lub też jego literatury?

Zacząłem karierę w studiu (jako pracujący na zamówienie odtwórca architektury) we wczesnych latach siedemdziesiątych. To też było raczej przypadkowe - nie miałem żadnych wcześniejszych ambicji w tym kierunku - ale w każdym razie odkryłem, że bardzo mi to odpowiada. Stało się to moją ´pracą´, podczas gdy Tolkien był sztuką, którą tworzyłem dla ´zabawy´. Pomimo tego, że zacząłem być profesjonalnie kojarzony z Tolkienem, zawsze pamiętałem swój wielki nim zachwyt z czasów pierwszej lektury: więc w jakiś sposób nie dopuściłem do tego, by stał się on dla mnie "chlebem powszednim".


8. Byłeś jednym z gości specjalnych na zeszłorocznej konferencji w Birmingham. Czy mógłbyś nam coś o niej opowiedzieć? Chodzi mi na przykład o sposób, w jaki była zorganizowana, Twoje odczucia względem niej, i tak dalej.

Myślę, że wielu ludzi skomentowało już tę raczej żenującą, "szpitalną" lokalizację - Aston University - ale zgadzam się z tymi, którzy mimo wszystko uznali B2005 za nadzwyczaj inspirujące: jako zgromadzenie tak wielu międzynarodowych społeczności tolkienowskich, przyjaciół i sław. Mam nadzieję, że takie spotkania będą się powtarzać; wszyscy odnosimy korzyści z nawiązywania kontaktów wśród środowisk złożonych z naszych fanów - i mistrzów! I trzeba też pochwalić organizatorów: za ich generalnie bardzo dobrą robotę.


9. Jest bardzo wiele tolkienowskich książek i kalendarzy z Twoimi ilustracjami. Zastanawiam się, jak wygląda praca nad nimi. Czy malujesz to, co zostanie Ci zlecone - czy też może raczej to wydawnictwa biorą to, co dostają? ;)

Wydawca może wpływać na wybór ilustracji spośród zestawu, który oferuję - ale w większości to ja sam wybieram sceny do zobrazowania. Te kalendarze są naprawdę moją własną ekspresją twórczą. Ilustrowany Silmarillion powstał na skutek współpracy z Christopherem Tolkienem, który miał swój znamienny wkład, ale generalnie to ja wciąż zajmowałem stanowisko kierownicze, kiedy tylko przychodziło do wyboru prac i sposobu ich interpretacji.


10. Jak widzę stworzyłeś wielką liczbę prac inspirowanych J.R.R.Tolkienem. Czy możesz krótko opisać, w jaki sposób zazwyczaj nad nimi pracujesz? Chodzi mi tu o okres czasu, jaki zajmuje Ci stworzenie jednej ilustracji, sposób, w jaki decydujesz, co konkretnie namalować, miejsce, gdzie najlepiej Ci się pracuje i tak dalej.

Pracuję w małym studio, na wynajętej przestrzeni poza domem. Stworzenie ilustracji, od tych najwcześniejszych drobiazgów do pełnowymiarowej całości - zajmuje zazwyczaj około dwóch tygodni. Często rysuję na podstawie koncepcji zaczerpniętych z grona moich zbieranych latami szkiców. Przystawianie się do jakiejś sceny może też zająć całe lata. Inne prace z kolei nie były planowane z wielkim wyprzedzeniem - po prostu poczułem nagły impuls, by spróbować je oddać na papierze, i szło mi to dość szybko.


11. Które aspekty Twoich ilustracji sprawiają Ci największą satysfakcję? Co trzeba jeszcze poprawić?

Wszyscy artyści mają tendencję do kierowania się ciągłym pragnieniem, by swoje dzieło dopieszczać i poprawiać - i raczej nigdy nie są nim całkowicie usatysfakcjonowani. Lubię uwieczniać klimaty związane z pogodą i lokalizacją (trendy te są raczej oczywiste przy przeglądaniu korpusu moich prac), oraz próbować oddawać zjawiska "magiczne" (jak na przykład Saurona powstającego ponad Czarną Bramą) w sposób realistyczny - podobnie jak różne mityczne postaci i stworzenia. Próbuje też łączyć w mojej sztuce magiczną Krainę Baśni ze światem "prawdziwym".


12. Co Twoim zdaniem jest najważniejszym czynnikiem, który czyni daną ilustrację dobrą? Czy dostrzegasz to w swoich własnych pracach, czy też może jesteś w stosunku do nich raczej krytyczny?

(patrz pytanie 1. [13? - skromna sugestia tłumacza :D])


13. Którą ze swoich ilustracji określiłbyś jako najlepszą z nich? Dlaczego?

Trudno byłoby wybrać jedną konkretną. Kryteria, które determinują udaną pracę nie są tożsame we wszystkich przypadkach. W niektórych czerpię satysfakcję z przezwyciężania krytycyzmu wobec mojego - powiedzmy to w ten sposób - niemożliwego do poprawy przedstawiania bohaterów; podczas gdy w innych z tego, że udało mi się nadzwyczaj udanie wyrazić swój talent do krajobrazów, uchwycić atmosferę, wrażenie magii lub egzotyczną lokalizację. No i czasami zadowolenie bierze się po prostu z namalowania jakiejś śródziemnej sceny, do której nikt się wcześniej nie przymierzał, lub też z uchwycenia jej z jakiejś ciekawej perspektywy.


14. Do której spośród swoich ilustracji żywisz największy sentyment? Być może jest jakaś związana z nią historia - byłoby naprawdę świetnie, gdybyś zechciał nam ją opowiedzieć.



Obraz "Lady Galadriel" stanowi spełnienie obietnicy unieśmiertelnienia, którą złożyłem mojej ówczesnej dziewczynie (która pozostanie dyskretnie bezimienna). Jako że literatura Tolkiena stanowi często taką zapierającą dech w piersiach mieszankę piękna i smutku, a ta kobieta była najważniejsza w całym moim życiu - zbliżyłem się najbardziej jak tylko można do wzniosłego, lecz wysoce niebezpiecznego doświadczenia archetypicznej miłości romantycznej.


15. Co sprawiło Ci największą satysfakcję podczas Twojej kariery jako ilustratora? Do czego dążysz obecnie?

Wydaje mi się, że ilustrowanie Silmarilliona (edycja 2004) było swego rodzaju wielkim punktem pośród wielkich punktów mojej kariery; a stworzenie prac do 3 udanych kalendarzy tolkienowskich opartych na WP - plasuje się niewiele niżej. Obecnie pracuję nad nowymi ilustracjami do "Władcy Pierścieni" na wiosenną wystawę w Anglii, a także nad nagraniami moich orginalnych tolkienowskich piosenek.


16. Którzy bohaterowie i które sceny z tolkienowskiego legendarium wywołują u Ciebie najsilniejsze emocje? Dlaczego właśnie te?

Przychodzą mi na myśl: Turin i Samwise, a także Eowina. Turin jest postacią jednocześnie przerażającą i pełną współczucia - pozostawia też czytelnika pogrążonego w zadumie nad tragicznymi rezultatami swego mrocznego "fatum". W przeciwieństwie do innych bohaterów, Turin ma bardzo kompleksowy i wyrazisty charakter - i wydaje mi się, że stanowi także swego rodzaju ostrzeżenie. Samwise jest prostym przedstawicielem ogółu, który wiedziony przyjaźnią i ciekawością wchodzi z szeroko otwartymi oczyma w świat przygody, i w końcu odkrywa w sobie niemal nadludzką siłę i odwagę. Myślę, że jest on właśnie takim typem człowieka, z którym Tolkien wielokrotnie stykał się - z podziwem - w trakcie I Wojny Światowej. Eowina natomiast jest, jak mi się wydaje, kompleksową, fatalistyczną heroiną, która uosabia wiele z jego własnego, nieprzeanalizowanego mroku. Na wiele sposobów jest ona oknem otwierającym się na głębię naszych własnych lęków i braku poczucia celu. Scena z Faramirem na murach Minas Tirith jest chwytającym za serce i osobistym w wymowie zapisem tolkienowskiego pietyzmu wobec własnej zmarłej matki, przedstawionym w sposób, w jaki wyraziłby to niemal każdy autor.


17. Którą książkę o Tolkienie - jego życiu, fenomenie lub literaturze - uważasz za najlepszą? Dlaczego właśnie tę?

Dostępnych jest kilka dobrych pozycji - lista wciąż się wydłuża - ale uważam, że Tolkien and the Great War Johna Gartha znajduje się wśród tych najlepszych. Prezentuje nam ona bardzo dobrze napisaną i gruntowną relację z tego najważniejszego i najsilniej kształtującego osobowość doświadczenia życiowego Tolkiena. Ukazuje nam również stopniowy proces, na skutek którego przekształcił się on z niewyraźnego początkującego poety, obdarzonego dyskusyjnym talentem i dość mglistymi celami (ale także geniuszem do tworzenia języków, oraz pasją do średniowiecza i Anglii), w jednego z najwspanialszych twórców opowieści z Krainy Baśni wszechczasów.


18. A co sądzisz o Tolkienie jako człowieku?

Bardzo go lubię - i, jak w przypadku każdego, kto jest tak wybitnie utalentowanym i kompleksowym człowiekiem, zawsze wydaje się, że jest jeszcze o wiele więcej rzeczy, których możnaby się o nim dowiedzieć, i za które możnaby go podziwiać. Zasługuje na respekt zwłaszcza ze względu na to, że przeżył swe życie konsekwentnie, z pasją i poświęceniem swojej pracy, żonie, rodzinie, przyjaciołom i - ponad wszystko - swojej fikcji (oraz, później, rosnącym rzeszom jej miłośników).


19. Jaka jest Twoja opinia o jacksonowskiej adaptacji "Władcy Pierścieni"?

Zekranizowanie jednej z najbardziej ukochanych opowieści wszechczasów jest z pewnością potężnym kinematograficznym osiągnięciem - przy wszystkich tych wyzwaniach, które trzeba było podjąć - tak więc pochwały i nagrody dostają się Jacksonowi zasłużenie. Jednakże miejscami miałem przedziwne odczucie pustki; tak jakby próba poruszenia nas jako publiczności doświadczeniem Tolkiena "na żywo" - ostatecznie nie była w stanie dorównać tym tęsknotom z innego świata, którymi w nieuchwytny sposób aż tchnie z kart jego książek. Po prostu chwilami miałem ochotę na więcej z Tolkiena - jego pomysłów i jego fabuły - a mniej z Jacksona, z jego redagowaniem i adaptowaniem. Wolałbym nieco subtelniejszą i mniej widowiskowo spektakularną ekranizację, jak mi się wydaje.


20. Co myślisz o pisaniu tolkienowskiej fanfiction? Czy uważasz ją za formę sztuki, czy raczej za plagiat?

Uważam, że powinno się podążać za swoimi kreatywnymi pomysłami - nawet jeśli mają one na celu tylko rozwinięcie (czy nawet wypaczenie / sparodiowanie) jakiegoś orginalnego materiału. System prawny będzie ogólnie rzecz biorąc hamował ich eksploatację o współczynniku ekonomicznym, więc - z racji na ich obieg tylko wśród fandomu, krytyków i luźniejszych grup odbiorców - to właśnie do nich należeć będzie ostateczne oszacowanie wartości (lub też bezwartościowości) tych produktów. Poza tym, działalność tego rodzaju jest normalną naroślą na tak bogatej spuściźnie jak ta tolkienowska. Plagiat wciąż jeszcze może być artystyczny i inspirujący, naturalnie, lecz dla mnie jest w ostatecznym rozrachunku dziełem skażonym, i osobiście nie interesuję się jakoś szczególnie tą tematyką - tworzeniem dzieł sztuki / muzyki, etc., które są zbyt daleko oddalone od orginalnie tolkienowskiego piekna.


21. Jaka jest najzabawniejsza przygoda, która przydarzyła Ci się podczas Twojej kariery jako ilustrator?
A która była najbardziej wzruszająca?

Byłem w Londynie w latach osiemdziesiątych, i po swoim pierwszym, emocjonującym spotkaniu z redaktorami wydawnictwa George Allen and Unwin zostawiłem im pewne swoje orginalne obrazy. Obrazy znajdowały się w specjalnie zbudowanym drewnianym pokrowcu, ale niefortunnie okazało się, że jest on raczej nieporęczny i przymocowane do niego małe kółka wkrótce potoczyły się po nierównych kamieniach brukowych londyńskich chodników.

Zostawiłem prace, by sfotografowano je w G.A. & U., po czym przez kilka dni zajmowałem się zwiedzaniem... zaś po swoim powrocie do Londynu z upokorzeniem odkryłem - i to tylko na dzień przed odlotem do domu - że nie zostawiłem im kluczyka do zamkniętego na kłódkę pokrowca! Pamiętam jak panikowałem, pod wpływem nasuwających się wizji katastrofalnego zakończenia wszelkich marzeń o publikacji mojej sztuki, dopóki nie okazało się (ku mojej bezkresnej uldze), że przedsiębiorczy redaktorzy w tolkienowskim wydawnictwie po prostu znaleźli śrubokręt, którym usunęli nietkniętą zasuwkę i zamek!

Jednym z najbardziej poruszających doświadczeń był natomiast ten nastrój, który ogarnął mnie na konferencji w Birmingham 2005 - kiedy to moje imię zostało wyczytane zaraz po tym, gdy zajęliśmy miejsca na estradzie podczas Ceremonii Otwarcia, i narastało, gdy słyszałem, jak wyczytywane są z kolei nazwy tak wielu międzynarodowych społeczności...



Dziękujemy za poświęcony nam czas i uwagę.



Ilustracje Teda Nasmitha można zobaczyć na jego oficjalnej stronie www.tednasmith.com

Wywiad przeprowadzili Adam i X z redakcji www.tolkien.cyberdusk.pl



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl