Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Catherine Kohman

Catherine Kohman jest miłośniczką Tolkien od wielu lat. Dzięki jej pracy i staraniom 1 grudnia 2005 roku została wydana książka "Lembas for the Soul" przez wydawnictwo White Tree Press. Jest to zbiór pięćdziesięciu opowiadań z życia wziętych napisanych przez fanów Tolkiena, opowiadające o tym, jak literatura Tolkiena wpłynęła na ich życie. Na temat książki pisaliśmy dwukrotnie w newsach (zobacz TUTAJ i TU). Nasi dwaj redaktorzy Adam i X przeprowadzili z panią Kohman wywiad.





Wywiad z Catherine Kohman
część I - pytania X-a

1. Twoja książka - Lembasy dla duszy - prezentuje doświadczenia wielu osób, których życie zmieniło się dzięki Władcy Pierścieni. Jakie podobieństwa dostrzegasz pomiędzy nimi? Co te wszystkie historie mają ze sobą wspólnego?

Każdy, kto swoim esejem wniósł wkład do książki, wziął sobie "Władcę Pierścieni" do serca w nieco inny sposób - są też jednak pewne podobieństwa. WP nie jest dla tych ludzi po prostu historią, która bardzo im się spodobała. Ta opowieść ma dla nich pewne osobiste znaczenie, lub wycisnęła na nich szczególnie głębokie piętno. Ich zaangażowanie w swoją pasję coś im dało - nową wrażliwość, lub też siłę do zmienienia swego życia. W każdym wypadku "Władca Pierścieni" miał pozytywny wpływ na życie danej osoby.

2. Która z tych opowieści poruszyła Cię najbardziej? Dlaczego właśnie ta?

Bardzo trudno jest wybrać jedną konkretną historię, ponieważ wszystkie je odbieram jako poruszające w ten czy inny sposób. Każdego dnia, gdy otwierałam swoją skrzynkę mailową, musiałam mieć pod ręką paczkę chusteczek higienicznych. Wydaje mi się jednak, że najsilniejsze emocje budzi we mnie część książki zatytułowana "Światło w ciemności". Fizyczne i psychiczne trudności, które były udziałem tych fanów WP - najzwyczajniej w świecie łamały mi serce. Mimo to w ostatecznym rozrachunku odbieram te historie jako definitywnie triumfalne: "Władca Pierścieni" przywrócił do życia tych osób światło.

Czerpałam z tych opowieści również wiele śmiechu i radości. Od czasu do czasu odnajdywałam w opowiadanych mi historiach siebie samą - szczególnie w tych śmieszniejszych.


3. Czy możesz nam opisać *swoją* przygodę z Tolkienem? Jak (i kiedy) się rozpoczęła, i w jaki sposób zmieniło to Twoje życie? Po prostu - Twoja historia do Twojej książki ;)

Jako dziecko byłam molem książkowym - w wieku lat 15, kiedy po raz pierwszy przeczytałam "Hobbita" i "Władcę Pierścieni", miałam już za sobą lekturę większości dzieł klasycznych. Opowieść od razu mnie wciągnęła. (Tylko jedno spośród moich przyjaciół także zostało fanem, niestety. Nie mieliśmy wówczas Internetu, by za jego pomocą znajdować na całym świecie ludzi czujących podobnie.) Było to w latach 60., po wydaniu Ballantine - to właśnie od tego czasu Tolkien stał się popularny w Stanach.

Kiedy w ramach zajęć z mówienia mieliśmy przygotować dramatyczne czytanie, wybrałam do prezentacji końcówkę rozdziału Most w Khazad-dűm. Jest to dość śmieszne, czytane głośno przez piętnastolatkę - a przynajmniej wtedy było. Płakałam, kiedy wydawało mi się, że Gandalf umarł - i wciąż płaczę przy tym fragmencie filmu lub soundtracku, i to pomimo tego, że już od 30 lat wiem, że powróci!

Czytałam "Władcę Pierścieni" niemal co roku, kupiłam wszystkie plakaty i kalendarze, pochłonęłam "Biografię" autorstwa Carpentera i inne książki okołotolkienowskie. Wyznam, że zaraz po publikacji próbowałam przeczytać "Silmarillion", lecz nie mogłam przebrnąć przez początek. Kiedy obejrzałam filmy animowane, byłam raczej rozczarowana, gdyż wydawało mi się prawdopodobne, że jest to jedyna filmowa adaptacja "Władcy", jaką kiedykolwiek zobaczymy. Zatem poza tymi zwyczajowymi lekturami, WP zszedł na margines mojego codziennego życia.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że Peter Jackson realizuje film aktorski oparty na "Władcy Pierścieni", byłam jednocześnie podekscytowana i zaniepokojona. Lecz nawet pomimo kilku zgrzytów tej ekranizacji - takich jak chociażby usunięcie Glorfindela, drugiego spośród moich ulubionych elfów (za którym wciąż rozpaczam) - ogólnie byłam zachwycona. Filmy na nowo rozpaliły moje zainteresowanie książką i wszystkim dotyczącym Śródziemia. Kiedy odkryłam witryny internetowe, takie jak na przykład theonering.net lub The Council of Elrond (www.councilofelrond.com), uświadomiłam sobie, że nie jestem osamotniona w swej obsesji. ;)

Zdałam sobie sprawę, że prawdziwy fandom tolkienowski nie jest tylko jakąś fanaberią lub kaprysem - jest sposobem na życie. Mniej więcej w tym samym czasie zaczął mnie irytować fakt, że nikt nie uwiecznia doświadczeń fanów WP na papierze - Internet jest w końcu taki krótkotrwały. Jestem żarliwą miłośniczką literatury, i nawet pomimo tego, że jako bibliotekarka spędzam prawie cały dzień przy komputerze - mam nadzieję, że książki zawsze będą miały miejsce w naszym życiu. Szczególnie tak wspaniałe książki jak "Władca Pierścieni".


4. Jak myślisz, co takiego niezwykłego jest w książkach Tolkiena? Co sprawia, że jest on źródłem radości, przemyśleń i inspiracji dla tak wielu tak różnych ludzi?

Zawsze zastanawiał mnie fakt, że niektórzy "chwytają" Tolkiena od ręki, a inni nigdy nie są w stanie przebrnąć przez pierwszy rozdział. Nie jestem badaczem ani ekspertem od kultury popularnej, ale rozmawiałam z naprawdę sporą ilością fanów "Władcy Pierścieni" - na żywo lub online.

Na poziomie podstawowym, "Władca Pierścieni" jest czymś, co zwykło się nazywać "a ripping yarn", lub wielką powieścią przygodową. Jednak tolkienowski epos wykracza znacznie ponad ten poziom. Śródziemie jest niewiarygodnie kompleksowe - jego geografia, historia, języki i mitologia stoją na bardzo wysokim poziomie, niespotykanym w żadnym innym świecie fantastycznym. Opisy są tak bardzo plastyczne, że czuje się niemal, że wystarczy otworzyć drzwi, by wyjść na pola Shire, lub na strome, brukowane ulice Minas Tirith. Już sam poziom szczegółowości opisów stawia Tolkiena w osobnej sferze literackiej.

Lecz gdyby Śródziemie nie zostało zaludnione tymi wszystkimi różnorodnymi kulturami, gdyby Tolkien nie wykreował tak wielu fenomenalnych bohaterów - byłoby ono tylko piękną - i pustą - krainą. Mimo że wiele tolkienowskich postaci to archetypy, to wciąż da się w nich odnaleźć ich człowieczeństwo, ich desperację, ich odwagę w obliczu przytłaczających sił ciemności, a nawet w obliczu własnych słabości i lęków.

Nie wydaje mi się, bym kochała Gandalfa tak bardzo, gdyby nie jego pochopne usposobienie i szorstki język. Pippin zawładnął moim sercem dzięki swojej radosnej młodzieńczości. Nie podziwiałabym Sama w takim stopniu, gdyby nie uważał on siebie za kogoś bezwartościowego - gdy tymczasem, dzięki swojej wierności i odwadze, jest właśnie jedną z najbardziej wartościowych postaci. Lub Froda, gdyby i on także nie wątpił w siebie, i nie życzyłby sobie, by ktoś silniejszy i mądrzejszy uwolnił go od brzemienia.

We wstępie do Lembas for the Soul wspominam o tym, że dla wielu fanów "Władca Pierścieni" jest w rzeczywistości podróżą duchową. Oddziałuje na nas w pewien głęboki i uduchowiony sposób, który trudno jest wytłumaczyć komuś, kto nie dzieli z nami tej pasji. Niektórzy z piszących do mojej książki sami musieli w swym życiu pokonać długą i trudną drogę. Innych po prostu poruszyły piękno i plastyczność świata, za którym tęsknimy, ale którego nigdy nie osiągniemy.

Opracowałam sobie ostatnio pewną koncepcję, którą wielu uznałoby za wtórną, ponieważ została ona zainspirowana jedną z teorii Junga. Zastanawiam się, czy nie istnieją pewne wspólne dla całego społeczeństwa, nieuświadomione wzorce, na które w jakiś sposób oddziaływuje lektura "Władcy Pierścieni" . Sam Tolkien twierdził, że zapisywał po prostu opowieść tak, jakby przychodziła do niego skądś indziej. Gdzie konkretnie jest to "gdzieś indziej" - wciąż pozostaje tajemnicą.


5. Jaka jest najzabawniejsza przygoda, która przydarzyła Ci się podczas pracy nad Lembas for the Soul?

Istnieje grupa internetowa dla autorów piszących do Lembasów. Niektórzy z nas mieli okazję spotkać się w grudniu 2005, przy okazji wystawy WP w Indianapolis, w stanie Indiana, na przyjęciu z okazji wydania Lembas for the Soul i sesji autografów. Mieliśmy zabawę oglądając wystawę W - ale robiliśmy to w naprawdę fajny sposób. ;)

Pewnego dnia po obiedzie szliśmy do teatru IMAX (teatr z dużym ekranem) na "Powrót króla". Teatr znajdował się zaraz po drugiej stronie ulicy od restauracji. Tak czy siak, padający grad pokrył wszystko warstwą lodu. Na chodniku przed muzeum moje stopy poleciały w powietrze - nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, że upadam, dopóki nie leżałam już na plecach patrząc w nocne niebo. Ludzie, którzy byli ze mną, próbowali mi pomóc, lecz oni także poupadali na lód. Podobnie jak wszyscy inni, którzy po nim przechodzili. Jeśli zostałoby to utrwalone na taśmie filmowej, musiałoby wyglądać dosyć zabawnie.

Ponieważ chodnik przypominał nieco lodowisko (tylko był bardziej śliski), upadłam jeszcze raz podczas drogi do teatru. Na szczęście ciągle jeszcze byłam z przyjaciółką, ale tym razem po prostu poczołgałam się w kierunku trawy, pomagając sobie łokciami. Wyobrażałam sobie siebie jako Froda z mozołem wędrującego po zboczach Góry Przeznaczenia.

Kiedy wreszcie dostaliśmy się do środka, pomyślałam sobie, że wysiadywanie na 3,5-godzinnym seansie nie byłoby dobrym pomysłem, jeśli przy upadku uszkodziłam sobie plecy. Więc, podczas gdy reszta grupy poszła na film, ja poszłam do szpitalnej sali nagłych wypadków, by zajęto się wszystkimi moimi guzami, szramami i siniakami. Podczas całego tego "bożego dopustu" mocno ściskałam w rękach podpisany przez autorów egzemplarz Lembas for the Soul (który zresztą został potem wysłany do Petera Jacksona). Ostatecznie wydostałam się z sali szpitalnej około trzeciej nad ranem, udało mi się przespać parę godzin w hotelu, i złapać poranny lot do domu. Na podobieństwo Sama, cieszyłam się, że jestem znowu bezpieczna u siebie, w swoim własnym zakątku "Shire".

Z dzisiejszej perspektywy może to nie wyglądać aż tak zabawnie, ale starałam się podchodzić do tego z humorem. A gdy się teraz patrzy wstecz - jest to z pewnością niezapomniana przygoda!


A która przygoda była najbardziej wzruszająca?

Kiedy w końcu dostałam do przejrzenia korektę szpaltową książki (próbny plik kartek), przeczytałam ją za jednym zamachem. To był pierwszy raz, kiedy miałam okazję zapoznać się ze wszystkim od początku do końca - a nie tylko z poszczególnymi sekcjami lub indywidualnymi historiami. Głębia i kompleksowość zaangażowania tych ludzi we "Władcę Pierścieni" robi tym większe wrażenie, kiedy rozpatruje się wszystkie historie jako całość. Doznałam wtedy tego nieprzepartego uczucia radości i wdzięczności - przede wszystkim Profesorowi Tolkienowi, za stworzenie Śródziemia i swoich niesamowitych opowieści, lecz także autorom piszącym do Lembas for the Soul - za podzielenie się ich pięknymi historiami.

6. Czy ta praca nauczyła Cię czegoś nowego o Tolkienie albo o ludziach?

Moja praca nad Lembas for the Soul w konkretny sposób wykazała mi uniwersalność tolkienowskiego uroku. Książka zawiera historie z niemal każdego kontynentu, a wiek autorów oscyluje pomiędzy ludźmi bardzo młodymi, a tymi będącymi już w swoich "jesiennych" latach. Byłam zaskoczona, że około 90% nadesłanych historii było autorstwa kobiet lub dziewcząt. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak jest - poza tym, że kobiety prawdopodobnie są bardziej skłonne dzielić się z innymi swoimi uczuciami i doświadczeniami. To dla mnie swego rodzaju zagadka.

7. Czy jesteś członkiem jakichś amerykańskich organizacji poświęconych Tolkienowi i jego dziełom?

Należę wprawdzie do The Tolkien Society, ale w moim regionie Stanów nie organizuje się żadnych zjazdów (smiali) - tym niemniej, myślałam już o zapoczątkowaniu tego zwyczaju i u nas. Jestem też członkiem the Council of Elrond ( www.councilofelrond.com). Jest to jednak głównie internetowa społeczność.

8. W jaki sposób zorganizowany jest fandom tolkienowski w Twoim kraju? Czy uczestniczyłaś w jakichś konwentach lub regularnych spotkaniach fanowskich? Jeśli tak - czy mogłabyś opisać, jak się one odbywają?

Nie mam wielkich doświadczeń w tej dziedzinie. Wydaje mi się, że amerykański fandom jest raczej luźno zorganizowany, a większość "drużyny" komunikuje się za pośrednictwem Internetu i internetowych grup - np. theonering.net. Są też inne stowarzyszenia (jak chociażby Mythopoeic Society), które organizują doroczne zjazdy, a także wiele lokalnych spotkań. Osobiście uczestniczyłam tylko w kilku bardziej formalnych konferencjach - na przykład w Marquette University, w 2004, lub w "Tolkien 2005" w Birmingham. Chciałabym wkrótce zacząć się udzielać w zjazdach zorientowanych bardziej fanowsko - być może w 2006.

Z tego zaś, co słyszałam od moich przyjaciół lub widziałam w internetowych reportażach, amerykańskie zjazdy fanowskie są bardzo radosne i entuzjastyczne. Braterstwo z innymi maniakami, przebieranie się w tolkienowskie kostiumy, a także okazja, by poznać członków obsady filmowej lub uznanych tolkienowskich uczonych i artystów - zdają się być ich głównymi atrakcjami. Brzmi to jak zapowiedź naprawdę dobrej zabawy.


9. Co większość osób, z którymi przeprowadzałaś rozmowy, sądziła na temat jacksonowskiej ekranizacji? Czy były w stosunku do niej nastawione raczej entuzjastycznie, czy też może przeważał krytycyzm?

Niemal wszyscy piszący do Lembas for the Soul są miłośnikami filmów Petera Jacksona. Sposób, w jaki książka została przeniesiona na ekran, budzi wprawdzie ich drobne zastrzeżenia, ale generalnie są bardzo entuzjastycznie nastawieni do tych obrazów - czasami aż do poziomu obsesji. W tę liczbę wliczają się także ci, którzy były fanami "Władcy Pierścieni" na długo przed tym, zanim jacksonowska ekranizacja ujrzała światło dzienne.

Miałam nadzieję otrzymać też jakiś odzew od fanów, którzy woleli książkę i nie widzieli filmów. Poszukując takich właśnie osób - które mogły nie słyszeć o mojej inicjatywie ze względu na rzadkie bytności w Internecie - rozesłałam ogłoszenia po księgarniach science fiction / fantasy i po organizacjach fanowskich. Nie znalazłam żadnej.


10. A jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Na początek zaznaczę, że jest to tylko moja prywatna opinia. Zdaję sobie sprawę, że istnieje w fandomie tolkienowskim pewna grupa osób niezadowolonych z ekranizacji, i mają oni oczywiście prawo do własnego zdania. Tym niemniej - jestem także bibliotekarką, a więc bezpośrednio doświadczyłam efektów, które wywołała publikacja tych filmów. Ludzie w każdym wieku stale przychodzili do biblioteki dopytywać się o "Władcę Pierścieni" - analogiczny popyt panował w księgarniach. Blisko pięćdziesiąt lat po swojej premierze, trzy tomy WP weszły na listy bestsellerów. Skoro te filmy potrafiły wywołać tak wielkie zainteresowanie książką i dostarczyć tak wielu nowych fanów - to jestem zachwycona.

Jest także kilka scen, które prezentowały się dużo lepiej na filmie niż w książce. Rozpalanie gondorskich ognisk jest w powieści zaledwie wspomniane, podczas gdy w jacksonowskim "Powrocie króla" stanowi jeden z najbardziej poruszających i przejmujących fragmentów. Kolejny okruch filmowej magii to dla mnie galopada Gandalfa i Pippina po krętych ulicach Minas Tirith - do Cytadeli. To był prawdopodobnie właśnie ten moment, w którym najsilniej czułam, że tam jestem, że Śródziemie istnieje naprawdę!

Osobiście, bardzo mi się te filmy podobały. Są wprawdzie pewne drobne aspekty, które bym zmieniła, ale generalnie uważam, że mieliśmy naprawdę wielkie szczęście, że to właśnie Peter Jackson razem ze swoją obsadą i zespołem przenieśli "Władcę Pierścieni" na ekran. Podali nam Śródziemie i jego mieszkańców w zapierających dech w piersiach i bardzo plastycznych szczegółach, nie uchybiając przy tym istocie dzieła Profesora Tolkiena.


11. Ostatnio ukazał się tolkienowski film dokumentalny Pierścienie: Władcy Fanów. Ta praca ma dość podobny wydźwięk do Twojej, czyż nie? Co możesz nam powiedzieć o tych dwóch projektach?

Nosiłam się już z pomysłem antologii historii fanowskich od jakiegoś czasu (od publikacji jacksonowskich "Dwóch Wież") i nie słyszałam o projekcie filmowym przed decyzją, by zabrać się za realizację mojego. Tak czy siak, jest tyle fanowskich historii do opowiedzenia, i tak niewielu z nas miało okazję wypowiedzieć się na potrzeby filmu, że z pewnością w rozległym świecie tolkienowskiego fandomu znajdzie się miejsce dla obu tych inicjatyw. W każdym razie byłam bardzo podekscytowana tym dokumentem, i zamówiłam sobie egzemplarz już w dniu premiery.

12. Jakie są główne różnice pomiędzy Twoją książką i dokumentem Carlene Cordovy?

Film był dość ambitnym projektem, a jego przygotowanie wymagało bardzo wiele zaradności, szczególnie ze strony błyskotliwej i ciężko pracującej ekipy theonering.net. Ringersi idą głównie śladem pokazywania w interesujący sposób historii tolkienowskiego fandomu, a także przeprowadzania rozmów ze sławnymi ludźmi w jakiś sposób powiązanymi z Tolkienem; wliczając w to niektórych członków filmowej obsady. Przeprowadzono także rozmowy z fanami, którzy brali udział w różnego rodzaju zjazdach i premierach dotyczących "Władcy Pierścieni" - szczególnie na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych lub w Nowej Zelandii.

Natomiast książka zabiegała głównie o opowieści zwyczajnych fanów z całego świata. Każdy, kto tylko miał dostęp do Internetu, mógł przesłać swoją historię. Moim zamiarem było zdobycie także kilku tekstów napisanych przez ludzi, dla których angielski jest drugim językiem (wśród nich jest także jeden z Polski). Mieliśmy małą ekipę i niewielkie fundusze, ale wydaje mi się, że książka udała się nadzwyczaj dobrze - ze względu na jakość i różnorodność zawartych w niej opowieści, jak i na niewątpliwą perełkę: arcydzieło stworzone wspólnie przez Catharine Mallard i Danę Tonello. Tak, więc rezultat okazał się być zdecydowanie pozytywny.

Oglądałam film tylko raz, ale bardzo mi się podobał. Są pewne elementy wspólne dla naszych przedsięwzięć, na przykład z obu wynikają te same wnioski - uniwersalność oddziaływania "Władcy Pierścieni", oraz to, jak bardzo inteligentnymi i na swój sposób kreatywnymi ludźmi są fani Tolkiena. Oraz jak wspaniale się składa, że możemy się dzisiaj dzielić z całym światem naszą "prześwietną obsesją".


Czy współpracowaliście ze sobą podczas pracy?

Poza przesłaniem sobie nawzajem wyrazów dobrej woli i poparcia, nie współpracowałyśmy na płaszczyźnie tworzenia filmu czy też książki. Chociaż, gdyby kiedyś powstał ciąg dalszy Ringersów, bardzo bym chciała, by i ze mną przeprowadzono wywiad! ;)

13. Czy wszystkie historie z Twojej książki koncentrują się tylko i wyłącznie na "Władcy Pierścieni"? Czy może któryś z autorów był bardziej zafascynowany Silmarillionem, Hobbitem, HoME lub jakimś dziełem powstałym na bazie twórczości Tolkiena (na przykład filmami lub opowiadaniami fanfiction)?

"Władca Pierścieni" leży wprawdzie w centrum zainteresowania pozycji Lembas for the Soul, ale większość autorów na nim nie poprzestała, czytając także resztę tolkienowskiej beletrystyki - szczególnie "Silmarillion". Niektórzy z nich są fanami książki, którzy docenili także i wartość jej ekranizacji. Innych to właśnie zetknięcie się z filmami zainspirowało do zapoznania się także z literaturą Tolkiena. Jest nawet kilku autorów, którzy przeczytali The History of Middle-earth, i to nie raz. To dopiero jest zaangażowanie!

Kilkoro fanów wyraziło także zainteresowanie dziełami fanfiction. Jak pisze w swej historii ("Ciągle naprzód") Lynnette Porter, dobrze jest mieć te zainspirowane filmami "wypełniacze luk", które szczegółowo nakreślają to, co sam Tolkien pozostawił naszej wyobraźni.

Jeszcze inni piszący do Lembas for the Soul byli pod wielkim wrażeniem pokazanego w Dodatkach Specjalnych do wersji DVD poświęcenia ekipy filmowców i aktorów.


14. Którzy tolkienowscy bohaterowie (i które sceny) są najbardziej lubiane przez fanów?

To trudne pytanie - i wiele wirtualnych kopii kruszono już o to, kto jest najpopularniejszą postacią lub "prawdziwym bohaterem" tej historii. Przeprowadzono niezliczoną ilość ankiet internetowych, które niczego tak naprawdę nie wykazały. Z tego, co widać z Lembas for the Soul, autorzy zdają się dzielić na dwie kategorie: miłośników hobbitów lub elfów. Powiedziałabym, że to Frodo, Aragorn i Legolas zdają się być głównymi ulubieńcami, a potem Sam, Gandalf i Eowina. Spoza Drużyny - czci się także Galadrielę, innych elfów lub Faramira. Nawet Boromir ma swoich popleczników. Wszyscy mamy jakiegoś bohatera szczególnie bliskiego naszym sercom, co wcale nie przeszkadza nam kochać także i innych godnych tego uczucia bohaterów Tolkiena.

15. A którzy bohaterowie i wydarzenia poruszyli najbardziej *Ciebie*? Skąd taki wybór?

Kocham elfów, w szczególności Legolasa i Glorfindela. To właśnie ze względu na Rivendell i Lothlorien zawsze najbardziej ceniłam sobie pierwszy tom "Władcy Pierścieni";. Z niego pochodzą też dwa moje ulubione rozdziały - "Cień przeszłości" i "Narada u Elronda" - których niektórzy nie lubią ze względu na zawarte w nich retrospekcje (wyjaśnianie historii). Ale to wszystko są właśnie takie historyczne szczegóły, które uwielbiam.

Pozostałe części książki poruszały mnie w inny sposób. O dreszcze przyprawiło mnie pojawienie się Glorfindela, "Bieg do brodu", a także dźwięk rogów Rohanu na polach Pelennoru i Eowina pokonująca Króla Upiorów. Inne części wyciskały mi łzy z oczu - upadek Gandalfa, śmierć Theodena czy Boromira i wiele scen opowiadających o Frodzie i Samie (szczególnie na schodach Cirith Ungol). Pippin, krzyczący, że orły nadlatują. Cały rozdział o Szarych Przystaniach. Nawet Dodatki do WP poruszały mnie do łez.

Poza szerokością tematyki i majestatem opowieści ze Sródziemia podziwiam także to, w jaki sposób Tolkien stosuje język - jego piękne, bogate opisy krajobrazów (a nawet pogody) są naprawdę nadzwyczajne. Podobnie, jak wstawki poetyckie na przestrzeni całego dzieła. Ponieważ sama piszę, naprawdę podziwiam jego niesamowity talent do słów.


16. Którą książkę o Tolkienie - jego życiu, fenomenie lub literaturze - uważasz za najlepszą? Dlaczego właśnie tę?

Jestem wielką fanką książek okołotolkienowskich Toma Shippey´a - poprawionej "Drogi do Śródziemia" i "J.R.R. Tolkiena: Pisarza stulecia". Shippey prezentuje w nich podłoża życia i kariery Tolkiena, a następnie wykazuje, w jaki sposób te autorytety pomogły ukształtować jego literaturę. Nowa książka Lynnette Porter - "Unsung Heroes of The Lord of the Rings" - omawia książkowe i filmowe kreacje bohaterów drugoplanowych, którzy często są pomijani w studiach nad Tolkienem. Nie jest to tylko i wyłącznie wciągająca lektura - przedstawia, bowiem nowe spojrzenie na ważną rolę takich bohaterów jak na przykład Merry, Legolas i Eowina (między innymi).

"Tolkien and the Great War" Johna Gartha prezentuje poruszającą relację dziejów TCBS, stowarzyszenia szkolnych przyjaciół Tolkiena. Z tej grupy tylko Tolkien i jego przyjaciel Christopher Wiseman przetrwali Pierwszą Wojnę Światową. Podobał mi się także "Atlas Śródziemia" Karen Wynn Fonstad - miałam też zaszczyt spotkać się z autorką na konferencji w Marquette, przed jej śmiercią.

Od czasu premiery filmów opublikowano tak wiele pozycji o Tolkienie, że nie byłam w stanie za tym wszystkim nadążyć. Kiedy w końcu znajdowałam czas na lekturę jednej, powinnam już tak naprawdę sięgać po kolejną. Zamówiłam sobie nowy tom tolkienowskiego podręcznika Wayne´a Hammonda i Christiny Scull, a tu już Douglas Anderson publikował kompilację tolkienowskich wywiadów i wspomnień o nim. Wiele nowych, odkrywczych skarbów, na które można czekać.


17. A co sądzisz o Tolkienie jako człowieku?

Ponieważ nigdy go nie spotkałam, wszystko, co wiem na jego temat pochodzi z książek, artykułów i lakonicznych fragmentów jego wystąpień filmowych, które czasami są dołączane do filmów dokumentalnych. Tak czy siak uważam, że można czytać pomiędzy wersami czyjegoś dzieła dostrzegając jego głębsze znaczenie. Waga przyjaźni i lojalności, odwagi i poświęcenia, oraz głęboki szacunek dla naturalnego świata są tym, co wielu z nas znalazło na kartach "Władcy Pierścieni". To są wszystko godne podziwu wartości.

Więc - na tyle, na ile mogę się domyślać - uważam, że Profesor Tolkien miał naprawdę olśniewającą mentalność i niekwestionowaną werwę. Ponieważ jego poczucie humoru wydaje się być nieco oschłe, wielu ludzi nie dostrzega w jego dziełach niczego dowcipnego - a przecież jest kilka naprawdę śmiesznych fragmentów, czy to w książkach, czy w listach. Byłoby naprawdę fascynujące móc go poznać i porozmawiać z nim. Szkoda, że nie danym mi było dostąpić tego zaszczytu.


18. Których ilustratorów tolkienowskich lubisz najbardziej, a których najmniej?

Podziwiam eleganckie i pięknie szczegółowe prace Alana Lee, dynamizm obrazów Johna Howe´a i niesamowite, śródziemne krajobrazy Teda Nasmitha. Ale podobają mi się także mniej znani artyści, jak na przykład Stephanie Pui Law. Sztuka tolkienowska Catharine Mallard jest świeża i pociągająca (www.darklingwoods.com). Podobały mi się także całe masy fanartów. Widziałam na stronie The Council of Elrond piękny rysunek przedstawiający Luthien, wykonany przez artystkę znaną jako Methwen. Były tam również uderzające wizerunki synów Elronda. Lubię także inspirowane sztuką celtycką desenie, tworzone przez artystkę znaną w sieci jako Creidhe.

Można tam znaleźć także całą masę godnej uwagi sztuki inspirowanej filmem. W galerii Council of Elrond, Dana Tonello (pseudonim używany w galerii: elf girl Edhelanna) i polska artystka Ishtariel tworzą naprawdę śliczne portrety. Lorraine Brevig wykazała się wspaniale szczegółowymi ilustracjami powstałymi na bazie filmu - można je znaleźć na jej stronie internetowej (www.lorrainebrevig.com).


19. Co myślisz o pisaniu tolkienowskiej fanfiction? Czy uważasz ją za formę sztuki, czy raczej za plagiat?

To znowu jest dość trudne pytanie. Ponieważ sama jestem pisarką, sam pomysł, by ktokolwiek inny pisał o moich bohaterach, uważam za przerażający. A z drugiej strony sama stworzyłam kilka fanfików - dla osobistej satysfakcji.

Niektóre z dzieł inspirowanych prozą Tolkiena są naprawdę świetnie napisane - mogłyby uchodzić nawet za literaturę (i to dobrą) gdyby tylko nie wykorzystywały cudzego dzieła. Tolkien celowo pozostawił nieukończone fragmenty w bogatej tkaninie Śródziemia; takie, które aż się proszą o wypełnienie. W jednym ze swoich listów (#131, z tomu zredagowanego przez Humphrey´a Carpentera) pisze on o stworzonym przez siebie świecie co następuje: "Niektóre z wielkich opowieści napisałbym w całości, a inne pozostawiłbym ledwie naszkicowane, o jedynie zaznaczonym planie. Cykle powinny być połączone w majestatyczną całość, zostawiając jednak pole do popisu innym umysłom i dłoniom, które parają się malarstwem, muzyką i dramatem ". [fragment listu w tłumaczeniu Agnieszki Sylwanowicz]

Kursywa w powyższym cytacie moja. Czy ktoś się z tym zgadza czy też nie, scenariusz przedstawiony powyżej przez Profesora jest z całą pewnością wypełniany. Mogę sobie tylko wyobrazić, że byłby on przerażony naturą tego, co ostatnio wychodzi w świat - ale mógłby też trochę się cieszyć z niektórych przeróbek jego opowieści, i nowych widoków.

Jeśli zatem opowiadania są pisane dla czyjejś osobistej satysfakcji, lub tylko by podzielić się nimi z przyjaciółmi - nie widzę problemu. Lecz gdy robi się to w celach zarobkowych, jest to wówczas zdecydowanie naruszeniem praw autorskich. Moją radą dla tych, którzy piszą fanfiction na takich zasadach, jest spróbować poeksperymentować z oryginalną historią, i stworzyć z niej swoją własną. Wziąć na warsztat coś znanego z własnego świata, zastanawiając się: "A co by było, gdybym to zmienił? Co by się wtedy stało?". Pisanie fanfiction jest dobrą zabawą, lecz tworzenie własnych historii bardziej się opłaca, i może nawet prowadzić do rozwinięcia kariery pisarskiej - jeśli jest się dostatecznie zaangażowanym i utalentowanym.


20. Czy słyszałaś już jakieś opinie na temat swojej książki? Jeśli tak, to jaki był ich wydźwięk?

Wszystkie recenzje, które jak dotąd otrzymałam, były bardzo pochlebne. Nie wysłuchałam jeszcze zbyt wielu czytelniczych spostrzeżeń, ale te, które dostałam, były wybitnie pozytywne w wymowie. Książka poruszyła lub zainspirowała większość swoich czytelników, którzy teraz zdają sobie sprawę, że na świecie jest wielu im podobnych. Ludzi, którzy kochają "Władcę Pierścieni" tak bardzo, jak oni sami, których życie zmieniło się na lepsze dzięki doświadczeniu z tą książką. Wielu z nich dziękowało mi za zebranie tych historii i podzielenie się nimi z fandomem tolkienowskim.

Nawet ludzie z mojego regionu Stanów mówili: "Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że tu, w moim mieście, są jeszcze jacyś inni ludzie podobni do mnie!". Tak, więc proces, który rozpoczął się w latach trzydziestych ubiegłego wieku, nadal się toczy, łącząc ludzi we wspólnej miłości do Śródziemia i wszystkiego, co ono zawiera.

Jestem właśnie w trakcie wstawiania bloga na stronę wydawnictwa White Tree Press (www.whitetreepress.com). Tam fani książki będą mogli wpisywać swoje uwagi na temat Lembas for the Soul.


21. Wydawnictwo White Tree Press ma nadzieję na publikację wielu książek związanych z Tolkienem. Czy możesz nam zdradzić Wasze plany na przyszłość? Jakiej nowej pracy możemy oczekiwać?

Wszystko zależy od sukcesu Lembas for the Soul. Rozważam drugi tom prawdziwych historii fanowskich - jeśli zainteresowanie pierwszym osiągnie odpowiednio wysoki poziom. Chciałabym także opublikować książkę o Tolkienie, przyjmującą zupełnie inne spojrzenie niż to zawarte w dotychczasowych publikacjach. Być może będę też pisać jakieś książki wspólnie z innymi autorami.

Jeśli łaska i dobra wola Valarów dopiszą, White Tree Press może też zacząć działać w jakiejś nowej sferze - innym świecie fantastycznym. Bardzo bym chciała wydać pewnego dnia jakąś pozycję z gatunku fantasy - ale nie wysyłajcie mi żadnych opowiadań, gdyż póki co jest to zbyt daleka przyszłość, by brać ją pod uwagę! :)




Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl