Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Anke Eißmann - j.polski



Anke Eißmann: "Lúthien prepares her escape from Hirilorn"

Pytania Adama

1. Na czym w Pani odczuciu polega rola Artysty w dzisiejszym świecie?

To trudna kwestia gdyż na słowo "artysta" patrzymy z tak wielu punktów widzenia, ja zaś mogę odpowiadać jedynie w oparciu o swe własne doświadczenie tak więc mój ogląd sytuacji nie jest pełen.

Myślę, że sytuacja Artysty nie zmieniła się znacznie na przestrzeni czasu: artyści powinni nie tylko dążyć do stworzenia prac, które cieszą ludzi swym pięknem lecz również poruszać ich emocje. Powinni także starać się sięgać umysłów a w trudnych czasach - jakie np. mamy obecnie - zawrzeć w swych dziełach przekaz, który poruszy ludzką świadomość. Dla mnie osobiście oznacza to zwiększenie zainteresowania problemami ekologicznymi zaniedbywanymi przez tak wielu. Oczywiście nie sprawdza się to dla każdego rodzaju sztuki. Niektóre służą innym, między innymi politycznym, celom - inne zaś są po prostu potrzebne w dostarczaniu ludziom rozrywki i inspiracji.

Koniec końców artysta, ze swą możliwością oddziaływania na dużą ilość ludzi, winien podchodzić do swego zajęcia w sposób poważny, a nie tylko przez pryzmat zysku.


2. Kiedy po raz pierwszy zetknęła się Pani z książkami Tolkiena?

Wszystko zaczęło się od filmu Bakshi'ego. Obejrzałam go po raz pierwszy pod koniec 1991 roku i nawet całkiem mi się spodobał - w stopniu wystarczającym by zachęcić mnie do przeczytania historii, którą przeniósł na ekrany co też wkrótce zrobiłam. Od tego czasu powracam do lektury "Władcy Pierścieni".

3. Jakie jest znaczenie książek Tolkiena w Pani życiu? Czy odgrywają one bądź też kiedykolwiek odgrywały istotną rolę?

Ośmielę się powiedzieć, że tak. W pewien sposób wpłynęły na moją decyzję o zostaniu ilustratorką. Za ich pośrednictwem nawiązałam kontakty ze wspaniałymi ludźmi z całego świata, które to wysoko sobie cenię i które zarazem niezwykle poszerzyły i nadal poszerzają me horyzonty. To właśnie te małe przyjaźnie wpływają na mą wdzięczność wobec Tolkiena. Myślę, iż bez Tolkiena moje życie potoczyłoby się innym torem.

4. Jakie historie/opowieści z "Silmarillionu"/HoME są dla Pani najcenniejsze i na czym poega ich znaczenie?

Mą ulubioną historią z "Silmarillionu" jest "Turin Turambar" choć gwoli ścisłości preferuję dłuższą jej wersję dostępną w Niedokończonych Opowieściach. Jeśli zaś chodzi o HoME bardzo przypadła mi do gustu historia "Athrabeth Finrod ar Andreth". "Making of LOTR" z HoME jest także bardzo interesujące [chodzi tu o tomy HoME poświęcone pracom Tolkiena nad WP - przypis Adama] tak jak fragmenty poświęcone Adunaicowi.
"Niedokończone Opowieści" choć nie stanowią części HoME także zawierają fascynujące materiały takie jak: dodatkowe informacje o Numenorze, Rohanie i palantirach.


5. Czy czyta Pani książki Tolkiena po niemiecku czy też w oryginale?

Zaczęłam czytać po niemiecku, ale przeszłam na angielsku jak tylko me umiejętności językowe pozwoliły. Obecnie czytam tylko w oryginale.

6. Co może nam Pani powiedzieć o niemieckich tłumaczach książek Tolkiena?

Najnowszy przekład "Władcy Pierścieni" wywołał poruszenie zarówno wśród badaczy jak i fanów twórczości Mistrza w Niemczech. Wydawca doszedł zapewne do wniosku, iż stare tłumaczenie (z lat 60-ych) trąca już myszką. Po prawdzie przekład autorstwa Margaret Carroux jest bardzo wierny jednakże brakuje mu miejscami zróżnicowania językowego, które cechuje książkę Tolkiena, oddającego różnice rasowe i społeczne.

Nowe tłumaczenie, auotrstwa Wolfganga Kregego, pomimo niewątpliwych dobrych intencji i przyjęcia pewnych takichże rozwiązań nie oddaje sprawiedliwości oryginałowi.Wprost przeciwnie wręcz, stara się ono unowocześniać książkę i z tego powodu użyte wyrażenia niszczą atmosferę opowiadanej historii. Niektóre fragmenty są naprawdę straszne. Na przykład Sam nie zwraca się do Froda per "Herr" [Pan/proszę Pana] (w starym tłumaczeniu przyjętym jako niemiecki odpowiednik angielskiego "master") lecz per "Chef" co przekłada się na "szef" ["szefie" - termin potoczny]. A podany przeze mnie przykład jest jednym z tych łagodniejszych.

Najbardziej jednak irytującą a związaną z nowym przekładem rzeczą jest to, iż to wydawca nie dostrzega swych błędów. Wolfgang Krege przetłumaczył również "Silmarillion" jakiś czas temu i tam zrobił kawał dobrej roboty. Nie jest więc całkiem pewnym kto powodował, iż popełnił tłumaczenie "Władcy Pierścieni" w taki a nie inny sposób.


7. Kiedy pomyślała Pani o współpracy z Jenny Dolfen? Jaki był jej przebieg?

Myślę, iż początkiem tej współpracy była nasza korespondencja na tematy prawne związane z publikacją inspirowanych twórczością Tolkiena dzieł i z tego punktu rozmowa zeszła do omawiania scen które chciałybyśmy przedstawić pewnego dnia. I właśnie wtedy podjęłyśmy decyzję o narysowaniu sceny inspirowanej "Silmarillionem", ale poświęceniu uwagi innym postaciom. Było to dla mnie niemałe wyzwanie gdyż nie byłam tak dobrze zaznajomiona z tymi bohaterami (dwaj z synów Feanora) jak ona. Jestem jednakże zadowolona z rezultatu i co więcej, współpraca z tak utalentowaną artystką jak Dolfen dała mi wiele radości.

8. Co Pani sądzi o "Władcy Pierścieni" Bakshi'ego (kreskówce)?

Ponieważ film Bakshi'ego wyznacza początek mego zainteresowania Tolkienem nadal ma on dla mnie pewną wartość przy czym jednak oddziaływuje na mnie głównie poprzez nostalgię. Niektóre fragmenty nadal mi się podobają (jak np. Gollum) podczas gdy inne określiłabym jako dziwne. Interesującym doświadczeniem byłoby obejrzenie całości. Wielka szkoda, iż film ten nie został nigdy ukończony.

9. Jakie jest Pani zdanie na temat filmu Petera Jacksona?

Cóż, to trudny i wymagający odpowiednio długiej odpowiedzi temat. Ale postaram się streszczać. To co mi się w filmie podoba to fakt, iż tak wielu tak twórczych i kreatywnych ludzi czuwało nad jego produkcją i że ten wspólny wysiłek naprawdę widać w warstwie artystycznej, kostiumów, planów, etc. Miejscami myślałam, iż film wygląda zbyt sztucznie i generalnie przydałoby mu się więcej prawdziwych plenerów i naturalnego oświetlenia lecz koniec końców jestem zadowolona z tego jak jest - tak wyglądu jak i atmosfery produkcji.

To co mnie jenak razi to nie włożenie takiego samego wysiłku w wierne przeniesienie książki na ekran od strony fabularnej co w część wizualną. Zbyt często jak na mój gust mamy do czynienia z aroganckim potraktowaniem oryginału przez filmowców. I nie mam tu na myśli rzeczy wyciętych/pominiętych względem książkowego oryginału. Tego typu posunięcia są przecież niezbędne. Tym co mi nie odpowiada są zmiany. Część z nich może być również potrzebna by opowiedzieć historię za pomocą innego medium, lecz większość z nich została wprowadzona by "poprawiać" Tolkiena. A Tolkien tego nie potrzebuje. Często filmowcom wydawało się, że jakaś książka jest zbyt staroświecka dla współczesnej widowni i starali się dostosowywać ją do swych czasów lub przesadzając z dramatyzmem pewnych scen.

A więc to co mi się w filmie nie podoba to: brak subtelności i brak wiary w siłę przenoszonej na ekrany powieści. Dodałabym jeszcze brak wiary we własne medium. W tak wielkim projekcie chętnie zobaczyłabym bardziej oryginalne pomysły i generalnie pewniejsze podejście do własnego fachu [filmowca - robienia filmów]. Zamiast tego, Jackson i spółka składają głęboki ukłon w stronę kina Hollywoodzkiego zamiast podjąć ryzyko stworzenia czegoś nowego.


10. Co Pani myśli o językach elfów? Czy zna Pani bądź też ma się zamiar któregoś z tych języków nauczyć?

Cała moja wiedza na temat Quenyi i Sindarinu jest oparta na "Silmarillionie" i HoME. Nie studiowałam ich [języków] szczegółowo i prawdę mówiąc nie jestem tym tak naprawdę zainteresowana. Dużo bardziej niż języki elfów interesują mnie Adunaic, OldEnglish, OldNorse czy też inne dawne języki germańskie.

11. Czy czyta Pani książki Tolkiena otoczona ciszą czy też dźwiękami? Mam tu na myśli muzykę. Jeśli czyta Pani przy muzyce to przy jakiej?

Ponieważ słuchanie muzyki w trakcie czytania odrywa mnie od niego wolę zagłębiać się w lekturze w ciszy. Maluję za to przy muzyce. Głównie przy soundtrackach bądź też klasyce. Uwielbiam muzykę z okresów Renesansu, wczesnego Baroku i średniowieczną. Nie pogardzam jednakże również dźwiękami współczesną tak długo jak tylko są oryginalne i grane przez ludzi, którzy potrafią dobrze grać bądź też śpiewać. Nienawidzę natomiast całej tej komercyjnej papki, która jak się wydaje jest obecnie na topie.

12. Którym ze swych ilustracji wystawiłaby Pani najwyższą notę i dlaczego?

Nie wydaje mi się, abym mogła odpowiedzieć na to pytanie. W każdej ze swych ilustracji odnajduję mniejsze bądź też większe uchybienia i jest to też powodem dla którego z każdą następną pracą staram się doskonalić swój warsztat.

13. Z których ilustracji nie jest Pani zadowolona?

Większość ilustracji z których nie jestem zadowolona nie trafia do internetu. Ale one istnieją, nie niszczę ich. Mam zwyczaj malowania tej samej sceny powtórnie gdy nie jestem zadowolona z pierwszej wersji i można kilka takich ilustracji znaleźć na mojej stronie. Oznacza to, iż byłam z tego czy też innego powodu niezadowolona z ich wcześniejszych wersji.

14. Czy narysuje/namaluje Pani Eomera? Czy jest na to szansa?

No cóż, narysowałam go, ale nie z bliska. Myślę o narysowaniu/namalowaniu go od jakiegoś czasu i rzeczywiście sporządziłam szkice scen w których występuje, więc powstanie poświęconych Eomerowi ilustracji jest rzeczą pewną.

Przejdźmy teraz do Faramira



Anke Eißmann: "No escape"

15. Wydaje się, że lubi Pani tę postać. Czemu? Co w niej jest takiego? Co poruszyło Panią tak głęboko w Faramirze?

Gdybym tylko potrafiła odpowiedzieć. Zasadniczo myślę, iż jest on bardzo sympatyczną, przyjemną postacią. Poza tym choć jest sprawnym, cieszącym się szacunkiem wśród swych ludzi wojownikiem to ani biegłość w walce ani też uzyskana w ten sposób chwała nie są dla niego najwyższymi wartościami. Zamiast tego ceni sobie naukę i jest w równym stopniu mędrcem co wojownikiem. Jest wysoce inteligentny, pewien siebie w ten szczególny - bezinteresowny - sposób, łagodny i pełen litości odznaczając się przy tym zdrowym poczuciem humoru.

Łatwo mogę się identyfikoać tak z nim jak i z jego postawą wobec świata. Kolejną szczególną cechą postaci Faramira jest to, iż dowiadujemy się o nim dużo w toku akcji "Władcy Pierścieni" dochodząc aż do kwestii intymnych [sprawa matki Faramira w Domach Uzdrowień, wspólnego dzieciństwa z Boromirem - przypływ Adama]. Jest jednym z tych nielicznych bohaterów, którego mamy szczęście oglądać z wielu stron.


16. Jakie jest Pani zdanie na temat Boromira?

Nie postrzegam go jako złą postać. Myślę, iż poprzez swą dwuznaczność jest on jednym z najbardziej ludzkich bohaterów "Władcy Pierścieni" co czyni z niego postać kontrastującą wobec tak Faramira jak i Aragorna. Wspaniale byłoby móc przeczytać więcej rozmów pomiędzy braćmi bądź też Boromirem i Denethorem. Przydałoby się także więcej scen z Namiestnikiem i jego dziećmi.

17. Czy byłoby Pani zdaniem lepiej gdyby to Faramir wyruszył na Północ w miejsce Boromira?

To interesująca spekulacja. Uważam, iż rozpad Drużyny w tym a nie innym momencie powieści jest rzeczą ważną gdyż pozwoli Frodowi i Samowi wyruszyć samotnie do Mordoru, Aragornowi zaś skoncentrować się na Rohanie i obronie Minas Tirith z czystym sumieniem. Wątpliwe czy wszystko potoczyłyby się tak samo gdyby to Faramir dołączył do Drużyny w miejsce brata. Moim zdaniem chciałby towarzyszyć Frodowi do Mordoru. Ponadto nie uległby złemu czarowi Pierścienia tak łatwo jak Boromir. Co więcej, gdyby to Boromir pozostał w Minas Tirith Denethor nie byłby osłabiony smutkiem i rozpaczą po stracie pierworodnego i chcący dochodzić swych roszczeń Aragorn napotkałby trudny orzech do zgryzienia. Tak więc koniec końców uważam, iż dobrze się stało, że to Boromir zastąpił Faramira.

18. Pogdybajmy dalej... a gdyby tak nie było Aragorna. Czy może sobie Pani wyobrazić Faramira w roli Namiestnika?

Cóż, Faramir został Namiestnikiem Gondoru, prawda? Choć możnaby się spierać, iż z Aragornem zasiadającym na tronie młodszy syn Denethora nie jest rządzącym Namiestnikiem. Niemniej jednak uważam (i sam Tolkien wzmiankuje na ten temat w jednym ze swych listów), iż Faramir będzie nadal odgrywał ważną rolę w zarządzaniu Gondorem po odrodzeniu królestwa. On i Imrahil są najbardziej wpływowymi wielmożami w państwie i za każdym razem gdy król Elessar opuszcza Gondor zajmują się sprawami kraju do jego powrotu.

To co wyróżnia Faramira od jego ojca i brata jest fakt, iż nigdy nie chciał rządzić Gondorem. Jako młodszy syn Denethora był pogodzony z tym, że to Boromir zostanie Namiestnikiem, a nie on. Co więcej nie wydaje mi się on typem człowieka, którego pociągałaby władza. Widać to w scenie zrzeczenia się Pierścienia i gotowości uznania Aragorna za suwerena.


19. "Gondor króla nie ma, Gondorowi króla nie trzeba" [Gondor has no King, Gondor needs no King.] Interesujące motto... czy mogłaby Pani rozwinąć temat?

Myślę, że masz na myśli mój T-shirt. Napis był właściwie inspirowany filmem i moją sympatią do Faramira oczywiście. Tak moi przyjaciele jak i ja byliśmy już podirytowani tym jak filmy faworyzują Aragorna stawiając go ponad wszystkimi innymi postaciami.

Tak więc wyobraziliśmy sobie bunt zorganizowany przez Namiestnika (w każdej bajce to zawsze namiestnik, doradca lub też wielki wezyr knuje przeciw panującemu władcy) z takim oto mottem.


20. Czy narysowanie/namalowanie Faramira jest dla Pani łatwiejsze od analogicznego przedstawienia innych postaci?

Myślę, że tak ponieważ na dzień dzisiejszy rysowałam go tak wiele razy, że nie muszę się już zastanawiać nad tym jak wygląda. To jest już zakodowane w mym umyśle. Hobbitów maluję bez większych problemów również, natomiast z elfami mam większy problem.

21. Faramir na Pani ilustracjach jest bardzo smukły. Z drugiej jednak strony by przeżyć bitwę potrzeba moim zdaniem siły i wytrzymałości, a przecież tolkienowski Faramir jest potężnym wojownikiem. Czemu jest on więc tak szczupły na Pani ilustracjach?

Zawsze wyobrażałam sobie Faramira jako szzczupłego, lecz o atletycznej budowie. Nie widzę go jako wojownika polegającego w czasie bitwy jedynie na swej sile, ale raczej stawiającego na szybkość. I oczywiście taktykę. Ponadto, jako ktoś spędzający dużo czasu jako ranger w Ithilien gdzie unika się walki w polu używałby on raczej (długiego) łuku w miejsce broni takich jak miecz czy topór odpowiednich dla potężniej zbudowanych mężczyzn. A więc jego postura w mych wyobrażeniach odpowiada sylwetce kolarza bądź też tancerza, niekiedy chudej zwłaszcza w sytuacjach gdy znajdzie się pod presją i nie ma dość jedzenia lecz gdzieś w głębi żywotnej i silnej, obdarzonej ogromną wytrzymałością zarówno fizyczną jak i mentalną. W przeciwnym razie wątpię, aby Farmir przeżył wszystko to przez co kazał mu przejść Tolkien we "Władcy Pierścieni".

22. Faramir w filmie Petera Jacksona. Pani zdanie.

Filmowy Faramir to prawdziwa rewolucja. I żadne wytłumaczenie ze strony Petera Jacksona czy też jego scenarzystów nie jest w stanie tego wytłumaczyć. Zamiast tego, ich próba obrony swej wersji Faramira tylko zwiększyła mą furię ponieważ pokazała w pełni, iż filmowcy nie podjęli nawet próby zrozumienia postaci i jej roli w opowiadanej historii. Zamiast tego wpadli na pomysł by koniecznie uczynić go "realistycznym" i "wiarygodnym" przerabiając Faramira w sposób typowy dla hollywoodzkich szlagierów. I takie podejście zniszczyło wszystko co pozwalało Faramira lubić. W niebyt odeszła także niezwykła poprzez subtelność z jaką rozłożone zostało w niej napięcie scena w Henneth Annun, która to mogłaby wypaść niezwykle przekonywująco na wielkim ekranie gdyby tylko potraktowana została z należytą dbałością. Niestety, tak jak w wielu innych miejscach Jackson i spółka postawili na "widowiskowość".

To co mnie jednak najbardziej drażni to fakt, iż inni wyszli z analogicznej sytuacji obronną ręką nie rezygnując z subtelności. Słuchowisko radiowe BBC z 1981 roku jest doskonałym przykładem na to jak nie zmieniać charakteru bohaterów w analogicznej sytuacji. Pomimo pewnych pominięć słuchowisko oddało Ducha Tolkiena co zasługuje na podkreślenie gdyż radio jest [tak jak kino] medium zależnym od czasu. Faramir ze słuchowiska jest Faramirem Tolkiena.

Innym celem przyświecającym Jacksonowi było ograniczenie roli Faramira jako bohatera, którego można by polubić na korzyść Aragorna, który dzięki temu promienieje pełnym blaskiem bohatera bez skazy. Nie jest żadnym sekretem fakt, iż Aragorn jest ulubionym bohaterem Phillipy Boyen. Tak więc Faramir jako potencjalny pretendent do tytułu "romantycznego bohatera" musiał zostać usunięty w cień.

Na koniec pomówmy o sprawach nie związanych z charakterem. Uważam, iż obsadzenie Davida Wenhama w tej roli było całkowitą pomyłką, głównie za sprawą wyglądu fizycznego. Uważam, iż jest on dobrym aktorem, któremu dano marny scenariusz i nie jest też jego winą, że nie wygląda jak książkowy Faramir.

Po połączeniu wszystkiego co powiedziałam na temat Faramira życzyłabym sobie, aby w filmach Jacksona został on pominięty.


23. Jaka jest Pani druga po Faramirze ulubiona postać we "Władcy Pierścieni"?

Frodo. Ale nie postawiłabym go na drugim miejscu w pojedynkę. W mej ocenie on i Gollum (i Sam) są najważniejszymi postaciami książki - w pewien szczególny sposób jej kwintesencją. Frodo był zawsze moją ulubioną postacią w tej książce.

24. Faramir i Christopher Tolkien. Czytając listy JRR Tolkiena znalazłem w jednym z nich opinię jego syna - Christophera - na temat wojny do złudzenia przypominającą słowa Faramira na ten sam temat (wypowiadane do hobbitów w Ithilien). Zawsze mnie zastanawiało i nadal zastanawia w jakim stopniu postać Faramira była inspirowana synem pisarza. Co Pani sądzi na ten temat? Tak z ciekawości pytam.

Muszę przyznać, że nigdy na ten temat nie myślałam. Lecz uważam za prawdopodobne, iż Faramir jest do pewnego stopnia odzwierciedleniem Christophera, który podobnie jak Mistrz był zarówno wojownikiem jak i uczonym. I kiedy myślimy o pierwszej (i kompletnie nieoczekiwanej także przez samego pisarza) scenie z udziałem Faramira stwierdzenie to nabiera głębszego sensu. Epizod w Ithilien został napisany w czasie drugiej wojny. Christopher służył wtedy w RAF-ie w RPA, a Tolkien informował go regularnie o postepach w pracy nad powieścią [Władcą Pierścieni] w kolejnych listach. Uważam, iż jest wysoce prawdopodobne, że myślał o swym synu gdy wymyślał Faramira (choć jednym z mych ulubionych cytatów z HoME dotyczących Faramira jest: "nie wymyśliłem go" i "nawet go nie chciałem").

25. Faramir i JRR Tolkien. Tolkien obdarzył Faramira swym koszmarem (kompleks Atlantydy?) przekształcając go na potrzeby Śródziemia w sen o zagładzie Numenoru. Czy to zwiększa złożoność postaci Faramira w Pani opinii?

Tolkien sam mówi, iż spośród wszystkich postaci jakie stworzył to z Faramirem identyfikuje się w największym stopniu (choć utrzymuje, iż brak mu odwagi młodszego syna Denethora). Mówi się, że Christopher dzielił ten sen ze swym ojcem. Jednak kiedy weźmie się pod uwagę życiorys Tolkiena, a zwłaszcza okres spędzony przez niego jako oficera podczas pierwszej wojny jak również czas poświęcony nauce pojawiają się podobieństwa pomiędzy nim a Faramirem. John Garth, autor "Tolkien and the Great War" dostrzega te związki gdy pisze w sposób następujący:
"Faramir jest oczywiście oficerem lecz również i uczonym żywiącym wielką cześć dla dawnych historii a także pewnych uświęconych wartości i to właśnie one pomogą mu przetrwać ten straszny konflikt"
[tłumaczenie fragmentu "Tolkien and the Great War" Johna Gartha moje]
Tak, uważam, iż te podobieństwa pomiedzy Tolkienem a Faramirem zwiększają złożoność tej postaci.

Poza Tolkienem

26. Czy czytuje Pani inne - poza Tolkienem - książki fantasy? Mam tu szczególnie na myśli George'a R R Martina (Jenny Dolfen uwielbia jego "Pieśń Lodu i Ognia"), Davida Gemmella, Ursulę K Le Guin czy też Roberta E Howarda (twórcę Conana). Jeśli tak i lubi ich Pani to czy jest jakaś szansa na ilustracje? powiedzmy Conana?

Obawiam się, iż nie czytałam żadnego z wymienionych autorów. Jeśli chodzi o Conana to znam jedynie film, który skutecznie zniechęcił mnie do Heroic Fantasy. Nie czytam wiele fantasy, moje zainteresowania skupiają się głównie wokół starych opowieści i mitów leżących u podłoża inspiracji autorów tego gatunku (w tym i Tolkiena).

Książkami, które trafiają w mój gust są opowiadania ze Świata Dysku Terry'ego Pratchetta. Dobrze się również bawię przy lekturze Harry'ego Pottera, którego także można by moim zdaniem włączyć w poczet gatunku. Zafascynowała mnie powieść "Jonathan Strange i pan Norell" autorstwa Susannah Clarke. Obecnie czytam trylogię "Farseer", której autorem jest Robin Hobb i jak dotąd podoba mi się.

Poza tym lubię jeszcze i często wracam do książek z dzieciństwa autorów takich jak Astrid Lindgren czy Otfried Preußler (zwłaszcza do jego "Krabat"). Wszystkie one zawierają również elementy fantastyczne. "Krabat" jest jedną z tych książek, które chciałabym pewnego dnia zilustrować.


27. Jako, że podobały mi się Pani ilustracje do Beowulfa i jestem bardzo zainteresowany tą tematyką (Beowulf/OldEnglish) chciałbym się zapytać czy ilustrowanie tego epickiego dzieła miało dla Pani (z racji na germańskie korzenie) specjalne znaczenie? Czy czuła się Pani jakoś inaczej w trakcie pracy nad graficzną stroną Beowulfa?

Podświadomie być może, ponieważ historie te są głęboko zakorzenione w bajkach mego dzieciństwa. Nie ciągnęło mnie jednak do Beowulfa z powodu wspomnianych korzeni. Rzecz jasna me zainteresowania Beowulfem i tematyką anglosaską zostały rozbudzone za sprawą Tolkiena (z niewielką pomocą Toma Shippeya)

28. Co miał w Pani zamierzeniach reprezentować kolor czerwony na ilustracjach do Beowulfa? Czerwone są tam: tarcze, koszula i smok.

Użyłam zmniejszonej palety barw (czerwony, biały, czarny) ponieważ mym zamiarem była praca za pomocą materiałów, jakie mieli do swej dyspozycji ówcześni Anglo-Sasi. Użyłam więc węgla rysunkowego i czerwonej kredy. Smok w czerwieni staje się istotą bardziej groźną niż w czerni. ;)

29. Jeszcze jedno pytanie na temat Beowulfa. Czy Wiglaf będzie Pani zdaniem dobrym królem? Od zawsze go lubiłem i nie zgadzałem się z wszystkimi tymi ludźmi mówiącymi: "Beowulf padł i wszystko runie". Jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Myślę, że Wiglaf to dobry materiał na króla gdyż jest skromny i pragnie służyć swemu ludowi jak przystoi prawdziwemu władcy. Nie trawi go smocza choroba. Pytanie natomiast, jakie musimy rozważyć to czy tak młody król da radę zachować jedność swego państwa. Uważam, iż jest on postawiony w sytuacji Eomera po śmierci Theodena choć Eomer ma szczęście posiadać przyjaciela w osobie Aragorna - króla sąsiedniego państwa. Nie jestem pewna czy Wiglaf ma szanse na takie wsparcie co znacznie komplikuje jego sytuację.

30. Czy spotkała Pani jakichś polskich Tolkienistów? Jeśli tak to jakie są Pani wrażenia?

Miałam przyjemność spotkać Ryszarda Derdzińskiego i jego znajomych w czasie Tolkien Tag w Berlinie w maju 2005 roku. Wzięli udział w moich warsztatach i ich pomysły okazały się bardzo pomocne. Poza tym zrobili ze mną wywiad do Simbelmyne.

W Birmingham miałam szczęście poznać część Redakcji "Aiglosa" i, z czego byłam najbardziej zadowolona, wreszcie spotkałam Kasiopeę. Podziwiam jej prace już od pewnego czasu i prowadziłyśmy korespondencję na ten temat, tak więc to wspaniale, że wreszcie udało nam się porozmawiać.


31. I wreszcie me ostatnie choć jak się zaraz okaże wcale nie najmniej ważne pytanie będzie dotyczyć kwestii publikacji niniejszego wywiadu. Czy mogę zaproponować zapis naszej rozmowy do publikacji Redakcji "Aiglosa"? (poza publikacją na www.tolkien.cyberdusk.pl)

Czułabym się zaszczycona. Jakiś czas temu "Aiglos" opublikował jedną z mych ilustracji Faramira. Poza tym - co zauważyłam w Birmingham - są grupą przemiłych ludzi.

KONIEC PYTAŃ ADAMA


Pytania X-a:

1. Jaka jest Twoja opinia o roli ilustratora w stosunku do odautorskich opisów? Czy powinien on wykonywać swe prace z wielką dbałością o wierność autorskim instrukcjom, czy też może jest artystą, który ma prawo do własnych wizji bohaterów i widoków? Jak Twoja opinia na ten temat wpływa na zawartość Twoich prac?

Według mnie to, w jaki sposób dana książka powinna być ilustrowana, zależy w dużej mierze od jej rodzaju i stylu pisania autora. Generalnie każda praca artystyczna jest w pewnym stopniu interpretacją, gdyż odzwierciedla ona osobistą wizję artysty. W jakikolwiek jednak sposób zamierza się zilustrować dany tekst, ważne jest, by pozostać z nim zgodnym i wiernym jego intencjom. Na przykład jeśli pretenduje się do stworzenia ilustracji zgodnych z tekstem książki, ale się tego nie robi, czytelnik może się poczuć silnie zdezorientowany w kontekście właściwej treści. To oczywiście może rozpraszać, ale nie wydaje mi się, by było to powszechne zjawisko. Generalnie jednak uważam, że właściwą postawą ilustratora jest pozostanie wiernym opisom w książce, i na moich własnych pracach staram się hołdować temu przekonaniu. Według mnie nie ma nic bardziej irytującego - a nawet frustrującego - dla czytelnika, niż widok silnie realistycznej, dobrze wykonanej ilustracji, która mimo to kompletnie nie przystaje do książkowego opisu. Czytelnik może się poczuć rozdarty na dwoje - gdy nagle jego własna wizja postaci, wykreowana na podstawie opisu w tekście, okazuje się być tak różną od jej wizerunku na dołączonej do niego ilustracji. A z drugiej strony ilustracja, ze względu na swoją dużą dawkę realizmu, wydaje mu się bardziej przekonująca. To może powodować prawdziwy dylemat.

Właśnie dlatego uważam, że ważnym jest również, by utrzymać na swych pracach pewien rodzaj malarskiej jakości stylu, być może osiąganej poprzez zastosowanie takiego rodzaju środków przekazu, które wskazują, że ilustracja jest tak naprawdę tylko obrazem lub rysunkiem. W ten sposób czytelnik zawsze może uznać, że to, co widzi, jest tylko jedną z możliwych interpretacji zdarzenia czy bohatera, a nie jedynym i definitywnym portretem - jak to prawdopodobnie może sugerować ilustracja wykonana tak realistyczne jak na fotografiach.

I właśnie dlatego techniką, którą wybrałam do ilustrowania Tolkiena, jest akwarela. Ze względu na to, że malując w ten sposób artysta nie może wpłynąć na każdy detal swojej pracy (gdyż woda, farba i materia papieru reagują ze sobą w sposób, którego nie można przewidzieć), jest to sposób malowania, który raczej sugeruje pewne sceny - lecz nie narzuca ich wyglądu, co pozbawiłoby czytelnika jego własnych wyobrażeń. Co, jak mi się wydaje, musi być główną wytyczną wszystkiego, co robi ilustrator.


2. Czy możesz nam coś powiedzieć o fandomie tolkienowskim w Niemczech? Kim są tamtejsi najszerzej znani tolkieniści? Czy macie jakieś konwenty albo regularne spotkania fanów Tolkiena? Jeśli tak, byłbym naprawdę zainteresowany, jak się to odbywa.

Już od jakichś pięciu lat jestem członkiem Niemieckiego Towarzystwa Tolkienowskiego (DTG = Deutsche Tolkien Gesellschaft). Towarzystwo, założone w Kolonii w 1997 roku, ma już w tym momencie około 500 członków, wliczając w to wielu naukowców zajmujących się badaniami nad Tolkienem. Ich strona internetowa to: http://www.tolkiengesellschaft.de.

DTG ywdaje swój fanzin - "Flammifer von Westernis" - trzy razy do roku, a raz w roku również "Hither Shore", który jest rocznikiem zawierającym sprawozdanie z zeszłorocznego Tolkien Seminar, a także aktualne badania tolkienistyczne.

Tolkien Seminar odbywa się raz do roku i jest konferencją odbywającą się podczas weekendu. Zazwyczaj jest to mieszanka przemówień, prezentacji, warsztatów, gier i ogromnych ilości dobrej zabawy. Ponieważ członkowie DTG mieszkają w różnych miejscach w całych Niemczech (a nawet za granicą), to Wydarzenie to stanowi dla większości dobry pretekst, by spotkać się chociaż raz do roku.

Niektóre z inicjatyw DTG są organizowane przez lokalne grupy, tak zwane "Smials" lub "Stammtischen". Skupiają się one w największych niemieckich miastach. Te inicjatywy są znane jako Tolkien Tage (Dni Tolkienowskie), gdzie można posłuchać przemówień i odczytów, przetestować swoją wiedzę tolkienowską w zagadkach, wypróbować gry i warsztaty, i ogólnie spotkać się z innymi miłośnikami Tolkiena na rozmowie lub przy dobrym jedzeniu.

Jak niemal wszędzie, w Niemczech zainteresowanie Tolkienem wzrosło po filmach. Odbywają się również inne inicjatywy, które nie są właściwie organizowane przez DTG, chociaż czasami dodają oni coś do ich programu, na przykład przemawiając lub organizując warsztaty. Niektóre z nich odbywają się w historycznych zamkach i łączą w sobie Tolkiena i inne tematy związane z fantastyką, a także fascynację średniowieczem. Te wydarzenia to doroczne "Tolkien-Fest" w Hohensolms lub "Schicksalsfest" koło Siegen.

No i jest też oczywiście "RingCon", o którym mówi się, że jest to największy na świecie zjazd tolkienowski / fantasy. Kilku aktorów z filmu Władca Pierścieni dołączyło w przeszłości do tej inicjatywy, podobnie jak kilka tysięcy fanów. Więcej informacji można znaleźć na stronie http://www.ringcon.de


3. Wiem, że lubisz także Beowulfa, o którym twierdzi się, że należał do tolkienowskich inspiracji. Co Twoim zdaniem ma w sobie ten heroiczny poemat, co tak głęboko poruszyło Tolkiena? Zastanawia mnie też, jakie widzisz podobieństwa i różnice między tymi dwoma wielkimi dziełami literatury.

Rety, żeby odpowiedzieć na te pytania musiałabym napisać książkę - a kilka nawet zostało już napisanych, lub jest pisanych właśnie w tym momencie. Prawdopodobnie powinieneś spytać o odpowiedź Toma Shippeya, Michaela Drouta lub kogoś podobnego. Tak po prawdzie to kawałek dobrego materiału na ten temat znajduje się w shippeyowskiej "Drodze do Śródziemia". Ale mimo to spróbuję dodać swoje trzy grosze.

To, co moim zdaniem łączy te dwa dzieła, i zarazem to, co tak głęboko poruszyło Tolkiena podczas lektury "Beowulfa", to celebracja języka. Tolkien kochał staroangielski, a anonimowy autor "Beowulfa" używał go po mistrzowsku. Tolkien z pewnością był pod dużym wrażeniem jego kunsztu. Ponadto "Beowulf" zawiera również nawiązania do dużo starszych podań i legend, pochodzących z zamierzchłej przeszłości, na które można w nim tylko przelotnie rzucić okiem. To również musiało fascynować Tolkiena: wielowarstwowość opowiadanej historii, i jej silne zakorzenienie w micie (oraz języku).


4. Jakie są Twoje główne inspiracje w sztuce i literaturze (poza Tolkienem i " "Beowulfem"), i w jaki sposób wpływają one na Twój wizerunek artystyczny?

Jest kilku artystów, których sztuka jest dla mnie przedmiotem podziwu i źródłem inspiracji - z różnych przyczyn. Jest kilka ilustracji, głównie ze Złotego Wieku Ilustracji (Golden Age of Illustration), takich jak na przykład te Arthura Rackhama, Edmunda Dulaca czy Ivana Bilibina. Jest ponadto Alan Lee, jedno z moich głównych źródeł inspiracji. Prerafaelici i artyści nurtu Art Noveau również mają wpływ na moją sztukę - są to na przykład prace Jana Vermeera, Edwarda Hoppera i wielu innych, których nazwiska chwilowo po prostu wypadły mi z głowy.

Innym wielkim źródłem inspiracji są fotografie, szczególnie te przedstawiające krajobrazy i naturę. Często porównuję moje prace ze zdjęciami, by uzyskać właściwy efekt przy oświetleniu czy przedstawieniu elementów krajobrazu.

Inspirację czerpię również z filmów i kinematografii. Zastosowanie formatu 16:9 do większości moich tolkienowskich ilustracji wzięło się z koncepcji, że są one niczym kadry z filmu. Pomysły na kompozycję i oświetlenie różnych scen również są często zaczerpnięte z filmów.

Jeśli chodzi o literaturę, to bardzo interesują mnie te historyczne i mitologiczne źródła, z których czerpał sam Tolkien. A także książki, które czytałam jako dziecko, głównie autorstwa Astrid Lindgren, Otfrieda Preußlera i Michaela Ende.

Cóż, a czasem również pomysł zwyczajnie wpada mi do głowy, i nie jestem w stanie przypisać mu jakiegoś konkretnego źródła.


5. A co jest takiego niezwykłego w książkach samego Tolkiena, co sprawiło, że stał się on jednym z Twoich głównych źródeł artystycznej inspiracji?

Myślę, że chodziło tu o kombinację wielu aspektów, które lubię, i które znajdowałam wcześniej w innych dziełach sztuki i literatury. Tam zdaje się być po trochu wszystko to, co kocham w literaturze Tolkiena.

6. Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydowałaś się na stworzenie serii ilustracji do dzieł Tolkiena? Czy było to wkrótce po przeczytaniu jego książek - czy może potrzebowałaś najpierw trochę czasu, by to przemyśleć? Która z Twoich prac była tą pierwszą? Byłaś zadowolona z uzyskanego rezultatu?

Moją pierwszą ilustracją zainspirowaną Tolkienem była praca przedstawiająca Froda i resztę hobbitów ze swoimi kucykami w Starym Lesie, a namalowałam ją tak jakoś kilka dni po tym, gdy po raz pierwszy przeczytałam fragment opowiadający o ich przeprawie. To był prezent dla mojej koleżanki z klasy, która również czytała wówczas Władcę Pierścieni. Wydaje mi się, że byłam słusznie zadowolona z rezultatu.

7. Których spośród pozostałych ilustratorów tolkienowskich lubisz najbardziej, a których najmniej? Dlaczego?

Wspomniałam już Alana Lee. On jest moim ulubionym ilustratorem tolkienowskim - i nie tylko tolkienowskim. Podoba mi się jego podejście do ilustracji, i oczywiście podziwiam jego mistrzostwo w posługiwaniu się akwarelą. Jego rysunki ołówkowe są również bardzo dobre.

Jestem również wielką miłośniczką sztuki samego Tolkiena, która według mnie jest często zbyt nisko oceniana i bagatelizowana przez większość miłośników jego książek.

Sztukę Johna Howe lubię za jej dynamikę i za sposób, w jaki poszczególne sceny są oświetlone. Ted Nasmith jest świetny jeśli chodzi o przedstawianie krajobrazów, szczególnie chmur i pogody. Katarzyna Chmiel i Jenny Dolfen są zaś mistrzyniami w przedstawianiu postaci.

Ilustratorami zaś, o których zbytnio nie dbam, są na przykład Bracia Hildebrand, Darrell Sweet lub Rowena Morrill. Pomimo, że uważam ich za dobrych artystów, którzy celują w wybranych przez siebie środkach przekazu, ich sposób interpretacji dzieł Tolkiena nie ma wiele wspólnego z moimi własnymi wyobrażeniami.


8. Które aspekty Twoich ilustracji sprawiają Ci największa satysfakcję? Co trzeba jeszcze poprawić?

Myślę, że jestem dość dobra w przedstawianiu postaci i ich emocji, koni i szczegółów ubioru oraz natury (rośliny i drzewa), a także w uchwyceniu atmosfery ilustrowanej sceny za pomocą odcieni i oświetlenia.

To, co może być poprawione, to anatomia, perspektywa i przedstawianie architektury.


9. Co Twoim zdaniem jest najważniejszym czynnikiem, który czyni daną ilustrację dobrą? Czy dostrzegasz to w swoich własnych pracach, czy też może jesteś w stosunku do nich raczej krytyczna?

Co czyni ilustrację dobrą...? Wydaje mi się, że jest to kwestia wysoce subiektywna. Jeśli o mnie chodzi, to lubię, gdy ilustratorowi uda się w jakiś sposób zbliżyć do moich własnych wyobrażeń, lecz także przedstawić rzeczy, których nie dopracowałam sobie w najdrobniejszych szczegółach. Lub też gdy jego sztuka jest tak uderzająco oryginalna, że daje mi nowe spojrzenie na to, co przeczytałam.

Widzę to w różnym stopniu w moich własnych pracach, chociaż owszem, jestem swoim najsurowszym krytykiem ;)


10. Podczas przeglądania Twoich prac zauważyłem, że poświęcasz swoją uwagę głównie szeroko rozumianej "historii Namiestników Gondoru", a osobą najbardziej ukochaną jest oczywiście Faramir. Z Silmarilliona - no cóż, Luthien wydaje mi się być Twoją ulubioną postacią. Zastanawia mnie, co takiego widzisz w tych bohaterach i zdarzeniach, co sprawia, że są dla Ciebie tak ważne?

Jeśli chodzi o Faramira, to niektóre moje przemyślenia na jego temat zawarłam już w swoich powyższych odpowiedziach. Moimi ulubionymi postaciami z Silmarilliona są zaś w rzeczywistości Beleg, Finrod i Turin. Szczerze mówiąc - nie wiem, dlaczego. Coś w nich mnie powala i fascynuje, jak mi się wydaje. W przypadku Belega i Finroda będzie to chyba ich bezinteresowność. Beleg jest naturalnie świetnym łucznikiem, co powoduje u mnie szczególną fascynację. Finrod jest mądry i szlachetny, a jednocześnie silny i potężny. A Turin jest za to jednym z najbardziej dosadnych bohaterów wykreowanych przez Tolkiena, a jego historia jest po prostu poruszająca.

11. Która scena z tolkienowskiego legendarium wywołuje u Ciebie najsilniejsze emocje? Dlaczego właśnie ta?

Gdybym tylko wiedziała, jest ich tak wiele ;)

12. Jak widzę stworzyłaś wielką liczbę prac inspirowanych J.R.R.Tolkienem. Czy możesz krótko opisać, w jaki sposób zazwyczaj nad nimi pracujesz? Chodzi mi tu o okres czasu, jaki zajmuje Ci stworzenie jednej ilustracji, sposób, w jaki decydujesz, co konkretnie namalować, miejsce, gdzie najlepiej Ci się pracuje i tak dalej.

Te sprawy są zazwyczaj bardzo zróżnicowane. Malowanie obrazu może zająć od dwóch dni do miesiąca lub więcej, w zależności od stopnia przygotowania (poszukiwań w różnych kwestiach, szkiców), szczegółowości danej pracy oraz poziomu mojej inspiracji i motywacji, którą w nią inwestuję. Wybór scen jest również bardzo arbitralny. Czasem czytam jakiś urywek tekstu i dana scena po prostu wskakuje mi do głowy. Czasami zwyczajnie czuję, że znowu muszę namalować Faramira. Czasami mam ochotę, powiedzmy, namalować scenę z koniem lub z pewnym szczególnym typem krajobrazu lub architektury, i wówczas szperam po książkach w poszukiwaniu jakiejś odpowiedniej. I jest też oczywiście długa lista scen, które chciałam już namalować od wielu, wielu lat.

13. Którą ze swoich ilustracji określiłabyś jako najlepszą z nich? Dlaczego?

Nie wydaje mi się, żeby była taka ilustracja, którą ceniłabym sobie najbardziej. Jest kilka, które lubię, i znowu - lubię je z różnych powodów. Niektóre naprawdę przystają do moich wyobrażeń danej sceny czy bohatera, inne są z kolei po prostu dobrze wykonane w kryteriach kompozycji, oświetlenia, koloru czy czegokolwiek. Jedną z ilustracji, które lubię szczególnie, jest "Luthien prepares her escape from Hirilorn", a inne to "Escaping from the Black Riders", "Sam and Frodo" czy "Beren recovers a Silmaril".

14. Do której spośród swoich ilustracji żywisz największy sentyment? Być może jest jakaś związana z nią historia - byłoby naprawdę świetnie, gdybyś zechciała nam ją opowiedzieć.

W tym akurat momencie nie przychodzi mi do głowy żadna szczególna historia związana z jakąkolwiek ilustracją. Są wprawdzie pewne drobne wydarzenia związane z niektórymi, ale opowiadanie ich tutaj z pewnością rozerwałoby konstrukcję tej wymiany pytań i odpowiedzi. Myślę, że mam pewien szczególny stosunek do ilustracji, które wymieniam powyżej.

15. Co sprawiło Ci największą satysfakcję podczas Twojej kariery jako ilustratorki? Do czego dążysz obecnie?

Wydaje mi się, że jak dotąd najbardziej satysfakcjonującym dla mnie wydarzeniem było zaproszenie na tegoroczną międzynarodową konferencję tolkienistyczną w Birmingham, gdzie wspólnie z Alanem Lee, Tedem Nasmithem i Timem Kirkiem wzięłam udział w dyskusji panelowej i sesji autografów. Trzeba przyznać, że początkowo czułam się przy nich nieco nie na miejscu, ale są takimi świetnymi ludźmi, że szybko sprawili, że poczułam się swobodniej. To było wspaniałe doświadczenie.

Jeśli zaś chodzi o moje obecne dążenia, to pracuję właśnie nad wydaniem moich ilustracji do Tolkiena i "Beowulfa", podobnie jak nad uzyskaniem pełnomocnictwa w sprawie interesujących mnie projektów ilustratorskich.


16. Zauważyłem, że ilustrujesz nie tylko kanoniczne dzieła Tolkiena, lecz także inspirowaną nimi fanfiction. Widzę również, że często jesteś nie tylko ich ilustratorką, lecz również współautorką. Zastanawia mnie, co takiego dostrzegasz w fikcji fanowskiej - to znaczy, czy jest ona dla Ciebie tak ważna, jak sam Tolkien - i o czym opowiada Twój ulubiony fanfik.

Wydaje mi się, że fanfiction (w ramach którego oczywiście istnieje kilka bardzo dobrych, lecz również wiele złych przykładów) jest jednym z ujść, którymi można dawać upust swojej inspiracji Tolkienem, i przez to ją w sobie pobudzać. Nie u każdego występuje taka potrzeba. Lecz w takim świecie jak Śródziemie istnieje wiele możliwości, by podejmować wątki opowieści, które Tolkien prawdopodobnie pozostawił nieukończone, lub by kreować własne opowieści od podstaw, czy też tworzyć alternatywy dla już istniejących. By napisać dobry fanfik należy poświęcić mu wiele myśli, i w ten sposób zrozumienie i uznanie dla tolkienowskiej kreacji znacznie się pogłębia - podobny efekt wywołuje dobra ilustracja.

Fanfiki, w które jestem zaangażowana, opowiadają głównie o - niespodzianka - Faramirze ;) Gdyby ktoś był zainteresowany, to można je znaleźć tutaj: http://www.anke.edoras-art.de/anke_fanfiction_letters.html


17. Jaka jest najzabawniejsza historia, która przytrafiła Ci się podczas Twojej ilustratorskiej kariery?

Prawdopodobnie mowa tu o byciu proszonym o udzielanie wywiadów ;)

KONIEC PYTAŃ X-a


Wywiad przeprowadzili Adam i X z redakcji www.tolkien.cyberdusk.pl


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl