Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Michałem ´MumakiLem´ Leśniewskim

Zadanie mi aż 25 pytań uważam za akt skrajnego sadyzmu. Dlatego z zemsty na każde odpowiem tak obszernie, jak tylko potrafię, żebyście się przy tym znudzili, aż do zaśnięcia nad kompem.

Jak rozpoczęła się Twoja "przygoda" z literaturą Tolkiena? Czy Twoja pasja tolkienowska zrodziła się z zainteresowań historycznych, czy może było raczej odwrotnie: to Tolkien zrodził zamiłowanie do historii? (Vaylei i X)

Zaczęło się to dość dawno temu, bo w roku 1981, kiedy byłem w pierwszej klasie liceum, czyli dość późno. Wcześniej literatury fantasy praktycznie nie znałem. Wcześniej czytałem Rudego Dżila, ale niezbyt mi się spodobał. Zaczytywałem się natomiast w twardej s.f.: Asimov, Aldiss, Clark, Boruń, Trepka, Strugaccy i w kryminałach, zwłaszcza Joe Alexa. I właśnie od Joe Alexa się zaczęło. Czytałem właśnie po raz kolejny Jesteś tylko diabłem, który był moim ulubionym kryminałem. Mottem tej książki jest fragment z jednego z utworów Shakespeara, w którym Merlin mówi do Lucyfera (jeżeli dobrze pamiętam): "Idź precz szatanie, moc moich czarów rządzi nawet piekłem". W jednej z rozmów z przyjacielem, przytoczyłem ten fragment, jako wyraz mocy Merlina. A on mi na to, że: "Merlin to pikuś przy Gandalfie". Jakim Gandalfie, o czym koleś gada, pokręciło go czy co? Co to za Gandalf? Czy mu się w głowie coś pokiciało, czy co? No i jak to, ktoś miałby być większym czarodziejem niż Merlin? Nie bez sensu.
I tak się dowiedziałem, ze istnieje Władca Pierścieni. Żeby przeczytać, musiałem się zapisać do kolejki w bibliotece szkolnej. Żeby było śmieszniej najpierw przeczytałem tom II, potem I, a na końcu III. I tak mnie wciągnęło. Jeszcze w trakcie liceum przeczytałem Władcę trzy, czy cztery razy.

Jak widać pasja nie zrodziła się z zainteresowań historycznych, te są o wiele starsze. Pewnie moja fascynacją historia odegrała jakąś rolę w zafascynowaniu się Władcą, ale wpływ ten był kompletnie nieuświadomiony. Było to przede wszystkim odkrycie świata, nowej planety, nowej przestrzeni do eksplorowania.


Czy Twoje historyczne wykształcenie i doświadczenie pomaga Ci w jakiś sposób w studiach nad Tolkienem i jego dziełem? (X)

Nie wiem czy mi pomaga. Na pewno jednak wpływa na postrzeganie dzieła Tolkiena. Dla mnie utwory literackie Tolkiena, to nie tylko fascynująca literatura, ale także źródła rzucające światło na dzieje świata przedstawionego. Bo to świat mnie najbardziej zafascynował, na tyle kompletny by uznać go za realny, na tyle niekompletny, by móc popuścić wodze wyobraźni.
Dla mnie badanie tekstów Tolkiena nie różni się zasadniczo od badania źródeł historycznych, w obu wypadkach odkrywamy prawdę na temat świata, który poznajemy za pomocą tych tekstów.
To, co mi pomaga, to metodologia pracy nad źródłami, która musiałem poznać w swoim fachu. Krytycyzm a zarazem szacunek do badanego dzieła. A wreszcie wpojone mi przekonanie, że choć prawdy obiektywnej należy szukać, to warto pamiętać, ze nikt z nas nie ma na nią monopolu.


W jaki sposób Twoja fascynacja światem Śródziemia przekształciła się później w aktywne uczestnictwo w życiu polskiego i zagranicznego fandomu? (X)

Przez bardzo długi czas nie interesowała mnie działalność w fandomie. Wystarczała mi osobista przyjemność czerpana z czytania książek, ewentualnie dyskusje w gronie bliskich przyjaciół i kolegów na studiach. Nie bez znaczenia był fakt, że żona też jest tolkienistką, choć nie tak zwariowana, jak ja. To były zresztą czasy przedinternetowe. Coś tam słyszałem o fanach i fandomie, ale jakoś nie ciągnęło mnie to. Nie przepadam za działalnością klubowa i organizacjami.
Sytuacja zmieniła się w 2001, czyli winny jest Jackson. Wtedy wróciłem do Tolkiena, po mniej więcej sześcioletniej przerwie. A, że to już były czasy internetowe, wiec zacząłem szukać w sieci. Najpierw był serwis na Stopklatce, a potem Forum Hobbitonu, w między czasie Kompania Boromira, gdzie do dzisiaj działa moja ślubna. Wreszcie nieco przypadkowe spotkanie z Nifrodel, potem z elfy i Avari, a wreszcie pamiętny Polcon 2003 w Elblągu, gdzie poznałem Kasiopeę, Melinir, Silvanę i TAO. Tam tez powstał pomysł "Aiglosa". A potem już poszło tak samo z siebie.


Które przeżycie związane z Twoją szeroko rozumianą pasją tolkienowską było dla Ciebie najbardziej poruszające/satysfakcjonujące? (X)

To bardzo trudne pytanie. Na pewno była to pierwsza lektura Władcy Pierścieni i wpadnięcie w ten świat. Nie umiem tego opisać, ale wziąłem, przeczytałem i zostałem stracony. Potem pierwsza lektura Silmarillionu, który tez mi się od razu spodobał. Te były najbardziej poruszające.
Satysfakcjonujące - to Birmingham, gdzie okazało się, ze niczym nie ustępujemy starszym fandomom, a długa i męcząca praca nad anglojęzycznym "Aiglosem" opłaciła się. Jest jeszcze jedno, ale o nim jeszcze nie mogę napisać.


A może masz w zanadrzu także jakieś zabawne anegdotki? :) (X)

Czy zabawne nie wiem? Pamiętam, ze w 1988 pojechałem na roboty do Niemiec Zachodnich, na winobranie. Tam w malutkim miasteczku Rudesheim znalazłem księgarnię, a tam książki Tolkiena. Niestety tylko po niemiecku. Używając łamanej niemczyzny wspieranej niewiele lepszym angielskim spytałem, czy można zamówić książki Tolkiena po angielsku. Wspomniałem przy tym, że zależy mi na czasie, bo jestem tylko na trzy tygodnie. Bardzo miły księgarz, był tak zszokowany, że nielegalny gastarbeiter z Polski chce wydać na książki chyba cztery czy pięć swoich dniówek, że obiecał zrobić, co się da. I tak jeszcze przed wyjazdem dostałem Unfinished Tales i The Book of the Lost Tales, a już na własny koszt, do Polski przesłał mi, The Lays of Beleriand.
Inni znajomi, z którymi tam wtedy pracowali, stukali się w czoło, że tyle kasy wydaję na jakieś durne książki.

Inne wydarzenie jest dużo późniejsze. W 2002, czy 2003 roku, przyszedł do nas po kolędzie ksiądz, któremu, na widok plakatów z filmu zabłysły oczy. W tempie ekspresowym odbył kolędę w innych mieszkaniach i wrócił do nas. Niemal do północy siedzieliśmy i rozmawialiśmy o książkach Tolkiena i filmie.


Czy aktywne uczestnictwo w życiu polskiej tolkienistyki i tolkienologii zmieniło w jakiś sposób Twój stosunek do Tolkiena i jego dzieła? (X)

Nie, w sumie nie. Pogłębiona lektura tekstów Tolkiena tylko utwierdziła mnie w mojej fascynacji.

W jaki sposób środowisko fanów Tolkiena w naszym kraju i na świecie ewoluowało i zmieniało się? Czy uważasz, że były to zmiany w dobrym kierunku? (X)

Widać dwie tendencje. Z jednej strony mamy pogłębiającą się profesjonalizację fandomu. Coraz więcej ludzi, zna coraz więcej tekstów samego Tolkiena, jak i opracowań na temat jego życia i twórczości. Podnosi się poziom dyskusji, wielu fanów ma już dość wiedzy by samemu spróbować cos napisać, czy nawet skompilować własną edycję tekstów Tolkiena.
Z drugiej film przyczynił się do poszerzenia kręgu odbiorców i stworzył nową kategorię, fascynatów Tolkiena, takich, dla których fascynacje zaczęła się od filmu. Wielu z nich dopiero wchodzi na drogę zainteresowania książkami Tolkiena, inni pozostają przy filmie. Sam Film stał się zjawiskiem fandomowym. Problemem niekiedy jest trudność w porozumieniu między ´starymi´ i ´młodymi´.
Na czym polega ewolucja widać dokładnie na przykładzie czasopisma "Mythlore", które zaczynało jeszcze w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, jak zwykła fanzin, relacjonujący działalność jakiejś tam części fandomu tolkienowskiego w USA. Dzisiaj jest to profesjonalne naukowe czasopismo poświęcone fantastyce ze szczególnym naciskiem na Inklingów. Zresztą i w Polsce widać tą ewolucję. Wystarczy spojrzeć na najstarsze numery "Gwaihira", "Gwaihirzęcia" czy "Simbelmyne" i te najnowsze. Wtedy znajomość tekstów innych niż Władca, Hobbit, czy Silmarillion była rzadkością, dzisiaj jest niemal regułą.
Z drugiej strony pewnie brakuje lżejszych, prostszych tekstów skierowanych do początkujących fascynatów.


Jak postrzegasz polski fandom i jego aktywność na tle działalności miłośników Tolkiena z innych krajów? (Vaylei i X)

Polski fandom wyróżnia się aktywnością. Wiem, ktoś może to potraktować jako przesadę, ale biorąc pod uwagę, że aktywny fandom to najwyżej trzysta osób, to fakt wydawania dwóch w miarę regularnych czasopism i trzeciego sporadycznego jest jakimś tam ewenementem. Można to oczywiście złożyć na karb skłócenia części środowiska. Ale byłoby to uproszczenie. Wbrew temu, co mogłoby się postronnej osobie wydawać. Nasze środowisko jest mniej skłócone niż w wielu krajach zachodnich. Wystarczy poczytać złośliwości Helge Fauskangera wobec Hostettera i odwrotnie. Zresztą nasze konflikty znajdują paradoksalnie twórcze uzewnętrznienie, co w ostatecznym rozrachunku jest z korzyścią dla całego fandomu. Nie pisząc już o rozrywkowym wymiarze wymian zdań pomiędzy niektórymi antagonistami, moją osobę w to włączając.
Ponadto nie tylko o ilość czasopism chodzi, ale także o jakość produkcji. Nie krygując się, Birmingham pokazało nam, że nasz poziom edytorski w niczym nie ustępuje podobnym wydawnictwom na zachodzie, podobnie poziom merytoryczny. A w przypadku poziomu twórczości artystycznej (grafiki, obrazy, poezja, muzyka) śmiem twierdzić, ze jest często lepszy.


Wiem, że jesteś przeciwnikiem obecnej polityki Tolkien Estate. Czy mógłbyś opisać, co konkretnie masz tej organizacji do zarzucenia? (X)

Przede wszystkim reglamentacje dostępu do materiałów archiwalnych. Całkowicie rozumiem dbanie o interes rodziny, i jej zyski, ani mnie to nie bulwersuje, ani nie oburza.
Wbrew pozorom rozumiem niechęć do tolerowania oficjalnych publikacji różnego rodzaju sequeli, prequeli i tym podobnych. Wiem, że powstaje wiele wspaniałych fanfików, wiele wartych publikacji, ale potrafię zrozumieć obawy przed dopisywaniem się osób trzecich do dzieła Tolkiena i traktowania takich utworów, na równi z dziełami oryginalnymi.

Nie rozumiem natomiast reglamentacji w zakresie innego rodzaju twórczości. Tym bardziej, że mamy do czynienia z wyraźnym regresem. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych TE prowadziło znacznie liberalniejsza w tym względzie politykę. Co owszem owocowało potworkami w stylu braci Hildenbrandt, ale była w tym jakaś różnorodność.

Natomiast zupełnie nie rozumiem i nie widzę sensu w reglamentowaniu dostępu do materiałów archiwalnych. Nie kwestionuje kompetencji Hostettera et consortes, ale nie wierzę, że tylko oni są na tyle kompetentni. A twierdzenia, że służy to utrzymaniu jakości, mam za klasyczną wymówkę typową dla każdego monopolisty. Jestem zwolennikiem swobody badawczej. Wiem, jakie to może nieść zagrożenia, ale wiem też, ze wszelka reglamentacja prędzej czy później prowadzi do umysłowego uwiądu.


Jak widzisz przyszłość tolkienistyki i tolkienologii w Polsce i na Świecie? (X)

Powiem wprost mam czasami wrażenie, że tolkienistyka i tolkienologia zjadają trochę własny ogon. Przeglądając kolejne numery "Tolkien Studies", stwierdzam, że coraz mniej ma to cokolwiek wspólnego z Tolkienem. Za dużo w tym wyszukiwanych często na siłą inspiracji, za mało pochylenia się nad tekstem Tolkiena i tym, co jest w nim zawarte. Można po raz pięćdziesiąty dzielić włos na czworo, tylko, po co?

Nie oznacza to, że nie dzieje się nic dobrego przeciwnie. Książki biograficzne Johna Gartha, opracowania małżeństwa Scull i Hammond, czy publikacje pani Flieger, czy Rateliffa, pokazują kierunki, w którym badani tolkienologiczne: pogłębione studia nad biografią Tolkiena, którą wbrew pozorom znamy ciągle dość wyrywkowo, nowe krytyczne edycje tekstów, a wreszcie nowe popularne edycje tekstów. Jak pokazuje przypadek Dzieci Hurina, jest na to popyt. Z chęcią zobaczyłbym nową popularna edycje Silmarillionu. Czy jakieś popularne edycje i redakcje zebranych tekstów Tolkiena. I myślę, ze niezależnie od deklaracji Tolkien Estate idziemy w tą stronę. Sądzę, że skończył się czas teoretyzowania, czas zając się ćwiczeniami praktycznymi, choćby po to by pobudzić krytykę i dyskusję.


Nurtuje mnie jedno pytanie. Dlaczego zmieniłeś nick na MumakiLa? To dosyć niezwykły wybór... (Vaylei)

Powodów jest kilka. Po pierwsze ze wstydem przyznam, że w pewnym momencie zacząłem używać zbyt wielu nicków w Internecie. Na każdym z kilku forów, na których działałem miałem inny nick. Dlaczego? Najkrótsza odpowiedź brzmi - z głupoty!! Trochę zacząłem się w tym gubić, zwrócono mi uwagę, że niezależnie od moich intencji, może to być źle rozumiane.
Dlaczego MumakiL? Moim pierwszym i głównym nickiem w sieci było M.L. i MumakiL zawiera te inicjały. Po drugie, kiedy decydowałem się, nie należałem do najszczuplejszych osób na świecie. Po trzecie i najważniejsze - jakiś czas temu, jadąc pociągiem do Wrocławia w gronie bliskich znajomych, redagowałem tekst, który miał się ukazać w "Aiglosie", i mówiąc wprost, traktowałem go dość brutalnie, wycinając kolejne, niepotrzebnie malownicze fragmenty. I ktoś, w pewnym momencie mi powiedział, że zachowuje się jak mumakil w Lóthlorien, tratujący bez umiaru piękne drzewa. I tak zostało.


Jesteś autorem wielu fanfików, a także poważniejszych publikacji dotyczących Tolkiena. Jaki jest Twój stosunek do tych dwóch sposobów rozwoju swej pasji tolkienowskiej? Mógłbyś może krótko opisać, co każdy z nich Ci daje? (X)

Krótko, potrzeba ducha i potrzeba rozumu. Fanfiki powstają z potrzeby ducha. Zakochałem się w świecie Tolkienowskim (własna ślubna mi mówi, że ma pełną świadomość, że jest dopiero trzecia po Klio i Tolkienie), i żałuję, że tyle miejsc jest nieznanych, pustych. Stąd potrzeba zapełnienia ich, przede wszystkim na własny użytek. Dlatego najbardziej z fanfików lubię tak zwane wypełniacze (gap-fillery). Tu pewnie działa też pasja historyka, odkrycie tego, co zakryte, ledwie zaznaczone. Wiem, że racjonalnie rzecz ujmując niczego nie odkrywam, bo to tylko moje wizje, ale sprawiają mi przyjemność a w końcu po to, to robię.
Teksty poważniejsze to potrzeba rozumu, w pewnym sensie przedłużenie mojej pracy zawodowej. Chęć zrozumienia człowieka i jego wizji, chęć pokazania innym jak ja to widzę i dlaczego tak to widzę. Tutaj drugim elementem jest nieco przewrotna chęć pokazania, że świat tolkienowski można badać na sposób historyczny.
Fanfiki dają mi satysfakcję, sprawiają przyjemność, zwłaszcza jeżeli się okazuje, że podobają się innym.
Teksty poważne wiele mnie nauczyły merytorycznie, nie tylko o Tolkienie i jego twórczości. Dzięki nim spojrzałem na dzieje wiktoriańskiej i edwardiańskiej Anglii z perspektywy, z której wcześniej nie spoglądałem na nie.


Który ze wszystkich swoich dotychczasowych tekstów uważasz za najbardziej udany? Co zaważyło na tej ocenie? (Vaylei)

Powinienem teraz powiedzieć, że żaden, że ten najlepszy jest dopiero przede mną. Prawda jest taka, ze największy sentyment mam do dwóch tekstów: "Niespodzianki" i "Perłowego Ognika". Nie wiem, czy są najbardziej udane, ale najchętniej do nich wracam. "Niespodziankę", bo była pierwsza i łączyła w sobie dwie z moich fascynacji: Tolkiena i s.f.; "Perłowy Ognik", bo wyrósł z niekontrolowanego impulsu i powstał w ciągu niespełna godziny. Lubię także "Spotkanie w Thargelionie" gdyż wspólna praca z Kasiopeą była niezwykle przyjemna i inspirująca. Obiecujemy sobie, że napiszemy razem coś jeszcze, ale na razie nie udaje się nam. Ale wierzę, że kiedyś się uda coś jeszcze razem napisać.

Jesteśmy także ciekawi, jakich rad udzieliłbyś początkującym twórcom w obu tych dziedzinach? Na co należy zwrócić szczególną uwagę? Co stanowi o dobrej jakości każdego z tych rodzajów twórczości tolkienowskiej? (Vaylei i X)

Pierwsza rada, dla obu kategorii, to szacunek dla Tolkiena. Nie chodzi o bezkrytyczny zachwyt, nie chodzi o unikanie kontrowersyjnych interpretacji, ale o szacunek do tego, co napisał i jego poglądów. Przestrzegam przed jeskowizmem, czyli prostym budowaniem lustrzanego odbicia rzeczywistości stworzonej przez Tolkiena.
W przypadku tekstów poważniejszych przede wszystkim dwie rzeczy: dogłębna znajomość tekstów napisanych przez Tolkiena i krytycyzm wobec tekstów Tolkiena, jeszcze silniejszy wobec okołotolkienowskich opracowań, a najsilniejszy siebie samego i swoich poglądów. W przypadku autorów fanfików pomysł, wierność scenografii tolkienowskiego świata i otwartość na krytykę. Często zauważam, że autorzy fanfików uznają swoje dzieła za skończenie doskonałe, a wszelką krytykę za personalny atak, to najkrótsza droga do grafomanii.
A co stanowi o jakości? W przypadku tekstów poważnych solidne przygotowanie, logiczna konstrukcja i przejrzystość wywodu. W przypadku fanfików dobre przygotowanie, pomysł i literacki talent.


Które dzieła i których twórców cenisz sobie najbardziej w dziedzinie polskiej/zagranicznej tolkienistyki? Dlaczego akurat tych? (X)

Na to pytanie odpowiedziałem przy okazji pytania 22, więc nie wiem, co jeszcze mógłbym powiedzieć?

Masz może swoją ulubioną postać ze Śródziemia? Czy ktoś ją zilustrował w sposób, który by odpowiadał Twoim wyobrażeniom? (Vaylei)

Mam ich kilka. Spośród elfów: Glorfindela od momentu, gdy objawił się w płomieniu gniewu, Maglora, jedynego z synów Feanora, który był gotów złamać przysięgę Feanora, Gil-galada, bo jest niedoceniany i Celebrimbora, bo taki ludzki.
Spośród krasnoludów: Dain Żelazna Stopa, zwłaszcza, gdy jako starzec stoi z toporem nad ciałem króla Branda przed bramą Ereboru i walczy póki nie zapadła noc.
Spośród ludzi: Bór, szlachetny Easterling, Húrin, dla mnie najbardziej tragiczna z postaci, Halethę, za to jaką była i Faramir za mądrość.

Glorfindela takiego, jakim ja go widzę nikt jeszcze nie namalował, Maglor Kasiopei z grafiki: "I Maglor ulitował się nad nimi". Dobrego Gil-galada nie widziałem, Celebrimbor Kasiopei. Nie widziałem też dobrego Daina. Bóra, chyba jeszcze w ogóle nikt nie rysował, z Húrinem też nie najlepiej, Haletha taka jak u Kasiopei, podobnie Faramir.


Czy potrafiłbyś wytypować osobę, która osiągnęła mistrzostwo w pisaniu fanfików? Kto to jest i dlaczego? (Vaylei)

Chyba bym nie umiał. Tym bardziej, że znam tylko mały fragment twórczości fanowskiej. Mogę powiedzieć czyje teksty lubię, ale to wszystko. Lubię teksty Melinir, za nietypowe pomysły, za piękną i niesztampowa archaizację i głęboka mądrość, która się w nich kryje. Lubię niektóre teksty Tici, zwłaszcza te późniejsze, za ich delikatność i wrażliwość. Lubię Elring za jej niestandardowe pomysły, które mnie czasami drażnią, denerwują i bulwersują, ale właśnie to w nich lubię najbardziej. Lubię teksty Kasiopei, ale przede wszystkim te krótsze, za tą zdolność do malowania słowami, tak krajobrazu, jak i pejzażu uczuć. Wreszcie lubię Isengrad Pantery, moim zdaniem najlepszy utwór humorystyczny osadzony w świecie Tolkiena.

Jestem bardzo ciekawa, jakie były początki Twojej twórczości literackiej. Czy to Śródziemie natchnęło Cię do podjęcia takich prób, czy może pisałeś opowiadania już wcześniej? (Vaylei)

Nazwanie mojej pisaniny twórczością, to jednak przesada. Zasadniczo to Śródziemie natchnęło mnie do pisania, choć próbowałem też napisać coś osadzonego w świecie Star Treku. Kilkakrotnie podejmowałem próby napisania czegoś, ale lądowały one w koszu. Osobą, która zachęciła mnie, żebym przestał wyrzucać do kosza była Lothiriel Imrahilien z Kompanii Boromira. Jej posłałem w ramach rzadkiego aktu desperacji "Niespodziankę". Nie zakrzyknęła ze zgrozy, zachęciła do dalszego pisania i przez długi czas była najwierniejsza czytelniczka moich fanfików. Dzięki niej stwierdziłem, że mogę się podzielić także z innymi, oraz spróbować napisać inne rzeczy.

Z Twoich opowiadań najbardziej spodobał mi się "Ostatni szaniec". Jaka była jego geneza? (Vaylei)

Tak jak wyżej pisałem, lubię wypełniacze i te okresy w dziejach świata przedstawionego, o których nic niewiele wiemy. Jednym z nich jest wojna elfów z Sauronem z lat 1693-1701 II Ery. Lubiłem i lubię Celebrimbora. Zawsze chciałem wiedzieć coś więcej o Eregionie. Bardzo lubię ten fragment "Historii Galadrieli i Celeborna", który opisuje początek wojny elfów z Sauronem i upadek Ost-in-Edhil, a pojawienie się armii Krasnoludów, ratującej niedobitki Eregionu, zawsze budziło we mnie dreszcz emocji. Wreszcie zawsze widzimy Elronda jako mędrca, doradcę, a ja chciałem go pokazać jako wodza i wojownika. W końcu był chorążym Gil-galada. Chciałem też spojrzeć poniekąd na świat Tolkiena oczami Easterlinga. Świat, w którym Krasnoludy są koboldami, a elfowie świetlistymi potworami, południcami i zwodnicami, niebezpiecznymi dla ludzi. Ot, taka przekora.

Na początku fanfika "Wspomnienie" znajduje się informacja, że jest on tylko częścią dłuższego opowiadania. Chciałabym się dowiedzieć, czy istnieje szansa, by ujrzało ono światło dzienne w całości? A może już tak się stało? (Vaylei)

Zaczynając od końca. Nie, nie stało się tak i w najbliższym czasie nie stanie się, gdyż utwór, z którego "Wspomnienie" pochodzi, jest ciągle niezakończony, a jest niemal tak długi jak Syn Gondoru. Tak na prawdę napisałem dużo, pewnie już z ? całości, ale niestety ważniejsze zobowiązania, związane z moją pracą, skutecznie uniemożliwiają mi dokończenie. Tym niemniej, planuje kiedyś dokończyć pisania, i wtedy zapewne to opublikuję.

Jaki jest Twój stosunek do "prozy fanfikowej"? Czy takie rozwijanie wizji Śródziemia jest korzystne? Może zajść obawa, że zabarwimy orginalną wizję Mistrza własnymi odczuciami. Czy jest to zagrożenie czy raczej szansa dla Śródziemia? (Vaylei)

Dla mnie fanfiki są naturalnym efektem fascynacji twórczością danego autora, czy danym utworem. Nie rozważałbym tego w kategoriach korzyści, a raczej aktywnego przeżywania pasji.
Nie obawiam się skażenia oryginalnej twórczości, przynajmniej do momentu opublikowania takich tekstów w oficjalnym obiegu, który w jakimś sensie nobilituje. W takiej sytuacji teoretycznie groźba mogłaby powstać, ale nie przesadzałbym z tym zagrożeniem. Jeżeli coś mnie powstrzymuje przed entuzjastyczną akceptacją oficjalnej publikacji tego typu utworów, to szacunek do autora, a wiemy że Tolkien sceptycznie patrzył na tego typu próby.


Które dzieła i których twórców cenisz sobie najbardziej w dziedzinie polskiej/zagranicznej tolkienologii? Dlaczego akurat tych? (X)

W Polsce trzeba wyróżnić Arkadiusza Kubalę, za jego Przewodnik po nazwach miejscowych w Śródziemu. Efekt niezwykle rzetelnej i żmudnej pracy. Napisanie takiego słownika, to wbrew pozorom nie taka łatwa sprawa. Wymaga wielkiej dyscypliny umysłowej i konsekwencji. Ponadto Christopher Garbowski i Andrzej Szyjewski. Mogę, zwłaszcza z tym drugim nie zgadzać się w wielu sprawach, ale obaj nie bali się wprowadzić tolkienistyki w krąg tak zwanej poważnej nauki. I tutaj należałoby także oddać honor prof. Lichańskiemu.
W przypadku krótszych tekstów to dwie postaci Tadeusz A. Olszański i Piotr ´Neratin´ Florek. Pierwszy za konsekwentne studia nad różnymi aspektami pisarstwa Tolkiena. To osoba, która do fandomu wprowadziła poważne studia i poważne podejście badawcze.
Jak wiadomo, wielokrotnie kłóciłem się z Neratinem, czasem nie przebierając w słowach i środkach. Do dzisiaj z wieloma jego tezami się nie zgadzam. Ale należy docenić jego konsekwentna logikę i konsekwentne oraz słuszne opowiadanie się, za gruntowną i hiperkrytyczną analiza tekstów.
Na świecie będzie łatwiej. Dla mnie postaciami dominującymi są: Christina Scull i Wayne G. Hammond, którzy od ponad dwudziestu lat wykonują jakże niewdzięczną i jakże potrzebną prace archiwistyczno-bibliograficzną, której efektem jest ostatni Companion and Guid; Verlyn Flieger, za wielką elegancję, pomysłowość, oraz genialne, krytyczne wydanie Kowala z Podlesia Większego; i dość standardowo Tom Shippey, który co prawda ostatnio nieco osiadł na laurach, ale jego Droga do Śródziemia, jeszcze długo będzie wzorem krytycznego opracowania twórczości Tolkiena. Jest wiele innych osób w Polsce i na świecie zasługujących na wyróżnienie, ale powyższe uważam za najważniejsze.



Na pewno we wszystkich dziedzinach twórczości tolkienowskiej można znaleźć także dzieła mniej a nawet kompletnie nieudane. Które byś tutaj wyszczególnił? (X)

Przede wszystkim Isabelle Samdja, Władca Pierścieni albo kuszenie zła, książka dramatycznie niedobra. Tak niedobra, że mamy ileś przypisów od tłumaczki poprawiającej bzdury napisane przez autorkę. Inną, dla mnie chybioną książką, jest Marjorie Burns, Perilious Realms: Celtic and Norse in Tolkien?s Middle-earth. Książka niewątpliwie bez porównania lepsza niż Smadji, ale stanowiąca doskonałą ilustrację tego, o czym pisałem wcześniej, trochę siłowego dowodzenia istnienia takich czy innych inspiracji. I wreszcie książka stanowiąca największe rozczarowanie: J.R.R Tolkien Encyclopedia. Scholarschip and Critical Assessment, red. Michael D.C. Drout, po której bardzo wiele się spodziewano, a która okazuje się być strasznym i do tego jeszcze potwornie drogim bublem. Tu polecam recenzję Lómendila w "Aiglosie" nr 8, jest krótka dosadna i niezwykle celna.

Co sądzisz o tolkienowskich ekranizacjach? Tych już zaprezentowanych szerokiej publiczności, tych pozostających dopiero w sferze planów, oraz jako takich (X)

Na początku byłem wielkim fascynatem filmów Jacksona, przy wszystkich wątpliwościach, które pojawiały mi się podczas oglądania. Zdanie zmieniłem, kiedy wypuszczono rozszerzoną wersję Dwóch wież, która była dla mnie wielkim nieporozumieniem. Owszem dodane sceny, same w sobie były fajne, ale kompletnie burzyły strukturę filmu a zwłaszcza zakończenia.
Nigdy mnie specjalnie nie drażniło to, co ujęto, bo cięcia były oczywista koniecznością, ale to, co dodano, najczęściej kompletnie niepotrzebnie.
Nie potępiam filmu w czambuł, traktuję go jako pewien rodzaj fanfiku, a jego wartość widzę przede wszystkim w tym, ze przyciągnął do książki szereg nowych pasjonatów, którzy zakochali się w dziele Tolkiena, a przez to przyczynił się do ożywienia fandomu. Co do nowych ekranizacji, to mam klasyczne mieszane uczucia. Zgadzam się z Elanor, że Hobbit, to wbrew pozorom film trudniejszy do nakręcenia niż się wszystkim wydaje. Trudność, nie polega na trudności materiału oryginalnego, tylko na sensownej decyzji, co do formy filmu i tego, do kogo będzie skierowany. Pamiętajmy, że Hobbit to jednak książka dla dzieci. Dlatego przed scenarzystą i reżyserem stoi decyzja, czy kręcić wierną pierwowzorowi ekranizację książki, czyli film dla dzieci. Czy jednak skierować film do szerszego odbiorcy i w tedy nakręcić prequel do Władcy. Co do innych ekranizacji, czyli faktycznie Dzieci Húrina (bo ekranizacja całego Silmarillionu, wydaje mi się pomysłem absurdalnym), to zawsze uważałem, że jest to dobry materiał na film, ale wymagający inteligentnego scenarzysty i reżysera. Na pewno kogoś innego w charakterze niż Peter Jackson. Dla niego to za poważny materiał.


Jak sądzisz, co takiego szczególnego jest w Tolkienie i jego dziele, co sprawiło, że po tylu latach wciąż budzi on równie silne emocje i inspiracje w szerokich rzeszach czytelników na całym świecie? (X)

Myślę, że właśnie to, z czego najczęściej robi się zarzut. To książki o prostych i jasnych wartościach. W obecnym świecie propagującym niejednokrotnie rozmyte wartości, gdzie nie ma jasnych podziałów na dobro i zło, działa Tolkiena są jak ożywczy powiew. Druga rzecz to świat, w ty niemal doskonałych proporcjach (wiem trochę przesadzam, ale tylko trochę). Na tyle rozbudowany i rzeczywisty by w niego wejść, ale na tyle niedopowiedziany, by czytelnik mógł popuścić wodze swojej fantazji.
To wreszcie wielka umiejętność mówienia o wielkich prawdach przystępnym językiem, i pokazywania, że małe radości i małe, dobre uczynki są niezwykle ważne, ważniejsze czasem od tych wielkich.
Wreszcie, zwłaszcza w przypadku Władcy Pierścieni, to jego wielowarstwowość. Być może niezamierzona, ale rzeczywista. Za każdym razem, kiedy czytam Władcę, odkrywam w nim coś nowego. Najpierw była to przygoda. Potem odkrycie, ze najważniejsi są ci najmniejsi, że królowie, namiestnicy, czarodzieje, są tylko po to by mały hobbit wrzucił pierścień do ognistej góry. Ich klęska przy jego sukcesie, nic nie zmieni, ich zwycięstwo przy jego klęsce i tak będzie klęską. Potem odkrycie świata z jego bogactwem i uświadomieniem sobie, że to tylko fragment większej całości. Potem poszczególni bohaterowi, często zupełnie z tła. I tak dalej, i tym podobne.


Dziękujemy ´MumakiLowi´ za poświęcony nam czas

Wywiad przeprowadzili: Vaylei i X



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl