Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Agnieszką Sylwanowicz

Jak postrzega Pani publikację "Dzieci Hurina" w kontekście ich historii zawartych również w "Silmarillionie" i "Niedokończonych Opowieściach"? Czego możemy się spodziewać po tej książce?

Najprościej mówiąc - jest to kolejny etap: scalenie i rozbudowanie tekstów, z którymi mieliśmy do czynienie w tych dwóch książkach. A spodziewać się możemy jednolitej opowieści, uzupełnionej fragmentami z "The History of Middle-earth" oraz wstawkami dotąd jeszcze nie publikowanymi.

W zasadzie pomysł beletrystycznego opracowania jednej z opowieści Tolkiena przez Christophera i Tolkien Estate - po ponad trzydziestoletniej ewolucji w kierunku coraz to poważniejszych publikacji - wydaje mi się dość sporym zaskoczeniem. Co Pani zdaniem mogło ich skłonić do podjęcia takiej decyzji, i jak Pani ją ocenia?

Mogę tylko spekulować - wydaje mi się, że Christophera Tolkiena mogło dręczyć sumienie, że nie opracował "Dzieci Hurina" w należytym kształcie; niebagatelna wydaje mi się też strona finansowa przedsięwzięcia - wszak ma to być całkiem nowa książka sygnowana nazwiskiem J.R.R. Tolkiena, na dodatek wydana w roku 30-lecia publikacji "Silmarillionu" i 70-lecia "Hobbita". Można by też przypuszczać, że jest to pierwszy krok do sfilmowania tej opowieści, która w tej formie jest niemal gotowym scenariuszem. Sądząc z sukcesu filmów Jacksona, ten film mógłby zdobyć ogromną rzeszę zachwyconych widzów, a mam wrażenie, że byłby prostszy w realizacji od "Władcy Pierścieni". A jak oceniam decyzję Christophera Tolkiena? Mam mieszane uczucia. Ktoś, kto zna "Silmarillion", "Niedokońcozne opowieści" i "The History of Middle-earth" sam może ułożyć sobie tę łamigłówkę, i to może nawet pełniejszą, jako że Christopher Tolkien nie zamieścił "The Wanderings of Hurin"; z drugiej strony w paru miejscach włączył teksty dotąd nie publikowane, co jest niewątpliwą gratką. Dla czytelnika polskiego jest ona tym większa, że w "Dzieciach Hurina" są też fragmenty z "The History of Middle-earth", po polsku dotąd nie publikowane. Z jednej strony jest to więc wyręczenie czytelnika, z drugiej - spójne przedstawienie porozrzucanych fragmentów. Myślę, że gdyby Christopher Tolkien nie uprościł w założeniu koncepcji książki i staranniej opracował swój komentarz (ma na myśli porządne przypisy), otrzymalibyśmy dzieło bardziej doszlifowane i w pełni satysfakcjonujące czytelników zainteresowanych nie tylko samą fabułą.

Jak ocenia Pani pracę Christophera Tolkiena, Alana Lee i innych osób odpowiedzialnych za opracowanie i ostateczny kształt angielskiego oryginału?

Alana Lee (obok Pauline Baynes) uważam za najlepszego ilustratora, jakiego kiedykolwiek zatrudnili wydawcy do pracy nad dziełami Tolkiena, i uważam, że tutaj popisał się szczególnie. Obok doskonałych ilustracji ołówkiem, których jest niedoścignionym mistrzem, mamy jego równie wspaniałe akwarele - i to w jednej książce! Akwarele są może nieco bardziej dosłowne od tych znanych z jubileuszowego wydania "Władcy Pierścieni", ale jedna z nich jest w zupełnie nowym stylu - ta przedstawiająca ognistą drogę wypalaną przez Glaurunga. Może nie jestem zachwycona ilustracją na okładce, przedstawiającą Turina, i tylko dlatego dałabym za tę książkę Alanowi Lee 9 punktów na 10 możliwych. Wiem jednak, że nie wszystkie ilustracje zostały wykorzystane w książce i że podobno mają się pojawić w kalendarzu. Czekam na niego z niecierpliwością.

Pracę Christophera Tolkiena podziwiam - przeanalizował teksty związane z opowieścią o dzieciach Hurina i ułożył je na nowo, zgodnie z tym, co uważa teraz za życzenie ojca. To, że możemy jego wybory krytykować, to oddzielna kwestia.

Jeśli zaś chodzi o inne osoby pracujące przy oryginale, to przyznaję, że książka jest edytorskim cackiem. Wiem też, że przeprowadzono drobiazgową korektę, chociaż dwie czy trzy rzeczy podsunęła Anglikom strona polska. Jeżeli drukarnia niczego nie poplącze, to tekst powinien być korektorsko bezbłędny - pracowali nad nim fachowcy w obu wydawnictwach; jeśli chodzi o Amber, słowa wielkiego uznania należą się Janinie Stasiszyn ´Miriel´, której elfi wzrok wsparty tolkienowską wiedzą nie przepuszcza żadnego drobiazgu.


Jak ocenia Pani pracę nad polskim przekładem i jej wyniki?

Ocena nie należy do mnie - ja mogę tylko powiedzieć, że pracę wykonałam najlepiej, jak umiałam, że sprawiła mi ogromną przyjemność i że stanowiła wielkie wyzwanie.

Jakie były Pani obowiązki, i jak rozłożył(a) sobie P. tą pracę - wiemy, że czasu mieliście Państwo bardzo mało. Co w jej trakcie sprawiło Pani najwięcej trudności?

Nie mieliśmy mało czasu - może Marek Gumkowski, redaktor, ponieważ wydawnictwo w ostatniej chwili przyśpieszyło termin zakończenia naszej pracy, ale ja miałam czasu dość - przy tej objętości 3 miesiące to termin niemal komfortowy. Najtrudniejsze było porównywanie tekstu "Dzieci Hurina" z "Niedokończonymi opowieściami", ponieważ to one stanowiły bazę mojego tłumaczenia, więc musiałam wychwycić wszelkie, nawet najdrobniejsze zmiany.

Czy opierała się Pani w jakiejś mierze na przekładzie historii Turina zamieszczonej w Niedokończonych Opowieściach autorstwa Pana Radosława Kota? Jeżeli tak to w jaki sposób?

Opierałam się wyłącznie na moim tłumaczeniu, które zostało wydane przez Atlantis-Rubikon w 1994 roku, i które bardzo starannie poprawiłam.

Do tłumaczenia Radosława Kota - przedtem go nie znałam - zaglądałam tylko z ciekawości, sprawdzając, jak sobie poradził z co trudniejszymi miejscami, ale dość szybko przestałam to robić.


Czy w oryginale "widać rękę" Christophera Tolkiena?

Nie, z wyjątkiem jednego miejsca, paru linijek odredaktorskiego wyjaśnienia.

Jak opisałaby nam Pani uczucia towarzyszące tłumaczeniu/przygotowaniu - było nie było - "nowej" książki Tolkiena?

Zaciekawienie, lęk, euforia, zachwyt, zwątpienie, radość, przygięcie brzemieniem odpowiedzialności, ekscytacja, zuchwałość...

Jak tłumaczy się Tolkiena w porównaniu z nowoczesną fantastyką?

Fan-tas-tycz-nie! Zwłaszcza jeśli jest się miłośniczką Tolkiena. Tłumaczenie jest szczególną, bardzo intymną formą obcowania z tekstem, więc jeśli jest on dobrze napisany, pięknym stylem, jak u Tolkiena czy np. LeGuin, już samo to dostarcza przyjemności. Jeśli na dodatek jest zajmujący i traktuje o ważnych sprawach, to przyjemność jest tym większa. A najbardziej u Tolkiena lubię dokopywanie się do dokładnego znaczenia danego wyrazu, próby jak najlepszego oddania go po polsku, szczególnie, jeśli chodzi o formę archaiczną; w zestawieniu ze współczesną fantastyką można to troszkę porównać do prób oddania po polsku angielskiego neologizmu. Poza tym tłumacząc Tolkiena, otaczam się jego książkami w oryginale i przekładzie oraz rozmaitymi opracowaniami, bo jestem zwolenniczką trzymania się ustalonej terminologii; poza tym często trzeba coś sprawdzać, szczególnie w obliczu niekonsekwencji oryginału. W wypadku "Dzieci Hurina" odnajdywałam poszczególne fragmenty w już wydanych książkach, czego przy współczesnej fantastyce raczej się nie robi (chyba że się ma do czynienia z jakimś cyklem; wtedy trzeba sprawdzać co najmniej nazwy własne).

Pani szacuje fandomową i wydawniczą przyszłość tej publikacji? Czy jako fabularna, beletrystyczna całość sygnowana nazwiskiem J.R.R. Tolkiena ma ona szanse na sukces kasowy na miarę "Władcy Pierścieni" lub "Hobbita", czy też może będzie to tylko kolejna pozycja z serii znanej w zasadzie tylko najbardziej wytrwałym i zagorzałym fanom?

Myślę, że raczej to drugie, choć może do najbardziej zagorzałych fanów dołączą ci zupełnie początkujący, czyli tacy, dla których książkę przeznaczył Christopher Tolkien. W sumie "Silmarillion" nie jest książką najłatwiejszą do czytania, a tu mamy całą opowieść podaną jak na tacy. Zagorzali fani zapewne kupią książkę, licząc zapewne na nowe fragmenty tej historii, ale się rozczarują, bo jest ich niewiele; zapewne będą też porównywać zmiany w tekście, sygnalizowane przez redaktora, z poprzednimi wersjami. A jeśli chodzi o przyszłość wydawniczą, to zależy ona chyba wyłącznie od kampanii reklamowej... Mam tu na myśli wydawcę angielskiego.

Jaki jest Pani stosunek wobec hipotetycznej ekranizacji "Dzieci Hurina"? Jak Pani zdaniem powinno to być zrobione?

Po licznych przemyśleniach i dyskusjach związanych z filmami Jacksona zaczynam jednak uważać, że ponieważ literatura i film to dwa zupełnie różne media, przenoszenie treści z jednego do drugiego mija się z celem, szczególnie w wypadku Tolkiena, gdzie tak wiele kryje się między wierszami; film jest sztuką zbyt dosłowną, przynajmniej w konwencji, jaką wybrano dla ekranizacji "Władcy Pierśćieni", by dochować wierności oryginałowi, a dochodzi jeszcze kwestia osobistego odczytania dzieła przez reżysera, co musi sprawić, że film odbiega od oryginału, a czasami wręcz go wypacza. Tyle, że chyba nie o wierność w ekranizacjach chodzi. Co nie znaczy, że nie może powstać wspaniałe widowisko, rządzące się własnymi prawami. Wydaje się, że "Dzieci Hurina" są znacznie lepszym materiałem do przeniesienia na wielki ekran, bo i historia jest mniej skomplikowana, i jej zakres, nazwijmy go ogólnie filozoficznym, jest mniejszy. Jeżeli już miałabym ją obejrzeć w kinie, to powinna być wbijającą w fotel, dramatyczną opowieścią o tragicznym losie dumnego wojownika i jego rodziny na tle zmagań ludzi i elfów z siłami Morgotha. Siłą rzeczy stojącą zupełnie obok dzieła literackiego. Powinna być przedstawiona dość realistycznie, w konwencji filmów Jacksona, ale z mniejszym udziałem efektów specjalnych. Oczywiście Glaurung musiałby być popisem speców od animacji komputerowej. Wydaje mi się, że ekranizacje Tolkiena powinny być albo dosłowne, albo stylizowane (np. "Hobbit" w konwencji przerysowanej bajki dla dzieci). Jeśli w ogóle powinny być. Co prawda nie ma przymusu chodzenia do kina... Ale istnieje kwestia robienia krzywdy literackiemu pierwowzorowi. To temat na długą dyskusję.

Jaki jest Pani osobisty stosunek do historii dzieci Hurina? Jak ocenia Pani postępowanie głównych bohaterów?

Bolą mnie ich nieszczęścia, szczególnie Nienor, płacącej za bohaterstwo ojca oraz dumę jego i jej brata; żałuję, że Turin jest tak dumny i porywczy, chociaż wydaje mi się, że chwilami doskonale go rozumiem. W skrócie: widzę postępowanie dzieci Hurina jako dzieje ludzi, nad którymi wisi straszliwa klątwa, i którzy (a szczególnie Turin) mogliby się spod niej wyzwolić, gdyby tylko dokonali właściwych wyborów. W sumie Turin nie zasłużył na taki los, bohatersko walcząc ze złem. To w warstwie bezpośredniej fabuły, bo na wyższym poziomie można by powiedzieć, że Turin przegrał (ale powstaje pytanie, czy rzeczywiście przegrał?), ponieważ polegał tylko na sobie i nie szukał pomocy Stwórcy. Z Szatanem nie można wygrać o własnych siłach. Ale to też jest temat na bardzo długą dyskusję.

Gdyby miało powstać podobne w formie rozwinięcie dla którejś innej opowieści tolkienowskiej, to na którą padłby Pani wybór?

Na tę o Berenie i Luthien, co oczywiste, jako że mówi o tym sam Tolkien, i może na historię Arweny i Aragorna? Znamy ją tylko w ogólnych zarysach, a jej bohaterami są tak niezwykłe postacie, zakończenie jest tak piękne i smutne, i łączy się z jednym z głównych tematów Dzieła Tolkiena (podobnie jak ta o Berenie i Luthien), czyli z zagadnieniem śmierci i nieśmiertelności, że bardzo chciałabym ją zobaczyć w pełnym kształcie.

Co sądzi Pani na temat ceny książki i sposobu jej wydania? Czy cena jest adekwatna do jakości produktu? Było nie było - pomimo ilustracji - akcja jest nam w znacznej mierze znana z lektury "Silmarillionu" i "Niedokończonych Opowieści"?

Nie znam polskiej ceny książki; 18,99 funta wydrukowane na obwolucie książki angielskiej dla tamtejszego czytelnika nie jest chyba ceną zbyt wygórowaną, a gdyby nawet była, to dzieło można kupić poprzez internet za mniejszą kwotę. Przeliczanie tego na złotówki nie ma sensu, bo my mamy inny (dodam: mniej korzystny) stosunek zarobków do cen, ale wydaje się, że w angielskich realiach taka suma za takie cacuszko nie jest nieuczciwa. Ostatecznie jest to poniekąd album nowych ołówkowych ilustracji Alana Lee, nie mówiąc już o akwarelach. Tak pięknie wydaną spójną opowieść o dzieciach Hurina aż miło wziąć do ręki.


Dziękujemy za poświęcony nam czas
redakcja www.tolkien.cyberdusk.pl


Wywiad przeprowadzili X i Adam
Podziękowania dla Michała ´MumakiLa´ Leśniewskiego za jego nieocenioną pomoc



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl