Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Wywiad z Katarzyną Kariną Chmiel - 'Kasiopeą'

Wywiad przeprowadzili: nasi redaktorzy - X oraz Adam. Za pomoc serdeczne podziękowania dla Maedhrosa.

Pytania X-a:

1. Jaki jest Twój pogląd na rolę ilustracji w stosunku do treści książek? Czy mają one być wiernym odzwierciedleniem autorskich opisów, czy też (i na ile) dopuszczalna jest inwencja własna ilustratora? W jaki sposób Twoja opinia na tę kwestię wpływa na zawartość Twoich prac?

Uważam, że ilustracja pełniła, pełni i powinna pełnić rolę służebną wobec książki. Nie rysownik, a pisarz tworzy książkowych bohaterów (rzecz jasna, nie rozpatrujemy tu sytuacji, w której autor sam ilustruje swoje książki jak np Tove Jansson) i wizji autora trzeba się podporządkować. Nie ma tu miejsca na nieskrępowaną twórczość własną - rysownik zobowiązany jest respektować wolę pisarza, który swoich bohaterów świadomie uczynił takimi, a nie innymi, nadając i im i ich światu określone cechy. Forsowanie własnych ilustracyjnych pomysłów, czyli ignorowanie istniejących opisów i zastępowanie ich własnymi wizjami, uważam za aroganckie i nieprofesjonalne. Nawet jeśli się rysownikowi opis postaci nie podoba, jako ilustrator jest zobowiązany trzymać się go wiernie. Własne rozwiązania można czytelnikom podsuwać, i owszem, ale tylko tam, gdzie pisarz zostawia swobodę wyobraźni, np nie dopowiadając czyjegoś wyglądu. Takie jest moje zdanie i tak też staram się ilustrować - przed rozpoczęciem pracy zawsze uważnie czytam książkę, tropiąc i wynotowując wszelkie opisy, żeby dochować wierności wizji pisarza. Nawet wtedy, gdy mi się ta wizja bardzo nie podoba i chętnie sporo bym w niej zmieniła. Prawda jest bowiem taka, że to jego świat i nie wolno mi weń ingerować (chyba, że autor wyrazi na to zgodę, ale to się praktycznie nie zdarza, bo pisarze są bardzo przywiązani do swych pomysłów)

2. Którego z pozostałych ilustratorów tolkienowskich cenisz sobie najbardziej i czym wyróżniona osoba zasłużyła sobie na ten zaszczyt?

Nie przesadzajmy z tym "zaszczycaniem" - to rysownicy klasy Alan Lee mogą "zaszczycać" innych swą uwagą, nie ja. Moim ulubionym rysownikiem jest Cor Blok, może dlatego, że jego bohaterowie i styl przypominają mi nieco moje ukochane Muminki. Poza tym, jest w jego pracach coś magicznego. Sam Tolkien bardzo go cenił, i o ile dobrze pamiętam, zakupił jeden z jego obrazów. Podziwiam też Alana Lee, a szczególnie ołówkowe prace, lubię niektóre ilustracje Johna Howea i Michaela Kaluty. No i nie mogę pominąć Ivanneth - jej elfowie żyją, patrzą, czują. To niesamowite.

3. Co było bezpośrednim bodźcem, który wpłynął na podjęcie przez Ciebie decyzji o stworzeniu serii ilustracji okołotolkienowskich? Czy miało to miejsce natychmiast po przeczytaniu dzieł JRRT, czy też może po jakimś czasie?

Bodźcem bezpośrednim była "Drużyna Pierścienia" P. Jacksona. Piszę "bezpośrednim", bo już wcześniej próbowałam ilustrować Tolkiena - w zasadzie odkąd w wieku kilkunastu lat przeczytałam "Silmarillion" - ale rezultaty moich wysiłków były bardzo odległe od ideału i, zrezygnowana, nabrałam przekonania, że Śródziemia nie da się wiarygodnie rysować (chyba, że jest się Alanem Lee). Kiedy "Drużyna" Jacksona weszła na ekrany kin, miałam już za sobą lata pracy w zawodzie ilustratora, mój warsztat znacznie się poprawił, więc spróbowałam raz jeszcze podjąć wyzwanie. Jako że moja wizja bohaterów znacznie rozbiegała się z wizją filmową postanowiłam, że się tak wyrażę "spojrzeć moim wyobrażeniom w twarz". I tak to się zaczęło.

4. Jakie masz podejście do swojej twórczości? Czy jesteś perfekcjonistką, dążącą do przelania w ilustracje pełni swoich możliwości, czy też może powstają one na skutek chwilowego natchnienia? Jak długo powstaje (średnio) jedna praca?

Niestety jestem perfekcjonistką. Piszę "niestety", bo to bardzo utrudnia życie. Rysuję zarówno z premedytacją, realizując z dawna ustalone projekty, jak i nie stronię od chwilowego, spontanicznego natchnienia. Jak większość znanych mi rysowników należę do grona osób wiecznie niezadowolonych ze swoich prac. Chyba nie ma ilustracji, którą akceptowałabym w stu procentach. Jestem swoim najbardziej bezlitosnym krytykiem, jeśli uważam, że dana rzecz mi się nie udała, nie przekonają mnie najbardziej entuzjastyczne opinie na jej temat - praca wędruje do mroków Szuflandii. I odwrotnie - najzacieklejsze krytyki nie zmienią mojego nastawienia, kiedy uważam, że coś mi się w miarę udało. Po prostu wiem, co chciałam przekazać i wszystko zależy od tego, na ile wizja wyjściowa rozminęła się z tym, co widnieje na papierze. Kiedy czytam Tolkiena, postaci w mojej wyobraźni żyją, poruszają się i mówią, tak realne, jakbym oglądała film. "Wiem", jak gestykuluje Aragorn, jaki tembr głosu ma Boromir i jak się uśmiecha. "Widzę", w jaki sposób Maeglin odgarnia włosy za ucho i jak Caranthir mruży oczy, kiedy jest zły. I próbuję tak właśnie rysować. Z różnym rezultatem, ale to już inna sprawa.
Natomiast co do czasu powstawania jednej pracy - bywa z tym bardzo różnie. Natłok zajęć nie pozwala mi na wyłączne zajmowanie się rysowaniem ilustracji tolkienowskich, pracuję więc z doskoku, często na kolanie (np. ostatnią ilustrację z Maeglinem kończyłam w czasie jazdy samochodem, odwożona po pracy do domu) - stąd wykonanie jednej ilustracji rozłożone jest przeważnie na kilka dni. Komiksy o Boromirze natomiast rysuję od ręki, w kilkanaście minut.

5. Z czego w swoich ilustracjach jesteś najbardziej zadowolona, a co wymaga jeszcze dopracowania?

Gdyby to było możliwe, wszystkie prace robiłabym od początku. Naprawdę. Często jestem w miarę zadowolona z twarzy, natomiast ubolewam, że brak czasu nie pozwala mi tak wypieścić tła, jakbym tego chciała. Marzą mi się ilustracje w rodzaju "Boromir prowadzący armię pod Osgiliath" z wypracowanym pejzażem, dziesiątkami żołnierzy, "Maeglin w sali tronowej Morgotha" z niesamowitą, mroczną architekturą i rozmaitymi stworami, "Narada u Elronda" scena rodzajowa na osławionym ganku z obfitością postaci, ale do takiego rozmachu trzeba czasu i spokoju, a tego mi brakuje. Zazdroszczę takiemu Tedowi Nasmithowi na przykład, że może sobie siedzieć i tygodniami dziubdziać jeden obraz. Ja nie mam takiego komfortu. I może z powodu tego pośpiechu, jestem niezadowolona ze swoich prac. Gdybym tylko miała choćby tydzień, który dałoby się przeznaczyć wyłącznie na malowanie...

6. Co sprawiło Ci największą satysfakcję podczas Twojej kariery ilustratorki, a do czego dążysz obecnie?

Największą satysfakcję sprawiły i nadal sprawiają życzliwe uwagi czytelników z całego świata. Dążę zaś do tego, by kiedyś móc oddać wiernie na papierze ten "film", który się uruchamia w mojej wyobraźni podczas lektury książki.

7. Czy przelewanie na papier swoich wizji tolkienowskiego uniwersum nadal jest dla Ciebie przyjemnością, czy też może zmieniło się to z czasem w żmudny obowiązek? Co daje Ci ta praca?

Szczerze mówiąc, nie wiem co mi daje, wiem natomiast, że póki co, przestać rysować nie mogę i wciąż sprawia mi to ogromną radość, mimo częstych rozczarowań rezultatami tej pracy. Rysowanie traktuję jak kameralne i bardzo osobiste spotkanie z moimi ulubionymi bohaterami i mam nadzieję, że póki trwa Arda, póty trwać będzie moja miłość do niej.

8. Co jest takiego w synach Feanora i gondorskiego Namietsnika? ;)

Hmm. Pomyślmy. Charyzma. Wdzięk. Urok. Piękno. Pasja. Siła. Oddanie. Waleczność. Męstwo. Odwaga. Zdecydowanie. Tajemnica. Tragedia. To chyba to.

9. Jak radzisz sobie, jeśli w trakcie tworzenia ilustracji coś pójdzie nie po Twojej myśli? Zaczynasz od nowa, a może próbujesz jakoś zatuszować swój błąd? Która Twoja ilustracja może być tego przykładem?

Jeśli coś idzie bardzo nie po mojej myśli, ilustracja nie zostaje dokończona i ląduje w kuble na śmieci, albo w Szuflandii ku przestodze. Mam tysiące niedokończonych prac, które zalegają wszędzie. Wykładam nimi klatkę Marchewy, daję królikom do zabawy. Różnie. Natomiast drobniejsze usterki poprawiam w trakcie pracy, zazwyczaj jeszcze w fazie ołówkowej, ewentualnie z rzadka coś zamalowuję, jeśli ilustracja jest akurat akrylowa (akwarela ze swej natury wyklucza poprawki, trzeba mieć naprawdę znakomity warsztat, żeby się nią parać). Zawsze zaczynam kompozycję od narysowania twarzy bohatera, wychodzę bowiem z założenia, że jeśli twarz będzie do niczego, przekreśli to cały rysunek, choćby i najlepsze tło. Najlepszym przykładem tej zależności jest dla mnie Ted Nasmith - artysta, który potrafi malować spektakularne krajobrazy, natomiast nie radzi sobie kompletnie z proporcjami i twarzami postaci. Z tego powodu nie mogę patrzeć na większość jego prac, cóż bowiem z tego, że w tle są zjawiskowe chmury, skoro Sam Gamgee ma wodogłowie, Frodo został niedawno ekshumowany, a Faramir z Eowiną wyglądają tak, jakby im mumakil na twarzach usiadł...


Pytania Adama:

10. Kiedy i w jakich okolicznościach zetknęła się Pani po raz pierwszy z twórczością JRRT?

Miałam coś koło trzynastu - czternastu lat i wypatrzyłam u wujostwa w domu książkę o dziwnym tytule - "Silmarillion". Sięgnęłam, otworzyłam, przeczytałam jakiś akapit na chybił-trafił i przeniosłam się do Śródziemia. Na stałe. Nie licząc sporadycznych wypadów, do pewnej "odległej galaktyki" i wizyt u rodziny farmera z Tatooine.

11.Czym jest dla Pani twórczość JRRT i jakie ma ona znaczenie w Pani życiu?

Chyba nie przesadzę, jeśli odpowiem, że Tolkien jest moim życiem i pasją.

12. Jakie opowieści (odpowiednio) w "Silmarillionie"/ HoME/ "Władcy Pierścieni" podobają się Pani najbardziej bądź też mają dla Pani szczególne znaczenie?

Uwielbiam "Silmarillion", a w nim wszystkie fragmenty tyczące się synów Feanora oraz rozdział "O Maeglinie". Z "Władcy Pierścieni" najbardziej lubię "Drużynę" z powodów oczywistych, czyli obfitości Boromira.

14. Śledząc Pani ilustracje odnoszę wrażenie, iż spośród postaci największy wpływ mają na Panią Boromir i synowie Feanora. Stąd też to pytanie dotyczyć będzie właśnie ich. Czemu synowie Feanora i czemu właśnie Boromir, a nie na przykład jak w przypadku Anke E. Faramir?

W zasadzie, chcąc wyczerpująco odpowiedzieć na to pytanie, powinnam odpracować długi i rzetelny esej. Nie chcę jednak czytelników zamęczać peanami na temat moich ulubieńców, postaram się więc streszczać, zwłaszcza, że takie pytanie padło już w poprzednim zestawie. Tak - wrażenie, że Boromir i synowie Feanora są dla mnie ważni, jest ze wszech miar słuszne. Są ważni i takimi pozostaną. Wiele rzeczy na to się złożyło, wiek w jakim czytałam Tolkiena po raz pierwszy, okoliczności tej lektury, moje odwieczne zainteresowanie dylematami moralnymi i wpływem istot na ich własne przeznaczenie. Oraz, nie ukrywam, moja słabość do osobników o ciemnych włosach i szarych oczach. Tudzież do rudych elfów. Dlaczego synowie Feanora? Porwała mnie ich różnorodność, pasja i determinacja, zafascynowało uwikłanie w Przysięgę, która ich przerosła, wzruszyła tragedia istot, które były wielkie i upadły, do samego końca mając tego upadku świadomość. Boromir to oddzielny rozdział, nastoletnie zauroczenie, któremu pozwoliłam sobie być wierną aż do dziś. Oddałam się tej pasji tym bardziej, że bardzo często postać ta traktowana jest bardzo powierzchownie, wyliczana w jednym rzędzie z Sarumanem, jako zdrajca i narzędzie zła. Wielu czytelników go bardzo nie lubi, a i do rysowników nie ma starszy syn Denethora szczęścia. Czasami odnoszę wrażenie, że nikt nie czyta precyzyjnego opisu tej postaci zawartego przez Tolkiena w rozdziale "Narada u Elronda", dlatego też sama zaczęłam Boromira portretować i wiedzę o tej postaci upowszechniać, usiłując oddać mu sprawiedliwość. A dlaczego nie Faramir? Może dlatego, że lubię wyzwania, a Faramir jest tak kryształowy, dobry i idealny, że lubić go jest bardzo łatwo, można by nawet rzec, że gwarancję sympatii czytelników Faramir dostał od Tolkiena w prezencie na dzień dobry (rzecz jasna, mówimy o Faramirze książkowym, to filmowe nieporozumienie pomińmy wymownym i pełnym wyrzutu milczeniem). Żadna sztuka go lubić - wszyscy go lubią. Podobnie jest np. z Finrodem - złotowłosy, uśmiechnięty ulubieniec wszystkich tolkienistów. A ja, może na przekór światu, wolę Boromira od Faramira i wybieram Maeglina i synów Feanora w miejsce Finroda. Lubić Maeglina - ot, to jest wyzwanie! Moim ulubionym zajęciem jest doczytywanie między wierszami, co leżało u podstaw zachowania tych postaci, lubię analizować ich wybory i fantazjować "co by było, gdyby".

15. Teraz nastąpi kilka pytań o Boromirze. Jak ocenia Pani tę postać w książce? Prosiłbym o kilka słów na ten temat i o ogólną Pani ocenę - negatywną bądź też pozytywną Boromira.

Ha! Jak można zadawać takie pytanie "boromirystce"? Jakżeż mam teraz odpowiedzieć w mniej, niż dziesięciu stronach pełnego pasji wywodu? Jak oceniam jego postać? Otóż ja jej nie oceniam, ja ją uwielbiam. Dlaczego? Długo można by pisać. Bo jest prawdziwy, po ludzku prawdziwy - raz gniewny, raz nabzdyczony i ogólnie w gorącej wodzie kąpany. Ma temperament, by nie rzec charakterek. Jest mężny i piękny, uroczo przemądrzały i wielkopański. A do tego na naszych oczach przechodzi ciężką próbę, zawodzi i płaci za to najwyższą cenę, oddając życie w próbie ocalenia przyjaciół. Co ciekawe, jest to jeden z nielicznych bohaterów, o którym więcej dowiadujemy się po jego śmierci, ze wspomnień bliskich mu osób, niż za życia. Mam wrażenie, że sam Tolkien niezbyt go lubił i nie zależało mu na tej postaci, chciał jedynie wyraźnej przeciwwagi dla Aragorna, rywala, który szybko zostanie wyeliminowany. Dopiero pojawienie się Faramira przydało Boromirowi ciepła i zaczęliśmy poznawać nieco więcej szczegółów na temat starszego syna Namiestnika. Boromir to postać bardzo tajemnicza, która aż się prosi o pogłębienie, zwłaszcza jeśli się zatrzymać nad jego pozycją społeczną i relacjami rodzinnymi. Osobiście uwielbiam to robić, czyli wyszukiwać choćby strzępki informacji na jego temat, czytać między wierszami i doszukiwać się ukrytych znaczeń. Tudzież spekulować na tak zajmujące i istotne tematy jak" co to za klejnot, który nosi na szyi i kto mu go dał? ", "Co jadł podczas wędrówki do Rivendell, skoro nie miał łuku i nie polował? " (rozkosznie jałowe dyskusje na długie zimowe wieczory). Ubolewam, że tak mało jest informacji na jego temat i z powodu owego "głodu Boromirowego" zainteresowałam się fanfikami, nie tylko czytaniem, ale i - nie ukrywam i wcale się nie wypieram - pisaniem.
Natomiast co do lepszego zrozumienia postaci Boromira zachęcam wszystkich anglojęzycznych czytelników do zapoznania się ze znakomitym esejem Martineza "The Man, Who Would Be A Steward".

16.Boromir u Bakshiego - jak Pani ocenia?

Rozpacz. Żenująca pomyłka. Jedno wielkie nieporozumienie. Nic, tylko siąść i płakać. Wiem, że Bakshi ma obrońców, którzy tłumaczą, że scenariusz jego filmu jest znacznie wierniejszy Oryginałowi, niż scenariusz Jacksona, ale cóż z tego, skoro nie daje się go oglądać. A Boromir? To klęska. Nie wiem, skąd rysownicy wzięli tego groteskowego, podstarzałego typa ubranego w stylu":należę-do-niedzielnego-bractwa-rycerskiego-coś-tam-czytałem-o-Wikingach-ale-nie-mam-forsy-na-strój-więc-pociąłem-stare-futro-babc" i, w każdym razie na pewno nie czytali książki. Boromir, pardon, ta parodia Boromira autorstwa Bakshiego, nie dość, że koszmarny z wyglądu jest jeszcze do tego głupi, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Porażka pod każdym względem. To ma być książę, jakby nie było, numenorejskiej krwi? Nie zgadza się nic, ani wiek, ani wygląd, ani umysłowość. Mam tym większe pretensje do Bakshiego, że w niezrozumiały dla mnie sposób, ten nieszczęsny film upowszechnił na świecie wizerunek podstarzałego, brodatego i obowiązkowo rogatego Boromira, który do tego koniecznie musi obnosić się z gołymi ramionami i nagimi udami jak pnie dębu (ogromnie praktyczna kreacja, w sam raz na śniegi Caradhrasu). Do tego dołożyć należy futrzaną przepaskę biodrową (ostatni krzyk mody w Minas Tirith. Denethor też się tak ubiera, oczywiście) i ozdoby w rodzaju skórzane bransolety i ochraniacze gęsto nabijane ćwiekami i voilá - oto wykapany Dziedzic Namiestnika, radujmy się.
Co do wieku Boromira jeszcze - też nie mam pojęcia, skąd się to bierze, ale zazwyczaj rysownicy portretują Boromira jako dość posuniętego w latach osobnika, dla podkreślenia czego dodają brodę i wąsy. Często Aragorn wygląda dużo młodziej od niego. Koledzy rysownicy! Panie i panowie, Boromir w chwili śmierci ma ledwo przekroczoną czterdziestkę i na standardy swojej rasy jest MŁODY. Jego ojciec w tym wieku jeszcze nawet nie był żonaty, zabrał się za powiększanie rodziny pod pięćdziesiątkę. Pierworodnego syna skrzesał, kiedy miał lat czterdzieści siedem, a drugiego po pięćdziesiątce i nie było w tym nic niezwykłego. Ludzie z tego rodu "lekką ręką" dożywali stu dwudziestu lat w dobrej formie - echo numenorejskiego pochodzenia. I choć z pewnością krew numenorejska znacznie się rozrzedziła poprzez wieki, to jednak czterdziestka stukająca Gondorczykowi z rodu Hurina, a czterdziestka dajmy na to, kogoś pokroju Billa Fernyego to dwa różne światy.

17. Boromir w kreacji Seana Beana - jak Pani ocenia?

Bardzo lubię Seana Beana i wieść o tym, że ma on odtwarzać rolę Boromira przyjęłam z radością, aczkolwiek zmartwiałam, kiedy ujrzałam go w peruce blond i przez długi czas nie mogłam się z tą wizją oswoić. Bo dla mnie Boromir - zgodnie z książkowym opisem- ma i zawsze mieć będzie włosy kruczoczarne, a oczy siwo-szare. Ale aktorstwo Beana było na tyle dobre, że zaakceptowałam tę alternatywną koncepcję postaci. Celowo piszę alternatywną, bo traktuję Boromira Seana Beana, czyli Boromira Petera Jacksona, jako luźną wariację na temat prawdziwej postaci. Przyjemną dla oka i świetnie zagraną, ale jednak wariację. Boromir Seana Beana niewiele ma wspólnego z Boromirem książkowym, poza tym, że pochodzi z Gondoru i dobrze walczy. Różni go cel misji, wiek, zachowanie. Peter Jackson z pewnością uczynił Boromira sympatycznym i przysporzył mu zwolenników (za co oczywiście należą mu się wyrazy uznania), ale jednocześnie w jakiś sposób odarł go z charyzmy urodzonego wodza, którą w moim wyobrażeniu Boromir książkowy miał, sprowadzając w filmie do poziomu - zwłaszcza w Lorien - rozdygotanego i niezdecydowanego człowieka, ot, kumpla, takiego do pogadania przy piwie. To oczywiście moje prywatne zdanie, każdy ma prawo do własnego i w razie sprzeciwu chętnie wdam się w spór. Dopóki nie było tych dodanych w rozszerzonej wersji scen z Osgiliath, kompletnie nie potrafiłam sobie Seana Beana wyobrazić w roli przywódcy, który swym autorytetem pociąga za sobą setki żołnierzy. Tolkien pisze o Boromirze, że był świetnym wodzem, jakiego Gondor dawno nie miał, wodzem szalenie mężnym i odważnym i co najważniejsze - kochanym przez żołnierzy. Wspominają o tym Faramir, Theoden, Eomer, Denethor. W scenach dodanych do "Dwóch Wież" Boromir może i porywa tłumy, ale zaraz potem schodzi z murów i mit pryska - oto książę Gondoru zmuszony jest przeciskać się przez tłum ku bratu, o ile mnie wzrok nie myli, poklepywany po plecach. I tu właśnie, w tym drobnym fragmencie, moim zdaniem uwidacznia się cała różnica między koncepcją Jacksona a wizją Tolkiena - Boromir książkowy nie jest bowiem typem osoby, którą można potrącać w tłumie i poklepywać przyjaźnie. Powiedziałabym raczej, że jest typem dowódcy, który samym swym pojawieniem sprawia wytworzenie się samoistnego szpaleru. Podejrzewam, że żadnemu z jego poddanych w najśmielszych myślach by nie postało, że można potrącić Dziedzica Namiestnika na ulicy. Podobnie mam odczucie, że w książce nawet najbardziej rozbrykani hobbici nie odważyliby się przewrócić Boromira i wyłaskotać za wszystkie czasy, jak to czynią w filmie ( scena niewątpliwie urocza i - żeby nie było wątpliwości - bardzo ją lubię).

18. Języki elfów - czym są dla Pani?

Czymś, co z całym szacunkiem i uwielbieniem dla ich brzmienia, pozostawiam innym. Czyli specjalistom. Lub elfom.

19. Wróćmy jeszcze na moment do Boromira. Czy lubi Pani postacie otaczające Boromira w akcji "Władcy Pierścieni"? Denthora i Faramira. Jeśli nie to czemu?

Bardzo lubię Faramira, zresztą jak już wspomniałam wyżej, nie sposób go nie lubić. Denethor natomiast mnie fascynuje i intryguje - skomplikowana postać, odrodzona czysta numenorejska krew i jeden z ostatnich wielkich władców. Jego tragedia nieodmiennie mnie porusza, a Peterowi Jacksonowi nie wybaczę tego zachłannego prostaka i szaleńca, którego zafundował widzom w miejsce prawdziwego, budzącego respekt Namiestnika.

20. Finduilas z Dol Amrothu - matka Boromira. Jestem ciekaw Pani zdania o tej postaci i celowo umieszczam ją w osobnym pytaniu jako osobę nie występującą w głównej akcji "Władcy Pierścieni".

Marzę o tym, by gdzieś na jakimś strychu odnalazły się rękopisy Mistrza, a w nich informacje na temat tajemniczej Finduilas. Tak mało o niej wiemy, poza tym, że pochodziła z Dol Amroth i była siostrą Imrahila, a do tego "panią wielkiej urody". Najprawdopodobniej, jak jej brat, miała czarne włosy i szare oczy (w końcu po kimś Boromir swoje siwe oczy miał, skoro Denethor był czarnooki). Sformułowanie, które pojawia się w "Dodatkach", jakoby "więdła w kamiennym grodzie" podsuwa obraz zwiewnej, kruchej i słabowitej istoty, tymczasem wcale taka nie musiała być. Nie wiemy jaka choroba ją zmogła, ale choroba ta nie musiała oznaczać, że Finduilas była słaba z natury. Wprost przeciwnie - moim zdaniem musiała mieć silny charakter i silną wolę. Zostać żoną Denethora - tu dopiero trzeba mieć odwagę! A została nią i rozkochała go w sobie, tak, że świata poza nią nie widział, nawet Boromira tak nie kochał, jak jej. Intrygująca postać, która aż błaga o więcej informacji.

21. Czy jest szansa na to by zilustrowała Pani jakieś książkowe sceny z udziałem Eomera Eadiga? Osobiście mi się to marzy. Czy jest jakaś szansa?

Szansa zawsze jest. Na razie jednak wciąż zaprząta mnie Boromir. I ostatnio Maeglin.

22. Odejdźmy na moment od Tolkiena. Czy czyta Pani inną fantastykę, a jeśli tak to jaką i czy są plany na ilustrowanie także jej?

Owszem, czytam. Uwielbiam Pratchetta, czytuję Le Guin, Eddingsa, Kaya i wiele innych. A fantastyki, swego czasu, ilustrowałam sporo, w tym książki Le Guin, Carda, Eddingsa. Ostatnio zrobiłam cykl ilustracji do "Miast pod skałą" Huberatha na zamówienie Wydawnictwa Literackiego.

23. I wracamy do Tolkiena. Czy czytuje Pani JRRT w ciszy czy przy muzyce? Jeśli przy mzuyce to czy przy jakiejś określonej?

Główną muzyką w moim pokoju-pracowni jest nieustający wrzask Marchewy. A tak na poważnie - raz pracuję przy muzyce, raz w ciszy, w zależności od natchnienia. Jeśli przy muzyce - to głównie Dead Can Dance i muzyka dawna. Kolekcjonuję też filmowe ścieżki dźwiękowe, do moich ulubionych należy "Henryk V".

24. Którą ze swych ilustracji tolkienowskich ocenia Pani najwyżej i dlaczego?

Trudno mi powiedzieć, zwłaszcza, że z żadnej nie jestem w pełni zadowolona. Lubię pracę "Oto mój syn Maeglin", bo Maeglin wygląda tam dokładnie tak, jak go sobie wyobrażam w moim "filmie". I może "Thangorodrim" - tu zadowolona jestem z twarzy Maedhrosa.

25. Którą ze swych ilustracji tolkienowskich ocenia Pani najniżej i dlaczego?

Nie wiem. Naprawdę nie wiem. W każdej bym coś poprawiła.

Dziękujemy za poświęcony czas i zapraszamy na www.tolkien.cyberdusk.pl gdzie będzie się Panio mogła zapoznać z komentarzami na temat wywiadu, a także z naszymi tekstami dostępnymi w dziale Eseje i Felietony (http://www.tolkien.cyberdusk.pl/index.php?eif ) .
Niemal co tydzień są u nas na stronie nowe teksty okołotolkienowskie, czasami nawet częściej.


Pytania ułożyli Adam i X z redakcji www.tolkien.cyberdusk.pl


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl