Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Relacja Nifrodel z konwentu Tolkien2005 w Birmingham

Veni Vidi Vici - Birmingham 2005

Veni Vidi Vici, jak powiedział Juliusz Cezar. Przybyliśmy do Birmingham, Zobaczyliśmy konwent Tolkien 2005 i Zwyciężyliśmy, bo sprzedaż Aiglosa okazała się sporym sukcesem.



Na zdjęciu - Ekipa Aiglosa na konwencie Tolkien 2005 w Birmingham Lewa strona od góry: TAO, Sarnond, elfy, Evermind, Nasturcja, zasłoniona Melinir, Maedhros, Nellelórë. Na dole: Nifrodel i Kasiopea.

Ale od początku.

Dotarliśmy do Birmingham w czwartek po południu i od razu rzuciła nam się w oczy brzydota miasta. Wrażenie mogłoby być mniejsze, gdyby nie fakt, że dzień wcześniej zwiedzaliśmy Oksford, słusznie nazywany perełką architektury angielskiej. Birmingham to miasto typowo przemysłowe, zaś w części, którą najczęściej chodziliśmy, czyli półgodzinną drogą z hotelu na uniwersytet, znajdowały się zwykle hale magazynowe, rudery oraz stacje benzynowe. Widok raczej niezbyt przyjemny. Sam budynek uniwersytetu okazał się ośmiopiętrowcem lecz wielkością dorównywał 20 piętrowym blokom mieszkalnym w Polsce, bowiem sale wykładowe zazwyczaj były wysokie.

Po formalnościach związanych z rejestracją, dokładnym obejrzeniu naszego Aiglosowego stolika w Dealer's Roomie, rozłożeniu pisma oraz prac Kasiopei, mieliśmy chwilkę czasu na przeglądnięcie i nabycie rozlicznych książek. Stoiska były naprawdę porządnie zaopatrzone. Znajdowały się tam nie tylko dzieła Tolkiena w rozlicznych wydaniach i opracowania dotyczące jego świata, ale także niemal wszystkie książki badawcze wraz z najnowszymi jak "Interrupted Music" Verlyn Flieger czy "Tolkien and the Great War" Johna Gartha, bogato ilustrowane biografie, fotografie Tolkiena w dużym formacie, książki ilustratorów jak np. "Sketchbook" Alana Lee, oraz albumy z ilustracjami baśniowymi, pocztówki z reprodukcjami prac Tolkiena, kubki, zakładki i inne gadżety, świecidełka (zapinki celtyckie, złote opaski na włosy itp.), stare wydania dzieł Tolkiena po zawrotnych cenach - a także książki Inklingów oraz również takie, które rekonstruowały znaczenie run czy prezentowały mitologie różnych krajów. Jednym słowem znajdowały się tam prawdziwe tolkienistyczne skarby, na które większość z nas wydała wszystkie oszczędności.

Wprawdzie Opening Ceremony zapowiadano dopiero na czwartek o 19.00 ale już od 16.00 trwały pierwsze wykłady albo wystawiano sztuki teatralne jak: "Rudy Dżil i jego pies". Program konwentu podzielony był na bloki tematyczne. Prelekcje zaś trwały w tym samym czasie w trzech (czwartek) lub pięciu (sobota) różnych salach wykładowych. Tematy wykładów, rozpoczynających się od 9.00 rano a kończących o 22.00 w nocy i trwających właściwie nieprzerwanie, można było wybrać, zmieniały się bowiem co pół godziny lub co godzinę.
Przykładowo w sobotę rano można było wybierać między:
-Gwydion M.Williams - Eyeing Sauron: Tolkien translated into the Language of Cinema
-Elizabeth Solpova - Tolkien's Fictiona as Criticism
-John Garth- War Experience in Death Marches
-Jessica Yates - William Morris's imfluence on J.R.R Tolkiena
- Barish Ali - Imaginhg a Female Hero in The Lord of The Rings
oraz- pół godziny potem- Nicole Topham - Hope, Sacrifice, and Courage in The Lord of the Rings
Jak widać, często w tym samym czasie odbywały się różne ciekawe prelekcje, i ciężko było czasami wybrać, który wykład będzie najbardziej interesujący. Trochę pomagały w tym streszczenia poszczególnych przemów, znajdujące się w programie, oraz krótkie notatki na temat wykładających. Ale nie zawsze zajawki okazywały się zgodne z treścią wykładów, czasem (jeśli to był panel) rozmowa dryfowała w zupełnie innym kierunku, a czasem zwyczajnie autor skupiał się niekoniecznie na tym, co chcielibyśmy usłyszeć. Jednakże zdecydowana większość wykładów, w których uczestniczyliśmy, była niezmiernie ciekawym i pouczającym doświadczeniem. Pewną trudność również sprawiał fakt, iż sale rozmieszczone były na różnych piętrach budynku, często daleko od siebie, co przy 5 minutowych odstępach czasu między jednym wykładem a drugim, powodowało nieustanne korowody spóźnialskich. Nie sposób było niestety dotrzeć z parteru na szóste piętro w lewym, remontowanym w dodatku, skrzydle budynku w pięć minut. A jeśli nie daj Eru pytania do prelegenta się przedłużały, żeby zdążyć, trzeba było wyjść (najlepiej udając, że nas nie ma) przed końcem trwania wykładu lub panelu.

Pierwszym panelem, w którym miałam okazję uczestniczyć, była rozmowa między profesorem Tomem Shippeyem, autorem m.inn książki "Droga do Śródziemia" a Johnem Garthem, autorem niedawno wydanej ksiażki "Tolkien and the Great War". Profesor Shippey okazał się w kontakcie na żywo osobą o żywym umyśle i ogromnym poczuciu humoru. Jego żarty wzbudzały prawdziwe salwy śmiechu na sali. Następnego dnia wygłosił błyskotliwy wykład o przysłowiach we "Władcy Pierścieni" oraz inspiracjach Tolkiena porzekadłami staroangielskimi oraz dawnymi, angielskimi, mocno zakorzenionymi w lokalnym folklorze.
Drugim ciekawym wykładem była prelekcja Verlyn Flieger, równie sławnej profesor uniwersytetu w Marylandzie w U.S.A., autorki znakomitych książek jak: "Splintered Light - Logos and Language in Tolkien's World", czy "The Question of Time: J.R.R Tolkien's Road to Faerie". Profesor znakomicie opowiadała o różnicach w tworzeniu "Hobbita" i "Władcy Pierścieni", o inspiracjach baśniowych, przyznała się publiczności otwarcie, że "Hobbita" nie lubi (wzbudzając prawdziwą konsternację i szmery zdziwienia), bowiem zniechęcają ją wtręty narratorskie, które uważa za wczesną niedoskonałość warsztatu pisarza. Wyznała także, że kocha "Władcę Pierścieni" i czyta go bardzo często, ale również, odpowiadając na pytanie z sali, czy lubi Harrego Pottera, przyznała rozbrajająco, że lubi (co zgromadzeni przywitali bądź wyrazami zaskoczenia, bądź oklaskami). Natomiast na drugie, dociekliwsze pytanie, co sądzi o Elfach ze świata Rowling, odpowiedziała, iż w jej świecie doskonale pasują i jest to ciekawa kreacja pisarska, podobnie jak znakomicie pasują do legendarium Tolkiena, stworzeni przez niego Pierworodni. Profesor Flieger okazała się osobą pełną niespodzianek, a jednocześnie niezmiernie mądrą i stanowczą kobietą. W bezpośrednim kontakcie energiczną a jednocześnie ciepłą, z uwagą wsłuchującą się w to, co rozmówca ma do powiedzenia. Zaskoczyła nas bardzo, kiedy w niedzielę przyszła do Dealer's Roomu i powiedziała, że to, co przeczytała dotychczas w Aiglosie ( a nie zdążyła przeczytać wszystkiego w całości) bardzo jej się podoba.

Nie mogę pominąć największej sensacji konwentu, jaką okazał się nie zapowiedziany wcześniej przyjazd i panel dyskusyjny z udziałem córki pisarza, Priscilli Tolkien, przemiłej starszej pani, która z niezwykłą życzliwością i uwagą odpowiadała na pytania fanów. Odpowiadała często tak wyczerpująco, jak nikt się tego nie spodziewał. Dowiedzieliśmy się m.inn, że ulubioną jej postacią ze wszystkich dzieł jej ojca jest Sam Gamgee. Było to, jak się dowiedzieliśmy od ludzi z Tolkien Society, chyba ostatnie publiczne wystąpienie Priscilli Tolkien, tym cenniejsza była dla nas możliwość uściśnięcia jej dłoni, zamienienia kilku słów i wręczenia anglojęzycznego Aiglosa. Nasz przyjaciel Sarnond, otrzymał nawet specjalne błogosławieństwo od Priscilli Tolkien, a relację z tego wydarzenia możecie przeczytać tu: Tu

Ciekawym punktem sobotniego wieczoru był konkurs strojów. Zważywszy na mnogość poprzebieranych osób, które przewijały się przez sale wykładowe, spodziewaliśmy się czegoś specjalnego. Pokaz jednakże nas rozczarował. Same stroje były często ciekawie zaprojektowane i wykonane, a także oryginalne. Jednakże większość noszących je osób nie umiała ciekawie przedstawić odgrywanej postaci. Na palcach jednej ręki można zliczyć pomysłowe przedstawienia jak: Elwinga przechadzająca się krokiem czapli i iście ptasio rozkładająca skrzydła, czy podskakujący i nucący piosenkę Tom Bombadil, albo zabawna scenka pantomimiczna opowiadającą o oprowadzaniu gości w Rivendell przez jedną z Elfek. Większość osób, pokazywała swoje kostiumy krocząc sztywnym krokiem w takt muzyki, chyba zbyt przerażona występem na estradzie by móc wydobyć z siebie głos.

Dwie najciekawsze prelekcje tej konferencji to moim zdaniem urozmaicony slajdami i barwnie opisany wykład Ty Rosentall 'Tyellas': "From Morris to Middle-earth: Tolkien and the Arts and Crafts Movement", na którym autorka zwróciła uwagę na inspiracje plastyczne Tolkiena. Znakomicie przedstawiła twórczość prerafaelitów, Williama Morrisa oraz wiktoriańskie koncepcje plastyczne, porównując to ze zbliżonymi do nich pracami Tolkiena. Przyznać było trzeba, że podobieństwa były uderzające, a wykład niezmiernie ciekawy.
Drugim interesującym wykładem było: "The Question of a Round Arda", Michała Leśniewskiego, znanego na cyberdusku jako Maedhros. Autor znakomicie przedstawił trudności jakie napotyka badacz tolkienowskiej kosmogonii, jednocześnie zadał pytanie, czy rzeczywiście sprzeczność w niektórych materiałach źródłowych jest dla nas problemem i odbiera nam przyjemność czytania opowieści. Przywołał rozmaite historyczne przykłady, jak choćby różną wiarygodność kronik a także odmienne wersje mitów greckich. Wykład okazał się sporym sukcesem, było wiele pytań na wypełnionej niemal po brzegi sami, niestety czas pozwolił na zadanie jedynie czterech. Artykuł jest jednak zamieszczony w anglojęzycznym Aiglosie, zatem być może pojawią się one w listach od czytelników.

Inne prelekcje, w których uczestniczyłam również były ciekawe, jak ta, w której opowiadano o propagowaniu twórczości Tolkiena w amerykańskich szkołach czy też inna, na której dowiedziałam się wiele na temat roli światła i cienia w twórczości Tolkiena oraz wymowie symbolicznej niektórych aspektów jego świata. Część naszej ekipy była na znakomicie ponoć zagranej parodii Sillmarillionu, gdzie m.inn Ulma odtwarzał wielki nadmuchany pingwin. Jak widać na konwencie było i poważnie i zabawnie. Tolkieniści w różnym wieku i z różnych krajów pokazali, że potrafią się świetnie bawić. Każda poznana osoba była interesująca, bo i przynosiła ze sobą odmienne doświadczenia związane z lekturą "Władcą Pierścieni". Często publiczność reagowała spontanicznie oklaskując co zabawniejsze wypowiedzi prelegentów, czy też rzucając celne i zabawne komentarze do prezentowanych wypowiedzi. Przypadkiem w Art Show, komentując z przekąsem jedna z prac Teda Nasmitha, poznałam panią, pisząca ksiażkę "Lembas for the Soul", która zbiera różnie doświadczenia fanów, traktujących o tym, jak "Władca Pierścieni" zmienił ich życie. Myślę, że może być to bardzo ciekawa książka.

Zaskakująca okazała się średnia wiekowa konwentowiczów, trzy czwarte uczestników konferencji stanowili dojrzali tolkieniści, od 40 lat wzwyż. Spodziewałam się głównie młodych ludzi, zwłaszcza z Anglii, zafascynowanych filmem Petera Jacksona, natomiast okazało się, że przyjechały osoby, interesujące się twórczością Tolkiena od lat co najmniej kilkudziesięciu. Byliśmy jedną z najmłodszych ekip na konferencji i trzeba przyznać, ze niełatwo było zrobić wrażenie na osobach z całego świata, które przeczytały niejedno, a i History of Middle-earth miały w jednym paluszku. A jednak, udało się nam zwrócić uwagę na polską ekipę, na Aiglosa oraz nasze stanowisko, które upiększały prace Kasiopei, na polskich grafików oraz prelegentów. Udało się zainteresować wykładami sporo osób, mocną stroną naszej grupy był także występ podczas czytania rymów Pierścienia w różnych językach, na których wyróżniliśmy się, chóralnie czytając końcową frazę rymów Pierścienia "w krainie Mordor, gdzie zaległy cienie" oraz prezentując (Kasiopea i Nasturcja) śpiewaną wersję wiersza "O Człeku co z Księżyca spadł". Jeśli ktoś wcześniej nie wiedział czym jest Aiglos i nie słyszał o Polsce, to na konwencie naprawdę nie dało się nie zauważyć naszej ruchliwej ekipy.

Najgorszym punktem konwentu była angielska kuchnia, która, jak się przekonaliśmy, zamawiając obiady w piątek, okazała się paskudna. Takich twardych frytek dawno nie jedliśmy, dodatkiem do nich był ser, nie mający zamiaru się roztopić a przez to utykający w przełyku już po kilku kęsach, chili con care miało smak...jakby tu powiedzieć...skwaśniałego gulaszu wołowego? Pozostawały nam trójkątne kanapki, zazwyczaj bardzo dobre (ale podejrzanie szybko znikające z konwentowej kafejki) oraz słodycze z automatów i woda tudzież cola. Ceny były dość zabójcze, niegazowana, 0,5 litrowa woda mineralna kosztowała 9 zł i była droższa jak batonik - 3-6 zł, a zwykły rogalik (crossaint) kosztował w przeliczeniu na polskie ok.3 zł. Wprawdzie ceny w kafejce konwentowej były nawet zachęcające ale po pierwszych doświadczeniach z kuchnią brytyjską nie zamierzaliśmy się tam więcej stołować.

Niestety nie udało mi się dotrzeć ani do zamku Warwick, który tak ciekawie opisał Osse w jednym ze swoich newsów. Okazało się, że wstęp na zamek kosztuje 25 funtów, czyli ok.150 zł od osoby, co skutecznie nas zniechęciło do wycieczki. Biblioteka, gdzie znajdowała się wystawa poświęcona Tolkienowi, znajdowała się na drugim końcu miasta, i niestety, jak się dowiedzieliśmy, w sobotę i w niedzielę (kiedy byłoby trochę czasu, żeby ją zwiedzić) była nieczynna. W poniedziałek zaś wczesnym rankiem wyjeżdżaliśmy.
Więcej relacji a także szersze opowieści z poszczególnych dni konwentowych możecie przeczytać w tym temacie: www.tolkien.com.pl

Podsumowując, naprawdę warto było jechać na konferencję. Następna rocznica wydania ?Władcy Pierścieni? dopiero za 50 lat. Wprawdzie wydaliśmy wszystkie pieniądze ale teraz możemy podziwiać uzupełnioną kolekcję i oglądać zakupione pocztówki czy zrobione zdjęcia. Najpiękniejsze pozostaną jednak wspomnienia, "nigdy nie wygasłe i nie więdnące...".

Galeria zdjęć:



Na zdjęciu - Ekipa Aiglosa na konwencie Tolkien 2005 w Birmingham (szkoda, że musiałem fotki zminiejszyć - Osse)



Powitanie - rejestracja Tolkien2005



Farmer Giles of Ham



Nifrodel z Hobbitami przed Dealers Room



Dealers room -stoisko ze świecidelkami



Priscilla Tolkien odpowiada na pytania



Tom Shippey



Verlyn Flieger - prelekcja



Maedhros wykłada



Elwinga -costume extravaganza



Elfka z Rivendell - costume extravaganza



Costiume extravaganza - ozdoba Dark Elf



Kostium Balroga



Czytanie rymów pierścienia - Polska

Napisała: Nifrodel


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl