Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Z POLCONU 2007 w WARSZAWIE
SUBIEKTYWNA RELACJA PEWNEGO ORTODOKSYJNEGO TOLKIENISTY


To był mój trzeci Polcon. Tym razem nie wypadało opuścić, nie żebym chciał, ale i tak nie wypadało, bo jak się mieszka pod Warszawą, a Polcon jest w Warszawie, to jakoś tak głupio i w ogóle.

Nie ukrywam, ze miałem nieco wątpliwości i obaw, wynikających z lokalizacji imprezy (dojazd nie był najłatwiejszy), obfitego sponsoringu (wiem brzmi to dziwnie), a przede wszystkim ze względu na konfrontacje z organizatorami na tle wielkości bloku tolkienowskiego.

Początek nie był dla mnie zbyt przyjemny i nie chodzi o zmiany w programie do ostatniej chwili, gdyż to już ponad dwudziestoletnia tradycja. Na to bylem przygotowany. Natomiast jak to mówią człowiek sobie może planować, a i tak los potoczy się swoim torem.

Ten Polcon był bardzo zdominowany przez Gwiezdne Wojny, co nie przeszkadzało mi specjalnie, gdyż lubię GW. Jeżeli coś mi w tym względzie doskwierało, to raczej nieco mniejsze niż zwykle urozmaicenie tematyki. W efekcie, punktów programu, które chciałem koniecznie zaliczyć było, poza blokiem tolkienowskim, stosunkowo niewiele. Ale w sumie w Polconie nie o to chodzi. A przynajmniej nie przede wszystkim o to. Dla mnie najważniejsze jest spotkanie z ludźmi. Choćby po to by przekonać siebie samego, że nie jestem taki kompletnie stuknięty, jak mi się czasem wydaje.

Tym niemniej, były punkty programu, które bardzo chciałem zobaczyć. Jeden z nich był na samym początku, o 12:00 w czwartek - Artur Szrejter "Upadek świata Germanów i narodziny Słowiańszczyzny - legendy i prawda". Zależało mi na tym bo sam Artur Szrejter jest kompetentny, a do tego mówi ze swadą i ciekawie. Niestety, po pierwsze zaspałem, po drugie wysiadłem o przystanek za wcześnie, po trzecie na wejściu była kolejka gigant do rejestracji. W efekcie na Konwent wszedłem dopiero ok. 13:30. I tak jeden z punktów, must see, szlag trafił.

Nie nastroiło mnie to najlepiej, ale nie miałem czasu na nastroje (nie mylić z "Nas Troje"), gdyż za pół godziny miałem swój pierwszy panel - "Czy Christopher Tolkien jest dobrym Tolkienistą?". Jego uczestnikami byli: Agnieszka Sylwanowicz ´Silvana´, Marek Gumkowski i ja. Wbrew pozorom nie chodziło o pastwienie się nad Christopherem, co zastanowienie się nad dwoma kwestiami. Czy dopuszczalne są modyfikacje tekstu autorskiego, i czy, w świetle publikacji Dzieci Hurina, obecny monopol na redakcję tekstów Tolkiena jest czymś pożądanym. Szczęśliwie przewodnictwo panelu objął Marek Gumkowski, kierując nas na właściwe tory. Dzięki temu nie odbył się sabat czarownic. Krytyka Christophera dotyczyła raczej jego niekonsekwencji, niż jego dotychczasowych osiągnięć. Wnioski zaś dotyczyły, obiektywnych trudności związanych z publikacją tekstów Tolkiena, związanych zasadniczo ze stanem nie opublikowanych tekstów, oraz przekonania, że obecnie mamy do czynienia z grupą ludzi takich, jak np.: Ch. Scull i W. Hammond, którzy są przygotowani do publikacji tekstów JRRT nie gorzej niż Christopher, a zapewne znacznie lepiej niż wnuki J.R.R. Tolkiena.

Godzinka minęła, przynajmniej dla panelistów bardzo szybko, nie wiem, jak było ze słuchającymi, ale w końcu to relacja subiektywna. Potem była prelekcja o mitologii Słowian, ponoć bardzo dobra, co jest zadziwiające, gdyż nic o niej nie wiemy. Nie poszedłem na nią. Dlaczego? Uznałem, że wole fantastykę w literaturze niż w historii, ale chyba popełniłem błąd. O 16:00 poszedłem na wystąpienie Rafała Ziemkiewicza "Wizje społeczeństw w fantastyce". Jak zwykle mówił ze swadą, choć nie koniecznie na temat. Było jednak interesująco, nieco politycznie i wspominkowo, czyli czas miło spędzony. Natomiast godzina 17:00 był ciekawa. Najpierw pobiegłem na temat "Kobieta w zbroi". Teoretycznie temat samograj, czy to na wesoło, czy na poważnie, czy wreszcie pół żartem pół serio. Niestety prowadzący, błyskawicznie mnie przekonał, że można na taki temat strasznie zanudzić. Pobiegłem więc na taktykę walki kosmicznej w "Gwiezdnych wojnach", żeby się dowiedzieć, że konstruujący tę taktykę byli wielkimi amatorami bez minimum doświadczenia i zdolności obserwacji. O 18:00 był panel "Światy alternatywne" z udziałem Jacka Komudy, Witolda Jabłońskiego, Jacka Piekary i Michała Studniarka. Nieco byłem rozczarowany panującym chaosem, panelistów było za dużo i trochę się sobie wcinali. Doszli jednak do jednego "odkrywczego" wniosku. Aby znać świat alternatywny, zwłaszcza historycznie alternatywny, trzeba najpierw doskonale znać historię. Siedzący obok mnie przyjaciel - ad hoc zbudował linię czasu, w której strzelenie przez Kazimierza Deynę karnego w 1978 roku opóźnia upadek bloku radzieckiego o dobra dekadę.

Wreszcie o 19:00 dotarłem na prelekcję prof. J.Z. Lichańskiego zatytułowaną "Ostatni - uwagi na temat Silmarillionu". Zasadniczą tezą tej prelekcji było, iż Władca, czy Silmarillion to eposy, a Tolkien to ostatni epik współczesności. Oba utwory Tolkiena to tak naprawdę utwory o ponadczasowych wartościach, gdzie świat, narracja a nawet język to tylko preteksty do przedstawienia idealnego świata wartości. Wiele z tez profesora Lichańskiego było dość kontrowersyjnych, jak na przykład mocno fatalistyczna interpretacja Silmarillionu i losu jego bohaterów, ale prelekcja była ciekawa i wzbudziła żywy oddźwięk słuchaczy, a o to w sumie chodziło.

Jako że nie przepadam, za oficjałkami, więc darowałem sobie oficjalne otwarcie i poszedłem na prelekcje "Wypalone gwiazdy, czyli komu po Gwiezdnych wojnach się nie udało" - o dalszych losach aktorów grających w oryginalnych SW. Tytuł jest o tyle adekwatny, że gdyby mówić o tych, którym się udało, to prelekcja byłaby króciutka. Aktorów z Gwiezdnych Wojen gnębił bowiem straszny pech i zdecydowana większość z nich skończyła nieszczęśliwie. Praktycznie jedynym, który odniósł sukces był i jest Harrison Ford, w jakimś sensie odniosla go także Carrie Fisher, która wygrzebała się z dołka, i choć nie zrobiła kariery aktorskiej, to została uznaną pisarką i scenarzystką.
I na tej prelekcji skończyłem dzień pierwszy, czyli czwartek.

Piątek obfitował w najwięcej wydarzeń, które chciałem nawiedzić. A pierwsze z nich było już o 11:00 - czyli panel tłumaczy "Polska język - trudna jezyk". Gdzie polscy tłumacze: Agnieszka Studniarek, Paulina Braiter i Piotr W. Cholewa, opowiadali o trudnościach w przekładach z literatury obcej, wskazując przede wszystkim na trudności kulturowe. Natomiast Michael Kandel opowiadał o trudnościach z tłumaczeniem literatury polskiej na angielski. Wspominał przy tym o perypetiach z tłumaczeniem lemowskich neologizmów na angielski, czy kwestią które tłumaczenie słowa wiedźmin jest lepsze: Witcher, czy Hexer. Było wesoło, zwłaszcza dzięki Cholewie, który opowiadał, jak to 20 lat pracy na uczelni pomaga mu w tłumaczeniu pratchetowskich dowcipów.

O 12:00 zaczął się pierwszy tego dnia tolkienowski punkt programu. Ks. Jan Oko ´Galhen´ miał prelekcję - "Refleksja nad człowiekiem, conditio humana w Śródziemiu i naszym świecie". W przystępny sposób ukazał pozycje człowieka w świecie kreacji Tolkiena, porównując ją z sytuacją panująca w świecie pierwotnym. Nie uniknął kwestii wolnej woli i przeznaczenia, jak i relacji w trójkącie ludzie-Valarowie-Eru, która według niego determinuje pozycje człowieka w świecie. Prelekcja była ciekawa i pobudzająca do dyskusji, grono ponad dwudziestu zainteresowanych osób.

Zaraz po tej prelekcji była prelekcja na temat mitologii słowiańskiej. To niewątpliwie temat właściwy dla konwentu fantastyki, gdyż tak na prawdę o tej mitologii nic nie wiemy, a wszystko, lub prawie wszystko co się pisze to spekulacje bazujące na bardzo wątłych podstawach, czyli fantastyka. Dalszej części Polconu były bardzo ciekawe prelekcje, np. Edyty Rudolf, na temat konwencji literackich w literaturze fantastycznej, czy Neratina na temat najważniejszych odkryć w naukach przyrodniczych w latach 2010-2030. Ja jednak czekałem na konkurs tolkienowski, tym razem przygotowany przez Ole i Sławka Graczyków, Silvanę i Kasiopeę. Konkurs zaczął się o godz. 16:00 z minimalnym poślizgiem, a brało w nich udział 11 zespołów dwu i trzyosobowych, o dźwięcznych nazwach w stylu: "Asphaloth", "Strażnicy Północy", "Uruk-hai", "Nie wiem", "Gnom". Wszystkich nazw nie pamiętam w tej chwili, ważne że były Tolkienowskie i wesołe. Konkurs był długi, ciekawy i pełen nieoczekiwanych zwrotów. Autorzy nie postawili formalnie wysokiej poprzeczki, tym większa była radość, jak obeznani z Tolkienem uczestnicy, w tym piszący te słowa, wykładali się na zupełnie prostych pytaniach w stylu ? Podaj nazwę trzech karczm w Shire? Albo podaj imię czterech koni pojawiających się na kartach legendarium.

Najzabawniejsze były jednak pokazywanki, oraz zgadywanie ilustracji. Piszący te słowa okazał się tłukiem i poległ na pokazywance "Księgi Mazarbul". Wygibasy części pokazujących były wielce radosne. Jeszcze radośniejszy był dobór ilustracji wybitnych twórców tolkienowskich, które przyprawiały publikę o wielką radość (Aragorn z motylkiem na głowie i płaszczykiem lila-róż). Ale jak doszło do Młodożeńca, a zwłaszcza Golluma by Młodożeniec, sala zgodnie ryknęła śmiechem. Konkurs sprawił wszystkim wiele radości, a jak myślicie, kto wygrał? ... Tak tak nie mylicie się zespół pod jakże proroczą nazwą "Nie wiem", czyli Conducator, Galhen i Arganthe (chyba). Drugie miejsce zajęła Elanor z bratem, a trzecie "Asphaloth". Nifrodel i MumakiL, chwalebne czwarte.

Na panel zatytułowany - "Czy istnieje tłumaczenie obiektywnie dobre lub złe" nie poszedłem, bo jak wiadomo, przynajmniej w pierwszym wypadku, odpowiedź brzmi nie. Poszedłem sobie za to na prelekcję Jacka Piekary - "O prześladowaniach czarownic i rodzeniu się mitu czarownicy". Prelekcja o tyle ciekawa, że zwracała uwagę na to, że wbrew pozorom Inkwizycja była wstrzemięźliwa w kwestii ścigania czarownic, i że dominujące w sferze potocznej oceny sa daleko idącym uproszczeniem.

Jako zwolennik ocieplania klimatu, nie poszedłem na prelekcję Neratina dotyczącą tego problemu. Jeszcze rozwiałby moje złudzenia i byłoby niefajnie. W miłym gronie doczekałem do prelekcji Conducatora, "Portret hobbita z czasów młodości - dojrzewanie jednostki, dojrzewanie Opowieści". Wbrew deklarowanej tremie i zdenerwowaniu Conducator prelegował interesująco i płynnie. Przedstawiał strukturę opowieści, wyraźnie widoczne ślady, iż była to pierwotnie opowieść mówiona. Opisywał widoczne dojrzewanie tekstu, jego ewolucję od powiastki dla dzieci, do eposu. Wskazywał m.in. na zanikanie wszechwiedzącego narratora. Jednocześnie pokazywał, że ewolucja tekstu jest ewolucją autora. Dla Tolkiena Hobbit był wprawką w pisaniu dłuższych tekstów i w tym sensie, a nie tylko ze względu na nowe wątki w legendarium, Hobbit umożliwił napisanie Władcy. Pewnym brakiem, był brak odniesień do The History of the Hobbit, ale nie zmienia to mojego, bardzo dobrego wrażenia wyniesionego (poza krzesłami) z tej prelekcji.

Ostatnim punktem piątku, był panel "Wolna wola i przeznaczenie u Tolkiena", z udziałem Tadeusza A. Olszańskiego, Jana Oko ´Galhena´ i mnie. Najważniejszym sukcesem panelu było nie uśpienie uczestników. Ba, niektórzy nawet brali udział w dyskusji, co było wyczynem heroicznym biorąc pod uwagę porę (22:00). Ten dzień Polconu skończył się dla mnie o 23:00.

Sobota zaczęła się dla mnie później, dopiero o 13:00. Musialem odespać wcześniejszy dzień. Właściwie żałuję trochę, że nie byłem na prelekcji Rafała Dębskiego "Miecz, topór, szabla. Z której strony to się trzyma?" połączonej z pokazami walki. Żałuję też trochę prelekcji Duncana Hala o wykorzystaniu mitologii sumeryjskiej w pisaniu fantasy. Poszedłem natomiast na spotkanie z Tadem Williamsem, reklamowanym jako drugi Tolkien, ale byłem dość mocno rozczarowany. Z tym większą radością poszedłem na prelekcję Nifrodel, "Funkcja mitów i archetypów w Śródziemiu". Tytuł brzmi mądrze, prelekcja też była mądra, potem rozwinęła się fajna dyskusja, niestety zbyt krótka, gdyż w kolejce czekała kolejna prelekcja "Jung, archetypy, światy równoległe" w wykonaniu Marcina Przybyłka, ja jednak pobiegłem na panel "Historia w fantastyce - fantastyka w historii" z udziałem Anny Brzezińskiej, Rafała Dębskiego, Jacka Komudy i Artura Szrejtera. Niestety dyskusja przez długi czas dotyczyła różnych oboczności, zwłaszcza kwestii magiczności i jej pojmowania w dawnych czasach, a sam zasadniczy temat był nie poruszany. W końcu padło pytanie, czym się różni powieść fantasy od historycznej. I tutaj Anna Brzezińska i Jacek Komuda zgodnie powiedzieli, że zasadniczo różnica wielka nie jest i faktycznie powieść fantasy wypełniła w pewnym sensie lukę pozostawioną przez powieść historyczną.

O 18:00 w sobotę poszedłem na prelekcję na temat Sparty, która jednak wynudziła mnie, wiec wyszedłem. Natomiast z zupełnie nieznanych sobie powodów nie dotarłem na prelekcję o mitologii skandynawskiej. Natomiast poszedłem na oficjalne zamknięcie Polconu. Nagrodę im Janusza A. Zajdla dostała rodzina Grzędowicz, Kossakowska. Polcon 2008 odbędzie się w Zielonej Gorze, a Polcon 2009 w Łodzi.

Polcon skończył się, ale tylko oficjalnie, gdyż w niedzielę odbywały się ostatnie punkty programu. Tym razem dotarłem nieco po 11:00 zdążając na prelekcję Lecha Jęczmyka o wydawaniu fantastyki w PRL-u. Okraszona mnóstwem anegdot opowieść, z jednej strony wyrażała żal za spokojną redakcyjną pracą nad tekstami, a zarazem obnażała bezsensy i absurdy ówczesnego systemu. Opowiadał o kontaktach z autorami: Sniegowem, Dickiem, Aldissem, o wypłatach w PNZ (Polish Non-transferable Zloty), źródłach wrogości Dicka wobec Lema, centusiowym charakterze tego ostatniego, czy znaczeniu pobytu w łagrach dla radzieckiej fantastyki - jak się było w Norylsku, to opisanie miasta na Marsie to pikuś. O 13:00 Lóemdil zaprezentował swoje wystąpienie "Nie tylko Morze Północne", gdzie przedstawiał możliwe liturgiczne, biblijne, chrześcijańskie i antyczne inspiracje Tolkiena. W ramach prelekcji śpiewał po łacinie i w sindarinie, deklamował melodyjnie w quenyi i klasycznej grece. Ogólnie otrzymaliśmy bardzo ciekawą prelekcję, jedną z najlepszych wśród tolkienowskich.

Wystąpienie ks. Damiana Kalemby było nieco slabsze, ale nadal interesujące. Delikatnie i bez narzucania jednoznacznych interpretacji, wskazywał na chrześcijański wymiar dzieła Tolkiena, oraz przenoszenie przez niego, chrześcijańskiego doświadczenia na dzieła literackie. Pokazał Tolkiena jako gorliwego katolika i wpływ jaki ten gorliwy katolicyzm mógł mieć na twórczość pisarza.

I dla mnie był to koniec Polconu. Potem były ostatnie dyskusje, rozmowy i pożegnania. Jakoś zrobiło się żal i smutno.

Ten Polcon był wyjątkowo udany. Nie wiem, czy z tych trzech na których byłem mial najlepszy program. Program był na pewno dobry, ale przede wszystkim była bardzo dobra organizacja. Zgrzytów było niewiele, i zazwyczaj nieistotne. Rekompensowała je możliwość spotkania z wieloma znajomymi, z ktorym w innym przypadku nie mam możliwości spotkania się (no może poza Tolk Folkien) Sirielle, Hithlome, Balduranem, Nolimonem, Alixaną, Dexterem, i wieloma, wieloma innymi osobami.

I chyba właśnie to jest najistotniejsze w Polconie, przynajmniej dla mnie. Wszystkim polecam by choć raz nawiedzić Polcon choćby na jeden dzień.


Napisał: Michał ´MumakiL´ Leśniewski



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl