Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Zjazd Elendilich w Kielcach - relacja Conducatora

"Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy, I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy." - napisał o naszym (przynajmniej moim i Anariel) pięknym grodzie pewien artysta, któremu lokalny teatr odmówił zapłaty honorarium. Nazwisko artysty pojawi się jeszcze w tym tekście - całe jednak szczęście, że nie wszyscy dzielą z nim ten pogląd. Bowiem 16 sierpnia odwiedziła nas Joanna ´Adaneth´ Drewnowska - postać znana każdemu, kto miał w rękach jakikolwiek polski fanzin tolkienowski. Adaneth tłumaczy (w tym i ze staroangielskiego), pisze, moderuje forum Elendilich, a także... wyszywa (to ostatnie wydaje mi się największym wyzwaniem ;)). Nie da się ukryć - to dzięki Niej nasze spotkanie doszło do skutku - bowiem kieleccy Elendili i fanowie Tolkiena do tej pory się nie organizowali. Choć wysoce prawdopodobne jest, że coś przeoczyłem.



Pierwszą osobą, jaką zobaczyłem na umówionym miejscu (pomnik orła przed dworcem PKP, strona od ogona, rzekłbym nawet, że podogonia) była Eaneli. Zidentyfikowaliśmy się wzajemnie, wkrótce przybyła Aredhela, która nie mogła nas nie rozpoznać, na koniec zjawił się jeszcze Elessar. Komitet Powitalny udał się więc na peron trzeci kieleckiego dworca. Tam rozmawialiśmy, zrazu niepewnie, poczyniłem nawet jakąś wzmiankę o potrzebie ciszy w konwersacji, która wówczas złośliwie zapadła... Ale oto nadjechał pociąg z Adaneth w środku - nie bacząc na niedowierzające spojrzenia w typie co-to-za-idioci rozwinęliśmy Transparent Powitalny i skupiliśmy się, aby mogła nas poznać. Po należytej porcji uścisków, podziękowań i radosnych wykrzyknień opuściliśmy dworzec, by pokazać Gościowi nasz Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy. Przeszliśmy odremontowaną ulicą Sienkiewicza, studiując ulotki jakiegoś ośrodka kształcenia dla dorosłych (można zostać pedicurzystą bądź ´integratorem unijnym´, cokolwiek to nie znaczy) w parku spróbowaliśmy zrobić sobie zdjęcie przy łabędziach, które na nasz widok odpłynęły. Na pociechę Eaneli, osoba uzdolniona plastycznie, zademonstrowała nam uszytego przez siebie łabędzia: jego jedno oko, dziób i szyja były w najlepszym porządku, niestety dalszego ciągu łabędzia nie było - maskotka Elendilich jest nadal w fazie konstrukcji...

Podążyliśmy więc raźno w stronę rezerwatu Kadzielnia - to były kamieniołom, gdzie ulokowany jest amfiteatr. Po drodze, ku ogólnemu zaskoczeniu, spostrzegliśmy coś w rodzaju Alei Zasłużonych - popiersia sławnych osób ulokowane wzdłuż alejki parkowej. Kogóż tam nie było - Jimmie Hendrix sąsiadował z Żeromskim, Andy Warhol z Gombrowiczem. Długo myśleliśmy nad kluczem, według którego owe postaci zostały wybrane. I poza pomnikomanią aktualnego prezydenta miasta żadnego sensownego wytłumaczenia nie ma. Ale Witkacego rozszyfrowałem (choć stał tylko cokół, a jego głowa znajdowała się w bliżej nieokreślonym miejscu) - tak, Czytelniku szanowny, on to jest autorem wiekopomnej frazy opiewającej moje miasto. Więc należało go upamiętnić. Nie jednego Witkacego. Przez całą naszą wędrówkę potykaliśmy się o różne pomniki i pomniczki. I o zakazy, oczywiście. Już w Kadzielni przeszliśmy przez przejście, którym przechodzić nie można było, potem było tylko lepiej. Czuliśmy się trochę jak hobbici przed porządkami w Shire. Za to z typową hobbicką beztroską postanowiliśmy potańczyć w kółeczku na scenie amfiteatru, ale trzy osoby mogą uformować najwyżej trójkącik - Elessar zbiegł, zaś Eaneli robiła zdjęcia. Potem podążyliśmy górna ścieżką, rozmawiając o kozach i okultyzmie, Elessar omal nie spadł w bezdenne otchłanie, ale nie spadł, a nawet opuściliśmy Kadzielnię wzbogaceni o nową koleżankę - Jaine.

Potem obraliśmy niezwykle oryginalną trasę - czyli tę samą co poprzednio... Choć z pewną modyfikacją - w kieleckim parku znajdują się klatki z przeróżnym ptactwem, które jest eksponowane prawdopodobnie po to, by umilić mieszczuchom życie. Pawie, kuropatwy i inne nieco podrasowane kury. Po krótkiej sesji zdjęciowej w tym miejscu (tym razem ptaki nie uciekały, bo nie było dokąd) Adaneth stwierdziła, że warto by iść się czegoś napić. I tutaj wyszły na jaw pewne braki w organizacji. Skierowaliśmy się do Wesołej Kawki, ale znalezienie tam miejsca dla sześciu osób byłoby cudem. Na szczęście Elessar i piszący te słowa ;) stanęli na wysokości zadania i wyszukali odpowiednią knajpę z odpowiednim ogródkiem, wysypanym naturalnym żwirem, gdzie można było spocząć, wypić colę i jeszcze trochę porozmawiać. Bo czas mieliśmy limitowany, Adaneth chciała przespać się u swojej rodziny i wrócić do nich w miarę wcześnie. I gdy rozmowy zaczęły się rozkręcać, nadszedł czas pożegnania...

Nazajutrz odbył się zjazd w Krakowie, potem jeszcze w Katowicach, planowany jest zjazd białostocki i powtórka krakowskiego. Te wakacje upłynęły więc pod znakiem zjazdów, co tym bardziej mnie cieszy, że moja w nich aktywność dotychczas była niewielka... Polecam tę formę spędzania wolnego czasu wszystkim tolkienistom - bowiem żadne gadu-gadu, żadne forum nie da nikomu tyle co bezpośredni kontakt z osobami o pokrewnych zainteresowaniach. Zjazdowe niespodzianki też potrafią być przyjemne - gdy Adaneth wracała do Puław, okazało się, że może nam poświęcić jeszcze kilka godzin. W tym wydarzeniu brałem udział połowicznie, więc trudno mi je opisywać. Ale wiem, że z pewnością 2 września będę w Krakowie.

Link do bardziej ´fotogenicznej´ relacji: Spotkania Elendilich z Kielc i okolic

Napisał: Conducator



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl