Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Relacja Mizarka z odwiedzin na grobie Tolkiena

Jak Mizarek do grobu Mistrza podróżował :)

Witam wszystkich! :D

Tak tak, ja jeszcze żyję :> Ba, mam się nawet całkiem dobrze, no ale nieważne?
Obiecałem w którymś z komentarzy do jednego z newsów, że napiszę kiedyś, jak wyglądała moja podróż do grobu Tolkiena. No więc, aby nie byc gołosłownym, here you are ;)

Do Oksfordu dotarliśmy (ja, kolega i koleżanka :P) autokarem z Londynu. Niestety nie pamiętam, o której byliśmy na miejscu, z tego co sobie przypominam musiało być jeszcze przed południem. No, ewentualnie południe... ;) Aha no i zdarzyła się ta niesamowita historia prawie 3 lata temu... Jak ten czas leci ;)
Od razu po wyjściu z dworca zasugerowałem, żeby wziąć taksówkę i pojechać prosto na cmentarz. Ah, zapomniałem wspomnieć, że jedyną informacją na temat miejsca pochówku Tolkiena, jaką posiadałem, była nazwa cmentarza :D Wychodziłem z założenia, że w Oxfordzie wszyscy będą wiedzieli, gdzie leży Tolkien :) Moja wizja podróży była więc prosta - wsiąść do taksówki, powiedzieć "Poproszę na cmentarz, gdzie leży Tolkien" i po sprawie. Ale nie... to by było dla moich znajomych zbyt proste... Z jednej strony mieli rację, że taksówki są w Anglii drogie, no ale mi to akurat nie robiło wielkiej różnicy ;) Z drugiej strony gdybyśmy wtedy nie zrobili tego, co zrobiliśmy, teraz w sumie nie miałbym o czym pisać.
W każdym razie zaznaczam od razu, że z moją pamięcia nie jest najlepiej (nigdy nie było :P), więc nie pamiętam szczegółów typu "jakim autobusem gdzie jechaliśmy", "która godzina była gdy skręciliśmy w prawo" itp. :P. Na początku poszliśmy jakąś ulicą, na której w końcu znaleźliśmy informację turystyczną. No więc wszedłem tam i zapytałem, jak mamy się udać na Wolvercote Cemetery. Pani uprzejmie mi powiedziała, że miejsce to znajduje sie daleko poza miastem (?) no i powiedziała nazwę ulicy. Gdy powiedziałem to reszcie, nie byli załamani :) Wręcz przeciwnie, wszyscy zdecydowaliśmy się brać do dzieła :)
Pamiętam, że po jakimś czasie zapytaliśmy się jednego z przechodniów, czy dobrze idziemy. Ten odpowiedział, że tak, jednak powinniśmy być jakieś 2 ulice dalej, jeśli chcemy dotrze na Banbury Road (tak się chyba nazywała ulica, o której powiedziała mi kobieta z informacji). Nie, żeby nas to zaskoczyło, no ale poszliśmy we wskazanym kierunku. Potem doszliśmy do wniosku, że na piechotę nigdy na cmentarz nie dotrzemy, a tym bardziej nie wrócimy na dworzec o odpowiedniej porze. Postanowiliśmy więc wziąć autobus. Dowiedzieliśmy się, jakim numerem mamy jechać i tak dalej, poszukaliśmy przystanku no i, kiedy już nasz transport się zjawił, wsiedliśmy. Jedziemy więc, jedziemy, jedziemy... gdy nagle, czytając z nudów jeden z plakatów na szybach, wyczytuję z niego, że ulica, na którą zmierzamy, nie jest akurat w obecnym czasie obsługiwana z powodu jakichśtam robót drogowych czy innych bzdetów... Wyobrażacie sobie wtedy moją minę?? :D Pokazałem informację koledze, po czym zapytaliśmy jedną z pasażerek o informację. Ta powiedziała nam, że gdybyśmy chcieli dotrzeć na Wolvercote, powinniśmy byli wysiąść 2 przystanki wcześniej(!!!). No cóż... Wysiedliśmy więc na następnym... i poszukaliśmy taksówki... chacha...
Kierowcy oznajmiliśmy, że chcemy na cmentarz Wolvercote. Oczywiście, uprzejmie nas tam zabrano :D Wysiadamy i naszym oczom ukazuje się kościółek oraz niepozorny, położony koło niego cmentarzyk. Jak zobaczyłem to miejsce od razu pomyślałem, że chyba nie jest ono zbyt... hmm... adekwatne do osoby Tolkiena, no ale cóż... Zaczęliśmy szukać grobu.
Przeszedłem calutki (jakże ogromny ;P) cmentarz wzdłuż i wszerz chyba ze 3 razy, a tu ani śladu poszukiwanego grobu... Dosłownie nic... Na szczeście nieopodal tego miejsca znajdował się jakiś sklep (bodajże spożywczy), postanowiłem więc zasięgnąć nieco informacji tam właśnie.
Gdy wszedłem do sklepu, moim oczom ukazał się widok, jakiego nie zapomnę chyba nigdy. Otóż za ladą stała kobieta z wąsami i brodą. I to nie takimi wąsami jak to się czasami spotyka u kobiet, ale z takim rasowym, na fest zarostem :D i zapuszczoną brodą!! To było coś powalającego... :D No ale przecież jakaś zarośnięta (skądinąd bardzo miła ;)) kobieta nie stanie mi na drodze do celu :> Spytałem się więc jej o Wolvercote Cemetery, na którym leży Tolkien. No i wtedy cała prawda wyszła na jaw - nie byłem pierwszym, który tu zabłądził. Okazało się, że z reguły w Anglii (a przynajmniej tak mi ta pani powiedziała:P) cmentarz nosi nazwę od kościoła, przy którym się znajduje. No i tak jakoś się złożyło, że w Oxfordzie są 2 cmentarze Wolvercote - jeden bardziej znany, drugi mniej, a czemu to już wiadomo ;). Ekspedientka opisała mi mniej więcej drogę, powiedziała nazwę ulicy, po czym podziękowałem i wyszedłem. Oczywiście wtedy zapomniałem kompletnie nazwę podanej ulicy, ba zapomniałem nawet, że o jakiejś konkretnej ulicy była mowa! W mojej pamięci utkwiło tylko jedno słowo: rondo. Wiedziałem, w którą stronę mamy iść i że mamy dojść do ronda. A potem - ciąg dalszy przepadł w otchłaniach mej pamięci...
Kiedy już dotarliśmy do ronda, zaczęliśmy się pytać ludzi o Wolvercote Cemetery. Jakieś bardzo rozgarnięte panie pokazały nam drogę do miejsca, z którego właśnie przyszliśmy, no więc raczej z ich porady nie skorzystaliśmy :) Po jakimś czasie jednak ktoś wskazał nam drogę właściwą - ulice Five Mile Drive czy jakoś tak (to była ta, o której powiedziała mi ekspedientka :D). Tak, to było to! Już byliśmy u celu! Nic nie mogło nam stanąć na drodze!

...

Nic bardziej błędnego.

Dotarliśmy w końcu (po 3 godzinach!!!) na poszukiwany cmentarz, kiedy to okazało się, że brama jest zamknięta! Koniec! Nie można wejść! Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić mojej desperacji w tamtym momencie - razem z koleżanką byliśmy gotowi przeskakiwać przez siatkę, podczas gdy kolega miał uważać na policję czy też wszelkie inne służby porządkowe :D Byłem przecież tak blisko, nie mogłem teraz zrezygnować! :D Na szczęście, w ferworze emocji, Shane (bo tak kolega miał na imię) zauważył, że przecież cmentarze mają też jakieś boczne wejścia... Pytam się: dlaczego ja o tym nie pomyślałem?! :D
Oczywiście okazało się, że miał absolutn? rację...
Dalej z trafieniem na grób Mistrza problemu nie było - już "od progu" widać wskazówki i napisy, kierujące nas do grobu Tolkiena :) A na miejscu...



Mam nadzieję, że podobał Wam się mój opis podróży i że być może w czyimś przypadku okaże się on pomocny :)
Życzę powodzenia wszystkim wybierającym się na Wolvercote Cemetery :)

Link do naszego newsa: TUTAJ


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl