Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

CZĘŚĆ DRUGA RECENZJI ANGLOJĘZYCZNEGO AIGLOSA

Słowo wstępne od Adama

Oto druga część tej recenzji. Część pierwsza opowiadała o esejach i ogólnym wyglądzie anglojęzycznego wydania pisma Aiglos.

Starałem się w niej przeanalizować i poddać pewnej ocenie teksty okołotolkienowskie autorstwa polskich Tolkienistów. Nie starałem się jednakże robić tego poprzez pryzmat porównywania ich, choć wskazywałem na to, który z nich jest najlepszy (mam tu na myśli tekst Nasturcji Gamgee).

Druga część niniejszej recenzji opowie o opowiadaniach, wierszach i zagadkach, a także krótko oceni recenzje książek i publikacji okołotolkienowskich składających się na omawianą pozycję. Uznałem za absurd pisanie recenzji recenzji tak więc jedynie krótko scharakteryzuję je jako całość.

Trzecia i ostatnia część niniejszego tekstu opowie o grafikach, przy czym w tym wypadku postaram się podać moim zdaniem najlepszą z nich.

OPOWIADANIA

"The Dispossessed" autorstwa Kasiopei

Omawiany tekst traktuje na temat synów Feanora, przy czym jego akcja skupia się w jakiś czas po tym jak Maedhros został przez Fingona uwolniony z Thangorodrimu.

Opowiadanie charakteryzuje się bardzo dokładnymi opisami uczuć, emocji jak również wnikliwym pokazywaniem wykreowanych przez Tolkiena postaci, co znacznie nam je przybliża.

Angielszczyzna tekstu stoi również na bardzo wysokim poziomie.

Na wstępie widzimy udręczonego Maedhrosa, który zdaje się być cieniem samego siebie - okaleczonym wrakiem, bojącym się światła dziennego i mającym trudności z poruszaniem się o własnych siłach.

W dość specyficzny - przywodzący mi na myśl "Pieśń Ognia i Lodu" Martina - sposób potraktowała Autorka budowanie atmosfery. Otóż widzimy szczegóły i obraz jak gdyby "rozwija się w naszą stronę" prowadząc do wielkiego finału.

Należy to policzyć na plus tego opowiadania.

To, co od razu rzuca się w oczy to... mnogość imion synów Feanora rodem z "Historii Śródziemia". I choć zapoznałem się z Sziboletem Feanora to uważam, iż w tym miejscu Kasiopea przesadziła. Weźmy pod uwagę, iż niewiele osób zapoznało się z Sziboletem w Polsce, a poza tym taka mnogość imion może wprowadzić niemałe zamieszanie zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, iż większość potencjalnych czytelników ma za sobą jedynie "Silmarillion"...

Choć z kolejnej znów strony rzecz ujmując pozwala nam to głębiej wniknąć w prezentowany świat.

Cóż, ja bawiłem się dobrze, a przy drugim czytaniu (chyba) postaram się pamiętać, że "Kano" to Maglor.

A skoro już jesteśmy przy owym Kano to może drobna dygresja.

Dla mnie - urodzonego w 1980 roku weterana gier komputerowych - imię "Kano" wywołuje skojarzenia delikatnie mówiąc nieodpowiednie w kontekście twórczości Tolkiena. Chodzi mi tu mianowicie o postać z gry i filmu karate... "Mortal Kombat".

Ja jednak chyba zostanę przy Maglorze... bo tak mi ten Kano jakoś nie odpowiada... kończę dygresję...

Zresztą HoME w Polsce mało kto czytał... w tym miejscu Kasiopea w mej opinii przekombinowała i tekst ten (przynajmniej przy pierwszym czytaniu) trafi płynnie jedynie do najbardziej zatwardziałych fanów Tolkiena...

Należy zaznaczyć, iż "The Dispossessed" jest niezwykle bogate w szczegóły takie jak kuna znaleziona przez bliźniaków i przyniesiona do kalekiego Maedhrosa czy też smaczki w rodzaju obecności Huana, który spieszy za Kelegormem bądź też wspomnienia o losie matki Idril Kelebrindal.

Nie muszę dodawać, iż należy to policzyć na plus tekstu.

W tym też miejscu chciałbym zadać pytanie o obecność Kelebrimbora. Czy był on obecny już w czasie rekonwalescencji Maedhrosa, a więc czy narodził się w Valinorze?

Przyznam, że przyjęte przez Kasiopeię rozwiązanie tej kwestii przypadło mi do gustu, choć sam nigdy za Twórcą Pierścieni z Eregionu nie przepadałem...

I tak dotarliśmy do środka opowiadania, który wydaje mi się troszeczkę przydługi - mam takie wrażenie, iż mamy do czynienia z prezentacją WSZYSTKICH synów Feanora. Tak jak gdyby każdy z nich miał (musiał?) mieć "swój" fragment.

Dodatkowo sami synowie Kurufinwego wydają mi się być zbyt mili i sympatyczni jak na zabójców Telerich i zdrajców Fingolfina... Myślę, iż w tym miejscu wyraźnie widać sentyment Autorki względem całej siódemki.

Bardzo podoba mi się pokazanie uczuć i charakterów całego rodzeństwa. Zgodnie z moimi oczekiwaniami najbardziej "żywym" i zarazem wprawiającym w ruch całą akcję jest Karanthir. Duże brawa za takie podejście dla Autorki.

W tym momencie to ja pokażę swój nieobiektywizm w omawianej kwestii.

Jeśli któregoś z synów Feanora lubię to właśnie Karanthira - za to, że "nie pozwolił temu ciemnemu elfowi [Thingolowi] pleść bajd". [cytat z Silmarillionu]

Miło po prostu spotkać Karanthira i zobaczyć go znów w akcji jak niszczy spokój swym ostrym językiem.

Ogólnie można stwierdzić, iż synowie Feanora z tego opowiadania zdają się być... bardziej ludzcy niż elfi.

Nie mają w sobie tej mądrości właściwej Vanyarom, działają i mówią w sposób, który śmiało mógłby zostać zaprezentowany na naradzie w Meduseld III bądź też IV Ery.

Pozwolę sobie również na zauważenie, iż zaprezentowani nam przez Kasiopeię synowie Kurufinwego mogliby śmiało służyć jako "prototyp" ciemnych elfów (w dzisiejszym rozumieniu tego słowa), o czym świadczą choćby ich pogardliwe podejście do będących uosobieniem Dobra Vanyarów, strojenie sobie żartów z krewniaka (Fingolfina), zostawienie brata (Maedhrosa) na pastwę Morgotha - niejako spisanie go na straty - i późniejszy brak wdzięczności dla jego wybawcy Fingona.

A najgorsze z tego jest ich mydlenie sobie oczu wymówkami na temat losu Maedhrosa w Angbandzie...

Postępowanie, którego nie powstydziliby się sami Eol czy też Maeglin...

Skupię się teraz na scenie podjęcia przez braci decyzji czy oddać władzę Fingolfinowi. Scena ta wydaje mi się wzorowana na analogicznej we "Władcy Pierścieni" w rozdziale "Cień przeszłości", gdy Gandalf kończy opowiadać Frodowi o Gollumie, Sauronie i Pierścieniu w Bag End.

Tak jak w "Cieniu przeszłości" tak i u Kasiopei mamy do czynienia z następującym zestawieniem:

1. wnętrze obu pomieszczeń jest oddzielone od tego, co na zewnątrz
2. wnętrze Bag End/komnaty z synami Feanora kontrastuje ze znajdującym się na zewnątrz ogrodem/obozem
3. wnętrze Bag End/komnaty z synami Feanora kontrastuje ze znajdującym się na zewnątrz ogrodem/obozem pod względem odgłosów
4. we wnętrzu komnaty z synami Feanora tak jak we wnętrzu Bag End nastaje cisza
5. na zewnątrz jest gwar (obóz) i [nagła] cisza (ogród) - ustaje dźwięk nożyc Sama
6. dźwięki wracają wraz z opadnięciem napięcia
Jest to oczywiście jedynie moje przypuszczenie.

Tak wcale nie musi być ani też Kasiopea nie musiała tego tak ułożyć świadomie...

Wracając do samej sceny wyboru. Na gorzką ironię zakrawa stwierdzenie Maedhrosa o spełnieniu przysięgi - ależ ona JUŻ się wypełnia, jednak on tego nie widzi!

Nie darmo opowiadanie nosi swój tytuł.

Podsumowując "The Dispossessed" jest świetnym, wciągającym i ambitnie napisanym opowiadaniem. Ma się wrażenie, iż jest jedynie częścią powieści o synach Feanora.

Cóż, czekam na całą powieść o synach Feanora... jestem więcej niż pewien, że będzie ciekawie.

"Minas Ithil" autorstwa Tekli Cichockiej "Tici" i Anny Dąbrowskiej "Nilcamiel"

Opowiadanie pod wdzięcznym tytułem "Minas Ithil" zostało umieszczone w anglojęzycznym Aiglosie jako przykład polskich fanfików inernetowych o tematyce tolkienowskiej.

Przyznam się, iż opowiadanie to mnie nie porwało, a jedyną ciekawą, a zawartą w nim sceną, jest odwrót Faramira spod Minas Ithil.

Pomimo kilku interesujących zabiegów świadczących o wiedzy Autorek jak odniesienie się do dawnego Namiestnika Gondoru Boromira w wypowiedzi syna Denethora czy też zaakcentowania różnicy pomiędzy braćmi (Faramir jest silniejszy psychicznie, o czym świadczy odrzucenie zewu Morgulu) bądź też ładnemu pokazaniu miecza jako "światła w mroku" to...
...no właśnie... co z tego wynika?

W tym opowiadaniu NIE ma głównego bohatera, czynione są jedynie jakieś nieśmiałe próby. Zupełnie jak gdyby Autorki nie mogły się zdecydować czy ma nim zostać Boromir czy Faramir, w finałowej zaś części mamy totalny chaos wraz z pojawieniem się tego umierającego wojownika.

Akcja nie porywa, właściwie nie wiadomo o co chodzi, ktoś gdzieś idzie, ktoś inny za nim podąża (galimatias narracyjny), w pamięci zostaje jedynie dość ciekawa scena, gdy Faramir odrzuca zew Morgulu...
A to o wiele za mało bym to opowiadanie za dobre...

Podsumowując więc polecam ten tekst tylko hard fanom Boromira i Faramira choć zapewne i oni się rozczarują gdyż ich ulubieńcy są zasadniczo statystami.Boromir to walczący statysta, Faramir to wędrujący statysta.

A mogło być tak ciekawie...
A niestety jest jak jest...

Moja sugestia na temat tego opowiadania

Jeśli mógłbym wtrącić swe trzy grosze to aż prosiło się by pisząc o Boromirze i Faramirze uczynić tak jak to zrobił Howard w cyklu swych opowiadań o wikingach z Wulfhere i Cormakiem w rolach głównych.

Podobnie jak tam Wulfhere tak i tutaj Boromir powinien być "ośrodkiem akcji", Faramir zaś (jak howardowski Cormac) łącznikiem pomiędzy czytelnikiem a opisywanymi poczynaniami Boromira.
Aż się o to prosiło.
Boromir = akcja, Faramir = zaduma i retrospekcja.

"A glimmer of pearly light" autorstwa Michała Leśniewskiego M.L.

Opowiadanie zdecydowanie najlepsze ze wszystkich opowiadań anglojęzycznego Aiglosa lecz także tekstów zawartych w periodyku.

Poziom angielszczyzny tego opowiadania jest niezwykle wysoki, całość wykonana bardzo starannie i z wielką dbałością o szczegóły.

"A glimmer..." jest przesycony zadumą i refleksją nad przemijaniem i śmiercią.

W tekście tym mamy do czynienia z dualizmem życia i śmierci. Przy czym to własnie śmierć symbolizowana przez lampkę jest jedynie pozorna.

Gwiazdy zdają się być stare i zmęczone (przynajmniej takie odnoszę wrażenie) w porównaniu z jakże łatwym do zgaszenia (jedynie pozornie moim zdaniem) płomykiem lampki.

I to ten właśnie płomyk "skazany" jest na prawdziwą nieśmiertelność odejścia podczas gdy losem gwiazd będzie stagnacja (śmierć) bytowania - pozornej nieśmiertelności...

Prawdę mówiąc brakuje mi słów by w pełni oddać jak dobry jest ten tekst.

Nie potrafiąc znaleźć godnego zakończenia dla recenzji tego opowiadania oddam głos Robertowi Ervinowi Howardowi, który w swych "Akwafortach na słoniowej kości" pisze:

Niechaj nie czyta tego człowiek, który we własnym tylko żyje świecie
Nad tymi stronami niech się nie pochyla człek,
Dla którego Wczoraj to jedynie chwila miniona na zawsze,
Zaś jutro niezrodzonym jest bliźnięciem Dzisiaj.

Jak medaliony z nefrytu i ognia,
Jak obrączki skrzyły się topazem.
Takimi je wam dam w ofierze
Bez początku i końca
Niczym sceny wyryte w nieczułym marmurze


Tak mogłyby brzmieć słowa Eru Iluvatara do Jego młodszych dzieci - ludzi i takie też słowa są w mej ocenie godnym zamknięciem i zakończeniem jak również podsumowaniem finałowej puenty tego opowiadania.

A marmur byłby Ardą...

WIERSZE

Krótko: wszystko fajnie, wszystko pięknie lecz jedynym co zrozumiałem był... przypis u dołu strony...

Nie każdy zna język elfów...

Czy nie można było zamieścić tych wierszy również po angielsku?

RECENZJE

Następnym działem anglojęzycznego Aiglosa są recenzje polskich książek i publikacji o tematyce okołotolkienowskiej.

Nie zamierzam w tym ani też innym miejscu ich opisywać gdyż... recenzowanie recenzji ocierałoby się o absurd.

Powiem jedynie, iż recenzje czyta się lekko i przyjemnie jednak uważam, iż mogłoby ich być nieco mniej, a zwolnione w ten sposób miejsce mogłoby zostać wypełnione na przykład kolejnym opowiadaniem...

ZAGADKI

Obie zagadki autorstwa Katarzyny Wojdak "Avari" napisane są bardzo ładną i mile brzmiącą angielszczyzną.

Przyznam się, iż udało mi się bez pomocy ściągawki odgadnąć tylko tę drugą, której rozwiązaniem jest... no właśnie... nie będę tego zdradzał, powiem jednak, iż rozwiązanie drugiej zagadki jest świetnym pomysłem i zarazem zakończeniem anglojęzycznego wydania Aiglosa.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl