Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Recenzja "Koloru magii" Terry'ego Pratchetta



Przyznam się do tego, iż z dużą dozą sceptycyzmu i uprzedzeń zaczynałem lekturę tej książki. Nigdy nie byłem do Pratchetta nastawiony pozytywnie. Wiele lat temu - a pamiętam to jak dziś - mając w księgarni do wyboru pomiędzy zakupem jednej z książek Terry'ego (nie pamiętam już w tej chwili której) a nabyciem kolejnego tomu Conana bez wahania wybrałem tę drugą pozycję zbywając książkę ze Świata Dysku pogardliwym uśmiechem i machnięciem ręki. Obecnie zaczynam zastanawiać się czy nie popełniłem wtedy błędu.

"Kolor magii" nie jest książką, którą powinno się czytać jako osobną pozycję. W zasadzie niemożliwa jest jej lektura bez uprzedniej dobrej znajomości literatury, którą parodiuje, a więc fantasy począwszy od lat 30-ych do wczesnych 80-ych. Cechą szczególną Koloru jest fakt, iż nie znajdziemy wśród wydarzeń bądź też osób występujących żadnej parodii JRR Tolkiena co w mym odczuciu świadczy jedynie na plus. Zbyt wiele już powstaje "dzieł" z których wynika, iż "Tolkien=fantasy". Nawet autorzy tacy jak Shippey nie ustrzegli się tego błędu, a przecież Robert Ervin Howard pisał swe epickie utwory na długo przed tym nim Tolkien stworzył "Hobbita".

"Kolor magii" jest tomikiem na który składa się kilka luźno ze sobą połączonych opowiadań. Czynnikami spajającymi są główne występujące postacie a więc: Rincewind, Dwukwiat czy też Hrun Barbarzyńca...

Celem tego tekstu jest pokazanie inspiracji Pratchetta na przestrzeni panoramy wcześniejszej literatury fantasy i pod tym właśnie kątem zanalizuję poszczególne opowiadania.

Już w pierwszym tekście, dającym tytuł całemu tomikowi: "Kolorze magii", natykamy się na wyraźną inspirację twórczością Fritza Leibera, Roberta Ervina Howarda i Raymonda E. Feista.

Miasto Ankh-Morpork jest wyraźnie wzorowane na leiberowskim Lankmarze tak jak i postacie Rincewinda i Dwukwiata przypominają parę głównych bohaterów Leibera z cyklu "Miecze i..." a więc Fafr(y)da i Szarego Kocura (Grey Mouser). W pewnym miejscu natykamy się również na wzmiankę o Hrunie Barbarzyńcy, który walczy na skalnej półce z gnollami. Walki na sklanej półce spotykamy często w twórczości Howarda (jak na przykład walka Solomona Kane'a z harpiami) i - co bardziej widoczne - sam Hrun jest wyraźną parodią howardowskiego Conana. Sprowadzonego jednak do roli bezmyślnej maszyny do zabijania kierowanej atawistycznymi rządzami. Kolejnymi nawiązaniami do REH-a w tym opowiadaniu są cytaty: "popędzili ku starożytnemu Ankh i uczciwym czarom", "ciemnowłosy o ponurym wejrzeniu" i barbarzyńcy, którzy są "ponurzy na trzeźwo i morderczy pijani". Ostatni cytat stanowi wyraźną aluzję do ponurych nastrojów Conana z Cymerii.

Dla każdego wielbiciela twórczości Howarda są to stwierdzenie tak jasne, iż aż nie wymagające dalszego tłumaczenia co do swego pochodzenia.

W dalszej części opowiadania mamy atak straży miejskiej na karczmę w której zatrzymują się Rincewind i Dwukwiat. Cała scena przypomina inną, identyczną niemal w powieści "Conan zuchwały" autorstwa jednego z kontynuatorów Howarda gdzie Akwilończycy i Nemedyjczycy atakują zajazd w którym prowadzone są nielegalne walki niewolników. W każdym bądź razie użyte określenia są niemal identyczne...

Poprzedzający atak opis karczmy przywodzi na myśl opisy podobnych miejsc u... Feista co dobrze jedynie świadczy o Pratchecie gdyż w chwili gdy pisał "Kolor magii" (1983) na rynku była dostępna jedynie pierwsza z powieści Amerykanina z San Diego M"agician" (od 1982 roku). Jest to wrażenie pozazmysłowe - po prostu mam identyczne odczucia czytając Feista co ten fragment...

Mała dygresja nie związana z literaturą fantasy - zetknięcie Rincewinda i Dwukwiata przypomina spotkanie antycznych Greka i Persa a to ze względu na "Phelelopolis" (miasto wymienione przez Dwukwiata) i nieprawdopodobne wręcz bogactwo Dwukwiata w porównaniu do Rincewinda.

W kolejnym opowiadaniu "Posłanie ośmiu" natkniemy się na wpływy Moorcocka, Howarda, Andre Norton a nawet... Lovecrafta.

Opowiadanie rozgrywa się w i wokół świątyni, której sam budynek zmienia kształt i różnie wygląda w zależności od kąta widzenia. Jest to wyraźna inspiracja kontynuatorami Howarda takimi jak Lin Carter i L. Sprague de Camp czerpana choćby z "Conana Korsarza" (tom 6 sagi) i występującej tam świątyni Wężowego Ludu z Waluzji na Bezimiennej Wyspie. Macki z którymi musi zmierzyć się Hrun przywodzą na myśl Ctuhlu Lovecrafta (jestem raczej niechętny powiązaniu ich z Czatownikiem z Morii Tolkiena) lub istoty z opowiadania "Ropuchy z Grimmerdale" Andre Norton z tym, że sam motyw walki z nimi a więc miecz Hruna, który jest "rozmazaną plamą" jest już patentem czysto howardowskim jak zresztą i... sam Hrun.

Opis Hruna przywodzi nam na myśl analogiczne przedstawienia Conana z Cymerii co widać na przykładzie cytatów: "pięści jak bochny chleba", "nagi jeśli nie liczyć przepaski" czy też wymienionego wyżej "jego miecz był rozmazaną plamą". Zresztą samo połączenie - zbitka słowna "Hrun Barbarzyńca" jest wyraźnym nawiązaniem do "Conana Barbarzyńcy".

Kolejnym analizowanym opowiadaniem będzie "Przynęta smoka" w którym Pratchett czerpie pełnymi garściami z Moorcocka dodając do wcześniejszej parodii Howarda, Andre Norton i Feista.

W tym miejscu należy skupić się na postaci Rincewinda. Dlaczego dopiero w tym miejscu, a więc w środku recenzji, zajmę się Rincewindem? Z bardzo prostego powodu. Dopiero w tym opowiadaniu Rincewind staje się głównym i pełnoprawnym bohaterem za sprawą miecza Kring.

Samo zdobycie miecza Kring i przemiana jakiej ulega Rincewind pod wpływem zaklętego ostrza jest wyraźną parodią moorcockowskiego Elryka z Melnibone (który nota bene jest także parodią co pokazuje mój inny tekst). Podobnie jak Stormbringer (Zwiastun Burzy) - miecz Elryka, Kring Rincewinda jest obdarzony wolną wolą, sam decyduje o swym losie, może wygiąć rękę posiadacza czyniąc z niego wielkiego wojownika, może także frunąć do ręki swego pana.

Jeźdźcy smoków z którymi mierzy się Rincewind są dla mnie wyraźną parodią postaci występujących w cyklu Anne McCaffrey o tym samym tytule jak również Valheru Feista z jego "Magiciana" (w chwili pisania przez Pratchetta "Koloru Magii" kolejne tomy nie były jeszcze opublikowane). Natomiast sam opis góry z której wylatują jeźdźcy smoków przypomina moorcockowskie Melnibone (jaskinie-groty w których gnieżdżą się smoki).

Rincewind z mieczem Zwiastunem Burzy w dłoni zachowuje się również bardzo podobnie do Elryka. Nie wierzy w siebie bardziej niż przedtem. Miecz nie daje pewności siebie wraz z siłą lecz (analogicznie do "niewidzialności" tolkienowskiego Pierścienia) pogłębia jeszcze wątpliwości dręczące bohatera. Walkę w zasadzie toczy nie tyle Rincewind co sam miecz Kring co jest identyczne z Elrykiem, który w wielu scenach jest też jedynie myślącym i czującym dodatkiem swego ostrza, które (znów podobnie jak Pierścień u Tolkiena) ma własną wolę i potrzebuje nosiciela.

Na szczególną uwagę zasługuje walka Rincewinda z władcą smoków toczona za pomocą dwóch magicznych ostrzy. Jest ona oczywistą kalką walki, jaka odbyła się pomiędzy Elrykiem i jego kuzynem Yyrkonem w "Elryku z Melnibone" Moorcocka. Podobnie jak Yyrkon wobec Elryka tak i przeciwnik Rincewinda dysponuje magicznym ostrzem, identycznym jak Kring. U Moorcocka istniał jeszcze drugi miecz identyczny ze Stormbringerem - Mournblade (Żałobne Ostrze). Oba miecze są czarne.

Nawiązaniem do Howarda w tym opowiadaniu jest postać Hruna co staje się widoczne na przykładzie zbitki słownej "Hrun z Chimerii" tożsamej z "Conan z Cymerii" jak również walki Hruna sprowadzonego podstępem pomiędzy dwóch braci co przywodzi na myśl scenę walki Conana z lodowymi olbrzymami w "Córce lodowego giganta". Wyraźną inspirację Howardem pokazuje także zdanie "każde zwierzę dwunogie przegoni czteronogie" będące wyraźnym paszkwilem na wielokrotnie powtarzane howardowskie wyrażenie: "na krótki dystans od człowieka szybszy jest tylko spośród zwierząt [czworonożnych] jedynie koń wyścigowy".

Bardzo interesującą sceną jest napotkanie przez Dwukwiata "przezroczystego smoka". Pozwolę sobie na postawienie hipotezy, iż jest to inspiracja sceną śmierci Valheru Ashen Sugara w feistowskim "Magicianie" gdzie w scenie letargu Ashen Sugara znajdziemy takie właśnie odejście bohatera jak również powiązanie istota ponadludzka-smok (więcej informacji o Valheru znajduje się w moim tekście o związkach pomiędzy Feistem i Tolkienem). Pozostawię jednak to stwierdzenie na poziomie hipotezy.

Zielona Pani występująca w tym opowiadaniu przypomina natomiast Dahaun - Panią Zielonych Przestworzy lub też Mchową Niewiastę z cyklu Escore składającego się na Świat Czarownic Andre Norton.

W kolejnych opowiadaniach nie znalazłem niestety żadnych odnośników do innej fantasy. Być może posiadam zbyt małą wiedzę, a być może ich tam po prostu nie ma... Nie wiem.

Ogólnie książce "Kolor magii" wystawiam ocenę dobrą (4 w skali od 1 do 6). Jest to pozycja dobrze napisana, miejscami bardzo śmieszna, ale też miejscami nudna jak ma to niestety miejsce w przypadku ostatniego opowiadania.

Wielką zaletą omawianej powyżej pozycji Pratchetta jest również fakt, iż uważnemu czytelnikowi pokazuje fantasy NIE poprzez pryzmat Tolkiena udowadniając jednocześnie, iż można napisać parodię gatunku nie parodiując Tolkiena. W Kolorze Magii nie ma właściwie parodiowania Tolkiena.

I za to Pratchettowi chwała - może ludzie zaczną wreszcie Elryka z Melnibone Michaela Moorcocka czytać lub też spróbują sobie wyobrazić Conana nie myśląc o Arnoldzie S. Fantastyka to NIE (tylko) Tolkien, a po premierze filmu niestety coraz częściej o tym zapominamy.


SUPLEMENT

Książki na których w opinii autora tej recenzji Pratchett opierał się pisząc "Kolor Magii":

1.Saga o Conanie Roberta Ervina Howarda
2.Cykl o Lankmarze (Farfr(y)dzie i Szarym Kocurze) Fritza Leibera
3.Saga o Elryku Michaela Moorcocka
4.Jeźdźcy Smoków z Pern Anne McCaffrey
5."Czarownik ze Śwaita Czarownic" i "Ropuchy z Grimmerdale" Andre Norton
6."The Magician" Raymonda E. Feista wydany w Polsce w dwóch tomach jako "Adept Magii" i "Mistrz Magii"
7.Książki na temat Ctuhlu H. P. Lovecrafta

Napisał: Adam


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl