Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Recenzja książki Paula H. Kochera "Mistrz Śródziemia"



Wydana w roku 1998 nakładem wydawnictwa Amber książka jest w istocie tłumaczeniem "Master of Middle-Earth. The fiction of J.R.R. Tolkien" z roku... 1972, a więc pozycja ta ukazała się w oryginale jeszcze przed wydaniem Silmarilliionu, i co za tym idzie należy do jej interpretacji podchodzić ostrożnie. Z tematyki związanej ze Śródziemiem omówiony zostaje jedynie Hobbit i Władca Pierścieni natomiast końcówka książki poświęcona została innym utworom Tolkiena.

"Mistrz Śródziemia" zaopatrzony został w elegancką skóropodobną okładkę, jednakże nie poczytuję tego za plus gdyż w dotyku jest ona - nie wiem jak to wyrazić - nieprzyjemna. Odnoszę takie wrażenie jak gdybym dotykał spleśniałego ze starości - łuszczącego się - woluminu. Papier nie jest najwyższej jakości gdyż mimo, iż swe książki traktuję dobrze, przechowując w specjalnej gablocie, to kartki zdążyły już pożółknąć a od 1998 roku upłynęło przecież zaledwie kilka lat. W samym spisie treści znajduje się literówka. Mianowicie jeden z rozdziałów nosi wdzięczny tytuł "Aragon" (?).

W pierwszym rozdziale: "Śródziemie: świat wyobrażony" Autor skupia się na zdefiniowaniu pojęcia świata wtórnego i jego powiązań ze światem rzeczywistym. Bardzo dobrym rozwiązaniem Kochera jest sprzęgnięcie złudzenia rzeczywistości, jakie odnajdujemy w Śródziemiu z rozważaniami nad upływem czasu i zmianami przez niego prokurowanymi.

Autor nie ustrzegł się pewnych potknięć takich jak na przykład na stronie 11 gdzie czytamy: "włącznie z elfimi królestwami (...) jak Nogrod czy Belegost" (ten błąd wynika z nieznajomości Silmarillionu) bądź też późniejsze postawienia tezy, iż Morgoth = epoka lodowcowa czy też: "Drzewiec pamięta jeszcze dni gdy całą Europę pokrywał jeden las."
Przepraszam, jaką Europę?

Jednak są to potknięcia o znaczeniu marginalnym gdyż w dalszej części omawianego rozdziału Kocher snuje ciekawy wywód na temat entów i Toma Bombadila, zauważa znaczenie języków i ich ewolucji w świecie Tolkiena jak również dostrzega szczegółowość tolkienowskiej subkreacji słusznie zauważając, iż "[Tolkien] nie pozwala usnąć naszym zmysłom."

Interesujące i zaskakujące swą nowatorskością - zwłaszcza w świetle tak małej ilości dostępnego ówcześnie materiału źródłowego - są rozważania Autora nad kwestią kulistości (bądź nie) Ardy.

Kolejny rozdział poświęcony został analizie "Hobbita" i niejako wchodzimy w niego płynnie gdyż już pod koniec poprzedniej części swej pracy Kocher celnie zauważa co następuje:

"Na potrzeby dziecięcej bajki Tolkien (niepotrzebnie) trywializuje i udziwnia osoby elfów i krasnoludów dokładnie w taki sposób, jaki później zwykł krytykować." Nie sposób się z powyższymi słowami nie zgodzić.

Stwierdzam jednak z przykrością, iż Autor nie docenia Hobbita. Pomimo rozważenia spraw tak istotnych jak odbiór uniwersum tolkienowskiego w zależności od tego co jako pierwsze z tandemu Hobbit/Władca Pierścieni czytamy, podkreślenia wagi i skrupulatności przestrzegania przez Tolkiena upływającego w obu powieściach czasu poprzez powiązanie Władcy z Hobbitem przez pryzmat skali wydarzeń takich jak: powrót króla (Thorin/Aragorn), przybycie orłów (i ich zachowania) a także Pierścienia Kocher mimo wszystko cały czas postrzega Hobbita jako wprawkę przed czymś większym.

Dziwi to tym bardziej gdyż Autor zauważa zmiany języka następujące na przestrzeni Hobbita, "smoczą chorobę" będącą napiętnowaniem przez Tolkiena chciwości i pychy jak również wyodrębnia cechy narracji utworu takie jak zwracanie się do czytelnika wprost i zastosowanie efektów dźwiękonaśladowczych (pieśń goblinów). Część tych stwierdzeń znajdzie się także w późniejszej o kilka lat Drodze do Śródziemia autorstwa prof. Shippeya.

Jako finalną konkluzję tego rozdziału można przyjąć stwierdzenie o dwupoziomowości odbioru Hobbita na płaszczyznach dziecięcej i dorosłej.

W rozdziale trzecim opatrzonym tytułem "Kosmiczny ład" Autor odsłania prawdziwe znaczenie komentarzy poszczególnych bohaterów aby następnie skupić się na ukazaniu nam plecionki wolnej woli na tle ładu i wtedy... wywód się rwie.

Mam takie wrażenie, iż Kocherowi nie chcą przejść przez usta (maszynę do pisania?) słowa takie jak "Opatrzność Boska" i wreszcie sam "Bóg". Zamiast tego plącze się opisując rzeczy oczywiste jak na przykład streszczając akcję powieści, co jakiś czas zatrzymując się w miejscach gdzie dalszy ciąg wywodu prowadziłby do... Boga. Dziwi to tym bardziej, iż sam Tolkien uznawał Władcę za dzieło w swej wymowie religjne.

Wreszcie około połowy rozdziału Kocher po ciężkich bojach dochodzi do ciężkiego wniosku:

"ironiczna rola zła dobro czyniącego powraca przez całą trylogię."

Jest to niewątpliwie bardzo ciekawe jednak jest... wręcz oczywiste i raczej pasowałoby na tezę u początku omawianego rozdziału.

Na str. 51 Kocher pisze o "zdradzie lęgnącej się w sercu Boromira".
W mej opinii wszystkie przytoczone powyżej w cytacie słowa nie współgrają ze sobą od strony językowej. Cokolwiek wydarzyło się na Parth Galen a było udziałem Boromira nie było zdradą - Boromir NIE był zdrajcą. Nawet gdyby zdobył Pierścień pozostałby wrogiem Saurona i usiłował go zniszczyć. Osobą, którą moglibyśmy określić mianem zdrajcy byłby z całą pewnością Saruman lecz NIE Boromir.

Kilka stron dalej czytamy co następuje:

"Zbyt wielka liczba Gollumów, Boromirów, Sarumanów, Denethorów i im podobnych zmieniłaby zachód w drugi Numenor, kraj upadły i czekający swego potopu."

Autor bardzo lekko i hojnie szafuje imionami tymczasem nie wydaje mi się stosownym postawienie Boromira i Denethora w jednej linii ze zdrajcą Sarumanem i notorycznym zdrajcą Gollumem. Kilka linijek wyżej wyjaśniłem różnicę pomiędzy Boromirem a Sarumanem co się zaś tyczy Denethora to jego upadek był spowodowany śmiercią Boromira i zapowiedzią śmierci Faramira...

Z całą mocą w tym miejscu chcę zaprotestować przed stawianiem w tej samej linijce obok siebie Sarumana, Golluma, Boromira i Denethora. Boromir i Denethor to idealiści i ich poczynaniami kieruje miłość wobec kraju.A z całą pewnością nie są zdrajcami gdyż jeśli by tak było to dodajmy tam jeszcze Isildura i Earendura - byliby tak samo "na miejscu".

W końcowej części rozdziału Autor pokazuje się znów z dobrej strony szkicując obraz stosunku do Pierścienia jako miary poszczególnych postaci i celnie zauważając, iż:
"Władca Pierścieni jest (?) przesycony optymizmem",
za co należą się wielkie brawa zwłaszcza wobec wszechobecnego obecnie także wśród Tolkienistów pesymistyczno-melancholijnego podejścia do książki Tolkiena.

Na tej samej jednak stronie znajduje się jeszcze jednak błąd, gdyż Faramir nie czerpie swej siły z "nadziei" (młodszy syn Denethora sam stwierdza, iż "nadzieję straciliśmy już dawno") jak sugeruje Kocher lecz raczej ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości i wiedzy wspartych słownością.
Ogólnie rozdział trzeci rozczarowuje.

W rozdziale czwartym pod tytułem "Sauron i istota zła" już na samym wstępie trafia się Kocherowi lapsus gdy opisuje Władcę Nazguli jako tego spośród Ulairich:
"z których najważniejszy był Władca Angmaru, który nie odszedł do Numenoru. "
Oczywiście było odwrotnie. Władca Angmaru wywodził się z Numenoru.

Dalej gdy już zacząłem tracić nadzieję (po raz kolejny uraczono mnie narracyjnym opisem rzeczy oczywistych) Autor wrócił do formy sprzed trzeciego rozdziału celnie wychwytując i poddając wnikliwej analizie zagadnienia takie jak przenikanie zła przez Dobro (na przykładzie Kelebrimbora i Galadrieli), dobrze omówił wpływ Pierścieni na posiadaczy czy były to Nazgule, Isildur czy też Gollum kończąc swój wywód ironiczną uwagą, iż:

"każdy kto zwie Pierścień swoim tak naprawdę do niego należy."

Dalej następuje krótka dygresja i wyprawa w świat eseju O baśniach, z którego dowiadujemy się o tym kto tak naprawdę kogo posiada: człowiek przedmioty czy też na odwrót.

Rozdział kończy się dobrymi i przede wszystkim urozmaiconymi rozważaniami na temat postaci Sarumana, natury wiedzy i orków. Zostaje również przedstawiony opis sił ciemności począwszy od Balroga a na Szelobie skończywszy.

Kończąc opis tego rozdziału muszę się stanowczo sprzeciwić tezie Kochera jakoby to dla istot, które odrzuciły Boga czekało w uniwersum Tolkiena piekło. My tego po prostu nie wiemy.

Rozdział piąty - noszący tytuł - "Wolne szczepy" prawdziwie wprowadza czytelnika w świat tolkienowskiego uniwersum prezentując wszystkie główne ludy Śródziemia występujące we Władcy Pierścieni.

Autor prowadzi rozważania nad ewolucją ras u Tolkiena trafnie przy tym klasyfikując je jako bohaterów zbiorowych powieści.

Tak jak nigdy nie przepadałem za elfami tak pierwsza odsłona tego rozdziału powinna nosić podtytuł "pokochaj Quendich". W żadnej książce (nawet u Feista) ani też publikacji okołotolkienowskiej nie zetknąłem się do tej pory z tak dobrym, błyskotliwym i przy tym klimatycznym opisaniem elfów.Wprost fantastycznie zostaje przez Kochera odmalowane Rivendell i Lorien (z uwypukleniem różnic), "subiektywny i obiektywny" upływ czasu elfów jak również wszystkie cechy starszych Dzieci Iluvatara.

Następnie otrzymujemy ciekawy opis rasy krasnoludów ukazanych poprzez pryzmat ich żądzy złota i izolacjonizmu wobec pozostałych ludów Śródziemia. Bardzo ciekawie zostaje przedstawiony Gimli - jako nadzieja rasy krasnoludzkiej na przyszłość.

Kocher nie ustrzegł się w tej części zgrzytu opisując sztukę krasnoludów jako:

"wysublimowany wytwór [ich] frustracji seksualnych"

natomiast pisząc o entach i entowych żonach zauważa:

"obie płcie odeszły od swego seksualizmu."

Fragment poświęcony entom jest zresztą podobnie jak ten opisujący ludzi najsłabszym elementem rozdziału i nie zawiera żadnych interesujących spostrzeżeń.

W części poświęconej hobbitom Autor wraca jednak do formy pokazując ich drogę przez pryzmat uczłowieczenia, zestawiając Froda z Arweną i elfami, a także w wyczerpujący sposób omawiając sny Froda.

W części opisującej ludzi Kocher źle sytuuje poszczególne rasy w ramach czasowych umieszczając orków i krasnoludów PO ludziach. Jest to jednak potknięcie zrozumiałe ze względu na niemożność przeczytania Silmarillionu w chwili pisania omawianej pozycji. Fragment o ludziach ratuje się jednak dobrym przedstawieniem postaw ludzkich wobec innych ras i omówieniem postaci Faramira.

Jednak jakiekolwiek wady tego rozdziału posiadają jedynie marginalne znaczenie i nie mogą przesłonić tego, iż od dawna nie czytałem tak klimatycznie skonstruowanego wywodu jak omawiany powyżej fragment autorstwa Kochera na temat elfów.

Rozdział szósty nosi znamienny tytuł "Arago(r)n" i został w całości poświęcony opisowi przyszłego króla Gondoru. Jest to bardzo dobry tekst i to na - zdawałoby się - wyczerpany już całkowicie choć jak się okazało wciąż zbyt rzadko podejmowany temat. W toku narracji losów Aragorna Kocher przez cały czas umiejętnie wplata elementy występujące w poprzednich rozdziałach takie jak na przykład znaczenie wolnej woli.

Część książki poświęcona Aragornowi jest niezwykle ciekawym i zarazem poruszającym fragmentem.

Ostatni rozdział książki Kochera został poświęcony analizie pozostałych dzieł Tolkiena, jakie ukazały się do roku 1972. Czytelnik dowie się więc wiele na temat osobistych powiązań Tolkiena z "Liść dzieło Niggle´s", chrześcijańskich konotacji "The Lay of Aotrou and Itroun" i "Imram", atmosfery "Rudego Dżila i jego psa" i "Kowala z Podlesia Większego" i wreszcie związków pieśni i życia w "The Homecoming of Beorhtnoth, Beorthelm´s Son."

Podsumowując, "Mistrz Śródziemia" Paula H. Kochera jest - pomimo kilku błędów i niedomówień - książką bardzo dobrą, napisaną błyskotliwie i prawdziwie po wizjonersku. Na słowa wielkiego uznania zasługuje przenikliwość Autora, który na podstawie dwóch zaledwie książek traktujących o Śródziemiu (tj. Hobbita i Władcy Pierścieni) nie jeden raz zadziwi czytelnika swymi umiejętnościami dedukcji, trafnego osądu i wnikliwej interpretacji wydarzeń opisanych potem w... Silmarillionie którego przecież nie czytał.

Krótko mówiąc... czytać, czytać i jeszcze raz czytać.
Krótko mówiąc... świetna pozycja.

Napisał:Adam



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl