Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Recenzja książki Shippeya "Tolkien. Pisarz stulecia".

Od kilku już dni możemy nabyć nową książkę na temat Tolkiena autorstwa prof. Shippeya. Już na wstępie pragnę podkreślić, że nie jest to pozycja "łatwa, miła i przyjemna" jakich wiele pojawia się obecnie na rynku. Z całą pewnością nie jest też odpowiednią lekturą dla ludzi, których kontakt z Tolkienem ograniczył się jedynie do filmu Petera Jacksona.
Dla kogo więc przeznaczona jest ta książka?

Książka ta jest skierowana głównie do fanów Tolkiena rozumianych jako wielbiciele Jego twórczości, nie zaś jedynie filmu czy też gier dziejących się w Śródziemiu. Powinna być również interesującą lekturą dla każdego kto (jak autor tej recenzji) kocha słowa, czytanie o ich pochodzeniu, znaczeniu tak dawnym jak i dzisiejszym.

Przede wszystkim, aby przeczytać "Pisarza stulecia" należy uprzednio zapoznać się z inną książką Shippeya "Droga do Śródziemia" jak również dobrze byłoby mieć już za sobą kilka biografii Tolkiena (tak by nie zastanawiać się na przykład kim była Edith Brath czy Ojciec Francis lub Inklingowie) lub też książek o Nim. Dopiero wtedy "Pisarz stulecia" Shippeya daje się nam poznać ze swej prawdziwej strony - tej najlepszej.

We wstępie omówiony zostaje pokrótce życiorys Tolkiena (co jest czymś w takiej publikacji spodziewanym), a także czeka nas pierwszy rarytas: omówienie pochodzenia słowa "krasnolud" czyl angielskiego "dwarf". Jeśli ktoś lubi czytać o słowach, czyli jest zainteresowany filologią niech czyta w przeciwnym natomiast razie znaczne partie tej książki nie są przeznaczone dla niego.

We wprowadzeniu natykamy się również na inną istotną informację: mianowicie Shippey opisujuje swą karierę akademicką, która jest... tożsama z karierą Tolkiena. Tak więc ciekawostki i rozważania Shippeya stają się dla nas z tego powodu po wielokroć cenne.
Autor tej recenzji pozwoli sobie dodać, że Shippey - podobnie jak Tolkien - również tworzył języki do książek fantastycznych. Kto z Was wie jakich? Ale odbiegamy od tematu.

"Pisarz stulecia" jest bogatym studium na temat sławy i co oznaczała ona dla Tolkiena, a także przytłaczającego ciężaru popularności któremu musiał sprostać Twórca Śródziemia.

Tyle na temat wstępu.

W pierwszym rozdziale, który został poświęcony Hobbitom Shippey zajmuje się zagadnieniami takimi jak "postać Hobbita jako łącznik pomiędzy współczesnym czytelnikiem, a anachronicznością Śródziemia" cały czas uatrakcyjniając swój wywód interesującymi (dla kogoś lubiącego słowa oczywiście) rozważaniami na temat związków pomiędzy nazwiskami Hobbitów a współczesną angielszczyzną czy też po prostu objaśniając co znaczy "Baggins" ("popołudniowa herbatka") czy też nazwiska Trolli (tego już nie zdradzę).
W dalszej części pierwszego rozdziału autor koncentruje się na wyjaśnieniu zjawiska sub-kreacji tolkienowskiego uniwersum, ambitnego planu "archeologii filologicznej" czyli zjawisku "głębii" - wrażenia istnienia historii-skrytych-za-czytaną-przez-nas-historią czyli mówiąc najprościej łączenia starego z nowym.

Kolejne trzy rozdziały "Pisarza stulecia" przybliżają nam "Władcę Pierścieni".
Pozwolę sobie na stwierdzenie (i fanatyczni Tolkieniści sypną za nie gromami), że książka Shippeya może nam do pewnego stopnia zrekompensować brak na polskim rynku "Historii Śródziemia" gdyż... podaje nam wiele szczegółów do których w przeciwnym razie musielibyśmy dochodzić przekopując się przez dwanaście opasłych tomów. Cóż, nie każdy ma na to ochotę. Autor tej recenzji nie czuje na przykład wewnętrznej potrzeby czytania "Historii Śródziemia" - wystarcza mu, jeśli pewne rzeczy przeczyta w książkach autorstwa Shippeya.
Po raz kolejny omówiona zostaje "wizja szerszego świata" i ukrytych opowieści, które "odczuwamy" za słowami i czynami bohaterów. Tym razem jednak rozważania są już dostosowane do "Władcy Pierścieni".
Bardzo ciekawym zabiegiem dokonanym przez Shippeya jest bliższe przypatrzenie się stylom i sposobom doboru słów przez poszczególne postacie przy czym szczególnie interesująca jest analiza Smauga i Sarumana.

W dalszej części "Pisarza stulecia" zetkniemy się z opisem zła w twórczości Tolkiena i znów pozwolę sobie powiedzieć, że książka Shippeya może zastąpić nam inną pozycję dostępną na rynku: mianowicie książkę Isabelle Smadje poświęconą motywom zła we Władcy Pierścieni. Shippey omawia zło językiem zarazem bardzo przystępnym i celnym co pozwala na zapoznanie się teoriami boecjańskimi i manichejskimi dobra i zła i jaki wpływ wywarły one na Tolkiena.
Wyczerpującej analizie zostaje poddany również sam Pierścień przez pryzmat którego ujawniają się prawdziwe charaktery poszczególnych bohaterów.
Kończąc rozważania na temat dobra i zła Shippey serwuje nam śmiałe porównanie Chrześcijaństwa z dawnymi religiamii Północy wysuwając konkretne wnioski.

Następnie autor "Pisarza stulecia" koncentruje się na ukazaniu mityczności "Władcy Pierścieni". Tak więc przeczytamy o alegoriach (którym Tolkien zaprzeczał, lecz od których ostatecznie nie uciekł ze względu na rozmiar Swego dzieła), a także zapoznamy się ze "współcześnością w dawnym kontekście" poprzez postacie Sarumana-technologa i Denethora-tradycjonalisty.
"Władca Pierścieni" zostaje również przeanalizowany pod kątem momentów mitycznych, a więc tych charakteryzujących się wielkością "właściwą wzniosłej mimesis" i ukutego przez Tolkiena terminu eucatastrophe.

Rozdział piąty książki Shippeya został poświęcony "Silmarillionowi". Zostają w nim omówione inspiracje Tolkiena (Kalevala, mity Północy), po raz kolejny przeanalizowane jest "uczucie dawności" za tekstem Tolkiena tak bardzo przyciągające współczesnego czytelnika. Rozdział ten uważam za słabszy od poprzednich, jest to jednak odczucie osobiste.

W rozdziale szóstym Shippey omawia inne - nie związane ze Śródziemiem - dzieła Tolkiena. Prawdę mówiąc o ile poprzedni rozdział uważałem za "słabszy" ten uważam za właściwie niepotrzebny z punktu widzenia fana Śródziemia, natomiast jest to rozdział niezbędny patrząc oczyma fana CAŁEJ twórczości Tolkiena.
Powiem tylko pokrótce, że Shippey omawia w nim poematy tłumaczone i wydane przez Tolkiena (lub też po Jego śmierci) takie jak "Pan Gawein..." czy "Perła", a także inne utwory jak "Rudy Dżil" czy "Liść".

Książka kończy się niezwykle interesującym Posłowiem w którym Shippey omawia postawy (by nie nazwać po imieniu "głupotę") krytyków i mędrców literackich niejednokrotnie przeczących samym sobie w ocenianiu dzieł Tolkiena. Zresztą we wszystkich rozdziałach Shippey stara się odpierać zarzuty krytyków pod adresem Tolkiena i pozwolę sobie powiedzieć, że zabiegi swe uwieńcza powodzeniem.

A teraz czas na podsumowanie tej książki. Nasuwa się więc pytanie "czy Shippey popełnia jakieś błędy"? Odpowiem, iż w mej opinii popełnia jeden za to gigantyczny: NIE ZAUWAŻA INNEJ FANTASY OPRÓCZ TOLKIENA!
Już we wstępie Shippey pisze nie popierając swego stwierdzenia żadnymi dowodami, iż "kondycja fantastyki PRZED Tolkienem była marna". Jak? "Ograniczała się "jedynie do magazynów pulpowych". To ciekawe. I dlatego była marna? Czyżby prof. Shippey nie wiedział kim jest obecny Gubernator Kalifornii i której roli zawdzięcza swą błyskotliwą karierę aktorską? Odpowiem więc, że pierwszą wielką rolą tego Gubernatora była rola Conana, natomiast ów Conan był tworem Roberta Ervina Howarda, który w czasach gdy pozycja fantastyki "ograniczała się do magazynów pulpowych" i "była marna" był jedyną osobą w Cross Plains (miasteczko w Teksasie w którym żył) otrzymującą stałą pensję... własnie od wspomnianych "magazynów pulpowych". Dodam jeszcze, że więcej od Howarda zarabiał jedynie miejscowy bankier, a były to czasy Kryzysu lat 20-ych.
Idąc dalej tym tropem dochodzimy do drugiego stwierdzenia Shippeya, a mianowicie "Heroic Fantasy (...) nieznana przed Howardem". Powiem wprost: Panie Profesorze Shippey, pisze Pan BZDURY . Prawdę ujmuję kilka linijek wyżej. A tak w ogóle Drogi Czytelniku to Tolkien nie pisał Heroic Fantasy. Heroic Fantasy to howardowski Conan, Kull czy też Solomon Kane, wagnerowski Kane, parodią tego bohatera jest natomiast moorcockowski Elryk. Nie potrafię niestety zrozumieć skąd bierze się ta wyższość (Shippey traktuje pogardliwie także Lorda Dunsany'ego) miłośników Tolkiena nad inną fantasy.

Więcej błędów czy też niedociągnięć nie udało mi się znaleźć.

Natomiast pragnę zwrócić uwagę na kolejny aspekt książki Shippeya: jest pisana świetnym, porywającym językiem - mogącym wręcz stanowić wzór dla niejednego pisarza literatury popularnej. Wszystkie uczone i naukowe wywody Shippeya są podane w sposób niezwykle przystępny i przyjazny czytelnikowi.

Tak więc Drogi Czytelniku - czas na decyzję i werdykt w sprawie "Tolkien. Pisarz stulecia" autorstwa prof. Shippeya. Warto przeczytać (i nabyć) czy też nie?

Odpowiem w sposób następujący. Decyzję pozostawiam Tobie lecz udzielę Ci jednej podpowiedzi. Jeśli w poniższych dwóch linijkach (które były inspiracją dla samego Tolkiena) dostrzegasz wielkość, siłę i majestat przeczytasz tę książkę od deski do deski, jeśli nie to straciłeś tylko czas czytając mą recenzję.

"What if we fail?
We fall."

Adam



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl