Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Pani Śmierci

Szedł przez pola, niskie pagórki, łąki pełne szarych, bezbarwnych kwiatów. Mimo, iż wiedział, ze na tej drodze nic go nie może zatrzymać, nikt go nie napadnie, żaden znachor nie rzuci klątwy, to wcale, a wcale nie śpieszyło mu się na koniec owej drogi, na ostatnie wzgórze. Stawiał kroki z wielkim ociąganiem, zatrzymywał się przy każdym ciekawszym kamyku - byle nie dojść tam za prędko.
        Wokół siebie widział stojące na polach sylwetki, co zamarły w jednym tylko odruchu powtarzanym przez wieczność - matki tuliły małe dzieci, rycerze wznosili swe miecze do góry w bezgłośnym hołdzie - lecz komu oddawali cześć? Czy tej, co czekała tam, za polami? Starsi ludzie wspierali się na laskach z powyginanych gałęzi, młodzieńcy zaglądali do wyschłych studni w poszukiwaniu upiora. Tu i ówdzie przewijały się twarze kilku Sidhe, co wyraźnie przeczyło teorii o tym, ze nigdy na drogę nie trafiają, do końca świata żyjąc wśród drzew. Nigdzie nie widać było ni jednego gnoma, to musiało oznaczać, ze prawda jest, iż gnomy dostawały się na ostatnie wzgórze od razu, nie przechodząc drogi.
        Wreszcie ów ostatni już w tej krainie pagórek ukazał się tuż przed wędrowcem. Z bezgłośnym westchnieniem zaczął się wdrapywać na skaliste zbocze, odgradzając się tym samym od lodowatego wiatru rzeczywistego świata. Stanął na rozległym wierzchołku wzgórza i oniemiał, gdy ujrzał to, co miało na niego czekać.
        Na białym, półokrągłym, idealnie wypolerowanym marmurze siedział również marmurowy posąg, zwrócony do niego tyłem. Przedstawiał dziewczynę, której wieku określić się nie dało, nie widząc jej twarzy. Siedziała na kamieniu, w białej, prostej sukni, w dłoniach trzymając długie drzewce zakończone nieruchomą, marmurową flagą. Cala była idealnie biała, a jej włosy, wyrzeźbione z najdrobniejszymi szczegółami wydawały się tak cienkie i słabe, ze powinny falować przy byle westchnieniu, lekkim zawirowaniu powietrza. Ale były wszak z kamienia.
        Dopiero gdy stanął tuż za nią, dziewczyna jakby ożyła i wstała ze swego głazu, odwracając swoją do niego. Teraz mógł dojrzeć szczupłą, trójkątną twarz z wyraźnie zarysowanymi kośćmi i lekko skośnymi oczami, oraz delikatną, kościstą sylwetkę. Nie była pięknością - ale nikt tego od niej nie wymagał.
        - Witaj - powiedziała bezbarwnym głosem. - Czy wiesz kim jestem?
        - Wiem, jesteś Tą, Która Zawsze Czeka... jesteą śmiercią.
        - Dokładnie. Jestem tą, której się tak boicie, którą przedstawiacie jako straszliwą kostuchę z kosą w rękach. A moja praca przecież nie polega na odcinaniu wam nierzeczywistych głów, z którymi tu przychodzicie. Jestem tu tylko po to, by was przeprowadzać poza życie.
        - Przeprowadzać... którędy?
        - Tedy - wskazała ręką na mlecznobiałą, migoczącą na zgięciach zasłonę, która przesłaniała cale północne niebo, poruszając się od nieistniejącego wiatru.
        - Ależ to jest... to jest zasłona czystej magii! - krzyknął zaskoczony. - Z niej czerpią ci nieliczni, którym dane jest owej magii dotknąć...
        - Tak, oni tylko z niej czerpią, łapią materie, drąc z niej fragmenty, po których miejsce natychmiast się zrasta. A ty przejdziesz na druga jej stronę, poza świat.
        - I tylko na tym polega twa rola? Tylko na oczekiwaniu i przeprowadzaniu? Tak przez całą wieczność...? - spojrzał na śmierć, oczekując, że zobaczy w jej oczach samotne błyski, właściwe tym, którzy wiecznie trwają na swym miejscu, poza czasem, za towarzystwo mając tylko własną wyobraźnię. Jakże się zdziwił, gdy w czarnych jak węgiel źrenicach ujrzał tylko bezdenną przepaść.
        - Tak, tylko na tym... ale nie, nie jestem samotna, jeśli tak pomyślałeś - na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech. - Mam na kogo czekać, poza tymi wszystkimi duszami zdążającymi poza zasłonę magii... A teraz chodź! Zaprowadzę cię tam, gdzie twe miejsce - chwyciła go za rękę swą zimną, marmurową dłonią i poprowadziła do zasłony, pozwalając by przez nią już sam przeszedł.
        Młoda wdowa odłożyła właśnie zmarłego męża na poduszkę, subtelnie otarła z policzka nieistniejącą łzę i wyszła na podwórze dużego, okazałego zamczyska. Dopiero tam roześmiała się na głos, z udawanym dramatyzmem żegnając swojego tak niepotrzebnego małżonka, a witając z radością fortunę, z racji wdowieństwa jej należną.... Fortunę, sławę i potęgę!

Sinduriel


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl