Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Podróż

Dolina ciągnęła się pasem zielonej trawy pomiędzy wzniesieniami, pośród pól uprawnych. Jej środkiem wiła się droga, równa i bardzo dobrze utrzymana. Dziewczyna szła i szła, aż przekroczyła granice Shire'u. W pobliżu nie było żadnego strażnika, który by jej powiedział, że tego robić nie wolno (Król Elessar, gdy zasiadł na tronie, wydał rozkaz zabraniający, Dużym Ludziom wkraczania do Shire'u), a ona o tym nie wiedziała, bo była z daleka. Z bardzo daleka. Wędrowała jakiś czas przez tę krainę okryta zielonym płaszczem z kapturem, wspierająca się na cienkim mieczu, zamiast na lasce (a przecież była młoda), aż spostrzegła małe istoty, wyglądające jak ludzie, lecz od nich mniejsze. "Co to za rasa?" - pomyślała. Wtedy jeden z tych ludzików (byli to oczywiście Hobbici) przyskoczył do niej z pytaniem:
- Kim jesteś i co robisz w Shire? Nie wiesz, że Dużym Ludziom nie wolno przechodzić przez nasze państwo?
- A skąd mam wiedzieć? Jestem tu obca, przybywam z daleka i nie znam waszych praw - odpowiedziała trochę niegrzecznie i wyprostowała się. Teraz hobbit, który z nią rozmawiał, zobaczył, że jest ona młodą dziewczyną o rysach twarzy zbliżonych do rysów elfów, o jasnobrązowych lokach, wymykających się spod kaptura, i zielonych oczach . Głos miała jasny, dźwięczny. Mówiła Wspólną Mową.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że mówię do elfa - stropił się hobbit. Był on (według hobbitów) jeszcze młody, miał dopiero 27 lat. Był wnukiem słynnego Sama Gamgee, nazywał się Elfstan.
- Nie jestem elfem, jestem człowiekiem. Lepiej powiedz mi kim ty jesteś i kim są elfy?
- Ja jestem hobbitem, nazywam się Elfstan, jestem synem Elanor Pięknej i wnukiem Sama Gamgee - odpowiedział z dumą hobbit. - Zaś elfy to... elfy to elfy. Musisz być, Pani, rzeczywiście z daleka skoro nie wiesz kim są elfy . Na początku myślałem, że jesteś z Gondoru.
- Gondoru? Czy to jakieś królestwo.
- Gondor to najwspanialsze królestwo naszych czasów! Odkąd Król powrócił, Gondor stał się jeszcze potężniejszym i wspanialszym królestwem niż był za Dawnych Dni. Lecz teraz ty, Pani, się przedstaw, jeśli nie chcesz bym zaraz zawołał straże, które cię zaaresztują.
- Dobrze, dobrze, zapomniałam, już się przedstawiam. Nazywam się Tainewenya, lecz zwą mnie także Raaneheri lub Lindeheri. Przybywam z bardzo daleka. Wędruję, bo lubię. Nie znam waszej krainy, nie znam też królestwa Gondoru, które tak wspaniale opisujesz.
- Więc musisz pójść ze mną, żeby to wytłumaczyć któremuś strażnikowi granicy. Jeśli ci uwierzy, będziesz musiała zaraz opuścić Shire, jeśli nie, będzie cię musiał zaprowadzić do naszego thana, a może nawet do Króla.
- Do Króla? Po co? Ja naprawdę nic złego nie robię.
- Takie jest prawo, jednak myślę, że strażnik ci uwierzy.
- A mógłbyś wcześniej wskazać mi drogę do jakiejś gospody? Od dwóch dni nic nie jadłam.
- Wybacz, lecz najpierw muszę cię zaprowadzić do strażnika. Ale potem, niezależnie od tego czy on ci uwierzy czy nie, myślę, że pozwoli ci coś zjeść.
- Więc chodźmy.
Ruszyli więc. Dziewczyna szła bardzo szybko, tak, że musiała co jakiś czas przystawać, by hobbit mógł ją dogonić i wskazać jej drogę. Wreszcie zobaczyli ciemną sylwetkę strażnika stojącego na posterunku. Zdumiał się on bardzo widząc młodą dziewczynę w towarzystwie hobbita Elfstana. Gdy Elfstan wytłumaczył mu, o co chodzi (nie zapomniał wspomnieć o obiedzie), ten powiedział, że wierzy jej, lecz musi ona natychmiast opuścić Shire i nigdy się tu nie pokazywać, a jeśliby musiała, to niech wpierw zwróci się z prośbą do Króla.
- Dobrze, pójdę stąd natychmiast. Lecz proszę mi wskazać drogę do jakiejś gospody poza granicami tego państwa.
- W Bree jest słynna gospoda "Pod Rozbrykanym Kucykiem". Dojść tam można Wschodnim Gościńcem. To ta droga, na której teraz stoimy.
- Dziękuję i już idę.
I poszła. Wieczorem doszła do gospody. Tam przenocowała i następnego ranka wyruszyła dalej. Dwa dni później dotarła w okolice Wichrowego Czuba. Tam pozostała przez noc. Gdy się zbudziła, słońce stało już wysoko na niebie. " Muszę się pośpieszyć" - pomyślała. Po kilku dniach weszła pomiędzy góry. Szła górską ścieżką, gdy pojawiła się przed nią dolina, jakby specjalnie ukryta; dojścia do niej broniła rzeka. Po chwili dziewczyna doszła do mostu na rzece. Przekroczyła go bez wahania. Wtedy ujrzała coś jak pałac pośród gór, otoczony drzewami. Dotarła do Rivendell.

Weszła do niestrzeżonego budynku i chwilę się przechadzała po pustych salach. Była w sali, w której onegdaj Elrond zwołał naradę i powołał Drużynę Pierścienia. Była też w pokoju, w którym dawno temu odpoczywał ranny Frodo Baggins. Wreszcie doszła do Kominkowej Sali. Płonął tam jeszcze ogień, jakiś człowiek jeszcze siedział na podłodze. Gdy podeszła bliżej, człowiek odwrócił się i spytał:
- Kim jesteś?
- Ja? Ja... Ja przepraszam, że tu tak weszłam... - zaczęła zmieszana, gdyż ujrzała przed sobą twarz elfa. Twarz piękną, ani młodą ani starą. O wieku elfa świadczył tylko błysk w jego oczach. - Nie bardzo wiem gdzie jestem, myślałam, że to opuszczone miejsce.
- Rivendell nigdy nie będzie opuszczone, przynajmniej dopóki ostatni elf nie wypłynie za Morze. Ale to prawda, że niewielu nas tu już zostało - ze smutkiem powiedział elf, lecz zaraz się uśmiechnął. - Ja nazywam się Sillalelot, jestem jednym z niewielu Szarych Elfów , które tu zostały. A ty kim jesteś?
- Nazywam się Tainewenya, lecz zwą mnie też Raaneheri lub Lindeheri. Wybacz, że nie wiem kim są Szare Elfy, nie wiem też co to za miejsce, to Rivendell, lecz pochodzę z bardzo daleka i nie znam tutejszej okolicy, ani tutejszych ludów.
- To dziwne, gdyż masz imię w języku elfów, a twoje przydomki, czy też następne imiona też są w tym języku. Tainewenya znaczy: Zielone Niebo, Raaneheri znaczy: Wędrująca Pani, a Lindeheri: Śpiewająca Pani.
- Nie wiem skąd mam swoje imię, choć wiele razy się nad tym zastanawiałam. Ale w jakiej mowie my mówimy teraz?
- We Wspólnej Mowie - odpowiedział elf.
- Wspólnej mowie? Co to za mowa?
- To mowa wspólna dla całego Śródziemia. Wszystkie istoty maj? obowiązek używać jej do obcych.
- Aha. Weszłam przez przypadek w granice jakiegoś tutejszego państwa. Nazywało się Shire i mieszkali tam dziwni ludzie zwani hobbitami.
- Hobbici, istoty dotąd niepojęte przez Mędrców. Dziwny to lud, doprawdy. Zwani są też niziołkami, jak w Rohanie, lub Periannath, u nas.
- Nie wiedziałam, że nie można przechodzić przez ich granice.
- Elfy mogą, Krasnoludy też, tylko ludzie, zwani tam Dużymi Ludźmi nie mogą. To nakaz Króla Elessara.
- Czy jest on elfem?
- Nie, chociaż ma w sobie dużo z elfa. Idziesz do niego?
- Nie, nie znam go.
- Więc dokąd zmierzasz?
- Przed siebie. Lubię wędrować.
- Hmm... Dwa ludzkie pokolenia temu, w Trzeciej Erze, takie upodobanie byłoby dziwne, jeśli nie niebezpieczne. Wtedy tylko Strażnicy wędrowali, ale nie dla przyjemności. I Czarodzieje, choć nie wszyscy. Najwięcej wędrował Gandalf - Sillalelot zamyślił się nagle, jakby wspominał coś, co dawno przeminęło. - To były niebezpieczne czasy, choć jednocześnie były to czasy najbardziej bohaterskich wyczynów. Koniec Trzeciej Ery był czasem odrodzenia dla Gondoru i czasem zmierzchu dla rodu elfów. Przynajmniej w Śródziemiu. - Mówił już jakby do siebie.
- Wybacz, lecz niewiele z tego rozumiem. Możesz mi to wyjaśnić?
- To bardzo długa historia, a dzisiaj jest już wieczór, zaś niektórych rzeczy lepiej nie opowiadać nocą, nawet teraz, gdy Cień już odszedł. Połóż się spać w którejś z pustych komnat. Jutro ci opowiemy Historię Wojny o Pierścień.
- Opowiecie? Jest was tu więcej?
- Tak, nie mieszkam sam w Rivendell, a niektórzy moi przyjaciele, także elfy, znają tę historię lepiej niż ja i mogą ci to dokładniej opowiedzieć. Mnie nie było w tym czasie w samym domu Elronda Półelfa. Z łukiem w ręku strzegłem granic Rivendell, czyli po naszemu Imladris. Wtedy nikt nie mógł się tu niepostrzeżenie wślizgnąć, teraz miejsce to wygląda na opuszczone, choć nie jest. O nie, jeszcze tu mieszkają elfy, zapomniane, izolujące się coraz bardziej od ludzi - w oczach Sillalelota zapaliły się ogniki. Widać było jak bardzo żałował dawnych, wspaniałych, choć niebezpiecznych, czasów. - A przecież za Dawnych Dni ludzie i elfy żyli jak bracia, aż do Ostatniego Sojuszu, do czasu Isildura. Ale to było dawno. - Elf spojrzał na Tainewenyę, a w jego oczach znów błyszczał uśmiech. Jak to elf, rozmiłowany w pieśniach, zaczął nucić pod nosem coś w niezrozumiałym języku:

A Elbereth Gilthoniel,
silivren penna miriel,
o menel aglar elenath!
Na-chaered palan-diriel
o galadhremmin ennorath,
Fanuilos, le linnathon
nef aear, si nef aearon!

- O czym ty śpiewasz? Co to za język? - spytała dziewczyna.
- To język elfów. Śpiewam naszą starą pieśń na cześć Elbereth.
- To jest piękne!
- Język elfów jest uważany za najpiękniejszy język w Śródziemiu, a pieśni w tym języku olśniewały wszystkich, którzy ich słuchali. Jutro ich trochę usłyszysz. Teraz idź spać. Już późno.
- Dobrze.

Następnego dnia Tainewenyę obudziło pukanie do drzwi komnaty, w której spała. To Sillalelot chciał jej powiedzieć, że już ranek. Dziewczyna wyszła z pokoju i poszła do Kominkowej Sali, w której siedziało już kilka elfów. Po lekkim śniadaniu (elfy zwykle nie jedzą dużo) jeden z nich, poważniejszy i dostojniejszy od reszty, zaczął opowiadać o Wojnie o Pierścień, oraz o Dawnych Dniach . Całą opowieść streszczał jak mógł, a i tak, gdy skończył opowiadać, słońce już zachodziło. Wtedy wstał i powiedział uroczystym głosem:
- My, elfy, obywamy się bez obiadu, niektórzy nawet mówią, że żyjemy samymi pieśniami , lecz ponieważ ty, Lindeheri, jesteś dziś tutaj, zapraszam cię na obiad do sali, w której niegdyś ustalono, że Jedyny Pierścień trzeba wysłać na południe i zniszczyć. Skromny to będzie obiad, nie taki jak za czasów Elronda, wtedy nawet królewskie obiady nie mogły się z naszymi równać. Jeśli, oczywiście, wtedy ktoś podawał królewskie obiady, bo trudno było wtedy spotkać prawdziwych królów. Lecz to dawne dzieje. Chodźmy na razie jeść.
W korytarzu Lindeheri (elfy sobie upodobały ten jej przydomek i tak ją nazywały) spytała dostojnego elfa:
- Jak się nazywasz? Dlaczego mówisz o tych dawnych wydarzeniach tak jakbyś w nich uczestniczył?
- Odpowiem ci najpierw na drugie pytanie. Otóż, ja nie uczestniczyłem w wyprawie Drużyny Pierścienia, lecz Legolas, który jest moim przyjacielem, opowiedział mi to po powrocie. A w starszych wydarzeniach, jeszcze za Dawnych Dni, rzeczywiście uczestniczyłem. Elfy, jeśli ich nikt nie zabije, są nieśmiertelne. Jeśli zmęczy je życie w Śródziemiu, mogą wypłynąć z Szarej Przystani za Morze - elf przerwał na chwilę, patrząc w stronę zachodu. - Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, to nazywam się Hesin i jestem ostatnim Elfem Wysokiego Rodu pozostałym w Śródziemiu - ostatnie słowa powiedział tak głośno, by wszyscy słyszeli. Powiedział to w momencie, gdy weszli do sali, w której podano obiad.
- Co? Dlaczego wcześniej tego nie powiedziałeś? - zaczęły pytać elfy, Hesin jednak milczał.
Weszli do sali gdzie już czekał obiad. Po skończonym jedzeniu Hesin spytał dziewczynę:
- Dokąd zamierzasz teraz iść?
- Nie wiem, nie znam waszej okolicy.
- Czy chciałabyś zobaczyć mapy?
- Oczywiście, jakkolwiek niewiele by mi dały, gdyż i tak nic nie wiem o krainach leżących w Śródziemiu - odpowiedziała, a Hesin wstał i wyszedł. Wrócił po chwili i położył przed nią mapę Śródziemia, niezbyt dokładną, gdyż dokładniejsze zabrał ze sobą Elrond, kiedy opuszczał tę krainę. "Na wszelki wypadek, pamiętajcie, że Sauron był tylko sługą Nieprzyjaciela, lepiej, żeby najdokładniejszych map nie było w zasięgu różnych nieprzyjaznych rąk" - powiedział, gdy zabierał mapy.
Tymczasem Tainewenya przyglądała się mapie, przyniesionej przez Hesina.
- Mogłabym pójść, tu, do tego lasu zwanego Mroczną Puszczą , potem może do tego jeziora, czy też morza Rhun, dalej nie wiem. Nie macie na tej mapie krain na wschód od Mrocznej Puszczy. Zresztą, nie wiem. A jak ty mi radzisz? - zwróciła się do Hesina.
- Ja radzę ci zostać tutaj. Inne kraje są niebezpieczne, są tam miejsca, z których Cień nigdy nie został wygnany.
- Nie mogę tu zostać wiecznie, nie wytrzymałabym siedząc ciągle w jednym miejscu.
- Więc przepraw się przez Góry Mgliste i popłyń wraz z biegiem Anduiny prosto do Gondoru.
- Nie chcę, chcę coś zobaczyć.
- Więc idź tak jak zaplanowałaś, lecz unikaj Rhunu. To nieznana i niebezpieczna kraina - poradził jej elf. - Jak będziesz w Mrocznej Puszczy, znajdź Leśną Rzekę. Idąc jej brzegiem, trafisz do krainy Leśnych Elfów, mieszkających w kamiennym pałacu. Nie wątpię, że potraktują cię dobrze i wyposażą na drogę, jeśli tylko wspomnisz Imladris. Stamtąd jest niedaleko do Samotnej Góry, gdzie mieszkają krasnoludy. Tam też cię dobrze przyjmą. Przynajmniej dopóki żyją tam potomkowie Gimliego, syna Gloina - dodał po chwili.
- To może ja bym się też wybrał w tamtą stronę? - krzyknął nagle jeden elf.
- Ty chcesz, Aldaistarze? No tak, zanim tu przybyłeś, właśnie tam mieszkałeś. Więc chcesz teraz wracać do domu?
- Nie, nie chcę wracać. Chętnie bym odwiedził mojego brata w Mrocznej Puszczy, lecz nie chcę się tam na dłużej zatrzymywać. Chciałbym trochę powędrować po świecie. Nigdy nie byłem w Gondorze, chciałbym zobaczyć Rohan. Marzę też, żeby zobaczyć Lorien . Hesinie, skoro jesteś elfem Wysokiego Rodu, czemu nie mieszkasz w Lorien? Przecież tam jest miejsce dla najdostojniejszych elfów.
- Mylisz się, to tu mieszkał Elrond Półelf, nie w Lorien. Zresztą teraz Lorien jest opuszczone, wraz z odejściem pani Galadrieli, nastał zmierzch dla Lorien, niegdyś najpiękniejszej siedziby elfów.
- Tak, Lorien było piękne! Złoty Las! Ach, dlaczego pani Galadriela opuściła to miejsce? - westchnął Sillalelot.
- Dobrze wiesz dlaczego. Skończył się czas elfów, zaczął się czas ludzi - odpowiedział mu Hesin.
- Na nieszczęście dla nas. Drogą zapłaciliśmy cenę za pomaganie ludziom.
- Owszem, ale dzięki temu ludzie, którzy się teraz narodzili, żyją na ziemi czystej, wolnej od Cienia.
Sillalelot umilkł i już się tego dnia nie odezwał.

Tę noc Tainewenya spędziła jeszcze w Rivendell, lecz następnego dnia miała już wyruszać razem z Aldaistarem, który postanowił iść z nią przynajmniej jakiś czas. Mieli wyjechać na koniach, gdyż przejście na piechotę takich odległości byłoby bardzo męczące. Dziewczyna dostała gniadego wierzchowca nazwanego Airarokko, zaś elf dosiadał siwego konia o imieniu Telempe. Dolinę Rivendell opuścili przed południem. Skończyła się ona tak niespodziewanie jak się zaczęła. Długo się oglądali za spokojnym, pozornie niezamieszkałym lasem. Las zaś żegnał ich delikatnym szumem liści i śpiewem ptaków. Kończyła się wiosna, zaczynało się lato, mnóstwo kwiatów kwitło dookoła drogi, którą wędrowali. Przed sobą mieli wysoki łańcuch Gór Mglistych.

Sinduriel



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl