Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Przygoda Gorgana

Przez ciemno?ci przedzierały się pierwsze promienie wstaj?cego słońca. Dzienne zwierzęta budziły się, a nocne zasypiały. Tu i tam rozległ się ?piew ptaków i cykanie ?wierszczy. Na pobliskim wzgórzu można było dostrzec niewielk?, a zarazem potężn? postać. Stała nieruchomo, trzymaj?c ogromny topór w ręce i patrz?c prosto na wschodz?ce słońce. Był to Gorgan, Krasnolud, wojownik z klanu Varra. Stał samotnie, witaj?c drugi dzień po bitwie na Przełęczy Szalonego Psa. Dokładnie trzy tygodnie temu, wraz ze swoimi pięcioma przyjaciółmi wyruszył wspomóc wojska Thorina II. Miały one bronić przełęczy przed schodz?cymi z gór Orkami i Goblinami. Został wcielony do oddziału Wojowników Klanowych, którego zadaniem było bronić lewego skrzydła.
Zielonoskórzy uderzyli nagle. Pierwsz? fal? byli JeĽdĽcy na Wilkach. Za nimi pod?żały Nocne Gobliny ze swoimi potwornymi squigami, a ostatnie maszerowały Czarne Orki. Oddział Gorgana szybko sformował szyki i był gotowy do odparcia ataku. Odezwały się strzały artyleryjskie. ?wist kul armatnich coraz bardziej potęgował nienawi?ć Krasnoludów do ?mierdz?cych Orków. Rozpoczęła się bitwa. Obie armie zwarły się w szczęku mieczy i tarcz. Wszędzie było słychać przeróżne przekleństwa w zdeformowanym języku goblińskim i starożytnym krasnoludzkim. Gorgan ci?ł każdego zielonoskórego przeciwnika swoim potężnym toporem. Ziemia zrobiła się czerwono-czarna od zmieszanej krwi. Walka trwał? długo. Szala zwycięstwa nie przechylała się na żadn? ze stron. Dopiero, gdy na prawym skrzydle Orki wpadły w panikę i zaczęły uciekać, oddział długobrodych mógł zaszarżować na flankę Goblinów. Wywołało to strach i chaos. Zielonoskórzy rzucili się do ucieczki. W trakcie bitwy Gorgan stracił wszystkich swoich przyjaciół. Musiał wracać samotnie do swojego domu, do twierdzy Varr.
Silny podmuch obudził Gorgana ze wspomnień. Musiał ruszać w drogę, je?li chciał za dwa dni znaleĽć się w domu. Głęboko westchn?ł, przełożył topór przez ramie i ruszył w drogę powrotn?
Wędrówka była długa i mozolna. Trasa wiła się zarówno stromymi ?cieżkami jak i lasami. Gorgan cały czas utrzymywał to samo tempo. Jak każdy Krasnolud był zahartowany w ciężkich i męcz?cych wędrówkach. Żywił się wył?cznie tym, co znalazł w otoczeniu. Gdy był już pół dnia drogi od domu, zacz?ł mieć w?tpliwo?ci.
-Co? tu jest nie tak?! Przecież już dawno powinienem spotkać jaki? zwiad z naszej twierdzy. Musiało się co? stać!
Nagle, gdy wyszedł z lasku, ujrzał co? bardzo niepokoj?cego. W odległo?ci dwóch kilometrów wznosił się dym. Bardzo gęsty i ciemny.
Nie mógł dojrzeć, co płonie, ponieważ widok zasłaniał mu do?ć spory pagórek.
Nie zwracaj?c uwagi na swoje zmęczenie, ruszył co tchu biegiem w stronę czarnego słupa. Trzeba przyznać, że jak na Krasnoluda biegł bardzo szybko. Po drodze z kieszeni i z plecaka, zaczęły wypadać mu różne przedmioty. To woreczek z zielem, to ma?ć do włosów, krzesiwo do ostrzenia topora. Już wbiegał na pagórek. W końcu stan?ł zdyszany na szczycie i ujrzał widok mroż?cy krew w żyłach. Stan?ł jak wryty. Upu?cił topór. Upadł na kolana. Jego oczom ukazały się zgliszcza tego jedynego i ukochanego domu. Twierdzy już nie było. Została tylko ruina. Jedna jedyna łza spłynęła mu po policzku. Łza nienawi?ci.
Złowrog? ciszę panuj?c? nad resztkami domostwa zakłócił słaby dĽwięk. Był to znajomy głos, który dochodził zza olbrzymiego głazu. Klęcz?cy dot?d Gorgan, poderwał się i pod?żył w tamtym kierunku. W blasku zachodz?cego słońca ujrzał skulon? postać. Był to Gilin. Na widok zbliżaj?cego się Krasnoluda uniósł głowę, a gestem uniesionej ręki nakłaniał do zbliżenia się.
-Makaz1! Co się stało? Gdzie reszta klanu? Widziałe? moj? rodzinę?- Rozpaczliwe pytania cisnęły się na usta Gorgana.
Ranny z trudem szeptał, ale z urywków jego wypowiedzi przybysz zrozumiał.
- Ogromna armia Barbarzyńców z Północy... pod?ża na nasz? stolica...eeghh. Żadna twierdza nie wytrzyma jej naporu. Dowodzi ni?...nie widać jego ciała...okryte czarnym płaszczem...eeght. Posiada potężn? moc...nikt się nie uchroni...przeżyłe? tylko ty- Głowa Gilina opadła, ale zaraz ponownie się podniosła.
- Masz tu medalion...zmierzaj do Morindoru...eeght...otworzy ci on tajne przej?cie..Ciemne Szczyty a także grotę w naszej ?wi?tyni. Zagraj na rogu!..obiecaj!
- Obiecuję!!- Głowa Gilina opadła bezwładnie, a ciało osunęło się na ziemię.
Gorgan znowu pozostał sam. Sam jedyny na zgliszczach swojego domu. Krew burzyła się w nim. Po całym ciele przeszły mu dreszcze Rozrywała go nienawi?ć. Pragn?ł zemsty. Gdyby wyruszył zaraz, dogoniłby jeszcze oddziały wroga i zginałby z honorem. Jednak z drugiej strony powstrzymywała go inna siła. Obiecał Gilinowi wyruszenie do Morindoru. Jeszcze raz rozejrzał się dookoła siebie. Przypomniał sobie swoja rodzinę, dzień w którym wyruszył z twierdzy. W jednym momencie zerwał się i krzykn?ł:
- Na Grunda2! Nie pozwolę, aby więcej moich braci straciło życie- Szybkim ruchem wzi?ł medalion z ręki Glina. Podniósł topór i ruszył w kierunku Ciemnych Szczytów.
Podróż trwała już 3 dni. Na go?cińcu nie spotkał jeszcze nikogo. Przez Cały ten czas w jego głowie kłębiły się różnorodne my?li. Nie wiedział dokładnie, gdzie idzie i po co. Wiedział natomiast, że musi zapobiec ?mierci swoich współplemieńców. Nagle z zamy?leń wyrwał go nieznajomy głos.
- Hej! Ty krasnoludzie! Co? ty taki zamy?lony? Nawet nie widzisz, gdzie idziesz!
Gorgan już kompletnie oprzytomniał. Przed nim siedział na koniu wysoki
jasnowłosy rycerz. Na jego klatce piersiowej widniał jaki? znak. Duża, zielona głowa jelenia. Zapewne był to jego herb.
- To, że zamy?lony to moja sprawa. A tak w ogóle, to jak cię zw??- odezwał się Gorgan
- Oj, przepraszam cię bardzo. Zapomniałem o dobrych obyczajach. Jestem Cyan Dag spod herbu jelenia, wierny rycerz króla Bretoni Louena
Leoncoeura, a także obrońca dam i skrzywdzonych- przedstawił się nieznajomy
- Miło mi cię spotkać Cyan. Ja jestem Gorgan, wojownik klanu Varr.- rzekł Krasnolud
- Dziwi mnie trochę twoja osoba. Podróżujesz sam, bez żadnego wyposażenia. Je?li można wiedzieć, to dok?d prowadzi cię twoja droga?- zapytał rycerz
- Mój szlak jest długi i niebezpieczny. Powiem ci nawet, że ja sam nie znam konkretnego celu. Wiem, że muszę wyruszyć, bo inaczej wiele istnień krasnoludzkich będzie zagrożone.- ze smutkiem powiedział wojownik
- W takim razie mam do ciebie ogromn? pro?bę. Mogę się do ciebie przył?czyć? Wyruszyłem z mojego królestwa na poszukiwanie przygód. Przemierzyłem wiele krain, spotkałem wielu dziwnych ludzi, a także walczyłem z przeróżnymi stworami. Nie lękam się ?mierci. A tam, gdzie jest zagrożone życie niewinnych, zawsze pójdę i stanę w ich obronie.- dumnie rzekł Cyan
- Piękne i szlachetne s? twoje słowa, ale obawiam się, że nie możesz wyruszyć ze mn?. Nie mogę narażać na tak? wyprawę przypadkowych osób. Po drugie tam, gdzie ja idę, koń ci się nie przyda, a przecież nie zostawisz go w lesie.
- Proszę cię pozwól mi wyruszyć razem z tob?. Naprawdę przydam ci się. Co do konia, to mogę go sprzedać w najbliższej oberży.
- No dobrze. Ale uprzedzam cię zawczasu, że musimy podróżować szybko. Robić jak najmniej postojów. Pierwszym naszym celem s? Ciemne Szczyty. Tam musimy...
- Ciemne Szczyty!!!! To przecież najwyższe góry w ?ródziemiu!! Jak ty chcesz je pokonać?!. To jest przecież niemożliwe!- z przerażeniem w oczach przerwał rycerz
- Mówiłem ci, że to jest trudna wyprawa i bardzo niebezpieczna. Albo idziesz ze mn? w stronę gór, albo dalej kierujesz się własnymi ?cieżkami.- ostentacyjnie odrzekł Gorgan
- Już dobrze. Pójdę z tob?. Mam jeszcze jedn? pro?bę: Czy możesz mi dokładnie wyja?nić, po co kierujemy się do tych gór?
Krasnolud rozejrzał się dookoła i usiadł na jednym z większych kamieni. Zacz?ł opowiadać cał? swoj? historie. O tym, jak wyruszył z twierdzy, o bitwie na Przełęczy Szalonego Psa, o ruinach domu i o przyrzeczeniu danym Gilinowi. Cyan z zapartym tchem słuchał opowie?ci. Gdy tylko dobiegła końca, zerwał się na równe nogi i z błyskiem w oczach powiedział:
- Teraz już wszystko rozumiem. Możesz liczyć na ostrze mojego miecza, jak i na wierno?ć mojego serca. Ruszajmy w drogę.
- Dziękuje ci Cyanie, ale nie zapominaj o swoim koniu. ZnajdĽmy oberże i sprzedaj go, a dopiero wtedy ruszymy w stronę Ciemnych Szczytów.- ze spokojem powiedział Gorgan.
- Niech tak będzie. Pod?żajmy do najbliższej gospody. Jak dobrze pamiętam, jaki? jeden dzień drogi na zachód stoi karczma. Możemy się tam udać.
- Dobry pomysł. I tak w tym kierunku musimy pod?żać.
O ?wicie wędrowcy doszli do oberży. Była to do?ć spora chałupa z jednym piętrem. Gdy obaj weszli do ?rodka, przywitały ich dĽwięki muzyki. W pomieszczeniu znajdowało się dwana?cie osób. Cyan od razu podszedł do karczmarza, aby dowiedzieć się, czy kto? nie chce kupić konia. Gorgan w tym samym czasie zacz?ł rozgl?dać się po gospodzie. Większo?ć osób stanowili chłopi z pobliskich gospodarstw. Jedynie czteroosobowa grupa, jakich? wojowników, zwróciła jego uwagę. Siedzieli sami na uboczu. Gorgan nie mógł dostrzec ich twarzy, gdyż znajdowali się w zaciemnionym k?cie. Przypatrywanie się nieznajomym przerwał Cyan podchodz?c i oznajmiaj?c, że udało się sfinalizować transakcje.
- Karczmarz bardzo potrzebował konia i niezmiernie ucieszył się, gdy mu oznajmiłem, że mam jednego na sprzedaż. Zarobili?my 1000 sztuk złota!!! Powiedział także, że ma wolne pokoje i możemy zostać na noc.
Gorgan ci?gle przygl?dał się nieznajomym i słuchał co rycerz mówi. Po kilkuminutowej ciszy odezwał się.
- Nie. Nie możemy tu zostać na noc. Wyruszamy już.
- Dobrze, jak uważasz. Ruszajmy.
Wędrowcy wzi?wszy pieni?dze wyszli i skierowali się ku najwyższym szczytom, jaki widniały na horyzoncie. W czasie drogi do gór nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Za rad? Gorgana unikali go?cińca. Szli przeważnie przez las. Tylko od czasu do czasu wchodzili na trakt, by zobaczyć czy id? w dobrym kierunku. Podczas podróży starali się unikać jakichkolwiek ludzi czy innych istot. Dopiero po czterodniowej wędrówce dotarli do najniższych stoków gór. Gorgana znowu opanował niepokój. Ci?gle zastanawiał się, co ma dokładnie zrobić z tym medalionem. Po co ma zagrać w róg? A także czy nie jest już za póĽno. Swoimi niepewno?ciami postanowił się podzielić z Cyanem. Powiedział mu o wszystkim co go dręczyło. Rycerz po wysłuchaniu odparł:
- Nie martw się. Na pewno uda nam się. Ale czy Gilin nie powiedział ci nic więcej o tym medalionie? Gdzie masz go użyć i po co?
- Z tego, co zrozumiałem, to, mam i?ć w stronę Ciemnych Szczytów, a medalionu mam użyć do otwarcia jakich? drzwi. Pewnie tajemnych. PóĽniej mam pój?ć do naszej ?wi?tyni w górach północnych i także otworzyć jakie? sekretne wej?cie. A na końcu zagrać w potężny róg. Trochę tego nie rozumiem, ale taka była ostatnia wola Gilina.- wyja?nił Gorgan
- To w takim razie te drzwi muszę gdzie? tu być. Musimy je znaleĽć.
- Popieram. Zacznijmy już od razu szukanie.
I tak dwóch wojowników zaczęło skakać po skałach i macać ?ciany w celu znalezienia tajemnego wej?cia. Po długich poszukiwaniach szczę?cie u?miechnęło się do rycerza. Cyan pod swoimi rękami wyczuł równ? szczelinę, która miała kształt wrót. Razem z Gorganem zaczęli oczyszczać wej?cie. Przed nimi ukazały się wrota z runicznym napisem:

Przyłusz skarb swój a wejdziesz3

Gorgan od razu zrozumiał co jest napisane i wyj?ł z kieszeni medalion. Włożył go do okr?głego wgłębienia po?rodku bramy. Kr?żek pasował idealnie. Gdy się znalazł w otworze, zabłysn?ł złotym kolorem, wrota zatrzeszczały i otworzyły się. Droga pod Ciemnymi Szczytami stała otworem. Przez cały czas Cyan przygl?dał się wszystkiemu. Po chwili odezwał się:
- Czy to na pewno odpowiednia droga?
- Tak mi się wydaje.- odparł Gorgan
- Skoro tak, to przejdĽmy jak najszybciej i miejmy to już za sob?. W drogę- powiedział rycerz.
Pod Ciemnymi Szczytami bohaterowie wędrowali dwa dni. Dla nich była to wieczno?ć. Polegali głównie na dobrym wzroku krasnoluda jak i na jego orientacji w podziemiach. Gdy w końcu, strudzeni i zmęczeni, ujrzeli ?wiatło dzienne, ucieszyli się. Nie przepuszczali, że kiedykolwiek tak będ? się cieszyć na widok słońca. Po pięciogodzinnym odpoczynku wyruszyli do ?wi?tyni. Gorgan coraz bardziej niepokoił się, czy nie jest za póĽno. Kiedy ujrzeli budowlę, wkut? we wschodnie ?cianie Gór Północnych krasnoluda opu?ciły troski. Jednak biegiem ruszyli w tamt? stronę. Do ?rodka wpadł pierwszy Gorgan za nim Cyan. Wojownik za bardzo nie wiedział, gdzie ma szukać. W pierwszej chwili zdziwiło go bardzo to, że nigdzie nikogo nie zastał. Nie zwracał na to uwagi zacz?ł biegać po całej ?wi?tyni i szukać jakich? zamkniętych drzwi. Rycerz pomagał mu. W reszcie znaleĽli na końcu korytarza nie duże drzwi. Gorgan jednym zamachem topora rozwalił je na kilka czę?ci. Wbiegli do ?rodka. Było to pomieszczenie z trzema gładkimi ?cianami i tylko jednym wej?ciem. Obaj zauważyli, że na wprost, w murze jest takie same wgłębienie jak na wrotach w Ciemnych Szczytach. Krasnolud bez wahania wcisn?ł medalion w szparę. Ziemia zaczęła drżeć, a ?ciana otworzyła się. W ?rodku znajdował się metrowy stojak na którym leżał przepiękny, pozłacany róg. Cyan stał oszołomiony niezwykło?ci? tego instrumentu. Gorgan podbiegł do niego i szybkim ruchem ręki zabrał róg.
- Teraz musimy biec szybko do naszej stolicy. Znajduje się ona dwa kilometr na wschód. Nie mogli?my jej dojrzeć z dołu, ale jak wyjdziemy ze ?wi?tyni to j? zobaczymy.- szybko oznajmił krasnolud
I znowu ruszyli biegiem. Gdy wybiegli z ?wi?tyni, stanęli jak wryci.
Około kilometra przed nimi toczyła się bitwa.. Widać było że wojownicy krasnoludzcy s? otoczone i, że zaraz zostan? wybici. W Gorganie znów zaczęła się gotować krew. Znowu odezwała się w nim nienawi?ć. Przypomniał sobie postać Gilina. Nie zwracaj?c uwagi na Cyana ruszył w stronę przeciwnika. Musiał się ?pieszyć. Miał niewiele czasu. Już dobiegał do wysokiego pagórka. Gdy znalazł się na szczycie stan?ł i jeszcze raz bacznie się rozejrzał. Krasnoludy broniły się ostatkiem sił. Dotkn?ł swojego rogu. Podniósł go do ust i wydobył z niego takie dĽwięki, ze każdy walcz?cy spojrzał w jego stronę. Ziemia zadrżała. Przez niebo przetoczyła się seria grzmotów. Chmury poczerniały. Nagle z gór zaczęły schodzić widmowe postacie. Wszyscy z przerażenia znieruchomieli. Postacie te omijały krasnoludów, a zabijały barbarzyńców. Gorgan z satysfakcj? patrzył na ten widok. Odwrócił się, i spojrzał w niebo. Z jego ust wypłynęły słowa:
- Zemsta się dokonała! Została pomszczona moja rodzina a także mój klan.
Spoczywajcie w pokoju! Teraz już mogę was pożegnać na zawszę. Żegnajcie!
________________________________
1 Makaz - krasnoludzkie słowo oznaczajAce stanowisko Mistrza Runów.
2 Grund - krasnoludzki bóg wojny.
3 Przyłusz skarb swój a wejdziesz- "Przyłóż skarb swój a wejdziesz

By Kenzo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl