Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

ŁUK TINELLARÓW

Chociaż Bilbo dopiero opu?cił swój dom, już za nim tęsknił. Tęsknił za całym Shire, za znajomymi twarzami, a szczególnie za swoim podopiecznym, Frodem...
- Kochany Frodo... - westchn?ł hobbit.- Jak on sobie, biedaczysko, z tym wszystkim poradzi? - dodał z u?miechem.
Na niebie pojawiły się kolorowe fajerwerki, z oddali ci?gle dochodziły odgłosy przyjęcia. Jego przyjęcia urodzinowego. Cóż za dziwnym pomysłem było znikn?ć wła?nie w ten sposób, my?lał Bilbo. Mógł równie dobrze powiedzieć wprost, że wyjeżdża i pożegnać się ze wszystkimi, zamiast zakładać na palec Pier?cień. Ale Bilbo nie lubił konwencjonalnych metod. Chciał, aby ludzie go zapamiętali. Bo ta podróż miała być inna niż wszystkie dotychczasowe. Była to podróż, z której zamierzał już nie powrócić.
W pobliżu dał się słyszeć szelest gałęzi. Bilbo drgn?ł. Ileż to czasu mógł przestać, wpatrzony w niebo?! Co za lekkomy?lno?ć! Zaraz mogą tędy wracać go?cie z przyjęcia i co wtedy? Zobacz? go i znów zaczn? zadręczać pytaniami... Wtedy cały jego plan poszedłby na marne. O, nie, Bilbo nie mógł sobie na to pozwolić. Musi natychmiast się st?d wynosić. I bez chwili wahania wyruszył w drogę, nie zastanawiaj?c się nawet, sk?d mógł pochodzić ów szelest gałęzi. Jak się póĽniej okazało, popełnił poważny bł?d.
***
Po wielu dniach wędrówki hobbit dotarł do podnóży Gór Mglistych. Ile to już lat minęło, odkąd był tu po raz pierwszy! Bardzo dobrze to pamiętał. Od tamtego czasu bardzo dużo się w jego życiu zmieniło. Można nawet powiedzieć, że wszystko. Ale nie te góry. One stoj?, tak jak stały wtedy, 60 lat temu i nic nie wskazuje na to, że cokolwiek może je zmienić. Wci?ż bije od nich majestat i potęga. I piękno, tak ogromne, że Bilbo się nagle przestraszył. Jak on sobie tam poradzi? Wtedy była z nim cała gromada krasnoludów, a teraz...? Zapragn?ł wrócić do swej nory, wypić kubek gorącej herbaty... Ale wiedział, że już nie może. Nie teraz, po tylu latach przygotowań i spektakularnym zniknięciu. Musi przecież poznać odpowiedzi na dręcz?ce go od 7 lat pytania, pytania dotycz?ce skarbu, który za wszelk? cenę chciał odnaleĽć...
Bo wbrew temu, co mówił Bilbo, jego wyprawa miała ukryty cel. A był nim Łuk Tinellarów.
Dla hobbita cała historia zwi?zana z tym skarbem rozpoczęła się podczas jednej z wizyt u Elronda. Wtedy to, przegl?daj?c opasłe tomiska w skórzanych oprawach, Bilbo natrafił na niewielk?, pożółkł? ksi?żczynę. Z pocz?tku nic nie wskazywało na to, jakie tajemnice może ona skrywać, z czasem jednak ta ciemnozielona okładka ujawniła hobbitowi więcej, niż mógłby się spodziewać...
- Co to za ksi?żka? - spytał Bilbo, niby od niechcenia, siedz?cego obok elfa.
- Ta...? -elf wygl?dał na szczerze zdumionego.- Muszę przyznać, że nigdy wcze?niej jej nie widziałem... Dziwne... Naprawdę dziwne...
- Co jest takie dziwne? -zaciekawił się Bilbo.
- Od lat porz?dkuję wszystkie zgromadzone tu dzieła i nigdy przedtem nie natrafiłem na tę ksi?żkę... A ten alfabet...
- Co z nim? -dopytywał się hobbit, z wypiekami na twarzy.
Elf u?miechnął się sztucznie, jakby chciał za wszelk? cenę zakończyć rozmowę.
- Och, po prostu nie spotkałem się wcze?niej z takimi literami. Pewnie to jakie? dzieci wymy?liły dla zabawy... Całkowicie bezużyteczne...
- Mimo to chciałbym dostać tę ksi?żkę. -powiedział Bilbo spokojnie, lecz z naciskiem. Widocznie elf wyczuł niebezpieczną nutę w jego głosie, bo bez wahania odst?pił mu ksi?żkę, nie spodziewaj?c się nawet jakie skutki może mieć ta decyzja...
Nie od razu Bilbo zacz?ł się zastanawiać nad tajemniczym alfabetem. Nie to było mu w głowie. Dopiero długie, zimowe wieczory przyniosły rozwi?zanie zagadki. Jakim? dziwnym zbiegiem okoliczno?ci hobbit rozszyfrował alfabet. A to, co odczytał, zaintrygowało go jeszcze bardziej. Okazało się bowiem, że te kilkadziesi?t stron jest tylko ułamkiem większej opowie?ci. I faktycznie, po bliższym przyjrzeniu się można było dostrzec ?lady po wyrwanych kartkach i poważne braki w czytanej historii. Jednak Bilbo zrozumiał jej główny sens - legendę o Łuku Tinellarów.
O samych tinellarach nie dowiedział się zbyt wiele (oprócz tego, że żyj? w podziemiach), ale nie przej?ł się tym. Cał? sw? uwagę skupił na okre?laniu miejsca, gdzie obecnie może znajdować się skarb. Zapragn?ł wyja?nić jego tajemnicze zniknięcie. Zrobić to, czego nikt inny dotąd nie dokonał. OdnaleĽć magiczny Łuk, ze strzałami, które zawsze trafiały do celu i zmieniały ludzkie charaktery.
***
Tak, tak, Bilbo wła?nie to postanowił. I szczerze mówi?c, teraz trochę tego żałował.
Od strony gór powiał zimny wiatr. Hobbit zadrżał, szczelniej otulając się płaszczem. Zostanę tu na noc, pomy?lał. Zostanę i przemy?lę to dokładniej.
Nazajutrz Bilbo był już zdecydowany - wyruszy w dalsz? drogę, choćby miało się to tragicznie skończyć. Podczas gdy otrzepywał swoje ubranie z piasku i kurzu, co? dziwnego przykuło jego wzrok. Oto, tuż obok miejsca gdzie przed chwil? spał, widoczne były ?lady rozpalonego ogniska. Oczywi?cie hobbit pomy?lał, że musiały tu być już poprzedniego dnia, gdy kładł się spać. Tylko dla pewno?ci dotkn?ł zwęglonych drewienek. Były ciepłe... Bilbo zakl?ł pod nosem. Je?li nawet kilka minut temu nie był pewien, czy powinien kontynuować swoją wyprawę, teraz nie miał wyj?cia - musiał uciekać.
Postanowił wyruszyć na wschód, zgodnie ze wskazówkami zawartymi w ksi?żce. Fragment opisuj?cy zej?cie do podziemi był tylko krótk? rymowank?:
Między dwoma skałami jaskinia niewielka,
wej?cie doń to sztuka - nawet dla karzełka.

Bilbo dotarł tam tuż przed zmierzchem. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że "jaskinia" to w rzeczywisto?ci w?ska szczelina pomiędzy skałami. Ostrożnie podszedł bliżej i włożył do niej rękę. W ?rodku było wyraźnie cieplej. Hobbit schyli się i rozpocz?ł dokładne oględziny skał, spodziewaj? się dostrzec zarys ukrytych drzwi. Po kilku minutach okazało się, że miał rację. Ale postanowił jeszcze nie wchodzić do ?rodka.
Usiadł na omszałym głazie w oczekiwaniu na wyj?cie szpiega z kryjówki.
- Uparciuch z niego... -pomy?lał Bilbo, rozgl?daj?c się dookoła.- Ale ja go już przechytrzę...
Przez cały dzień wędrówki hobbit zastanawiał się nad sposobami pozbycia się szpiega, jednak wszystkie wydały mu się niedorzeczne. Postanowił więc zrobić co? odwrotnego - za wszelk? cenę doprowadzić do spotkania się z nim twarz? w twarz.
Jaki? czas póĽniej Bilbo nabrał ochoty na posiłek. Nazbierał trochę suchych gałęzi, rozpalił ognisko, a na rożen nabił kilka jabłek. Krz?tał się jeszcze przez chwilę dookoła paleniska, aż w końcu oparł się o głaz, przymykaj?c oczy.
Stało się tak, jak przewidywał. Z krzaków wyszła niska, zakapturzona postać, najwyraĽniej hobbit. Bilbo tylko na to czekał. Powoli, tak żeby nie spłoszyć szpiega, chwycił go za kostkę i sykn?ł:
- Mam cię!
Nieznajomy aż podskoczył z przerażenia.
- Zdejmij łaskawie ten kaptur. -powiedział Bilbo, ziewaj?c.
Szpieg zrobił to, co mu kazano.
Oczom Bilba ukazała się okr?gła, wesoła twarz młodego hobbita, otoczona burz? rudawych loków.
- Jak ci na imię, chłopcze?
- Aidan...-wyj?kał.
- Aidan... tak... Usi?dĽ tu, widziałem, że byłe? bardzo głodny. -powiedział Bilbo.
- Ja... ja... -zacz?ł chłopiec, j?kaj?c się, lecz w końcu dał za wygran? i usiadł przy ognisku, z naburmuszon? min?. Hobbit bez słowa podał mu pieczone jabłko. Przez chwilę obaj milczeli. Pierwszy odezwał się Bilbo:
- Dlaczego mnie ?ledziłe?, Aidan?
- To nie tak! -krzykn?ł chłopiec.
- O... A jak, je?li mógłbym wiedzieć?
- Ja tylko chciałem przeżyć jak?? przygodę! Ale to jest nudne! Nic nie robimy, cały czas tylko idziemy i idziemy...
- A co niby mieliby?my robić?! -roze?miał się Bilbo.- My?lałe?, że od razu wyskoczy na nas gromada goblinów z nożami? Ładnie by? wtedy wygl?dał, nie ma co!
Aidan zacisn?ł usta.
- No dobrze, żartowałem... -powiedział Bilbo.- Chciałbym tylko, żeby? mi powiedział, dlaczego przyszedłe? za mn? aż tutaj.
- Już mówiłem... Żeby przeżyć przygodę...
- Zle się wyraziłem... Jak ci się udało mnie odnaleĽć?
- To było proste. -prychn?ł Aidan.- Zaczaiłem się w krzakach, gdy żegnali?cie się z panem Gandalfem.
- Proste, powiadasz? No, no, no... -Bilbo pokręcił głow?.- To co? Pewnie chciałby? się czego? dowiedzieć o celu naszej wyprawy?
Aidan wzruszył ramionami.
- I tak ci powiem. -powiedział Bilbo z u?miechem.- Poszukujemy Łuku Tinellarów. Cała legenda z nim zwi?zana jest niezwykle barwna i zagmatwana, ale powiniene? znać chociaż jej fragmenty. Otóż, łuk ten został wykonany kilkaset lat temu z hebanu i kamieni szlachetnych. Cięciwę utkano z niezwykle rzadkiego włosia z ogona jednorożca. Oprócz Łuku, tinellarowie wykonali wysadzany klejnotami kołczan pełen strzał o kryształowych grotach. My?lisz pewnie, że to taki sobie zwykły skarb? Ależ nie, mój drogi. Strzały, oprócz tego, że nigdy się nie wyczerpuj? i zawsze trafiaj? do celu, maj? jeszcze jedn?, cudown? wła?ciwo?ć: zamieniaj? przeciwników w całkiem pokojowo nastawionych ludzi... -Bilbo przemawiał tak jeszcze przez jaki? czas, po czym zerkn?ł na młodego hobbita.
Aidan przeczesał palcami swe bujne loki i uniósł głowę:
- Żartuje pan ze mnie?
Bilbo roze?miał się:
- A niby dlaczego miałbym to robić? Możesz mi wierzyć na słowo, że cała historia, któr? przed chwil? usłyszałe?, jest prawd?. A je?li pragniesz jakich? namacalnych dowodów, to mogę ci użyczyć tej oto ksi?żki. Ale radziłbym ci się pospieszyć z rozszyfrowaniem alfabet, bo o ?wicie chciałbym zej?ć do podziemi.
Aidan widocznie wyczuł lekk? zło?liwo?ć w głosie hobbita, bo powiedział:
- Dobrze... Powiedzmy, że uwierzyłem. Ale gdzie jest teraz ten Łuk?
- Tego wła?nie chcę się dowiedzieć. -odparł Bilbo z u?miechem.- Bo widzisz, przez wiele lat Łuk kr?żył z r?k do r?k. Trafiał także do ludzi, którzy wykorzystywali go do niecnych celów. W końcu, prawowici wła?ciciele, tinellarowie, wykradli skarb i od tamtej pory słuch po nim zagin?ł...
- A... dlaczego mamy zej?ć do podziemi? -zaciekawił się Aidan.
- Tam wła?nie mieszkaj?, a przynajmniej mieszkali tinellarowie. -powiedział Bilbo i westchn?ł.- S?dzę, że wiesz już dostatecznie dużo, by móc położyć się spać.
***
Noc jeszcze nie całkiem ust?piła ?witowi, a Bilbo był już gotowy do dalszej podróży. Przez chwilę walczył z chęci? pozostawienia przed jaskini? ?pi?cego Aidana, ale w końcu zwyciężyła uczciwo?ć:
- Aidan! ZbudĽ się!
- Co...? Juuuż...? -ziewn?ł chłopiec.
- Wstawaj, wstawaj! Daję ci minutę, póĽniej wyruszamy!
- Ciekawe jak! -zadrwił Aidan.
- Jak? Zaraz zobaczysz. -powiedział Bilbo, podchodz?c do skały.- Widzisz ten napis? To bardzo stare runy, takie jak w tej ksi?żce. Wiesz co tu jest napisane? Że wystarczy zapukać w oznaczone miejsce, a ukryte drzwi same się otworz?.
Aidan popatrzył na Bilba z pow?tpiewaniem.
- Nadal mi nie wierzysz? To patrz. -powiedział Bilbo. Odnalazł miejsce z wyrzeĽbion? kołatk? i ostrożnie zapukał. Stało się co?, czego Aidan najmniej się spodziewał: ziemia zadrżała, a potężny blok skalny odsun?ł się na bok, ukazuj?c tajne przej?cie.
- Wchodzisz? -spytał Bilbo, z triumfalnym wyrazem twarzy.
Przez jaki? czas schodzili w dół zgrabnie wykutymi schodkami, nie widz?c dookoła siebie absolutnie nic. Nagle, o?lepił ich płyn?cy z dołu strumień ?wiatła, Przystanęli na chwilę, przecieraj?c oczy. Jednocze?nie obaj u?wiadomili sobie, że słysz? napływaj?ce sk?d? głosy i muzykę, a także szmer płyn?cego strumienia.
- Już dochodzimy. -ucieszył się Bilbo.
I faktycznie, po kilku minutach dotarli do wykutego w skale otworu, służ?cego zapewne za drzwi.
Gdy weszli do ?rodka, ich oczom ukazał się niesamowity widok: zamiast brudnych, zatęchłych podziemi, ujrzeli wesołe, tętni?ce życiem miasteczko. W?skie uliczki pełne maleńkich, kolorowych sklepików i bazarów, równiutko przystrzyżone klomby i trawniki. Najdziwniejsze były jednak przechadzaj?ce się tam istoty. Z twarzy podobni byli do elfów, wzrostem jednak niewiele przewyższali hobbitów. Jedyn? cech?, która odróżniała ich od innych ras były długie, białe skrzydła. Wygl?dało to tak nadspodziewanie pięknie, że hobbici przystanęli, przecieraj?c oczy ze zdumienia. Stali tak przez dłuższ? chwilę, nie mog?c wydusić z siebie ani słowa. Aidan zerkn?ł z ukosa na Bilba. Po policzkach starego hobbita spływały łzy rado?ci...
- Oni wci?ż żyj?... -szepn?ł.
Nagle jakby się otrz?sn?ł i dziarskim tonem powiedział:
- No, Aidan, komu w drogę, temu czas. Ruszajmy.
Przeszli zaledwie kilka kroków, a już stali się obiektem powszechnego zainteresowania. Otoczył ich zwarty kr?g tinellarów szepczących między sob? i wymieniaj?cych znacz?ce spojrzenia. Aidan był przerażony. Bilbo starał się zachować zimn? krew, ale i jemu pu?ciły nerwy-nie mógł opanować uci?żliwego drgania kolan. A je?li oni tylko z pozoru wydawali się dobrzy...? Nagle spo?ród tinellarów wyszedł jeden, wyższy i jakby dostojniejszy niż wszyscy pozostali.
- Jestem Calerian, pierwszy rycerz straży królewskiej. -powiedział, wyci?gaj?c z pochwy miecz. - Kim jeste?cie i sk?d do nas przybywacie?
- Jeste?my hobbitami z Shire'u, o dostojny panie. -odpowiedział Bilbo, szczękaj?c zębami.
Calerian zmierzył ich podejrzliwym wzrokiem. Klinga jego miecza błysnęła złowieszczo.
- Skujcie ich i poprowadĽcie do króla. -powiedział ?ciszonym głosem do współziomków, po czym wykrzykn?ł:
- Rozej?ć się! Przej?cie dla straży królewskiej!
- Co z nami zrobi?? -spytał Aidan, przerażonym szeptem.
-Nie wiem. -odrzekł Bilbo. -Ale rób, co ci każ? i nie odzywaj się, gdy nie musisz. Ach, i pod żadnym pozorem nie wspominaj o Łuku.
Nawet się nie obejrzeli, a już wchodzili do sali tronowej. Calerian wyszedł naprzód i skłonił się głęboko.
- Panie, ci dwaj osobnicy zeszli do naszych podziemi. Mówi?, że s? hobbitami i przybywaj? z Shire'u.
Król zmarszczył brwi. Był już bardzo stary, ale z jego oczu wci?ż promieniowała młodo?ć.
- Zbliż się. -powiedział cicho, wskazuj?c na Bilba.
Hobbit wyst?pił do przodu, popchnięty przez dwóch strażników.
- Jestem Marathir, król Tinellarii. A jak zw? ciebie, hobbicie?
Bilbo ukl?kł i zacz?ł mówić pełnym szacunku głosem:
- Najja?niejszy panie...
- Wstań. -przerwał mu król.- I rozmawiaj ze mn? jak równy z równym.
- Nazywam się Bilbo Baggins. -powiedział cicho hobbit.
Król przez dłuższ? chwilę milczał, a gdy w końcu przemówił, z jego ust posypał się prawdziwy grad pytań:
- Dlaczego tu jeste?? Jak się tu dostałe?? I sk?d w ogóle wiesz o tinellarach?
Bilbo bez słowa podał mu mocno już sfatygowan? ksi?żkę w ciemnozielonej okładce. Po przeczytaniu kilku zdań, król otworzył szeroko oczy ze zdumienia i zaintrygowanym głosem zapytał:
- Chcesz powiedzieć, ze odczytałe? te runy...? -Bilbo skin?ł głow?.- Zatem... Wiesz o nas wszystko... Zapewne wiesz także o... -król zerkn?ł z ukosa na Aidana.- O... skarbie?
- Wiem. -odpowiedział Bilbo.
- A on? -król ponownie spojrzał na młodego hobbita.
- On nic nie wie. Spotkałem go zaledwie wczoraj... My?lę, że lepiej będzie, je?li się nie dowie...
- Miałbym go uwolnić? -zapytał Marathir, szczerze zdumiony, po czym zwrócił się do Caleriana:
- Nakarm chłopaka i daj mu wszystko, czego potrzebuje, a póĽniej wypu?ć go do domu.
- Ależ królu... -zacz?ł rycerz.
- Rób, co ci powiedziałem.
***
Król Marathir uwierzył, że zamiary Bilba były jak najbardziej uczciwe. Przez następne tygodnie hobbit mieszkał w?ród tinellarów, poznaj?c ich zwyczaje i kulturę. Całkiem zapomniał, po co naprawdę tu przybył. Zbyt dobrze się z nimi czuł, aby ich teraz oszukiwać. I co najdziwniejsze, hobbit zaprzyjaĽnił się z Calerianem, pomimo ich pocz?tkowej wrogo?ci. To wła?nie on stał się dla Bilba przewodnikiem po nowym ?wiecie. Hobbit mógł go zapytać o wszystko. Kiedy? nawet poruszył nurtuj?cy go od pocz?tku temat, a mianowicie -ich skrzydeł:
- Po co wła?ciwie s? wam potrzebne skrzydła? Przecież i tak nie możecie ich w pełni użyć...
- Zależy, co masz na my?li mówi?c: w pełni. -powiedział Calerian.
- Wiesz... Wiele osób marzy o tym, aby mieć skrzydła. Chcieliby wzbić się w niebo, dosięgn?ć chmur... -Bilbo urwał, z niepokojem patrz?c na tinellara.
- Bilbo, żyjesz na tym ?wiecie dostatecznie długo, aby wiedzieć, jakie figle potrafi płatać los. Nam dał skrzydła, chociaż wcale ich nie potrzebujemy. Tak to już jest z ludzkimi marzeniami. Jedni bardzo czego? pragn?, wiedz?c, że ich marzenia s? z góry skazane na niepowodzenie. Inni maj? to, czego tamci tak potrzebuj?, ale nie mog? się z tego wła?ciwie cieszyć...
Calerian westchn?ł. Zapanowało niezręczne milczenie. Pierwszy odezwał się tinellar:
- A ty, Bilbo...? Chciałby? mieć skrzydła...?
***
- ZbudĽ się, Bilbo! Król Marathir cię wzywa! -Calerian szarpał za rękaw hobbita. Był wczesny ranek.
- Mnie? Czy co? się stało? -Bilbo był wyraĽnie zaniepokojony.
- Nie wiem. Pospiesz się. To chyba bardzo ważne.
***
- Wiesz dlaczego cię tu wezwałem, Bilbo? -spytał król, podchodz?c do hobbita.
- Nie, ale...
- Chciałem ci pokazać co?, co pragn?łe? zobaczyć odk?d przeczytałe? ksi?żkę. -przerwał mu król.- Chyba wiesz o czym mówię?
- Łuk tinellarów... -szepn?ł Bilbo podekscytowany.
- Tak... Spójrz... -powiedział Marathir, otwieraj?c kufer o ciężkim, drewnianym wieku.
Na jego dnie hobbit ujrzał Łuk w całej okazało?ci. Piękny, z misternymi rzeĽbieniami i delikatn?, niemalże przezroczyst? cięciw?. Obok leżał błyszcz?cy kołczan pełen kryształowych strzał. Bilbo wyci?gn?ł rękę, aby go dotkn?ć, ale natrafił na dziwny opór.
- Jest zabezpieczony specjalnym zaklęciem. -wyja?nił król.- Nikt nie może go dotkn?ć.
- Nawet ty, królu? -zdziwił się hobbit.- Doprawdy, potężny musiał być czarodziej, który tego dokonał...
Król Marathir spu?cił głowę.
- Wiesz Bilbo... Łuk miał jeszcze jedną magiczn? wła?ciwo?ć, o której nie napisano w ksi?żce. Dawał swojemu prawowitemu wła?cicielowi nie?miertelno?ć...
Hobbit spojrzał na niego i nagle zrozumiał.
- Królu, to byłe? ty! -wykrzykn?ł.
- Tak, Bilbo. Ja...
***
Beztroskie dni Bilba w?ród tinellarów powoli dobiegały końca. Chociaż nie osi?gn?ł zamierzonego celu podróży, wcale tego nie żałował. Po blisko trzech miesi?cach życia w podziemiach, hobbit wyszedł na zewn?trz. Zupełnie nieoczekiwanie dopadł go nagły smutek i tęsknota. Bł?kał się niby bez celu, aż w końcu dotarł do Rivendell. Przystan?ł na chwilę i zanucił przyciszonym głosem:
A droga wiedzie w przód i w przód,
Sk?d się zaczęła, tuż za progiem -
I w dal przede mn? mknie na wschód,
A ja wci?ż za ni? - tak, jak mogę...
Skorymi stopy za ni? w ?lad -
Aż w szersz? się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dok?d? -rzec nie mogę.
- Ech... -westchn?ł.- Nareszcie wróciłem... W miejsce, gdzie zaczęła się moja przygoda...

Za to fan fiction dziękuję jego autorce Bellatrix... Napisała go ona na Olimpiadę, ale stwierdziła, że na tę stronkę również się nada i miała rację :)


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl