Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Europejka

Ona: Godzina 6:00, dzwoni budzik. Dziewczyna leżąca w łóżku ledwo sięga ręką do parapetu, na którym stoi zegar i wyłącza alarm.
- Jeszcze chwilkę! Zasnęłam o 1:00, coś nie czuję się wyspana!
- Dobrze, ale nie zaśpij do szkoły - słychać głos z pokoju obok, to jej mama.
Minęło pół godziny zanim wstała. Była w wyjątkowo dobrym humorze. W szkole nie czekały na nią ani żadne sprawdziany, ani trudne czy nudne zajęcia.
Ubrała się jak zwykle - w dżinsy, ciepły sweterek i kozaki z wielkim koturnem, którym nadrabiała swoje wzrostowe braki. Jej znajome nie były wysokie, ale wśród nich i tak była najmniejsza. 1,54m normalnie, z butami licho co 1,70m. Najdrobniejsza też była, ale na to już niewiele mogła poradzić.
Nie robiła makijażu, lubiła wyglądać normalnie. Jedynie paznokcie miała pomalowane. W dodatku każdy na inny kolor, żeby było wesoło. Zaczesała długie rude włosy w fikuśny koczek i pognała na lekcje.

On: Stał przed oknem trochę znudzony. Miał wszystkiego dość. Szczególnie ostatnio. Życie zdawało mu się coraz bardziej monotonne.
Był bardzo przystojny. Niebieskooki blondyn, wysoki. Najchętniej by w ogóle nie wychodził z łóżka. Nie miał ochoty. Wyszedł by popatrzeć w okno jak świat zmienia się jesienią. Wszystko nabierało kolorów retro. Brązowe, czerwone, żółte i pomarańczowe liście spadały z drzew. Nikt ich nie odgarniał, bo ładnie wyglądały.
Zobaczył dziewczynę biegającą po liściach. Ona też go zauważyła, uśmiechnęła się i mu pomachała. Odwzajemnił jej uśmiech i odmachał. Tylko ona trzymała go tutaj. Była to jego siostra - Finduilas. Zawsze byli bardzo do siebie przywiązani. Nie był w stanie jej opuścić i zostawić samą w tym pięknym, ale też groźnym lesie. A właściwie w puszczy.
- Chodź, przejdziemy się na spacer! Nie można cały czas stać przed oknem! - to Finduilas do niego wołała.
Miała rację. Narzucił płaszcz i udał się w stronę drzwi.

Ona: Roznosiła ją energia. Chciała coś zrobić, ale nie wiedziała co. Zdawało jej się, że musi zmienić jakąś ważną rzecz. Szarpały nią dzisiaj różne uczucia. Miał to być beztroski dzień w towarzystwie przyjaciół. Miała zaledwie 16 lat i całe życie przed sobą, a już zastanawiała się nad jego sensem. Wiele ją cieszyło - rodzina, dom, oceny, przyjaciele (niespecjalnie bliscy, ale trzeba przyznać, że była lubiana). Smucił ją fakt, że jeszcze nigdy nie była zakochana. I to nie dlatego, że nie podobała się chłopcom. Żaden z nich nie wpadł jej w serce.
- Kochanie, co z tobą? - powiedziała Basia, jej koleżanka z ławki. Weszło im w nawyk nie mówienie do siebie po imieniu, tylko za pośrednictwem różnych "kochań", "słoneczek" lub "kwiatuszków". Ot, tak, dla urozmaicenia.
- Nic, wszystko w porządku.
- Przestań, mów prawdę. - nie umiała kłamać. Poza tym była na tyle wesołą osobą, że jak tylko się lekko zasmuciła wszyscy od razu zauważali.
- Dziewczyny, nie gadać! Kaja, do tablicy. - nikt nie lubił ich matematyka i vice versa. Poszła, ale nie znosiła jak ktoś przekręcał jej imię. Tym bardziej, że nie było ani długie, ani trudne do zapamiętania czy powtórzenia.

On: Nic nie denerwowało go bardziej niż swatanie. A gdy jeszcze to jego próbowali z kimś łączyć, to aż się w nim ze złości gotowało. Finduilas przez cały czas opowiadała mu o swojej koleżance, która jest w nim nieprzytomnie zakochana i bardzo chciałaby go poznać.
- Nie, siostro! Panny nie są mi teraz do szczęścia potrzebne!
- Więc czemu jesteś taki nieszczęśliwy. Chodzisz niezadowolony z życia, taki sam? - Finduilas!!!
- Tak wiem, ale co ci zależy. Tylko się z nią spotkaj. Raz. Poznajcie się, może okaże się miłą dziewczyną. Nikt nie każe ci od razu się z nią żenić.
- Nie.
- Ale ty jesteś uparty, bracie. Rób jak chcesz. Teraz idź do ojca, chyba chce cię gdzieś wysłać. Więcej nie wiem.
Szedł szybko. Podróż mu się przyda. Wreszcie oderwie się od codzienności.

Ona: Skończyły się zajęcia, poszła do domu. Jak tylko weszła do swojego pokoju, chwyciła skrzypce i zaczęła grać. To najbardziej lubiła. Nie była może wirtuozem skrzypiec, ale ładnie grała. Muzyka pochłonęła ją zupełnie. Ledwo się obejrzała, a już zrobiło się ciemno. Nie mogła w nocy zasnąć.
Miała wenę twórczą. Do późna próbowała sama wymyślić jakiś utwór. Gdy jej się to w końcu udało, padła na łóżko i zasnęła jak zabita.

On: Dziwny miał sen tej nocy. Słyszał melodię, ale nic nie widział. Przez cały dzień chodził po całej puszczy i szukał odpowiedniego instrumentu. Ale nie znalazł żadnego, do którego by pasował ten dźwięk z jego snu. Ta melodia męczyła go cały dzień.
Okazało się, że Thranduil chce, by pojechał z listem do Elronda. Przyjął to zadanie ochoczo. Po drodze znalazł kartkę leżącą pośród liści. Nie potrafił jej odczytać, ale zostawił ją sobie.

Ona: Rano zaspała i w szkole zjawiła się grubo spóźniona. A chyba najgorsze było to, że zgubiła swoją kartkę, na której były nuty z jej nowym dziełem. *Mam nadzieję, że będę potrafiła to zagrać z pamięci.* - pomyślała.
- Ale mnie boli głowa. - powiedziała do Baśki
- Co ty robisz nocami?
- Tworzę.
- Tak, tak, na pewno.
- Dlaczego mi nie wierzysz?
- Nie wyglądasz na artystkę. - przegięła
. Tego było już za wiele. Wybiegła z klasy i pognała przed siebie.

On: Nie zamierzał zbyt szybko opuszczać Rivendell. Po przekazaniu listu zaczął wypytywać tutejsze elfy, czy kartka znaleziona przez niego w lesie nic im nie mówi. Jedynie Elrohir był w stanie mu coś o niej powiedzieć:
- To nuty. Przypuszczam, że do grania na skrzypcach.
- A co to takiego te skrzypce?
- Troszeczkę podobne do mandoliny, ale gra się w zupełnie inny sposób. Nie palcami, ale smyczkiem.
- Czym? Nic z tego nie rozumiem.
- Bo nigdy nie byłeś poza Śródziemiem. Skrzypce widziałem w Europie. Trudna to sztuka potrafić wydobyć z tego melodię. Ale jak już się uda, to brzmi pięknie.
- Potrafisz?
- Nie. Skrzypiec też nie mam. Nie szukaj skrzypka w granicach Śródziemia, bo nie znajdziesz. Wybierz się do Europy.
- Bardzo się ona różni od naszego Śródziemia?
- Niesamowicie. Jest zdominowana przez technikę. Dziwna, przyznam.
- Pojadę tam!

Ona: Biegła długo i szybko. W końcu zmęczona usiadła na ławce w parku. Czegoś jej brakowało. Poszła do domu po skrzypce i wróciła do parku.
Przez cały czas, gdy siedziała na ławce, przyglądał się jej jakiś mężczyzna. Wysoki, niebieskooki, długowłosy blondyn. Przystojny. Miał dziwny strój, jak z filmu historycznego. Siedział na ziemi pod drzewem. Dziwny.
Przyszła tam, żeby odreagować to wszystko i pograć na skrzypcach. Ale nawet ich nie wyjęła. Spojrzenie tego faceta ją przytłaczało.
W pewnym momencie ruszył w jej stronę. Ona odruchowo wstała i uciekła.
- Poczekaj! Nie uciekaj! - zawołał za nią, ale jej nie gonił. Miał piękny głos.
- Zostaw mnie! - może to nie było zbytnio grzeczne, ale nie chciała teraz towarzystwa. Tym bardziej obcego.

On: *Niezwykła ta Europa.* - pomyślał. Błądził po dziwnej krainie, co chwilę ktoś mu się przyglądał. Ukojenie znalazł w pobliskim parku. Poczuł się nieco bliżej jego ukochanej przyrody. Usiadł pod drzewem i rozmyślał.
Nagle spojrzał na ławkę nieopodal i zobaczył śliczną, młodą dziewczynę. Była dla niego taka niezwykła jak Europa. Miała włosy o kolorze ognia. Jasno-rude. Spięte w dziwny sposób, co dodawało jej uroku. Oczy zielone jak kocica. Mała i drobna. Zakładała wysokie buty, żeby wyglądać na wyższą, ale jego nie zmyliła.
Chciał z nią porozmawiać, ale gdy tylko zaczął podchodzić - uciekła. Była szybka. Tak go zaskoczyła swoją reakcją, że jej nie gonił. Ale odpowiedziała na jego prośby, by została. - Zostaw mnie! - tyle tylko mu powiedziała.
Żałował, że za nią nie pobiegł. Potem przypomniał sobie, że miała przy sobie torbę. Właściwie to był futerał. *Może to są te całe skrzypce.* Obiecał sobie, że znajdzie tą dziewczynę i pozna.

Ona: Wróciła do domu. Nie powiedziała mamie o wagarach. Po co ją martwić. W końcu i tak się dowie, a póki co uniknie tłumaczenia się. Może wymyśli w międzyczasie dobrą wymówkę, bo prawda była nieciekawa. Jak można z takiego powodu wybiegać z klasy.
Ukrywanie nie było trudne, bo ostatnio prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiały. *Nie muszę przez całe życie być idealną córką.* Cały czas przynosiła dobre stopnie i była "grzeczna". Łatwo wpadała w kłopoty, ale nigdy o nich nie mówiła. Czasami tata na czymś ją przyłapał, ale nikomu nic nie wyjawił. Mieli podobne charaktery, więc ją rozumiał.
Myślała o tym nieznajomym, którego spotkała w parku. Dlaczego tak jej się przyglądał? To jej nie dawało w nocy zasnąć. Jutro piątek, będzie dobrze.
Rodzice wyszli gdzieś na chwilę i zostawili ją samą w domu. Najgorsze było to, że przez 15 minut ktoś się dobijał do drzwi. Była zbyt wystraszona, żeby otworzyć. Jeszcze brakowałoby, żeby coś się stało. Przestała słyszeć pukanie. Wrócili rodzice.
- Widzieliście kogoś?
- Gdzie?
- Pod drzwiami.
- Nie. - *Minęli się. Dobrze, że poszedł. Ktokolwiek to był.*

On: *W Śródziemiu jest lepiej.* Miał nadzieję, że go ktoś ugości i pozwoli mu zostać na noc, ale przeliczył się.
Zobaczył mały i skromny, ale ładny domek. Parter ze strychem. Ogrodzony wysokim, metalowym płotem. Silnym, ale niezbyt szczelnym. Dopatrzył się sporej dziury i przeszedł. Mieszkania pilnował pies. Duży, czarny i najwyraźniej agresywny. Ale jego nie ugryzł. Nieważne czy Śródziemie, czy Europa, zwierzęta podobne. Wyczuwają, komu mogą zaufać. Nie zdziwiło go zachowanie psa, jeszcze nigdy go nie skrzywdziło żadne zwierze. Już szybciej człowiek próbował, ale źle na tym wychodził. Drugiego takiego łucznika jak on nie było. Niepokonany.
Podszedł do drzwi. Zobaczył przy nich jakiś guzik, ale nie ruszał go, bo nie wiedział co by to spowodowało. Było napisane pod nim: G.J.M. Krzemińscy. *Już wiem, kto tu mieszka.* Zapukał, ale nikt nie reagował. Pukał coraz mocniej, w końcu kilka razy uderzył. Może nie słyszą.
Słuch miał niesamowity. Wiedział, że ktoś jest w środku. *Skoro nie chce otworzyć, to trudno. Nic na siłę.* Jego oczy dostrzegły parę ludzi idącą w stronę tego domu. Uciekł na drzewo. Nie zauważyli go, byli za daleko. Poczekał aż weszli do budynku.
Doznał szoku jak otworzyli drzwi. W środku była ta mała ruda, która uciekła od niego w parku.

Ona: W ogóle nie spała w nocy. Nic a nic. Leżała w łóżku z otwartymi oczami. O 4:00 wstała i postanowiła się przejść. Wzięła skrzypce i zaczęła grać pod jabłonią. Nie wiedziała, że obudzi tym mamę.
- Kochanie, zostaw to na później. Chcę jeszcze pospać. Jak już nie możesz się położyć, to chociaż zachowuj się cicho.
Na początku uznała, że się czepia. Potem zauważyła pootwierane okna. Wzięła książkę i zaczęła czytać. Postanowiła połazić po jabłoni, o którą się obecnie opierała. Znalazła sobie na górze wygodne miejsce i wtedy nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.
Usłyszała głośne szczekanie. To jej pies. Krzyknęła prawie przez sen:
- Cicho, Wisła!
Nagle się zerwała tak, że spadła na ziemię. *Szkoła.* - przypomniała sobie, że to jeszcze nie weekend. Spojrzała na zegarek - 7:30. *Uff, zdążę.*
- Dziękuję, Wisełka. - pogłaskała swoją czarną sznaucerkę i pobiegła po torbę. *Im później wstaję, tym szybciej się wyrabiam.*
Dopiero teraz zauważyła, że jest opatulona płaszczem. Taki ciemno-zielony, bez kieszeni. Nic z tego nie rozumiała. *Czyje to?*
W szkole cały czas nie odzywała się do nikogo. Jutro sobota, potem niedziela. Dni wolne, będzie czas, żeby powęszyć, co się ze mną dzieje. A było to coś naprawdę dziwnego.

On: Noc spędził na drzewie. Nie były to wygody dla członka królewskiej rodziny, ale to nic. Nie raz w swojej ojczystej puszczy spał na drzewie.
Miał za to miła pobudkę. Usłyszał tę melodię, która go tak męczyła dniami i nocami. No i znalazł swojego muzyka. Spojrzał na ziemię. To ta ruda grała. Siedziała pod drzewem. Wreszcie zobaczył skrzypce. Uznał, że bycie skrzypkiem jest faktycznie trudne. Ta mała bardzo szybko przebierała palcami lewej ręki i machała smyczkiem, którego miała w prawej.
Ktoś wyjrzał przez okno. Kazał zielonookiej się uciszyć. Nie wiedzieć czemu, zdenerwowało go to. Chciał jeszcze posłuchać. Ale nie odezwał się. Przyjrzał się kobiecie z okna i małej - nie były do siebie podobne.
Dziewczyna ze skrzypcami odeszła. Patrzył, gdzie idzie. Weszła przez okno, takie skróty. Już wiedział, gdzie ma pokój. Za chwilę wróciła z książką. Ku jego zdumieniu wspięła się na drzewo. I nie dziwiło go to, że panna chodzi po drzewach. Tylko, że weszła na jabłoń, na której teraz on był. Nie wspięła się tak wysoko jako on. Wciąż go nie widziała, a on się nie pokazał, tylko patrzył. Mógłby tak się jej przyglądać godzinami. I przyglądał. Jak zasnęła podszedł maksymalnie blisko. Przykrył ją swoim płaszczem.
Musiała być bardzo zmęczona, bo spała jak kamień. Po paru godzinach czarny pies zaczął szczekać i obudził ją. Niestety spadła z gałęzi. *Co za roztrzepana dziewczyna.* Jak pobiegła do siebie, podszedł do psa.
- Więc jesteś Wisła - wiedział, że pies go rozumie. Wisełka szczeknęła.
- Twoja pani zawsze jest taka zaskakująca? - pies znowu przytaknął.

Ona: *Wiem! Wiem, czyj ten płaszcz! Ten facet z parku miał na sobie podobny! A może taki sam lub ten sam! To ten! Ale skąd ja go mam i czemu?* Tyle pytań dręczyło jej głowę. Po szkole wybrała się z Wisłą na spacer.
Rodzice dowiedzieli się o wagarach. W domu miała awanturę. Dostała szlaban na wyjścia do przyjaciół. *Z tym dam sobie radę. Ostatnio i tak nikogo nie odwiedzam.* Kazali jej też posprzątać gołębnik. *Trudno, zasłużyłam na karę.*
Od razu wzięła się do pracy, żeby mieć to już za sobą. Właściwie to już nie był gołębnik. Po prostu stara, piętrowa szopa. Na dole była rupieciarnia, a na górze? pustka. Kiedyś był tam gołębnik jej taty. Zabrakło mu czasu na gołębie, więc część sprzedał, a niektóre wypuścił na wolność, bo nikt ich nie chciał. Ale one wciąż przylatywały do opuszczonego piętra. I nie dziwo, bo ona czasami rzucała im ziarna. Lubiła gołębie. Przywykła do nich jako dziecko i nie umiała z niektórymi się wciąż rozstać.
Sprzątała parę godzin, a skutek marny. Żałowała, że jest taka słaba. Zrobiła sobie przerwę. Usiadła na podłodze i patrzyła na gołębie. Większość miała obrączki, ale oprócz gołębi pocztowych były tam też zwykłe dachowce. Te, które ją rozpoznały podleciały do niej. Kilka usiadło jej na nogi i ramiona. Jeden stał na jej dłoni. Głaskała go, był do tego przyzwyczajony. Rozpuściła go jak była młodsza. Nie bał się ludzi.
Odpędziła je. Czuła się obserwowana. Nagle drzwi się otworzyły?

On: Stał na drabinie w drewnianej szopie i przyglądał się zielonookiej przez szparę w drzwiach. Wyglądała pięknie. Gołębie ją lubiły. Jak tak siedziała pośród ptaków, przypominała mu trochę nimfę. Tylko włosy miała mocno upięte i ubrana była roboczo.
Wziął się w sobie i postanowił do niej odezwać?. Zauważyła czyjąś obecność, bo wstała i odgoniła od siebie gołębie. Otworzył drzwi.
Wtedy stało się nieszczęście. Stała tyłem do okna, a gdy go zobaczyła przypadkowo się cofnęła. Okno było z cieniutkiego szkła i dziewczyna wyleciała z gołębnika prosto na ziemię.
Szybko podbiegł do niej, była nieprzytomna. Sprawdził czy żyje, żyła. Próbował ją ocucić, ale nie udało mu się. Wszędzie było pełno szkła. Wziął ją na ręce i zaniósł na trawę. Krwawiła, małe kawałki szyby powbijały jej się w ciało. Blondyn wkradł się do jej domu i znalazł apteczkę. Wrócił i opatrzył jej rany.
Otworzyła oczy. Wystraszył ją jego widok.
- Nie lękaj się mnie. Nie chciałem cię wystraszyć. - powiedział, żeby ją uspokoić. Próbowała wstać, ale złapał ją za ramiona i nie pozwolił się podnieść.
- Leż spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - przestała się z nim szarpać.
- Chcę iść do domu. - powoli przychodziła do siebie.
- Zaniosę cię. - nie mógł pozwolić, by teraz próbowała chodzić.
- Nie wiesz gdzie.
- Wiem o tobie więcej niż myślisz.
Podniósł ją z ziemi i zaniósł do jej pokoju. Wszedł oknem. Wciąż pamiętał, które. Nie pomylił się, wreszcie zobaczył jej pokój. Był mały. Dla małego człowieka, mały pokoik. - pomyślał i się do siebie uśmiechnął. Położył ją na łóżku.
- Śpij, musisz odpocząć.
- Głowa mnie boli?
Nie zdążył jej nic odpowiedzieć, zamknęła oczy i posłusznie zasnęła. *Zostanę, na wypadek, gdybym był potrzebny.* Miał przeczucie.

Ona: To było dla niej straszne. Znów spadła. Po upadku z drzewa lekko utykała, teraz wyleciała z piętra szopy przez zamknięte okno. Wystraszyła się go i cofnęła. Za nią było to nieszczęsne okno. Upadła na ziemię. Poczuła przeszywający ból głowy. Potem nie było nic. Ciemność. Chyba straciła przytomność. Przynajmniej już nic nie czuła.
Otworzyła oczy. Była w szoku. Zobaczyła nad sobą znajomą twarz niebieskookiego. Próbowała wstać, ale jej nie pozwolił. Był dużo od niej silniejszy.
- Leż spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - nie znała go, a jego słowa jakoś ją zmuszały do posłuszeństwa. Przestała się wyrywać. Ale nie ufała mu.
- Chcę iść do domu. - marzyła tylko o tym, żeby już być u siebie i udawać, że nic się nie stało.
- Zaniosę cię.
*Jeszcze brakuje tego, żeby obcy mężczyzna mnie nosił!*
- Nie wiesz gdzie. - miała nadzieję, że to prawda.
- Wiem o tobie więcej niż myślisz.
*Nie znasz mnie, wcale.*
Wziął ją na ręce i zaniósł do jej pokoju. Jak tak bezwładnie leżała, pomyślała, że to nawet dobrze, bo i tak chyba by sama nie była w stanie dojść. Spojrzała na niego. Wyglądał na dobrego człowieka, inaczej by jej nie pomógł. Ale coś jej nie pasowało.
Coś jej się przypomniało. *To na pewno jego płaszcz. Nie ma teraz swojego na sobie.* Położył ją na łóżku.
- Śpij, musisz odpocząć. - powiedział do niej. Teraz jego głos nie zdawał się taki stanowczy. Mówił do niej powoli i spokojnie, ton głosu miał miły i opiekuńczy.
- Głowa mnie boli. - faktycznie bolała. Zamknęła oczy i zasnęła. *Jutro będzie nowy dzień. Sobota. Odpocznę i wszystko będzie dobrze.*
Był wieczór. W nocy źle się czuła. Nie otwierała oczu, ale wiedziała, że ktoś z nią jest. Rano obudziła się z czyjąś ręką na czole. Obróciła się. Blondyn wciąż u niej był. Ucieszyła się, że ktoś się o nią troszczy.

On: Poszedł do gołębnika i posprzątał na błysk. Może ruda pozwoli mu tutaj przenocować. Noce coraz zimniejsze, a on chciałby jeszcze trochę obejrzeć to dziwne miasto.
Ktoś wszedł do szopy. Ona.
- Mała, miałaś leżeć.
- Muszę posprzątać. A właściwie to już nie muszę. - rozejrzała się dookoła.
- Chciałem cię prosić o nocleg.
- Ale w domu pełno. Z resztą rodzice się nie zgodzą.
- A tutaj? - on.
- Tutaj? - ona.
- Tutaj. - on.
- Jeżeli to ci odpowiada. Tu tylko ja wchodzę, nikt cię nie zobaczy.
- Będę wdzięczny. - ślicznie się do niej uśmiechnął - Lepsze to od drzewa.
I wygadał się. Teraz już domyśliła się, skąd ten płaszcz.
- Dziękuję za opiekę. - powiedziała.
- To przeze mnie spadłaś. Przepraszam.
- To nic. Jestem zbyt bojaźliwa.
- Niepotrzebnie. Lepiej się czujesz? - naprawdę zależało mu na tym, żeby dobrze się czuła. - Tak. O wiele lepiej. To twoja zasługa - po jej słowach zrobiło mu się miło - Powiedz mi coś o sobie. Jesteś dziwnie ubrany i? No, nie wiem. Odróżniasz się od reszty. Te długie włosy i w ogóle.
- Wybacz, że się nie przedstawiłem. Zapominam o manierach. Jestem?

Ona: Połknęła kilka tabletek na ból głowy i poszła do szopy. Dziś jest dobry dzień. Czuję się dobrze. Spojrzała na prawą rękę, była zabandażowana. To pewnie on się nią zajął. Nie będzie mogła przez jakiś czas grać na skrzypcach. Weszła na górę, a tam zobaczyła jego. Posprzątał za nią i udobruchał już sobie gołębie. Z psem też się najwyraźniej zaprzyjaźnił, bo Wisła też tam była i nie szczekała na niego. Z Wisełką był ten problem, że bez problemu wchodziła po drabinie. Za to bała się schodzić i trzeba ją było znosić. Zauważył ją.
- Mała, miałaś leżeć. - nie znosiła, jak ktoś nazywał ją małą, ale jemu była w stanie nie tylko wybaczyć, ale i nie zwrócić uwagi. Na razie.
Wypytał ją, czy się dobrze czuje i chwilę porozmawiali. Spytał ją, czy może przenocować w gołębniku. Zgodziła się, nawet nie wiedząc czemu. Nie mogła się powstrzymać i spytała go, kim jest. Nie chciała, żeby wciąż był dla niej kimś obcym. Odpowiedział:
- Jestem Legolas, syn Thranduila. Mieszkam w Śródziemiu, w Eryn Lasgalen czyli w Puszczy Zielonych Liści. - wszystko zaczęło jej się wydawać dziwne. Czytała kiedyś książkę J.R.R. Tolkiena "Hobbit". Była lekturą w ósmej klasie. Czytała z zaciekawieniem, ale nigdy nie uwierzyła w ani jedno słowo tam napisane. *Jak to możliwe, nic nie rozumiem!!!*
- Nic nie rozumiem. - powiedziała ze spokojem, który ledwo zdołała utrzymać.
- Widzisz, ja jestem elfem. - *Co? Nie, zwariowałam. Albo ja, albo on. Na pewno któreś z nas ma nierówno pod sufitem.* Jej mina mówiła sama za siebie. On to zauważył.
- Nie wierzysz. - kiwnęła mu w odpowiedzi głową, że nie. Nie była w stanie już nic więcej powiedzieć.
Odchylił włosy i pokazał jej swoje uszy. Spiczaste uszy. Podszedł bliżej. Nachylił się, wziął jej rękę i przyłożył do jednego ucha. Były prawdziwe, najprawdziwsze. Spiczaste, elfie ucho. Wciąż się nie odzywało, zatkało ją.
- Teraz ty mi powiedz coś o sobie.

On: - Ja jestem zwykłym człowiekiem. Mieszkam tu, to znaczy tam. Sam wiesz gdzie. - wciąż nie mogła ukryć swojego zaskoczenia, ledwo mówiła i wszystko jej się myliło
- Jak masz na imię? - wyciągał z niej każdą informację, bo nie wiedziała co powiedzieć.
- Maja.
- Krzemińska? - musiał się wszystkiego dopytać.
- No tak. Skąd wiesz?
- Na drzwiach jest napisane GJM Krzemińscy.
- Mój tata to Grzegorz, a mama Julia.
- Gaju?
- Maju. Wszyscy przekręcają moje imię. Na ogół na Kaję. Nie lubię tego. - to ją naprawdę wkurzyło.
- Wybacz. Maju, masz dziś wolny dzień?
- Miałam sprzątać, ale ty to za mnie zrobiłeś. Jak mam ci się odwdzięczyć?
- Oprowadziłabyś mnie po okolicach?
- Oczywiście. Ale całego i tak nie zobaczysz.
- Nie szkodzi. Sam nic nie zobaczę.
*A jednak zwiedzę to niesamowite miasto.*

Ona: Nigdy nie przypuszczała, że kiedyś spotka elfa. A jednak. Pokazała mu z grubsza swoje miasto. Te ciekawsze miejsca.
- Jak się twój kraj nazywa? - to pytanie ją zdziwiło, dla niej było oczywiste.
- Polska.
- Ładnie, a miasto? - nigdy nie sądziło, że to ładnie brzmi.
- Ostrów.
- Ostrów to wyspa.
- Wiem, ale to nie jest wyspa. Tak się tylko nazywa. - *Wszystko go ciekawi.*
- Co twoje imię oznacza - to ją dopiero zatkało.
- Eee? Nie wiem. Nie wiem czy w ogóle coś znaczy.
- Maja brzmi trochę jak moja. Kiedyś ktoś będzie mógł o tobie powiedzieć "Moja Maja".
- O, nie! Nie pozwolę na to.
- Czemu?
- Nie chcę być czyjąś, pozostanę swoją Mają
. - Jak chcesz. Ale kiedyś spotkasz kogoś i będziesz chciała, żeby nazywał cię swoją.
- Nie!
- A co twoje imię oznacza? - szybko chciała zmienić temat, zdenerwował ją.
- Zielony Liść.
- W jakim języku?
- W Quenyi. Teraz mówimy we Wspólnej Mowie.
- Nie, po Polsku.
- Wszystko jedno.
*Nie dla mnie.* Mieli lekkie spięcie i to o byle co.

On: *Dziwny ten Ostrów. Rudowłosa pokazała mi wiele dziwnych rzeczy. I ciekawych zarazem. Znam już jej imię, a wciąż mówię "rudowłosa" albo "mała". Ona tego nie lubi. Nie wiem dlaczego, przecież naprawdę jest mała i ma rude włosy.* Im bliżej ją poznawał, tym bardziej chodziła mu po głowie myśl zabrania rudej do Śródziemia i błagania Gandalfa, aby uczynił ją nieśmiertelną.
Na drugi dzień przyszła do niego wieczorem i powiedziała, żeby przyszedł do domu, bo zimno, a rodzina wyjechała. Rozłożyła mu koc na ziemi obok swojego łóżka. W nocy zauważyła, że śpi z otwartymi oczami. Spojrzała na niego, a on od razu to zauważył. Zaczęli rozmawiać.
- Masz rodzeństwo? - spytał.
- Nie. Mam tylko mamę i tatę. A ty?
- Mam siostrę Finduilas. Kocham ją, to moja młodsza siostra. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, chociaż zdarza jej się mnie wyprowadzić z równowagi. Ja też ją nie raz zdenerwuję. Za to nie mam matki.
- Przykro mi. - myślała, że elf nie może umrzeć.
Zaczął coraz bardziej tęsknić do siostrzyczki i Śródziemia. *Wpierw porozmawiam z Gandalfem, potem z zielonooką.*
- Ile masz lat? - spytała ni z tego, ni z owego.
- Zaskoczę cię, dużo. A ty?
- Zaskoczę cię, mało.
- Powiedz.
- Starsi mają pierwszeństwo.
- Panie mają pierwszeństwo.
Nie odpowiedzieli sobie. Już mieli zasnąć, kiedy Legolas się odezwał:
- 3000
- 16 - nie wierzył własnym uszom, aż tak młoda.

Ona: *Zazdroszczę tej elfce Finduilas. Musi być szczęśliwa, mając takiego brata jak Legolas.* Powiedział już jej, że wyjeżdża. Nie była z tego powodu zadowolona. Zdążyła go polubić. Przypomniała sobie o płaszczu i dogoniła go przed wyjściem.
- Poczekaj, Legolasie! Mam coś twojego. - podała mu płaszcz.
- Ja też mam coś twojego, Maju - wyjął złożoną kartkę i wręczył dziewczynie
. - Moje nuty! - *Skąd on je ma, przecież zgubiłam?*
- To ze względu na nie przyjechałem. Mój przyjaciel z Rivendell, również elf, był kiedyś w Europie i powiedział, że to się gra na skrzypcach i tu je mogę znaleźć.
- Po co ci skrzypce?
- Po nic. Przez sen słyszałem kiedyś melodię. Twoją. Tą, którą grałaś pod jabłonią. Tą, która jest tu spisana. Chciałem usłyszeć. Zagrasz mi ją jeszcze raz?

On: Ugryzł się w język od razu, gdy to powiedział. Wiedział, że ją ręka boli. Sam ją bandażował.
- Nie mogę.
- Wiem, zapomniałem o twojej ręce.
- Będziemy musieli się jeszcze zobaczyć, jeśli chcesz usłyszeć jak gram.
- Zobaczymy się.
Chciał ją pocałować, ale się powstrzymał. Była osobą nieprzewidywalną, nawet on nie wiedział, czego się po niej spodziewać. Bał się jej reakcji, że znów mu ucieknie. Odszedł bez pocałunku. *Trudno nie kochać tej zwariowanej dziewczyny.*

Ona: Od poniedziałku zaczęła zbierać wszystko o Śródziemiu. Postanowiła do niego pojechać. Ma nawet kilka map, niekoniecznie wiarygodnych, ale ma. Tydzień później była gotowa do podróży.
Spakowała co trzeba w szkolny plecak i wyszła. Rodzicom powiedziała, że idzie do szkoły. Ale w domu zostawiła list. Pewnie i tak mi nie uwierzą. Kilkakrotnie złapała stopa i już w środę była w lesie, który łączy Europę ze Śródziemiem.
Trochę się bała, ale zaryzykowała. Szybko zabłądziła. Po paru dniach wędrówki zabrakło jej prowiantu. Wodę znalazła, gorzej z jedzeniem. Nie wiedziała, co jest trująca, a co nie. Wybrała na razie, że nie będzie ruszać żadnych grzybków i owoców. Robiła się coraz bardziej słaba. Widok przed oczami jej się zamazywał. I znowu ciemność. Zemdlała.

On: Minęły dwa tygodnie odkąd ostatni raz widział zielonooką. Gandalf nie dał mu konkretnej odpowiedzi. Właściwie to Legolas nie wiele zrozumiał ze swojej rozmowy z czarodziejem. Dużo opowiadał Finduilas o Mai.
- Ty się w niej zakochałeś, braciszku. - podsumowała go Finduilas
- Siostro! - nie wiadomo czemu jej zaprzeczał, przecież zdawał sobie sprawę, że się zakochał w małej Europejce
. - Unikniesz mojej koleżanki, ale nie unikniesz miłości. To cię musiało trafić. Nie sądziłam, że tak późno, ale to nic. Ktoś kiedyś powiedział: "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Przemyśl to.
Myślał cały czas.

Ona: Obudziła się w wielkim łożu, w pięknym i dużym pomieszczeniu. Czuła się spokojnie i ciepło. Po chwili spostrzegła, że w pokoju jest wysoki mężczyzna z długimi, brązowymi włosami i szarymi oczami. Spojrzała na uszy. *Elf. Trafiłam do Śródziemia. Udało się.* Wiedział, że ta rudowłosa jest człowiekiem bez patrzenia na uszy. Ten kolor włosów, oczu i wzrost. Podszedł do niej. Usiadł na brzegu łóżka i spojrzał na nią.
- Jestem Elrond, władca Rivendell. - przypomniała sobie rozmowę z Legolasem o jej kartce z nutami - Mój syn Elrohir znalazł cię kompletnie wygłodzoną i nieprzytomną. Już lepiej?
- Tak, dziękuję. - to dopiero drugi elf, którego poznała, a już czuła, że polubi elfy.
- Wiele o tobie słyszałem.
- O mnie? Nie jestem stąd.
- No właśnie. Poza tym to mój syn poradził Legolasowi pojechać do Europy. Z Europy jesteś?
- Tak.
- Elrohir cię poznał. Legolas opowiadał swojej siostrze o tobie. Zaś Finduilas przekazała dalej Elrohirowi. Dobrze, że powiedział jak wyglądasz. Nikt cię przynajmniej tu nie wziął za wroga.
- Co takiego mówił?
- Wystarczyło: mała, rude włosy, zielone oczy. - uśmiechnęła się pod nosem, bardzo jest charakterystyczna.
- Ojcze - usłyszała inny głos, do pokoju wszedł inny elf, podobny do Elronda. *To pewnie jest Elrohir.*
- Zostawię was samych. - powiedział Elrond i wyszedł, a jego syn teraz zajął miejsce przy Mai.
- Ja jestem Elrohir. A ty pewnie jesteś tą malutką skrzypaczką Mają.
- Jestem. Wszyscy dobrze poinformowani.
- Rzucasz się w oczy. Jeśli chcesz, to zawiozę cię do Eryn Lasgalen.
- Byłabym bardzo wdzięczna.
- Więc odpoczywaj, bo to daleka droga. - wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Dziękuję. - powiedziała, gdy już prawie wychodził.
- Proszę. Przy okazji zobaczę się z Finduilas.

On: *Dość czekania, jadę po nią.* Pożegnał się z siostrą i ojcem. Wyjechał zaraz po rozmowie z Thranduilem.
- Zakochałeś się, synu.
- Przecież chciałeś, żebym się ożenił. - przestał zaprzeczać, że jej nie kocha. Nie było sensu.
- Chciałem za synową księżniczkę albo przynajmniej elfkę. Ale póki jej nie znam, nie oceniam. Porozmawiamy, gdy ją poznam.
- Pokochasz ją jak córkę. - powiedział z przekonaniem Legolas.
- Najważniejsze, żebyś to ty ją kochał, synu.

Ona: Dziś pierwszy raz w życiu siedziała na koniu. Elrohir, jak to elf, jeździł na oklep. Maja miała siodło. Arwen pożyczyła jej swojego konia - Asfalotha. Kiepsko sobie radziła, ale nie spadła z niego. Obiecała sobie, że jak tylko będą na miejscu, nauczy się jeździć. Jechali tak przez 2 dni. W nocy stawali i spali na trawie. Elrohir z otwartymi oczami, tak jak Legolas, jak to elfy. Na razie ją to jeszcze dziwiło. Zdążyli się zaprzyjaźnić. Gdy dojechali do Eryn Lasgalen, Elrohir powiedział:
- Już wiem, dlaczego Legolas powiedział, że ciebie nie da się polubić.
- Tak powiedział? - czuła, że się rumieni, ale nie chciała, by to zauważył.
- Tak. Zawsze będziesz mile widziana w Rivendell. Mam nadzieję, że Thranduil też cię polubi.
- Chyba nie musi. Jestem tylko w odwiedziny.
- Nie umiesz kłamać.
Teraz zrobiła się już czerwona. Zawstydziła się i nie odzywała przez chwilę.

On: - Nie wiem co pan tu robi i skąd zna Majkę, ale naszej córki już od kilku tygodni nie ma w domu
. - Jak to?
- Uciekła. Zostawiła nam list, a w nim same bzdury. Niech pan już stąd idzie, my nic nie wiemy.
*Nie wierzę. Minęliśmy się. A jeżeli coś jej się po drodze stało, to nigdy sobie tego nie wybaczę.* Zerwał się i z powrotem pojechał w stronę Śródziemia. Tylko, że teraz patrzył, czy nigdzie jej nie ma. Miał nadzieję, że ją znajdzie.

Ona: W Eryn Lasgalen byli sami jasnowłosi. Napatrzeć się na nich nie mogła. Elrohir poszedł szukać Finduilas, a w tym czasie ona znalazła Maję.
- Witaj gołębico. - Legolas musiał jej opowiedzieć o gołębniku.
- Witaj. Ty jesteś Finduilas? - chciała się upewnić, że to ona.
- Tak, ja. Widzę, że nie tylko ja wiele o tobie wiem. Zaprowadzę cię do ojca, chce cię poznać. Chodź.
Jak tylko doszły przed pałac, Finduilas zostawiła ją z innym elfem, który ma dalej prowadzić Maję do Thranduila, a sama odeszła z Elrohirem, którego spotkały po drodze. Finduilas rzuciła się Elrohirowi na szyję i czule się przywitali. *Czyżby para.*
Poszła za blondwłosym elfem. Ten co chwila odwracał się i patrzył czy za nim idzie. *On się chyba boi, że mu ucieknę.* A miała na to ochotę. Im byli bliżej, tym bardziej chciała się wycofać. Nerwy ją zżerały. Próbowała myśleć o czymś innym. Spojrzała na niego. Był wzrostu Legolasa czyli co najmniej 30cm wyższy. Czuła się przy nim jak dziecko. Ledwo sięgała mu do ramion. Doszli do odpowiedniej komnaty, elf otworzył drzwi.
- Królu, przyprowadziłem tą maleńką rudowłosą.
- Dobrze, dziękuję.
Jak usłyszała "królu" zaczęła panikować. Nie umiała przejść przez próg i spojrzeć mu w oczy. Nie wiedziała, że jest królem. Elf, który z nią tu przyszedł, zauważył, że nie bardzo chce tam iść. Wziął ją za rękę i pociągnął do sali. Potem odszedł i Maja została sama z królem Puszczy Zielonych Liści. Miał na sobie koronę, ale gdy spojrzała w jego twarz, zdawał się sympatyczny. Chyba niepotrzebnie się go bała. Nie umiała się odezwać, więc król zrobił to pierwszy:
- Witaj Maju. Jesteś tak maleńka, jak o tobie mówią. - była tym wszystkim zaskoczona. Każdy wie jak ma na imię, choć nie zawsze go używa, tylko mówi "malutka", "zielonooka", "rudowłosa", "skrzypaczka" lub jeszcze inaczej.
- Witaj? A mówią o mnie? - ledwo to z siebie wydusiła.
- Tak, ostatnio dużo. Wszystko cię różni w wyglądzie od elfa, więc trudno cię nie zauważyć. Poza tym jesteś tu nowa. - dobrze, że dostała od Elronda sukienkę. Jakby ją tutaj zobaczyli w jej poprzednich ubraniach?
- Pan jest królem. - pomyślała na głos. Nawet jak dla niej głupio to zabrzmiało, ale Thranduil nie przejął się tym.
- Nie przejmuj się tym. Masz ochotę na spacer?
- Tak.
- Więc chodźmy, oprowadzę cię po puszczy. Może się trochę uspokoisz. - nie zdawała sobie sprawy, że aż tak to po niej widać.
Spacerowali i rozmawiali. Thranduil wyraźnie polubił Maję i dał jej to do zrozumienia. Nieco się rozluźniła. Gdy zrobiło się ciemno, pokazał jej gdzie może spać. Jej komnata była piękna. W szafie było nawet kilka sukienek. Wyjęła jedną i obejrzała. Nie były szyte na elfkę. Żadna by się w to nie zmieściła. To raczej jej rozmiar. Finduilas weszła akurat do niej.
- Uszyte dla ciebie. Mój brat powiedział, że masz 1,60m.
- Są przepiękne
. - Faktycznie tyle masz?
- 1,54m. Szkoda, że już nie rosnę.
- To będą za duże, ale nie wiele. Przymierz.
Finduilas była dla niej równie miła jak Thranduil. Była tu niecały dzień, a już polubiła rodzinę Legolasa. Tylko czemu jego jeszcze nie ma? *Jak to możliwe, że wyjechał po mnie zaraz przed tym, kiedy do niego przyjechałam.* I dlaczego nie wyjawił jej, że jest księciem?

On: Wciąż jej nie znalazł. *Co też jej strzeliło do tej roztrzepanej głowy, że sama wybrała się w podróż. Nie można jej zostawiać na krok, bo zrobi coś nieodpowiedzialnego.* Wstąpił po drodze do Rivendell. *Może ktoś ją widział.* Elrond powiedział mu, że Elrohir odwiózł ją do puszczy. Nie musiał się już martwić. Wiedział, że syn Elronda o nią zadba. Była bezpieczna. To najważniejsze. Nie zostawał na noc, tylko od razu pognał do Eryn Lasgalen na swoim szybkim Arodzie - koniu, którego dostał od Rohirrimów. Nie stawał na noc po drodze. Chciał jak najszybciej zobaczyć małą.

Ona: Przez te kilka dni poduczyła się trochę w jeździe konnej. Ubrana była w sukienkę od tutejszych elfów, uczesana przez Finduilas. Przestała nosić swoje wysokie kozaki. Co jakiś czas elfy mówiły jej, że jest słodka taka jaka jest, gdy oburzało ją nazywanie małą. Powoli przyzwyczajała się do nich. Elrohir pojechał z powrotem do Rivendell. Chciał zabrać ze sobą Finduilas, ale ona powiedziała, że przyjedzie do niego za kilka dni. Jeszcze nie teraz. Mówiła, że musi rozmówić się z Legolasem. *Coś się będzie działo.*

On: W drodze spotkał wracającego do Rivendell Elrohira. Powiedział mu:
- Maleńka jest już u ciebie.
- Dziękuję, że pojechałeś z nią.
- Musiałem się już zobaczyć z twoją siostrą. Ale i tak bym ją zawiózł. Jest niezwykła.
- To prawda. Jak zareagował na nią ojciec?
- Chyba dobrze. Czasami widzę ich na wspólnym spacerze. Twoja siostra też ją lubi.
- Wszystko na dobrej drodze.
- Legolasie, kiedy się jej oświadczysz?
- Elrohirze, kiedy oświadczysz się Finduilas?
- Już to zrobiłem. Pobierzemy się u mnie. Ale ona chce zaczekać na ciebie. Uważa, że jako starszy brat pierwszy się ożenisz. Z resztą, sam z nią porozmawiasz. Jedź do swojej Mai, bo się nie doczeka.
*Moja Maja.* - pomyślał i zaczął być coraz szczęśliwszy
.
Ona: Nigdzie nie było jej tak dobrze, jak tu. Doszły ją słuchy, że Legolas już nie długo przyjedzie. Widziano go niedaleko puszczy. Czekała na niego razem z Finduilas. Otworzyły się drzwi. Obie zerwały się z miejsca. Ale to nie był Legolas, Thranduil przyszedł do nich zajrzeć. W końcu postanowiły iść spać.
- Proszę, obudź mnie, jeżeli przyjdzie. - poprosiła Maja Thranduila.
- Oczywiście. Połóż się. Może dojedzie dopiero rano.
Padła na łóżko i od razu zasnęła. Była bardzo zmęczona. Jej ręka była już zdrowa. Nie mogła doczekać się Legolasa. Wzięła ze sobą skrzypce. Ma mu zagrać.

On: - Nareszcie w domu. - powiedział do idącego mu naprzeciw ojca.
- Minąłeś się z rudowłosą.
- Wiem. Wciąż jest?
- Nie pozwolę jej odjechać.
- Cieszę się, że tak mówisz.
- Miałeś rację, to kochana dziewczyna. - oboje się uśmiechnęli - Pójdę ją obudzić.
- Śpi?
- Jest środek nocy! Dziwi cię to?
- Nie budź jej, niech śpi.
- Obiecałem?
- Biorę winę na siebie
. Wciąż tu była. Legolas musiał tylko jej powiedzieć, co do niej czuje. *Porozmawiam z nią jak wstanie.*

Ona: Wstała niezadowolona, że go jeszcze nie ma. Bo przecież nie podobno, żeby Thranduil nie mógł jej dobudzić. Wyszła na balkon, pięknie wyglądała puszcza. Już końcówka jesieni, robiło się coraz zimniej. Nagle zauważyła białego konia podobnego do tego, na którym jeździł Legolas.
- Arod. - krzyknęła z nadzieją, że to może on. Koń podniósł głowę.
To był on, zareagował na swoje imię. Wybiegła w długiej, niebieskiej koszuli nocnej z pokoju i zderzyła się z Thranduilem. Elf lekko się zachwiał, a ona upadła na twardą ziemię. Wyciągnął rękę i pomógł jej wstać.
- Już nie śpisz?
- Nie obudziłeś mnie. Czemu?
- Legolas prosił, bym tego nie robił.
- Więc już jest?
- Nie wiedziałaś?
- Nie byłam pewna.
Pobiegła dalej. Wyleciała z pałacu i podeszła do konia.
- Arod. - koń wesoło zarżał na jej widok. A ona spojrzała na siebie i pomyślała: *Koń by się uśmiał.*
- Gdzie masz pana, koniku?
Usłyszała psa. Obejrzała się i zobaczyła swojego.
- Wisełka! A ty tu skąd?
Sznaucerka skoczyła na Maję i ją wywróciła. Radosna szczekała i biegała dookoła, liżąc ją co chwilę. Dziewczyna wstała. Ktoś jej zasłonił oczy rękoma.
- Kto to? - spytała, ale już wiedziała, że to może być tylko on.
- Zgadnij. - to na pewno był jego głos.
- Ty?
- Ja.
Zdjął ręce z jej oczu i obrócił przodem do siebie. To był Legolas. Maja rzuciła mu się na szyję i stali tak przytuleni przez jakiś czas.

On: Usłyszał, że ktoś woła jego konia po imieniu. Wyjrzał przez okno. Zobaczył Maję. Stała w samej koszuli nocnej, na boso i głaskała Aroda po głowie. Poznała go. Wyszedł z pałacu i patrzył na nią. Uwielbiał to. Wziął ze sobą jej psa, gdy był w Europie. Ten od razu do niej przyleciał. Wywrócił ją. *Ile ona waży, że pies bez trudu powali ją na ziemię.* - pomyślał i przypomniał sobie, jak niósł ją na rękach - *Prawie nic.*
Podszedł do niej od tyłu i zasłonił jej oczy swoimi smukłymi dłońmi. Była cieplutka, choć na dworze zimno, a ona tak lekko ubrana. Poznała go. Obrócił ją do siebie. Ona stanęła na palcach, on się lekko pochylił i stali przez jakiś czas przytuleni do siebie. *Już pora, by to zrobić.*
Ukląkł na jedno kolano. Wziął jej dłoń. Poprosił, żeby została jego żoną. Wszyscy, którzy byli na dworze spojrzeli na nich i czekali na odpowiedź małej.
- Wyjdę za ciebie, Legolasie, synu Thranduila.
To były dla niego cudowne słowa. Wstał i delikatnie ją pocałował. Ledwie musnął jej wargi. Nie uciekła od niego. Uśmiechnęli się do siebie i zrobili to jeszcze raz. Zebrane elfy zaczęły klaskać. Legolas wziął rękę Mai i wbiegli do zamku. Thranduil już tam na nich czekał. Wszystko widział.
- Macie moje błogosławieństwo.
- I moje. - obrócili się i zobaczyli Gandalfa. Książe kompletnie się go nie spodziewał. Czarodziej podszedł do Mai - Będziesz u boku Legolasa nieśmiertelna jak inne elfy. Bądźcie szczęśliwi.
- Jesteś oczywiście zaproszony na ślub. - powiedział Legolas.
- Więc do zobaczenia jutro. - słowa Gandalfa wszystkich zaskoczyły. Oprócz Thranduila, który uśmiechnął się do niego porozumiewawczo. Razem to zaplanowali. Zaczęły się ostatnie przygotowania.

Ona: Legolas ukląkł i spytał:
- Maju, córko Grzegorza i Julii, czy zechcesz mnie na męża?
Nie mogła nasłuchać się tych słów. Spojrzała na niego, potem na elfy dookoła przyglądające się im i się zgodziła. Legolas podniósł się i pocałował ją. Potem jeszcze raz. Kochała go z całego serca i myślała, że ze szczęścia zaraz oszaleje. Pobiegli razem za ręce do pałacu. Thranduil i Gandalf ich pobłogosławili. *Będę z nim na zawsze.* Czarodziej uczynił ją nieśmiertelną. Ale nie to się najbardziej liczyło. Najważniejsze, że się kochali i nareszcie byli razem.
*I pomyśleć, że przez cały ten czas, tak dla mnie ważny i niezwykły, byłam boso w koszuli nocnej. Niebieskiej, na ramiączkach, długiej do ziemi, a nawet za długiej.* Jutro będzie ich ślub. A za parę dni pobiorą się również Finduilas z Elrohirem. Razem z siostrą swojego przyszłego męża wybierały suknie dla nich obu
. - Elrond z synami i córką przyjedzie jutro.
- Oni wiedzieli o tym przede mną?
- Nie tylko oni.
- Finduilas, ty też?
Elfka podała Mai jedną z sukien. Śnieżnobiałą ze srebrnymi ozdobami.
- Ta jest idealna. Każemy ją przeszyć, żeby była na ciebie dobra.
- Piękna.
- Teraz znajdziemy coś na mnie.

On: Cały dzień jego najbardziej ukochane kobiety - Maja i Finduilas - wybierały suknie, welony, buty, wszystko. *Finduilas zawsze powtarzała, że jestem starszy i pierwszy znajdę partnerkę. Czekała, aż się doczekała.* Wszystko było gotowe. Zbyt się cieszył, żeby wstać. Nawet się nie położył. *Wiele nocy przez ciebie nie prześpię, moja miła.* To już jutro?
Ona: Obudziła się wcześnie. Ślub miał zacząć się z rana. Finduilas przyszła i pomogła jej się ubrać i uczesać. Wyglądała pięknie. Obejrzała się w lustrze. *Nie wyglądałam tak zanim go poznałam. To on mnie tak zmienił. Całe szczęście.* Wyszła z komnaty. Wszyscy już czekali.
Ślub odbył się na ślicznej polance w środku puszczy. Wszędzie było pełno kwiatów. Nie wiadomo skąd je wzięli, niedługo zima. Do Legolasa poprowadził ją Thranduil, bo jej ojca tu nie było.
Zaraz po tym jak ogłoszono ich małżeństwem, wybrali się na konną przejażdżkę. Legolas posadził ją na Arodzie, a sam usiadł za nią. Bała się jeździć bez siodła, ale nie z nim. Objął ją w pasie i pognali po puszczy. Nie była w stanie spaść, za mocno ją trzymał.
- To najwspanialsza jesień w moim życiu.
- Moja też, bo poznałam ciebie.
- Jesteś moją Mają. - wiedziała, że jej to przypomni.
- Wiem.
- Nie chciałaś być czyjąś Mają. - *Wtedy jeszcze cię nie kochałam.*
- Nie chcę być czyjąś, chcę być twoją. - lepiej nie mogła z tego wybrnąć.
Znów ją pocałował. Czuła się jak we śnie.

On: *Długo jeździliśmy po lesie, ale trzeba było wrócić.* W tym czasie trwały przygotowania do wesela. Jak młodzi wrócili, zasiedli do stołu. Maja zagrała na skrzypcach, potem zaczęły się tańce i zabawy. Trwały do białego rana. Jako jeden z prezentów Maja dostała konia. Specjalnie dla niej znaleźli rudego z czarną grzywą. Był wysoki, miała problemy z wejściem. Ukochany ją posadził. Ale jak już siedziała, była duża jak elf.
Pod koniec hulanki Legolas wziął Maję na ręce i przeniósł przez próg. Potem poszedł z nią do ich wspólnej odtąd komnaty i?
żyli wiecznie i szczęśliwie.

Epilog
Maja urodziła syna. Był bardzo podobny do swojego ojca. Tak jak Legolas był wysoki, miał blond włosy i spiczaste uszy. Po matce miał jedynie oczy. Jasno zielone, kocie.
Finduilas razem z Elrohirem miała bliźniaki - dwóch synów, którzy razem z synem Legolasa i Mai wędrowali po świecie. Kiedyś dotarli też do Europy?


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl