Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Hobbit i najsłynniejszy wśród jeźdźców

Koń zarżał. Gdzieś blisko. Mat naciągnął koc na głowę. Nie zamierzał się zrywać bladym świtem, o nie. Tym bardziej, że wokół panowała cisza przerywana tylko cichym pochrapywaniem... Pochrapywaniem? Pochrapywaniem?!
Hobbit zerwał się na równe nogi i rozejrzał gorączkowo dokoła. To nie był pokój "Pod Rozbrykanym Kucykiem". To nawet nie był pokój! Jeszcze raz popatrzył wokół. Kształty ginęły w półmroku. Tylko z jednej strony lśniła złocista linia znacząca wejście do namiotu. Gdzieś z drugiej strony Tom wymamrotał coś przez sen i przewrócił na drugi bok. Dopiero teraz dotarło do Mata gdzie jest i jak się tu znalazł. Usiadł na posłaniu. Wspomnienia poprzedniego dnia wróciły jak odbita od brzegu fala. Pojechali szukać Jeźdźców, znaleźli, a potem wujowie Merry i Pippin znaleźli ich. A potem nastąpiła długa przemowa o odpowiedzialności i dojrzałości, pełna sformułowań takich jak: nieodpowiedzialne smarkacze, głupota galopująca, czy dziecinne zachowanie. I największy wstyd, kiedy okazało się, że Rohirrimowie wszystko słyszeli i rozumieli. Jak na złość, wszyscy co do jednego znali Wspólną Mowę. Krzywiąc się na to wspomnienie Mat położył się i spróbował zasnąć na powrót, ale nie mógł. W końcu doszedł do wniosku, że przewracanie się z boku na bok nie ma najmniejszego sensu. Wstał, narzucił kurtkę i wyszedł przed namiot. Musiało być wcześnie rano, bo słońce wisiało jeszcze nisko nad horyzontem. Schowane za delikatnymi, prawie przezroczystymi chmurami lśniło złociście. Niebo wokół niego było prawie białe, by powoli i niepostrzeżenie przejść w jasny błękit. Rosa osiadła na trawie i w blasku słońca mieniła się tęczowymi barwami. Jakby ktoś rozsypał diamenty na szmaragdowym dywanie. Wzgórza w oddali niknęły we mgle, ale te widoczne bliżej biały opar spowijał tylko tuż przy ziemi. Wierzchołki zdawały się być wyspami wśród mlecznego oceanu.
-Piękny, prawda? - na dźwięk obcego głosu Mat aż podskoczył.
Odwrócił się gwałtownie. Za nim, trzymając konia za uzdę stał król Rohanu. Hobbit o mało się nie cofnął, gdy zielone oczy zwróciły się w jego stronę. Słońce zapaliło w nich złote błyski. Uśmiech igrał w kącikach ust. Mat poczuł się nagle jak przyłapany na kradzieży ciasteczek.
-Ja... tego... Ele... nie mogłem zasnąć - wydukał.
-Przynajmniej zobaczysz piękny wschód słońca. Anar rzadko kiedy pozwala się podziwiać w takiej krasie... - Eomer puścił Płomiennonogiego luzem. Rumak wdzięcznie pochylił łeb i zaczął szczypać trawę. Rohirrim poklepał go po karku, przegarnął palcami grzywę rozplątując zmierzwione pasma.
Mat patrzył na niego nieufnie. Pomijając fakt, że wczoraj pierwszy raz miał do czynienia z Dużymi Ludźmi, to jeszcze dodatkowo ten był królem. W bajkach babci królowie byli albo uosobieniem łagodności, dobroci i mądrości, albo nikczemnikami, których należało zastąpić inną, bardziej odpowiednią osobą. Najczęściej jakimś pastuszkiem, albo wędrownym grajkiem. A ten konkretny król nie dość, że absolutnie nie pasował ani do jednego ani do drugiego rodzaju, to jeszcze sprawiał wrażenie zwykłego, sympatycznego człowieka. Matowi zabrzmiały w uszach słowa wuja Merry´ego: "Nie daj się zwieść".
-A co to znaczy "Anar"? - odważył się spytać."
Rohirrim uśmiechnął się.
-Po prostu słońce.
-A ten wschód jest rzeczywiście taki piękny?
Eomer popatrzył na niebo.
-Jeden z piękniejszych, jakie widziałem.
-A... dużo ich było? - Mat powoli przeniósł się na sterczący z ziemi głaz. Przysiadł na nim. Był przeraźliwie zimny, ale dawał oparcie.
-Tak, dużo. Za dużo, żeby liczyć. I nie siedź na tym kamieniu, bo zmarzniesz. Hobbit zerwał się na równe nogi.
-Nie musisz tak gwałtownie reagować na wszystko, co powiem - uśmiechnął się Eomer.
-To niezależne ode mnie - mruknął Mat.
Rohirrim podszedł do niego i przykucnął. Teraz znajdował się mniej więcej na poziomie oczu Hobbita.
-Czy ty się mnie boisz? - spytał.
Młody Brandybuck zawahał się.
-Tak myślałem - król Rohanu wstał i odwrócił się.
-Ja się nie boję! - doleciał go niemalże rozpaczliwy okrzyk Mata. Zatrzymał się i popatrzył na niego przez ramię. Hobbit stał po kolana w mokrej trawie i wyglądał jak ćwierć nieszczęścia.
-Ja... nigdy nie widziałem... to znaczy... jest pan pierwszym królem, jakiego widzę. Nie tak łatwo się do tego przyzwyczaić.
-Do czego?
Mat skulił się, kiedy poczuł na sobie badawcze spojrzenie.
-Do stania o świcie po kolana w mokrej trawie i rozmawiania z królem z południa o wschodzie słońca - powiedział.
Eomer opuścił głowę. Słońce zapaliło złociste błyski w jego włosach. W końcu popatrzył na Mata. Podszedł do głazu, położył na nim swój płaszcz. Usiadł.
-Chodź, młody przyjacielu - poklepał miejsce koło siebie. - Coś ci opowiem. Hobbit podszedł powoli i z lekkim ociąganiem przycupnął najdalej jak mógł od Rohirrima.
-Nie zjem cię - roześmiał się Eomer.
-Wolę nie ryzykować - Mat sam się zdziwił własnymi słowami i temu, że towarzyszył im uśmiech.
-Mówisz, że ciężko ci się przyzwyczaić do towarzystwa króla? To opowiem ci pewną historię. Daleko stąd żył pewien chłopiec. Mieszkał w wielkim zamku z rodzicami i siostrą, których kochał najbardziej na świecie. Miał wszystko, czego tylko mógł zapragnąć. Przyszło mu jednak żyć w niebezpiecznych, pełnych niepokoju czasach. Jego ojciec był wojownikiem, wiernym swej ziemi i władcy, a pełnym nienawiści do wrogów. Wiele razy narażał życie w obronie ich ojczyzny, na którą zaczął wtenczas padać cień wrogiego sąsiada. I złożyło się tak, że jedna z tych wypraw skończyła się dla niego tragicznie. Chłopiec miał wtedy jedenaście lat. Jego siostra była jeszcze małą dziewczynką, cztery lata młodszą od niego. Niedługo po śmierci swego męża, ich matka ciężko zachorowała i zmarła nim nadeszła wiosna...
Matowi przez moment wydało się, że głos Rohirrima zadrżał.
-Wtedy do ich domu przyjechało dwóch ludzi. Brat ich matki ze swoim synem. Wuja widzieli wcześniej tylko kilka razy. Był królem i zawsze ich onieśmielał. Powiedział chłopcu, że zabiera ich ze sobą, do swojego domu, gdzie zamieszkają razem ze swoim kuzynem. Na samym początku chłopiec nie mógł sobie w ogóle znaleźć miejsca w nowym domu. Wszystko dokoła było obce i nieprzyjazne. Wuja widywał tyle, co przy stole i czasem, gdy ten chciał z nim porozmawiać. Nie potrafił zobaczyć w nim kogoś, kogo można rzeczywiście pokochać jak krewnego. Widział wuja jako pełnego dystansu, surowego, poważnego człowieka. Pod jego spojrzeniem zawsze czuł ciarki na plecach. Wydawało mu się, że wuj widzi wszystkie jego wady, wszystkie słabości. Że nawet nie musi pytać nauczyciela, by wiedzieć, iż jego siostrzeniec znowu zamiast uczyć się przesiedział cały dzień z żołnierzami swojego kuzyna. Minęły cztery lata. Chłopiec zaczął uczyć się władania bronią. Nie jakimiś drewnianymi mieczykami, czy łukiem z wierzbowych gałązek, ale prawdziwym ciężkim, stalowym mieczem. I tak się złożyło, że podczas którejś walki stracił równowagę i poważnie się zranił. Tak poważnie, że nie wiadomo było, czy przeżyje. Leżał nieprzytomny przez trzy dni. I pewnie by z tego nie wyszedł, gdyby w pewnym momencie nie usłyszał czyjegoś głosu. Zaczął go słuchać i ze zdumieniem zdał sobie sprawę, że to wuj mówi do niego.
-A o czym mówił? - Hobbit podciągnął kolana i oparł na nich brodę. Ta opowieść robiła się interesująca.
-Przepraszał. Przepraszał, że nie potrafił mu powiedzieć jak go kocha. Że był taki surowy i nieprzystępny. Że nigdy go nie przytulił. Że tak rzadko miał dla niego czas. Powiedział, że też bardzo cierpiał po śmierci siostry i szwagra, i jak bardzo mu było żal ich dzieci. Prosił chłopca, żeby nie odchodził. Żeby mu wybaczył. I wtedy chłopiec zrozumiał, że jego wuj, nawet, jeśli jest królem jest też tylko człowiekiem. Człowiekiem, który czuje, cierpi, kocha. Otworzył oczy i zobaczył, że jego wuj płacze. Zawołał go i wtedy po raz pierwszy zobaczył, jak uśmiech rozjaśnia twarz króla. I to był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widział w życiu. Od tamtej pory już nigdy nie czuł się nieswojo w obecności swojego wuja - króla.
Mat siedział jak urzeczony. I co, to już koniec? Zrozumiał, co król Rohanu chciał mu powiedzieć, ale chętnie by posłuchał ciągu dalszego.
-I to koniec? - spytał niemalże z wyrzutem.
Eomer zwrócił na niego rozbawione spojrzenie.
-A co? Chciałbyś jeszcze?
-Przerwałeś w najciekawszym momencie, panie.
Rohirrim westchnął.
-No i masz - spojrzał na Mata spod oka. - Chyba muszę nabierać wprawy, bo kiedy mój synek podrośnie też będzie chciał, żeby mu opowiadać.
-Możesz nabierać wprawy na mnie, panie - Hobbit usiadł wygodniej.
Rohirrim tylko potrząsnął głową i uśmiechnął się.
-No dobrze.
-To co było dalej?
-Chłopiec wrócił do nauki, walczył z większą rozwagą. Przestał uciekać z lekcji i dzięki temu nauczył się wielu pożytecznych rzeczy. Mijały lata, on i jego siostra dorośli. Chłopak został rycerzem, jak jego ojciec i teraz do niego należał obowiązek obrony ojczyzny. Wrogowie rośli w siłę i wuj zdecydował, że musi się wyręczyć swoim synem i siostrzeńcem, mianował chłopaka dowódcą swoich wojsk. Doradcy króla patrzyli na to nieprzychylnym okiem, mówili że chłopak jest za młody.
-A ile miał lat?
-Za trzy miesiące miał skończyć dwadzieścia sześć.
-To nawet nie był pełnoletni - skrzywił się Hobbit. - Mieli rację.
-W jego kraju pełnoletność liczyła się od szesnastu lat. Na pamiątkę pierwszego władcy ich krainy, który został królem będąc właśnie w tym wieku. I tak chłopak został dowódcą. Jednak wcześniej na dworze jego wuja pojawił się człowiek, który zaczął go omotywać siecią kłamstw. Rodzeństwo wraz ze swoim kuzynem próbowało pozbyć się tego człowieka, ale na nic się nie zdały ich starania. Król stawał się coraz bardziej zależny od swego doradcy. W końcu doszło do tego, że już nie chciał w ogóle słuchać swoich dzieci. Właściwie to ich krainą rządził wtedy ów zły doradca, który okazał się być sługą nieprzyjaciela. W dodatku ten zdrajca zwrócił swoje gadzie spojrzenie na siostrzenicę króla. Kiedy brat stanął w jej obronie i zagroził zdrajcy, król wtrącił go do lochu. Chłopaka uwolniono dopiero, gdy w stolicy zjawili się jego przyjaciele ? Elf, Krasnolud i Strażnik Północy, a wraz z nimi stary Czarodziej. Wtedy na jaw wyszły wszystkie matactwa złego doradcy, którego rodzeństwo nazywało Gadzim Językiem. Zdrajcę spotkała kara, ale dopiero po wojnie. Bo wybuchła w tych dniach największa wojna, jaką świat widział od czasów Ostatniego Sojuszu. W tej wojnie polegli kuzyn chłopaka i jego wuj... -A on sam został królem, zakochał się od pierwszego wejrzenia w pięknej księżniczce, oczywiście z wzajemnością, którą poznał
gdy nastał pokój. Pobrali się i żyli długo i szczęśliwie - zakończył triumfalnie Mat.
-Jakbyś zgadł - Eomer wstał i skierował w stronę swojego namiotu.
-A ten chłopak miał jakoś na imię ? - usłyszał za plecami.
Rohirrim popatrzył w niebo.
-Niech ci wystarczy, że był Najsłynniejszym Pośród Jeźdźców.

Napisała: VanEo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl