Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

I amar prestar aen

Minas Tirith olśniewało. Białe Miasto tonęło w kwiatach. Ludzie śpiewali. Śmiech rozbrzmiewał na ulicach. Jakże inne było od tego, które zostawili za sobą odjeżdżając pod Morannon. Wtedy stało puste, głuche i zimne niczym grobowiec. Gdy wracali z Cormallen nie poznali go. Wystarczyły niecałe dwa miesiące, by przeobraziło się całkowicie. Jakby zrzuciło kokon, z którego wydostał się biały motyl.
Teraz jechali przez wiwatujący na ich cześć tłum. Kobiety rzucały kwiaty pod kopyta koni. Mężczyźni podnosili dzieci, by przyjrzały się obrońcom Wieży Słońca. Wszystko wokół wręcz tętniło szczęściem i radością. I on też wrócił tu, by się cieszyć. A jednak... nie potrafił. Nie tak, jakby chciał. I mimo, że uśmiechał się do ludzi, daleko mu było do śmiechu.
-Bracie ? - Eowina podprowadziła konia bliżej i teraz Windfola z Płomiennonogim szły tuż koło siebie. - Co ci jest ?
-Wszystko w porządku - nawet się do niej nie odwrócił.
-Nieprawda. Znam cię.
-Możemy porozmawiać o tym później ? - Eomer chwycił w locie bukiecik kwiatów i z szacunkiem skinął głową starszej kobiecie, która je rzuciła.
-Myślałam, że Aragorn będzie na nas czekał przy bramie - powiedziała Eowina, jakby od niechcenia.
-Ale nie czekał i ja mu się nie dziwię - brat spojrzał na nią spod oka.
-A ja tak. W końcu jesteś królem i jego przyjacielem. Należy ci się godne powitanie.
-Nie wymagaj od niego, żeby mnie traktował jak złote jajko. A poza tym...
-Co ?
-Nic - Eomer popatrzył w górę, na łopoczący na wietrze sztandar Odnowionego Królestwa. Klejnoty skrzyły się na nim przy każdym ruchu.
-Dokończ - w głosie Eowiny zabrzmiały złowróżbne nuty.
-Tobie wcale nie chodziło o Aragorna.
Rumieniec, który przemknął przez twarz Eowiny upewnił Eomera, że trafił w sedno.
-Drań - szepnęła księżniczka.
Tym razem jej brat uśmiechnął się naprawdę szeroko i szczerze.

Aragorn czekał na nich na najwyższej terasie miasta w towarzystwie Arweny, Drużyny i, o zgrozo, połowy dworu. Eomer wymienił znaczące spojrzenie z siostrą. Gondorska ceremonialność... Zapowiadało się długie powitanie. Tymczasem Aragorn po prostu podszedł do nich z żoną i przyjaciółmi.
-Witajcie - uściskał najpierw Eomera, potem Eowinę. - Wybaczcie, że witam was dopiero tutaj, ale ten ceremoniał jest ponad moje siły.
-Mnie to mówisz ? - Eomer popatrzył mu w oczy. - Myślisz, że tego nie znam?
-Wierzę, że nie masz lepiej. - Dunedain odwrócił się do żony. - Meleth-nin, poznaj człowieka, który jest dla mnie niczym brat. Eomer, król Rohanu. Jego siostra Eowina, która pokonała Wodza Nazguli. Przyjaciele, oto Arwena Undomiel, moja małżonka.
-Poznaliśmy się już - córka Elronda uśmiechnęła się. - Estelu, jechaliśmy przez Edoras. To tylko lud Lorien postanowił skrócić sobie drogę - jej głos brzmiał jak szmer strumienia. -Le suilon, Eomer. Mae govannen, Eowyn.
-Pani, to zaszczyt znów cię spotkać - Eomer schylił się i pocałował dłoń królowej.
Wyprostował się i nagle okazało się, że patrzą na niego lśniące niczym srebro oczy. Spoglądały spod długich, czarnych rzęs pełne spokoju i mądrości. To spojrzenie przykuło go do miejsca. Urzekło tak, jak za pierwszym razem, gdy witał ją w Rohanie.
-Chodźcie, na pewno jesteście zmęczeni - głos Aragorna przywrócił go do rzeczywistości.
-Obudź się, wojowniku. Nie zasypiaj nam tu na stojąco - Gandalf nagle zmaterializował się tuż przy nim. Eomer popatrzył na niego.
-Znowu sztuczki, czarodzieju?
-Żadne sztuczki. Chodź.
Aragorn poprowadził ich do pałacu.
-A gdzie Imrahil i Faramir? - spytał Eomer, za co Eowina posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie. Jej nie wypadało pytać.
-Pojechali z Elfami do Ithilien. Wrócą wieczorem. Po prawdzie, to spodziewaliśmy się was trochę później.
-Piękna, prawda? ? szepnął Gandalf. Rohirrim spojrzał na niego zdziwiony.
-To najbardziej urokliwa i niezwykła kobieta, jaka chodzi po ziemi. A jednak związała się ze śmiertelnikiem - kontynuował czarodziej.
-Jest zbyt doskonała, by być prawdziwa. Ale nie dziwię się Aragornowi. Każdy ma jakiś swój ideał. On ma to szczęście, że się z nim ożenił. Ale jest niezwykła, to prawda.
-Poczekaj, aż poznasz jej babkę... - Gandalf nie dokończył, bo podszedł do nich Gimli.
-Jest tu pani Galadriela, mistrzu koni, więc waż słowa - powiedział.
-Czyżbyś chciał spełnić swoje groźby, panie krasnoludzie? - uśmiechnął się Eomer. - Zdawało mi się, że moje maniery nieco już się poprawiły.

Eowina wyjęła suknię na wieczór, szybko zmieniła jeździecki strój na wygodniejszy i poszła do Eomera. Zapukała do drzwi brata. Wpuścił ją bez słowa.
-Czy teraz możemy porozmawiać? - spytała. Rohirrim podszedł do otwartego okna i usiadł na parapecie. Popatrzył na rozciągający się za nim widok. Anduina lśniła w promieniach słońca jak srebro. Na jej drugim brzegu puszcza Ithilien broniła swych tajemnic. Tylko wzgórza Emyn Arnen zieleniły się odsłoniętą murawą, jaśniejszą od otaczających ją drzew.
-Braciszku - Eowina podeszła do niego. - Powiesz mi, co cię dręczy?
Objęła go. Oparł głowę na jej ramieniu i zamknął oczy. Pod palcami czuła, jakie ma napięte mięśnie.
-Maer... - zwróciła się do niego zdrobnieniem, którym nazywał go tylko ojciec. - Co się dzieje, braciszku?
-Boję się... - szepnął prawie niedosłyszalnie po długiej chwili milczenia.
-Czego? - dłoń Eowiny przegarnęła złote włosy brata. Złote. Przetykane jaśniejszymi i ciemniejszymi pasmami. Jakby prześwietlone słońcem. Takie same, jak miała ich matka.
-Tego, co będzie... Przecież przyjechaliśmy tu po to, żeby...
-Wiem, po co tu przyjechaliśmy.
-Eowino, to aż boli. Ja sobie tego nie wyobrażam... Theodena nie ma... Theodreda nie ma... Ty zostaniesz tutaj...
W odpowiedzi tylko ciaśniej zacisnęła ramiona wokół niego. Wiedziała, że czuje się zagubiony w całej tej sytuacji. Cały jego świat stanął na głowie. Najpierw ze skromnego Trzeciego Marszałka nagle awansował na Pierwszego i królewskiego następcę. Dwa tygodnie później wśród bitewnego zamętu został królem. Gdy wrócili do Edoras musiał stanąć przed narodem i powiedzieć, że Theoden nie żyje. Kilka następnych tygodni spędził na wysłuchiwaniu raportów o stanie państwa i podejmowaniu decyzji najwyższej wagi. Wstawał pierwszy, kładł się ostatni. Gdy w końcu zmusiła go, by odpoczął przespał pół dnia, całą noc i prawie cały następny dzień. Jak na ironię - swoje urodziny. A teraz przyjechali tutaj, do Minas Tirith...
Eomer odsunął się od niej.
-Dokąd idziesz? - spytała Eowina.
-Nie wiem. Gdzieś, gdzie jest cicho i spokojnie.
-To idź do ogrodów Domów Uzdrowień. Tam nikt cię nie znajdzie - księżniczka podeszła do brata. Pogłaskała go po policzku. - Martwię się o ciebie. Chyba cię trochę zaniedbałam.
-Zaniedbałaś? - Eomer uśmiechnął się. - Pracowałaś ciężej ode mnie.

Koń biegł przez miasto lekkim kłusem. Ludzie rozstępowali się przed nim. Dziewczyna poprowadziła wierzchowca na szósty krąg i zatrzymała się przy stajniach. Stajenny skłonił się jej z szacunkiem i odebrał wodze. Odpowiedziała mu kilkoma słowami i uśmiechem, po czym odeszła w stronę Domów Uzdrowień.

Zakątek ogrodu był pusty i cichy. Drzewa szumiały delikatnie, poruszane lekkim wiatrem. Jego powiew łagodził gorąco dnia. Szeroka korona dawał cień. Eomer oparł się o pień i przymknął oczy. Tutaj rzeczywiście łatwo było oderwać się od nieprzyjemnych myśli. Kiedy ciszę mącił tylko szum drzew a w powietrzu unosił odurzający zapach kwiatów problemy znikały gdzie daleko. Spokój przychodził szybko...

Dziewczyna pozdrowiła kolejną napotkaną pielęgniarkę i skierowała się w stronę ogrodu.
-Znowu tu jesteś, kwiatuszku? - Joreth minęła ją w drzwiach. - Twój kuzyn już dawno wyzdrowiał.
-Chciałam pójść do ogrodu. W tym mieście to jedyne miejsce, gdzie można odetchnąć od upału.
Starsza kobieta popatrzyła na niebo.
-Jutro powinno być chłodniej. Śmiem twierdzić, że wręcz zimno w porównaniu z dzisiejszą pogodą. I chyba wieczorem będzie burza. Jest duszno.
-Obyś miała rację - westchnęła dziewczyna.
-Jakby ojciec pytał, to jesteś w swoim kątku? - spytała z uśmiechem uzdrowicielka.
-Jak zwykle.

Uwielbiała ten ogród. Uwielbiała wielkie, stare drzewa, których rozłożyste korony przenikało słońce. W dzieciństwie wydawały się jej takie wielkie. Nadal ją onieśmielały. Jasne plamy światła kładące się na trawie. Brzęczenie pszczół nad grządkami ziół. Wszystko to znała tak dobrze. Zapach lawendy i macierzanki. Najsilniej pachniały o zmierzchu. Teraz, kiedy przygrzało słońce wystarczyło tylko lekko je trącić, by znad grządki uniosła się chmura oszałamiających woni.
Minęła herbarium i zanurzyła się w cień między drzewami. Podniosła głowę i zobaczyła złociste odblaski słońca przedzierającego się przez liście. Lśniło na brzegach blaszek. Mieniło, jakby ktoś zanurzył drzewo w płynnym złocie. Tak musiały wyglądać ogrodu Loriena w dalekim Amanie.
Skręciła w alejkę wiodącą miedzy kwitnącymi krzewami i zatrzymała gwałtownie. Nie spodziewała się tu nikogo. Tym bardziej zaskoczył ją widok, który zobaczyła. Uśmiechnęła się mimowolnie. Kim był? Na pewno nie Elfem. Chociaż obcy, było w nim jednak coś znajomego. Jakby już gdzieś go widziała. Tylko gdzie? Cofnęła się i trąciła krzew. Zaszeleścił. Czar prysł?

Nagły szelest przywrócił Eomera do rzeczywistości. Zerwał się i odruchowo sięgnął po broń. Ręka trafił w pustkę. Rozluźnił się, kiedy zobaczył, że stoi przed nim kobieta. Jej ręce obronnym gestem zasłaniały twarz. Widać było tylko szare, zdumione oczy.
-Pani, nie powinnaś... - nie dokończył, bo błękitna suknia tylko zawirowała w powietrzu.
Patrzył za nią, chociaż nie wiedział dlaczego. Może to jedno spojrzenie tak na niego podziałało? Czy to była prawda, czy tylko słońce zaświeciło mu w oczy?
-Eomer, gdzie jesteś? - usłyszał wołanie Aragorna.
-Tutaj - własny głos dotarł do niego jakby zza grubej zasłony.
-Eowina powiedziała, że tu jesteś i...
-Kto to był ? - Rohirrim przerwał przyjacielowi wpół słowa.
-Kto? - zdziwił się Dunedain.
-Tamta dziewczyna... -Nikogo nie widziałem - król Gondoru pokręcił głową. - Dobrze się czujesz? - popatrzył badawczo na przyjaciela.
Eomer oparł się o drzewo. Odgarnął opadające na oczy pasmo włosów.
-Nie wiem...

Oparła się o drzwi starając się uspokoić oddech. Bardziej zaskoczona niż przestraszona wbiegła do pustej pracowni zielarzy. Właściwie, to nie mogła pojąć swojej reakcji. Nigdy nie należała do strachliwych, wrażliwych panienek. Wręcz przeciwnie, czym spędzała ojcu i braciom sen z powiek. A teraz? Wystarczyło, że zobaczyła w oczach tamtego człowieka... Co ona tak w ogóle zobaczyła?
-Weź się w garść, kobieto! - zbeształa sama siebie. - Podeszłaś go, więc czego się spodziewałaś? Tak reagują wszyscy wojownicy, łącznie z twoim ojcem. Myślałaś, że taki lew...
W tej chwili zdała sobie sprawę, jakie głupie porównanie przyszło jej na myśl i roześmiała się sama z siebie. Kojarzenie wojownika z południowym kotem było co najmniej śmieszne. A jednak... było w nim jakieś nieokiełznanie... dzikie piękno.

-Jeszcze żyjesz ? - Legolas stanął koło Eomera. - Krasnolud cię nie ściął?
-Uznał moje uwielbienie dla królowej Arweny - Rohirrim posłał mu krzywy uśmiech.
-O, naprawdę? W takim razie może wyrazisz to uwielbienie w obecności jej samej? Właśnie tu idzie.
Wojownik odwrócił się i zobaczył, że faktycznie w ich stronę zbliżają się królowa Gondoru i jej mąż.
-Porwiemy cię - uśmiechnął się Aragorn. - Co ty na to, bracie?
-A co ja mogę ? - Eomer wzruszył ramionami. - Jestem tylko biedną sierotką, której nie ma kto bronić.
-Bez obaw - roześmiała się Arwena. - Porwiemy cię w krainę baśni, a tam nie spotka cię żadna krzywda, panie - wyciągnęła do niego rękę.
-Wystarczy Eomer, pani.
-Wystarczy Arwena. Chodź ze mną. Ktoś bardzo chce cię poznać.
Aragorn tylko uśmiechnął się tajemniczo. Eomer rzucił mu podejrzliwe spojrzenie i miał coś powiedzieć, ale Arwena pociągnęła go w stronę stojących po drugiej stronie sali Elfów.
Nie bój się...
Zdezorientowany rozejrzał się dokoła.
Wiem, że masz mnie za czarownicę, ale nie bój się... Nie rzucę na ciebie uroku... A już na pewno nie tak potężny jak ten, któremu już uległeś...
Bardziej poczuł niż usłyszał śmiech.
Wystarczyło jedno spojrzenie, prawda? Nie broń się i nie zaprzeczaj, bo i tak nie zmienisz przeznaczenia.
Nagle stanął oko w oko z wysoką, złotowłosą kobietą. W jej błękitnych oczach lśnił blask wiekowej mądrości.
-Witaj, królu Eomerze - powiedziała.
-Pani Galadrielo - słowa z trudem przeszły mu przez gardło. - Panie Celebornie. Lordzie Elrondzie - odwrócił się do towarzyszy pani Lorien.
Cieszę się, że cię poznałam - uśmiechnęła się władczyni Elfów. - Każdy z kim rozmawiam prędzej, czy później wspomina o tobie, panie.
-Cokolwiek mówią, przesadzają - Eomer zdobył się na uśmiech.
-Co za kokieteria - rozległ się za nim głos Gandalfa. - Przyjacielu, nigdy nie sądziłem, że usłyszę od ciebie takie słowa.
-Jak widać, pozory mylą - dorzucił Frodo, który podszedł razem z czarodziejem.
- Ale cóż, każdy kiedyś zaskakuje.
-To chyba był komplement - roześmiał się czarodziej, a za nim całe towarzystwo, nawet Elfy.
Odwróć się...
W tym momencie zabrzmiał głos Imrahila.
-Poświęcisz mi chwilę, Eomerze?
Rohirrim odwrócił się i zobaczył księcia Dol Amroth, a obok niego...
Była piękna. Więcej, była czarowna. Długie kruczoczarne włosy okalały twarz o łagodnych, pełnych słodyczy rysach. Spływały na ramiona ostro odcinając się od jasnobłękitnej, wyszywanej perłami sukni. Była tak delikatna, wręcz krucha, ale w oczach miała coś, co przeczyło wyglądowi. Śmiałość, odwagę, silną wolę. Rohirrim poczuł, że serce przestaje mu bić, po czym zaczyna się tłuc jak szalone.
-Poznajcie się. Przyjacielu, moja córka, Lothiriel. Córko, to jest Eomer, władca Rohanu. Człowiek, któremu zawdzięczam życie.
-Wasza wysokość - Dunadanka dygnęła z wdziękiem. - To zaszczyt.
-Księżniczko.
Gandalf wymienił rozbawione spojrzenie z Frodem.
Miałam rację...

Kolacja z początku upływała w uroczystym, by nie rzec podniosłym nastroju. Jednak wzniosła cisza, przerywana tylko szczękiem sztućców szybko ustąpiła swobodnym pogawędkom i śmiechowi. Gandalf w pewnym monecie zauważył ukradkowe spojrzenia, które słali sobie Eomer i Lothiriel. Gdy w pewnym momencie popatrzyli na siebie jednocześnie dziewczyna zarumieniła się, a król ukrył uśmiech na pucharem. Czarodziej wstał i podszedł do Aragorna.
-Popatrz tam - szepnął mu na ucho wskazując na księżniczkę.
Dunedain zdziwił się, ale spojrzał na wskazaniem przyjaciela.
-Patrzę. I co?
-A teraz popatrz tam - czarodziej odwrócił jego głowę w stronę Eomera.
-Nadal nie rozumiem.
-Zastanów się.
Król Gondoru zmarszczył brwi, po czym nagle go olśniło.
-Zjawa - wyrwało mu się.
-Tym razem to ja nie rozumiem - Gandalf popatrzył na niego.
-Ale ja tak - Aragorn wstał i podszedł do Rohirrima.

-Mogę ci zadać pytanie? - głos Aragorna wyrwał króla Rohanu z zamyślenia.
-Zadać możesz. Nie gwarantuję, że odpowiem.
-To ona? Twoja zjawa?
Eomer oparł się o filar. Jego spojrzenie pomknęło w stronę księżniczki, która stała nieopodal pogrążona w rozmowie z Galadrielą, Arweną i Eowiną.
- Dlaczego z nią nie porozmawiasz? Na pierwszy rzut oka widać, że...
-Co widać? Rohirrim odwrócił się gwałtownie.
-Nie umiesz ukrywać uczuć, przyjacielu. No, idźże do niej - niemalże pchnął Eomera za dziewczyną, która znikała w drzwiach na taras.
-Imrahil...
-Imrahil nie poćwiartuje cię za chwilę rozmowy z jego córką. Idź.

Lothiriel oparła się o balustradę i spojrzała w niebo. Gwiazdy lśniły jasnym, czystym światłem. Burza nie przyszła, wbrew przewidywaniom Joreth, ale ochłodziło się. Księżyc wisiał nisko na granatowym niebie. Miasto i Pelennor spowite były jego błękitnawym blaskiem. Minas Tirith nabrało jakiegoś nieziemskiego wymiaru, pełne cieni, ze światłem migoczącym na szczytach dachów. Za jego murami tajemniczo lśniła Anduina...
-Księżniczko.
Niemalże podskoczyła, gdy zabrzmiał za nią obcy głos. Odwróciła się. W drzwiach, na granicy światła i cienia stał król Rohanu.
-Wybacz, jeśli cię wystraszyłem, pani - podszedł i stanął koło niej. W bezpiecznej odległości.
-To ja przepraszam, wasza wysokość - spróbowała jakoś zebrać myśli. - Zwykle się tak nie zachowuję.
-Jeszcze nie.
-Nie rozumiem...
-Jeszcze nie "wysokość" - uśmiechnął się.
Gdyby to był ktokolwiek z dworu jej ojca albo wuja Namiestnika nazwałaby to "uśmiechem oficjalnym" - uprzejmym, naturalnym, ale całkowicie pozbawionym radości. Eleganckim i wystudiowanym do perfekcji. Ale ten człowiek nie był kimkolwiek z dworu jej ojca albo wuja. Był władcą Rohanu, jeśli nawet jeszcze nie koronowanym. I na pewno nie był na tyle wyrachowany, by udawać przed nią pełnego uprzejmej obojętności polityka.
-Mogę ci zadać pytanie, księżniczko? - oparł się o balustradę. Kiedy pochylił na bok głowę złote loki opadły mu na ramię lśniąc w świetle księżyca.
-Zależy... od pytania - poczuła, że się rumieni.
-Dlaczego uciekłaś? Rano w ogrodzie.
-Dlaczego się na mnie rzuciłeś? - odezwała się jej wrodzona przekorą.
-Nie rzuciłem.
-Ależ tak.
-Wcale nie.
-Tak.
-Nie.
-Zerwałeś się jak oparzony z obłędem w oczach. Sięgnąłeś po broń. Na szczęście jej nie miałeś. Boje się pomyśleć...
-Powiedziałaś mi na "ty"? - przerwał jej wpół słowa.
Zbladła na moment. Z jej oczu zniknął cały blask. Spuściła głowę i dygnęła głęboko.
-Wybacz mi, wasza wysokość - powiedziała cicho. - To się już nigdy więcej nie powtórzy.
-To, że zapomniałaś o tytule, pani? - podszedł bliżej. Delikatnym, ale stanowczym ruchem zmusił, by się wyprostowała. - Nienawidzę tej waszej sztywnej ceremonialności. Tych wszystkich dostojności, wysokości i majestatów. Poza tym, rodzice nie nazwali mnie "wysokość" tylko Eomer.
Powoli podniosła na niego zdziwione spojrzenie. Puścił jej rękę i cofnął się.
-Wybacz mi tę śmiałość, pani - w jego głosie wyczuła jakieś drżenie. W oczach miał... strach? - Dokończ, co chciałaś powiedzieć.
Uśmiechnęła się. Po wszystkich przewrażliwionych na punkcie swoich tytułów gondorskich wielmożach król Rohanu był po prostu... sobą. Zwyczajnie miłym i bezpośrednim człowiekiem. Bez śladu tej arogancji, którą zawsze mają ludzie świadomi swojej pozycji. Dokładnie takim, jak opisywał go jej ojciec.
-Zapomniałam, co miałam na myśli.

Imrahil jeszcze raz powiódł zirytowanym wzrokiem po sali. Podszedł do Aragorna.
-Nie wiesz może, gdzie zniknęła moja córka? - spytał.
-Wiem - król uśmiechnął się tajemniczo. - Jest na zewnątrz, na tarasie. Cała, zdrowa i bezpieczna.
-A skąd wiesz?
-Co skąd wiem? To gdzie jest, czy że jest bezpieczna? - roześmiał się już jawnie Aragorn. - Jest z Eomerem.
Książę Dol Amroth bez słowa odwrócił się i skierował ku wyjściu. Doszedł do drzwi i stanął jak wryty, słysząc śmiech swojej córki. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył.
Stali oparci o balustradę, rozmawiali o czymś. Lothiriel za wszelką cenę usiłowała opanować śmiech. Pokręciła głową z niedowierzaniem. Eomer przyłożył dłoń do piersi. Imrahil usłyszał tylko ostatnie zdania rozmowy.
-... jeśli nie wierzysz, spytaj moją siostrę. Potwierdzi każde moje słowo.
-Szczerze mówiąc nietrudno się pomylić. Nie dziwię się tamtemu człowiekowi. Sama miałabym problemy.
-No to ile?
-Mam zgadywać? Dwadzieścia cztery.
-Źle.
-To ile?
-Dwadzieścia osiem. Już.
-Już?
-Już.
-Czyżbym słyszała żal?
Odwrócił się, by napotkać spokojne spojrzenie Galadrieli.
-Pani?
Uśmiechnęła się tym łaskawym, łagodnym uśmiechem.
-Znowu zaczęła się opowieść starsza od słonecznego świata. Maleńkimi kroczkami, jeszcze trochę przestraszeni, pewnie zaskoczeni. Nawet się nie spodziewali, a jednak znowu zadziałało najstarsze z zaklęć świata. Znowu delikatne piękno obłaskawiło bestię, a bestia nie miała nic przeciwko temu. Chodź, książę. Jutro im powiesz, co myślisz o takim zachowaniu. I amar prestar aen...
Napisała: VanEo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl