Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Gwiazd nad twoją drogą

Mężczyzna zatrzymał konia koło strażnika. Żołnierz podszedł do niego.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Widzieć Marszałka - odpowiedział zakapturzony jeździec.
- Kto?
- Thorongil - mężczyzna zsunął kaptur.
- Oczywiście, panie. Wybaczcie, że nie poznałem was od razu. Marszałek siedzi przy ognisku. O, tam.
- Dziękuję - jeździec zsiadł z konia i wziąwszy go za uzdę, poszedł we wskazanym kierunku.

Obóz był duży. Stacjonowało w nim chyba z tysiąc żołnierzy. Jak zwykle o tej porze roku na dwa tygodnie ze wszystkich miasteczek, wiosek, czy innych farm znikała większość mężczyzn. Obowiązkowo musieli stawić się na ćwiczenia. Rohańska armia miała 10 tysięcy ludzi, ale rzadko kiedy wyruszała w pole w całości. Część zawsze zostawała bronić kraju. Jednak nawet w czasach pokoju ludzie musieli umieć walczyć.

Thorongil podszedł do głównego ogniska. Rozejrzał się i zobaczył siedzącego przy nim młodego oficera. Jasne włosy opadały na ciemnozielony płaszcz, ostro odcinając się od jego barwy. Mężczyzna oparł brodę na splecionych dłoniach i zamyślony wpatrywał się w ogień. Jego oczy były zielone jak rohańska trawa.
- Co spodziewasz się tam zobaczyć? - zapytał przybyły, podchodząc do żołnierza od tyłu.
Mężczyzna aż podskoczył. Odwrócił się gwałtownie. Płaszcz zsunął mu się z ramienia odsłaniając szlify Pierwszego Marszałka Marchii.
- Thorongil, zaskoczyłeś mnie - Eomund uśmiechnął się do mężczyzny i poprawił okrycie.
-Nie śpij, bo cię ukradną, albo podmienią. A wtedy Theodwina chyba urwie mi głowę.
- Eee, może nie. Moja żona słynie z łagodności.
- O czym myślałeś? - spytał Thorongil przysiadając obok Marszałka.
- O wszystkim i o niczym. Ogólnie. A tak naprawdę, to o Theodwinie. Źle się czuję z tym, że akurat teraz musiałem ją zostawić. Powinniśmy być razem.
- Nie martw się. Właśnie z pewną radosną nowiną jedzie tu pewien królewski posłaniec.
Eomunda wyprostowało. Popatrzył na Thorongila pełnym niedowierzania wzrokiem.
- Nie...
- Tak - twarz wojownika rozjaśnił uśmiech.
- Kiedy ?
- Wczoraj wieczorem. Jakby co, to ty nic nie wiesz.
- A co ?
- Nie mam pojęcia, ale sądząc po wrzawie, jaka powstała to chyba chłopczyk.
Czy mogę uściskać szczęśliwego ojca? - zapytał rycerz, patrząc jak oczy jego przyjaciela wypełniają się łzami.
- No co ty ? Żartujesz? - Eomund objął wojownika.
- No już, ubranie mi zamoczysz.
- Panie Marszałku, czy...? - żołnierz urwał wpół zdania, stwierdzając, że chyba przyszedł nie w porę.
- Słucham ? - Eomund popatrzył na niego.
- Czy raczycie panie wysłuchać posłańca? Właśnie przybył i chyba to pilne - Jeździec od czasu do czasu rzucał nieufne spojrzenie w stronę Thorongila.
- Dawaj go tu.
Wojownik odszedł, a po chwili do siedzących przy ognisku rycerzy podbiegł posłaniec.
- Panie, raduj się. Masz syna !
Ta część żołnierzy, która była na tyle blisko, by usłyszeć porzuciła swe zajęcia i podeszła bliżej.
- Słyszeliście?! - krzyknął Eomund.
- Słyszeliśmy, Wasza Książęca Mość - Erkenbrand, Drugi Marszałek Marchii podszedł do swego zwierzchnika. - W imieniu Armii Rohanu składam serdeczne gratulacje - żołnierz zasalutował.
Eomund oddał honory i roześmiał się.
- Po co ten ceremoniał? - objął podwładnego i jednocześnie jednego ze swoich najlepszych przyjaciół.

- Gratulacje, Mundi. Bardzo się cieszę - powiedział Erkenbrand, kiedy zostali sami w namiocie Eomunda.

- Będziesz jego chrzestnym, zacznie ci wchodzić na głowę, to przestaniesz być taki radosny - wtrącił Thorongil. - A zważywszy na stare porzekadło: "Jaki ojciec, taki syn" będzie to straszne. A jak będzie miał na imię nowy dziedzic Aldburga i Wschodniej Bruzdy?
- Eomer.
Erkenbrand gwizdnął.
- No nieźle. Wysoko mierzysz.
- Dlaczego? - spytał Thorongil.
- Bo to imię znaczy: "Najsłynniejszy wśród Jeźdźców". To prawie jakby mu przepowiadał koronę.
- Eomund po prostu ma wysokie aspiracje w stosunku do swojego syna - Dunedański wojownik usiadł obok Erkebranda w identycznej jak on pozycji - z nogą założoną na nogę, brodą opartą o dłoń i spojrzał z namysłem na młodego Marszałka.
- Prawda? - powiedział Drugi Marszałek śmiertelnie poważnym tonem.
- To mi pachnie przewrotem pałacowym, rewolucją i obaleniem władcy.
- A mnie jeszcze czymś.
- Czym?
- Zamachem stanu.
Obaj wybuchnęli śmiechem. Eomund spojrzał z udawanym politowaniem na pokładających się ze śmiechu mężczyzn.
- Po prostu powiedzcie, że wam zazdrość.
- Pewnie. I to jeszcze jak - wykrztusił Thorongil. - Niestety, ja na moją narzeczoną muszę jeszcze poczekać, bo na razie mam ważniejsze rzeczy na głowie. Poza tym jej ojciec ma okropnie wysokie wymagania.
- Domyślam się - pewnie chce, żebyś objął panowanie na Gondorem i Utraconym Arnorem - Erkenbrand zrobił natchnioną minę. - Ale ponieważ ty nie masz w sobie za grosz królewskiej krwi Numenoru, to nie masz, na co liczyć.
-Mylisz się - powiedział Thorongil, ale Rohirrimowie wzięli to za kolejny żart.

Wiatr poruszył trawami. W oddali szumiał wodospad Henneth Annun. Aragorn z zamyśloną miną spojrzał na siedzącego obok Rohirrima. Tak, Eomer faktycznie został "Najsłynniejszym wśród Jeźdźców". Uśmiechnął się na wspomnienie ich pierwszego spotkania. Wydawało mu się wtedy przez moment, że widzi Eomunda, który powrócił między żywych. Różnice dostrzegł dopiero, gdy syn Pierwszego Marszałka stanął z nim oko w oko. Zobaczył wtedy łagodnie zarysowane brwi i długie wywinięte rzęsy Theodwiny. Te rzęsy, o których Eomund mówił, że są jak zasłony kryjące najsłodsze tajemnice. Ale zobaczył też wyraziste, intensywnie zielone oczy Eomunda. A później też jego siłę woli, a nade wszystko ten sam ogień, który w synu płonął równie silnie jak w ojcu. Ten ogień, który kazał Eomundowi zginąć, a Eomerowi pozwolił przeżyć Wojnę o Pierścień.
- Nie umarłeś, przyjacielu - pomyślał Dunedain. - A ten chłopiec jest tego najlepszym dowodem. Gwiazd nad Twoją drogą, Eomundzie.

Napisała:VanEo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl