Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

W drodze donikąd

Srebrzystobiały rumak gnał przez równinę Rohanu niczym strzała. Daleko za nim zostały ośnieżone szczyty Gór Białych. Jeździec kierował go na północ, w stronę Fangornu. Nie wiedział, czy dogoni żołnierzy. Możliwe, że byli już poza granicami Marchii. W drodze donikąd.
- Biegnij Cienistogrzywy, biegnij - Gandalf pochylił się do szyi wierzchowca. - Musimy ich dogonić.
Mearas jeszcze bardziej przyspieszył, choć wydawałoby się to niemożliwe. Wiatr rozwiewał grzywę i ogon konia, i siwą brodę Czarodzieja. Step uciekał spod kopyt gnającego szaleńczo rumaka. A czas uciekał jeszcze szybciej.

***

Eomer wyprostował się w siodle. Podniósł do góry głowę, odetchnął głęboko czystym, pachnącym powietrzem. W każdej innej sytuacji byłby teraz najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Otaczał go step. Czuł przestrzeń. Wolność. Teraz jednak nie było mu do śmiechu. Odwrócił wierzchowca, żołnierze mijali go w milczeniu. Kiedy ostatni z nich dołączył do towarzyszy, Eomer popatrzył na południe. Tam było Edoras, od piętnastu lat jego dom. W tym domu została jego siostra, jego wuj, jego życie. Nawet nie wiedział, czy Theodred jeszcze żyje.
Jego spojrzenie pomknęło na zachód. Aragorn... Legolas... Gimli... Tak brzmiały ich imiona. Czy osiągnęli swój cel?
Niedaleko zaparskały konie. Odwrócił się. Żołnierze stali i czekali na niego. Na swojego dowódcę. Czy miał prawo jeszcze im rozkazywać? Nie prosił, żeby z nim jechali. W końcu to jego wygnano. A oni? Sami się na to zdecydowali. Nie dowodził nimi, walczył, ale nie dowodził. Już nigdy więcej.
-Wracamy, panie Marszałku? - jeden z żołnierzy podjechał do niego.
-Nie.. jedziemy na północ... tak jak planowaliśmy... - te słowa z trudem przeszły Eomerowi przez gardło.
Ostatni raz popatrzył na Rohan, swoją ojczyznę, do której już prawdopodobnie nie miał nigdy wrócić. Zostawił tu wszystko, co znał i co było mu drogie. Pochylił głowę. Zamknął oczy, zacisnął zęby. Nie mogli widzieć, jak się łamie. Nie ci ludzie.
"Weź się w garść, głupcze. Czekają na ciebie" - pomyślał.
Odwrócił konia. Skierował go na północ, ku nieznanej przyszłości...

***

Cienistogrzywy podniósł łeb i zarżał donośnie. Z oddali dało się słyszeć coś, jakby odpowiedź - rżenie innych koni. Gandalf odetchnął i uśmiechnął się. Zmusił konia do ostatniego, szybkiego biegu. Na horyzoncie zobaczył ciemną kreskę. W miarę, jak się do niej zbliżał zaczęło być widać wierzchowce, ludzi. Chodzili tam i z powrotem, krzątali się przy koniach. Rozpalali ogniska. Cienistogrzywy zarżał jeszcze raz. Tym razem odpowiedź była pewna. Jeden z koni, szaro-siwy ogier podbiegł do niego. Był rozsiodłany, wyczyszczony. Widać było, że zajmowano się nim z troską.

- Witaj, Płomiennonogi - Gandalf pogłaskał konia po karku. - A gdzie twój pan?
Kilku jeźdźców podeszło powoli do Czarodzieja. W dłoniach trzymali włócznie, gotowi w każdej chwili do obrony.
- Kim jesteś, człowieku i co tu robisz ? - zapytali we Wspólnej Mowie.
- Nie poznajecie mnie ? - Galdalf zeskoczył z grzbietu Cienistogrzywego. Rohirrimowie przyglądali mu się podejrzliwie.
- Jestem Gandalf Biały i mam do przekazania ważne wieści. Gdzie jest Eomer, Trzeci Marszałek Marchii? Muszę z nim pilnie mówić.
Dopiero teraz żołnierze rozstąpili się przed Czarodziejem.
- Marszałka znajdziesz, panie, przy ognisku. Ale jeśli przybywasz z Edoras, nie spodziewaj się wiele. Jest rozgoryczony i przybity. Zresztą, wcale mu się nie dziwię. Na jego miejscu dawno bym zarżnął tę kreaturę. Nie zważaj, więc na ewentualne ostre słowa z jego strony - jeden z wojowników poprowadził Gandalfa przez prowizoryczny obóz.
- Ilu was tu jest? - zapytał Czarodziej.
- Ponad dwa tysiące. Tylu, ilu przeżyło Brody i odwrót po bitwie. Marszałek przyjechał dziś przed świtem z prawie całym eoredem. Z nikim nie rozmawia.
- Nie dziwię mu się - mruknął Gandalf.
W tym momencie wśród żołnierzy mignęła mu czerwono-srebrna brygantyna. Poszedł w tamtym kierunku. Eomer siedział przy ognisku, zapatrzony w płomienie. Całkowicie niewrażliwy na to, co działo się dokoła niego. Jego zbroja i ubranie były brudne od błota i orczej posoki. Splątane, ciemnozłote loki spływały mu na ramiona. Hełm leżał obok pnia, na którym siedział Eomer. Ogniste błyski igrały na jego powierzchni. Wygrawerowane runiczne napisy błyszczały. Biała kita mieszała się z trawą.
- Czy nie jest obowiązkiem Marszałka Marchii trwać wiernie przy swym królu ? - zapytał Czarodziej stając za Eomerem.
- O ile król sobie tego życzy, a jego doradcy nie mają nic przeciwko - głos Rohirrima był zmęczony i bezbarwny. Nawet nie podniósł głowy. Wciąż wpatrywał się w ogień.
- Król potrzebuje twojej pomocy, Eomerze. Bez niej Rohan upadnie.
- Rohan już upadł - Marszałek odwrócił się do Gandalfa.
W jego zielonych oczach widać było żal i?
- Theoden otrząsnął się z uroku - Czarodziej usiadł koło młodego wojownika. - Teraz zdąża do Rogatego Grodu i czeka na ciebie. Jesteś mu potrzebny... Marchia cię potrzebuje. Ciebie i tych żołnierzy. Waszej siły i odwagi. Wciąż jest nadzieja na zwycięstwo.
- Nie ma już nadziei, Gandalfie. Opuściła te ziemie. W końcu brakło dla niej miejsca.
- Poddajesz się rozpaczy? - Czarodziej uważnie popatrzył na Rohirrima. - Przywykłem widzieć cię jako silnego, niezłomnego wojownika.
- Przywykłeś widzieć mnie także czystego i w wypolerowanej zbroi - usta Eomera wykrzywił gorzki uśmiech. - Świat się zmienił. Już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi co kiedyś. Nie żywię urazy do wuja. Jest naprawdę wspaniałym człowiekiem i wiele mu zawdzięczam, ale nie pozwolę, żeby manipulowaną mną jak figurką na szachownicy.
- Pamiętaj, Eomerze, jesteś nadal jego wasalem. I siostrzeńcem. Theoden czeka w Rogatym Grodzie i ma nadzieję, że go nie zawiedziesz. Zrobisz, co uważasz za stosowne - Gandalf wstał i podszedł do Cienistogrzywego.

***

Aragorn gnał w dół Grobli nad Helmowym Potokiem. On, Theoden, Legolas i sześciu rycerzy, którzy byli jeszcze w stanie walczyć. Wśród tłumu orków czuł się jednocześnie silny i samotny. Wiedział, że czeka ich śmierć. Widział ją. Widział Elfów padających pod szablami orków, jeden po drugim.
"Piątego dnia o świcie patrz na wschód" - słowa Gandalfa nagle przemknęły mu przez myśl.
Gdzieś jakby z oddali usłyszał rżenie konia. Odwrócił głowę. Na szycie zbocza srebrzysty rumak wspinał się na zadnie nogi...

Gandalf spojrzał z wysoka na pole bitwy. Widział mrowie orków i kilka sylwetek rohańskich wojowników.
- Król Theoden walczy samotnie - powiedział, jakby do siebie.
- Nie samotnie - odezwał się głos z tyłu.

- Gandalf... - wyszeptał Aragorn, jakby bał się, że to co widzi, to tylko złuda.

Obok Czarodzieja pojawił się drugi jeździec. Wiatr rozwiał biały pióropusz na jego hełmie.

- Eomer? - Theoden zwrócił wzrok na skały.

- Rohirrimowie! - okrzyk Eomera poniósł się echem po wąwozie. - Do króla! Za jego plecami nagle wyrosła cała armia i niczym lawina ruszyła w dół zbocza na przerażonych orków.

Napisała:VanEo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl