Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Przygody to nie dla mnie

Mat rozejrzał się dokoła. Jak okiem sięgnąć rozciągały się pagórki porośnięte trawą, czasem zaroślami. Tu i ówdzie zdarzało się jakieś drzewo. Dopiero na horyzoncie majaczyła linia granicy lasu. Lasu, w którym podobno drzewa mówiły i poruszały się. Przynajmniej tak opowiadali. Ale przecież Stary Las w Bucklandzie też miał mówić, a jakoś nigdy nie mówił. Bajdy, którymi straszy się małe dzieci. Chłopiec nerwowo popatrzył na niebo. Musiał przyznać, aczkolwiek nie miał na to najmniejszej ochoty - zgubili się.
- Daleko jeszcze? - doleciało go z tyłu.
Obrócił się. Drugi hobbit, mniej więcej w jego wieku nerwowo rozgrzebywał nogą jakiś kreci kopiec.
- Mówiłeś, że wiesz, gdzie jest trakt.
- Bo wiem - zaperzył się Mat. - jest... - rozejrzał się jeszcze raz. - Tam! - Wykrzyknął z triumfem, mimo że nie miał najmniejszego pojęcia, gdzie się znajdują.
- Już ci wierzę - Tom podszedł do niego. - Gdyby tam był, to już dawno byśmy doszli. A wiesz chociaż w takim razie, jak wrócić do domu? Że też dałem się na to namówić. Siedziałbym spokojnie w domu, przy kominku, a tak uganiam się przez dwa dni po pustkowiu, z moim nieodpowiedzialnym kuzynem tylko dlatego, że nagle zachciało mu się zobaczyć Dużych Ludzi. Mało ci ich w Bree? Musisz mnie ciągnąć na północ? A poza tym, co za ludzi ty chcesz zobaczyć, że tak ci na tym zależy? Obłęd.
- Skończyłeś? - Mat popatrzył na kuzyna. - Widziałeś tę wspaniałą zbroję w Brandy Hallu? Pochodzi z południa, z dalekiego kraju, gdzie ludzi jeżdżą na wielkich, siwych koniach. Zachowujesz się jak małe dziecko. Jak nie chcesz ich zobaczyć, to wracaj do domu.
- Bardzo chętnie, tylko którędy?! - wrzasnął Tom. - Jak żyję już szesnaście lat, to nie widziałem większego awanturnika od ciebie, Brandybucku zatracony. Niech cię z tą twoją podróżniczą żyłką. I nie nazywaj mnie małym dzieckiem, jasne?!!! - rozdarł się kuzynowi praktycznie do ucha.
- O, wielki pan Tuk się odezwał - odciął się Mat dłubiąc w uchu, bo nagle odniósł wrażenie, że lekko przygłuchł. - Ciekawe, co by na to powiedział wuj Peregrin, gdyby... - nie dokończył, bo w tym momencie Tom otworzył szeroko oczy, jakby nie dowierzał temu, co widzi. Mat popatrzył za jego wzrokiem. Zza pagórka wyjechał najpierw jeden, potem drugi jeździec, a za nimi cała kawalkada.
- No, i masz swoich Dużych Ludzi - szepnął młody Brandybuck. - To o nich ci chodziło?

***

Meriadok zatrzymał kucyka. Popatrzył na ziemię, usiłując coś z niej wyczytać, tak jak uczył go Aragorn. Na próżno. Hobbit potrząsnął głową zrezygnowany. Wyprostował się w siodle i rozejrzał dokoła. Westchnął. W tym momencie podjechał do niego Pippin.
- Nic - Merry popatrzył na przyjaciela. - Nie mam pojęcia, gdzie pojechali.
-Lekcje tropienia na wiele ci się nie zdały - w głosie Peregrina aż zbyt dobrze słychać było ironię. - I w dodatku to twój bratanek wymyślił całą tę eskapadę.
-Ale syn twojego kuzyna za nim poszedł - odciął się Merry.
-Dobrze, nie kłóćmy się. Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Trzeba je tylko znaleźć - Pippin podniósł ręce w obronnym geście.
-Jeśli poszli w stronę traktu, to powinniśmy się kierować tam - Merry odwrócił się na południe - Ale jeśli poszli w stronę Shire, to niestety, musimy ruszyć praktycznie w drugą stronę.
-Pod warunkiem, że rzeczywiście poszli, w jednym z tych dwóch kierunków.
-Ja się załamię - Meriadok chwycił się za głowę w geście całkowitej i ostatecznej rozpaczy. - Czy was, Tuków, nigdzie nie można puścić samych, albo zostawić, żebyście sami podejmowali decyzję?
-Panie Brandybuck, lepiej zostaw te dywagacje i powiedz mi, gdzie jest mój bratanek.
-Nie wiem i możesz mnie za to wysłać na Wschód - Merry rozłożył ręce. - Po co myśmy ich w ogóle zabierali do tego Bree?
Dwaj hobbici zamilkli. Mieli nie lada kłopot, z którym nie bardzo potrafili sobie poradzić. Rozejrzeli się po pagórkach. Na oko wszystkie wyglądały identycznie. I to było najgorsze. Byli dwa dni drogi na północ od Bree. Niedaleko stąd zaczynały się kurhany, a Merry?ego do tej pory dreszcz przechodził, kiedy o nich pomyślał.
Wyjął list Mata. Przeczytał go po raz n-ty, próbując na nowo odnaleźć jakieś wskazówki. Na próżno.

"Drogi wuju Meriadoku

Tom i ja jedziemy szukać przygód, tak jak Ty i wujek Peregrin. Wrócimy za dwa dni.

Mat

P.S.
Nie martwcie się o nas.

P.S.2
Ta zbroja jest naprawdę piękna.

"
- Jak ich znajdziemy, to jak tu stoję, przełożę obu przez kolano i dam im tak w skórę, że odechce im się przygód na całe życie. I jeszcze mi tu bazgrze o jakiejś zbroi - Merry zmiętosił kartkę w dłoni.
- O jakiej zbroi? - zainteresował się Pippin.
- Nie wiem. Pewnie o tej, która wisi... - Merry nie dokończył.
Popatrzyli na siebie. Olśniło ich.
- Zbroja. Twoja zbroja z Rohanu - rozpromienił się Pippin, ale zaraz mina mu zrzedła. - Tylko mi nie mów, że pojechali do Rohanu.
- I pisze, że wrócą za dwa dni? Zastanów się. Użyj tego, co tam masz - Meriadok popukał kuzyna w czoło. - Ale co im przyszło do głowy?
Peregrin zastanowił się przez chwilę.
- Chyba już wiem.

***

Mat zaczaił się w krzakach z oddali obserwując, jak jeźdźcy rozkładają obóz. Zafascynowany śledził ich działania. Nie pomylił się. Żołnierze mieli na sobie identyczne zbroje jak ta, która wisiała u wuja Merry'ego.
- Długo będziemy siedzieć w tych krzakach? Zimno mi - usłyszał zniecierpliwiony szept Toma.
- Nie poganiaj mnie.
Ludzie tymczasem zdążyli rozstawić namioty i rozpalić ogniska. Słońce powoli kryło się za horyzontem. Jego blask odbijał się w polerowanych kolczugach, błyszczał na grotach włóczni i hełmach. Wiatr niósł zapach koni. Słychać było ich rżenie i strzępki rozmów, prowadzonych w dźwięcznej mowie.
- O czym oni mówią? - zapytał Tom.
- Nie mam pojęcia - Mat położył się na ziemi i podparł brodę dłonią. - Ale bym chciał być taki wysoki - rozmarzył się. - Wtedy mógłbym natłuc każdemu.
- Jak tamten dryblas? - Tom wskazał na najwyższego mężczyznę, który właśnie pojawił się w polu ich widzenia.
- Na przykład.
- Już to widzę. Zawadzałbyś o wszystkie żyrandole w Brandy Hall. Jak Gandalf w Bag End - zachichotał Tom.
Mat popatrzył na niego pobłażliwie.
- Zazdrośnik.
W tym momencie tuż przed sobą nagle zobaczyli długie nogi w kawaleryjskich oficerkach i skórzanych spodniach widocznych spod długiej kolczugi. Podnieśli głowy do góry. Obcy był naprawdę wysoki, zwłaszcza z ich perspektywy. I z twarzy wyglądał na około dwadzieścia, może dwadzieściakilka lat.
- Długo będziecie kryć się w tych krzakach, przyjaciele hobbici? - zapytał Westronem, jakiego żaden z nich wcześniej nie słyszał. Chłopak miał idealną dykcję, a słowa wymawiał w jakiś dziwnie szlachetny sposób. - Może wyjdziecie i powiecie, kim jesteście?
- A ty kim jesteś? - Mat wstał i przybrał wojowniczą minę.
- Jestem Eothain, przyboczmy Jego Wysokości, króla Rohanu. A wy?
- Mat Brandybuck, a to Tom Tuk - Mat otrzepał ubranie z liści.
W tym momencie jeden z jeźdźców coś krzyknął w ich stronę. Eothain odwrócił się i odpowiedział w tej samej mowie. Potem zwrócił się do hobbitów.
- Brandybuck? Zatem musisz znać Meriadoka Brandybucka.
- Meriadoka? - Mat o mało się nie zagotował. - To mój rodzony wuj od strony ojca.
- O co pytał twój towarzysz? - Tom wtrącił się do rozmowy.
-Czy długo będę rozmawiał z tymi krzakami. Tak, więc, macie dwa wyjścia: albo odejdziecie, albo zostaniecie tu na noc. Ponieważ noce tutaj bywają nieprzyjemne, proponowałbym pozostanie, ale decyzja należy do was.
Hobbici popatrzyli po sobie.
- Musimy to przemyśleć - Mat szarpnął kuzyna i odwrócili się w stronę krzaków.
- Co o tym myślisz? - szepnął do niego.
- A co ci podpowiada twój niezawodny zmysł poszukiwacza przygód? - spytał sarkastycznie Tom.
- Wujek mówił, że oni są mili. I przede wszystkim honorowi. Teoretycznie nic nam z ich strony nie grozi. Nie zjedzą nas przecież.
- Jak wrócimy do domu, to za straty moralne, jakich przez ciebie doznałem wisisz mi piwo - zastrzegł się Tom.
- Paskuda. - młody Brandybuck odwrócił się do Rohirrima. - Podjęliśmy decyzję i... nie znalazłoby się tam gdzieś po kocu dla zziębniętych hobbitów? - zapytał.
Eothain uśmiechnął się szeroko.
- Chodźcie. Mój pan jest bardzo ciekaw, co słychać u jego wiernego giermka-niziołka.
Dwaj hobbici podążyli za nim do obozu.

***

Peregrin pogonił kucyka. Rozejrzał się. - Skąd wiesz, że akurat tędy będą jechać? - zapytał Merry'ego, który jechał przed nim.
- Bo to najkrótszy szlak z Annuminas do Bree. A jeśli ich znam, to zatrzymają się w Bree, jak wszyscy normalni ludzie. Nawet konie z Rohanu nie mogą biec w nieskończoność. Do Bree jest stąd dwa dni drogi, zbliża się wieczór, więc teoretycznie gdzieś tu powinni się rozłożyć.
- Skąd wiedziałeś, że Mat pojechał tropić Rohirrimów?
-Musiał usłyszeć, jak rozmawialiśmy i zamiast czekać razem z nami w Bree, wybrał się razem z Tomem na wycieczkę. Mam nadzieję, że nic im nie jest. I po co ja mu opowiadałem o Rohanie? Dobrze, że nie wybrał się do Edoras. Dobrze, że król jedzie z, a nie do Annuminas. Jakby mi jeszcze przyszło pędzić za tymi smarkaczami nad samo jezioro Nenuial, to chyba obdarłbym ich własnoręcznie ze skóry.
Pippin popatrzył na przyjaciela. Nigdy nie słyszał z jego ust takich słów. Nawet po Wojnie. A od tej minęło już prawie cztery lata.
- Może lepiej jedźmy dalej - zaproponował.

***

Hobbici szli przez obóz Rohirrimów rozglądając się dokoła. Zielone namioty, piękne, siwe konie, to wszystko było tak wielkie i tak niesamowite, że aż zapierało im dech. Dopiero teraz Mat zrozumiał, dlaczego wuj Merry zawsze mówił o Rohirrimach z takim szacunkiem i podziwem. Dla niego - hobbita wychowanego z dala od wojen, broni i wojowników obóz Jeźdźców był niczym sen, czarowny i groźny jednocześnie. Patrzyli na to wszystko, chłonąc każdy szczegół. Widzieli przyjazne, a czasem lekko rozbawione uśmiechy jasnowłosych ludzi. Z drugiej strony nie potrafili nie zauważyć ich broni - długich mieczy w pięknie zdobionych pochwach i włóczni wbitych w ziemię. W pewnym momencie Eothain przystanął. Nie zauważyli tego i wpadli na jego nogi. Popatrzyli zaskoczeni do góry. Rohirrim stał przed jednym z namiotów. Odsunął płachtę i powiedział coś w swojej mowie. Ze środka dobiegł czyjś głos odpowiadający w tym samym języku. Żołnierz wszedł do środka. Hobbici niezdecydowani zostali na swoich miejscach. Popatrzyli po sobie.
- No co? Nie wejdziecie? - Eothain wychylił się z namiotu.
Mat przełknął nerwowo ślinę.
- A do kogo idziemy? - zapytał.
-Jak to do kogo? - zdziwił się żołnierz. - Do mojego pana. Do króla Eomera.
- Króla?! - wykrzyknęli jednocześnie Tom i Mat.
- Nie powiedziałeś, że będzie tu ich król - Tom nerwowo złapał Mata za ramię.- Dwa piwa!
- Nie powiedziałem, bo nie wiedziałem - Mat zbladł. - Myślałem...
- Cóż takiego myślałeś, młody przyjacielu? - Obok Eothaina stanął drugi mężczyzna.
Obu hobbitom opadły szczęki z wrażenia. Był jeszcze wyższy od Eothaina. Jasne włosy opadały mu na ramiona niesfornymi kędziorami. W zielonych oczach lśniło rozbawienie.
- Może zamiast stać tu, wejdziecie do środka? - Odsunął się robiąc im przejście.
- Ty pierwszy, wielki poszukiwaczu - szepnął Tom do ucha kuzyna.
- Dlaczego ja? - Oburzył się Mat.
- Eothainie, może wyjaśnisz im, że nie gryzę - król popatrzył na swojego przybocznego. - Może, gdy ty im to powiesz, uwierzą i przestaną się zachowywać jak małe dzieci. - Odwrócił się i zniknął w namiocie.
Tom zawrzał. Jednym ruchem odsunął zdębiałego Mata i zamaszystym krokiem wkroczył do namiotu. Stanął przed Eomerem, oparł ręce na biodrach i przybrał swoją najgroźniejszą minę, której tak bało się jego młodsze rodzeństwo. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się zreflektował. Eomer popatrzył na niego pytająco.
- Chciałeś coś powiedzieć? - zapytał uprzejmie.
- Serdecznie witamy w Bree - wydukał hobbit.
W tym momencie do namiotu wpadł Mat, a za nim wszedł Eothain. Kiedy młody Brandybuck zobaczył, że jego kuzyn nie narobił sobie kłopotów, odetchnął z ulgą.

***

- Nareszcie - westchnął Merry.
Na horyzoncie migotały ogniska obozu. Pogonili kuce w tamtą stronę. Po kilku chwilach dotarli do kręgu namiotów. Strażnik zagrodził im drogę.
- Kto idzie? - krzyknął w Westronie. - Mistrz Holdwine, podczaszy Meduseld - odpowiedział Meriadok w rohirriku.
- Nie mówiłeś, że znasz język Rohanu - Pippin popatrzył na niego zdumiony.
- Bo nie znam. To najdłuższe zdanie, jakie umiem wypowiedzieć w tej mowie - Merry skrzywił się zabawnie.
- Mamy tu dziś prawdziwy wysyp hobbitów - stwierdził żołnierz z uśmiechem, wpuszczając ich do obozu.
- Czy przypadkiem nie przechodziło tędy dwóch młodych hobbitów. Mniej więcej cztery stopy wzrostu, jeden miał ciemnoblond, a drugi kasztanowe włosy. Obaj trochę męczący. Jeden nie cierpi, gdy nazywać go dzieckiem - Pippin popatrzył na Rohirrima.
- Nie tylko przechodziło, ale i nawet się tu zatrzymało - rozległ się drugi głos.
- Wasza Wysokość - Merry skłonił się. - Spodziewaliśmy się spotkać was za dwa dni w Bree. Przepraszam, jeśli tych dwóch narobiło kłopotów. To rozpuszczone dzieciaki, które mają pstro w głowach.
- Nie narobili kłopotów, ale zamieszanie, jakie powstało z ich powodu wśród moich żołnierzy można porównać tylko z tym, które wywołaliście wy swoim przybyciem na mój ślub - uśmiechnął się Eomer. - Chodźcie.
- Jak się miewa królowa Lothiriel? - zapytał Pippin.
- Doskonale. A przy okazji zapraszam na chrzciny.
- Gratulujemy. Chłopiec, czy dziewczynka?
- Chłopiec.

Mat przysunął dłonie do ognia. Pogrążył się w kontemplacji błogiego ciepełka, gdy nagle usłyszał za sobą znajomy głos.
- Gdzie wy się szlajacie, powsinogi zatracone?!
Popatrzył na Toma. Obaj nerwowo przełknęli ślinę. Młody Tuk popatrzył błagalnie na kuzyna. "Zrób coś" - mówiło jego spojrzenie. Lśniła w nim nadzieja, że Mat jakoś ułagodzi swojego wuja. Prysła, kiedy rozległ się głos Pippina.
- Za ta eskapadę należy wam się lanie - stwierdził.
- Trzy piwa - powiedział ponuro Tom.
Mat skulił się w sobie. Jak na jeden raz, miał aż nadto wrażeń.
"Przygody to nie dla mnie" - stwierdził w duchu.

Napisała VanEo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl