Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Hobbit, czyli tam ale nie z powrotem

Bilbo z westchnieniem odwrócił się w stronę Shire. Popatrzył tęsknym wzrokiem w stronę, z której przyszedł. Kucyk szarpnął się i parsknął.
-No, już idziemy.
Hobbit odwrócił się i poszedł dalej. Hobbiton zniknął za horyzontem.
-Jestem już za stary na takie wyprawy. Za stary - westchnął Baggins.
Kiedy opuszczał dom, była noc. Teraz powoli wstawał świt. Horyzont pojaśniał. Gwiazdy zbladły. Na wschodzie błyszczała Gwiazda Earendila. Mgła powoli opadała. Na liściach lśniły kropelki rosy. Zaczynał się zwykły wrześniowy dzień.
-Gandalfie, jak mogłeś. Wysłałeś mnie w podróż bez śniadania - biadolił Bilbo. - A więc, skoro już o tym mowa, czas na małe co nieco.
Hobbit zszedł z gościńca. Przywiązał kucyka do drzewa, a sam rozłożył się na posiłek pod drzewem. Przejrzał zawartość plecaka.
-Skromniutko - jęknął, wyciągając bochenek chleba, szynkę, pokaźny kawałek sera, ciasto z owocami i bukłak lekkiego wina. - Będzie trudno wytrzymać na tak ścisłej diecie.
Posiliwszy się tym nader "skromnym" śniadaniem Bilbo wstał i ruszył w dalszą drogę.

Szedł lasem. Drzewa szumiały poruszane lekkim wiatrem. Słońce wzeszło i przeświecało przez liście, kładąc się jasnymi plamami na ścieżce. Promienie światła smugami przechodziły przez korony drzew. Było ciepło. Bilbo na moment zapomniał, jaki powód wygnał go z domu i całkowicie poświęcił się kontemplowaniu otaczającej go przyrody, jakby był na zwykłym spacerze. Kucyk dreptał za nim parskając od czasu do czasu. Hobbit zatrzymał się i poprawił przekrzywiony juk. To wróciło go do rzeczywistości. Westchnął ciężko.
-I pomyśleć, że taka bzdura kazała mi opuścić mój przytulny dom.
"Nie" - zbeształ się w myślach. - "To nie jest żadna bzdura. To coś strasznego, co może zniszczyć cały ten świat".
Rozejrzał się. Las stał spokojny, niewrażliwy na nic.
"Jakże chciałbym być równie spokojny, co te drzewa".

***

Czterech Dunedainów rozłożyło się obozem. Strażnicy pilnowali Shire już od kilku tygodni. Gandalf przybył do ich przywódcy i kazał zaostrzyć straże. Aragorn wydawał się zaniepokojony, ale jednocześnie zachowywał się tak, jakby spełniły się jakieś jego przewidywania.
Dwóch spało, dwóch stało na warcie.
-Ciekawe, co takiego powiedział czarodziej, że Aragorn wyruszył na wschód? - Aramir dorzucił drew do ognia.
-Lepiej się nad tym nie zastanawiać. W tym momencie ważniejsze jest to, żeby bronić granic Shire'u. Ciekawe, co takiego tam mają, że aż Mithrandir się tym zainteresował - powiedział Arveleg.

***

Bilbo już kiedyś szedł tym traktem. Tyle, że wtedy nie był sam, a w kompanii 13 Krasnoludów. To było... ojej, 60 lat temu. Szmat czasu. Hobbit jeszcze raz odwrócił się i tęsknym wzrokiem popatrzył w stronę domu. Teraz aż po horyzont widać było tylko drzewa. A do Rivendell jeszcze tak daleko... Gdyby nie był sam, to może podróż nie dłużyłaby się aż tak bardzo. Krasnoludy przynajmniej żartowały, śpiewały, a wieczorem przy ognisku nie siedział samotnie. Teraz każdy wieczór napawał go obawą, że coś się stanie. Kucyka za każdym razem wiązał do drzewa, a sam starał się znaleźć sobie miejsce, w którym niezauważony dla nikogo mógłby niespokojnie przespać kolejną noc. Po drugim tygodniu podróży po raz kolejny stwierdził, że jest za stary na takie przygody.
-Nie miałbym nic przeciwko spotkaniu kogoś przyjaźnie nastawionego - powiedział do siebie.
W tym momencie jakby na jego życzenie na ścieżkę wyszło dwóch Dunedańskich Strażników. Hobbit usiłował prysnąć w krzaki, ale mu się to nie udało. Mężczyźni zauważyli go.
-Hej, przyjacielu, dokąd to zmierzasz? - zapytał jeden z nich, podchodząc do Bilba i łapiąc wyrywającego się hobbita za ramię.
-Ja... no... tego... wyszedłem na przechadzkę i... - jąkał się Baggins. -Niebezpiecznie teraz chodzić samemu na przechadzki. Zwłaszcza tak daleko od miast. Orki się rozpanoszyły, trolle też.
Bilbo naburmuszony usiadł na wystającym korzeniu.
-A czy mógłbym łaskawych panów zapytać, co oni tu robią i w imię czego zaczepiają spokojnego wędrowca? - zapytał.
-Jesteśmy tu z rozkazu naszego wodza. I mamy was pilnować, kochani hobbici - Aramir oparł się o drzewo.
-Kochani hobbici dziękują za troskę, ale poradzą sobie sami.
-Chyba raczej nie - Arveleg podszedł do towarzysza. - Nie teraz, panie Baggins.
-Skąd zna pan moje nazwisko? - spytał podejrzliwie Bilbo.
-Wszyscy je znają - uśmiechnął się jeden z Dunedainów.
-Jestem sławny - stwierdził z przekąsem hobbit.
Dunedainowie roześmiali się.
-Mithrandir ma duże wpływy - powiedział jeden z nich.
-No, ale chyba was nie wysłał, moi mili panowie, żebyście mnie wypatrywali na drogach?
-Masz rację, drogi hobbicie. Nie jesteśmy tu dla ciebie, ale skoro przypadek tak zrządził, to może wyjawisz nam cel swej wędrówki?
-Idę... - zawahał się Bilbo. - przed siebie.
-A gdzież owo "przed siebie" się znajduje, jeśli można spytać?
-Nie można. Jak mam wam ufać? Napadacie mnie na środku gościńca - hobbit ogarnął dłonią ścieżynkę, o której w tym momencie chyba tylko jelenie pamiętały. - Wypytujecie niczym szpiega. W dodatku zdaje się, że wiecie o mnie więcej, niż ja sam. I ja mam jeszcze wam mówić, gdzie idę? Absurd.
-Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, drogi panie - Aramir stracił cierpliwość. - Dwa dni temu mieliśmy małe problemy na granicy. A ty zdaje mi się, że zamierzasz tę granicę przekroczyć. Jeśli więc nie chcesz się natknąć na jakichś niezbyt miłych towarzyszy, pozwól sobie pomóc.
Bilbo wahał się. Niby to byli Dunedainowie i to ponoć wysłani przez Gandalfa. Byli też Dużymi Ludźmi, a tym nawet tak wykształcony hobbit jak Bilbo Baggins nie za bardzo ufał. Z drugiej jednak strony, Strażnicy mieli trochę racji. Hobbit przypomniał sobie, jak podczas wyprawy do Ereboru nieomal został zjedzony przez Trolle. Rzeczywiście byłoby bezpieczniej wędrować ze Strażnikami.
-Idę do Ostatniego Przyjaznego Domostwa.
-To daleko stąd. Jeszcze na piechotę. Będzie ponad miesiąc drogi.
-Wiem - przytaknął Bilbo. - Ale co mam zrobić? Czarodziej poradził mi, bym udał się właśnie tam.
-Miał rację. Zawrzyjmy umowę - Arveleg zniżył się do poziomu hobbita. - Mieliśmy wracać na wschód, do naszych kwater. To po drodze do Rivendell. Odprowadzimy cię trochę, zgoda?
-Zgoda.
Dłoń Bilba zniknęła w dłoni Dunedaina.

***

W towarzystwie Arvelega i Aramira czas mijał szybciej. Bilbo odzyskał nieco lepszy humor. Już nie bał się kolejnej nocy pod gołym niebem.

Ich wspólna wędrówka trwała już tydzień, gdy na którymś popasie Aramir stwierdził, że jest za spokojnie.
-To jest po prostu niemożliwe. Ani Trolli, ani Orków, ani Wilków, nic - szeptał, by hobbit nie mógł go usłyszeć. - To podejrzane.
-Też tak myślę - Arveleg rozejrzał się dokoła. Jego wzrok padł na hobbita. Bilbo spał, a ognisko płonące nieomal przed jego nosem zdawało mu się wcale nie przeszkadzać. Dunedain odniósł wrażenie, że jest wręcz odwrotnie.
-Jak to odbierać?
-Nie mam pojęcia. To zakrawa wręcz na próbę uśpienia naszej czujności.
-Aragorn ruszył na wschód. Ma szukać tej poczwary. Tego... Golluma? Żal mi go. Nie dość, że ma tak ciężko, to jeszcze Czarodziej wysyła go na wschód.
-Ponoć ma jechać razem z nim.
-A wiadomo, czy pojedzie?

***

Smakowity zapach rozszedł się po miniaturowym obozie i zmusił Aramira do otworzenia oczu. Tuż przed nim, na ognisku stał mały kociołek, a z niego wydobywała się właśnie owa cudowna woń.
-Pobudka - rozległ się głos Bilba. - śniadanie gotowe.
-Co to jest? - spytał Dunedain podnosząc się na łokciach.
-Eee, takie tam. Nic szczególnego.
-Coś co tak pachnie, nie może być "niczym szczególnym".
-Zwykła zupa. Zostało trochę mięsa z wczorajszej kolacji. Coś tam znalazłem u siebie w jukach. I wyszło coś takiego.
-Czyli to jednak prawda, że hobbit nigdzie się nie rusza bez przenośnej spiżarni - stwierdził Arveleg, który też się obudził.
-Hobbit jest istotą zapobiegliwą, która dba o swój żołądek - oświadczył Bilbo urażonym tonem.

***

Trolle stały dokładnie w tym samym miejscu, w którym świt zastał je 60 lat temu. Bilbo przełknął nerwowo ślinę spoglądając na skamieniałe stwory. Na Dunedainach jednak zdawało się nie robić to większego wrażenia.
-Spokojnie, panie Baggins. Kamień nic ci nie zrobi - Arveleg popukał palcami w nogę Trolla.
W tym momencie Bilbo pomyślał sobie, że inaczej by ci dwaj śpiewali, gdyby wiedzieli to, co on. W końcu poprzednim razem te Trolle omal go nie zabiły. Do tej pory zimny pot spływał hobbitowi po plecach, gdy tylko usłyszał słowo troll.
-No, co się stało? - głos Aramira wyrwał Bilba z zmyślenia.
-Nie, nic.
-Wydawało mi się, że trochę zbladłeś.
-To z gorąca - powiedział hobbit.
-Wydawało mi się, że jest dość chłodno.
-Mnie jest gorąco.

***

-Daleko jeszcze do Rivendell? - spytał Bilbo któregoś dnia. Ponad miesiąc podróży zaczynał się rozwlekać w niewyobrażalnie długi okres.
-Może z tydzień drogi. Ale najpierw zawadzimy o naszą kwaterę. Musimy zdać raport.
-No, to zima nie moja - pomyślał hobbit.
I miał rację. W ukrytej kwaterze Strażników spędził pół listopada, grudzień i dopiero w połowie stycznia wyruszył w dalszą drogę. Nieprawdą jednak byłoby powiedzieć, że nic tej zimy nie zyskał. Przeciwnie. Trochę oficjalnie, ale więcej po kryjomu dowiedział się, co się dzieje. Gandalf faktycznie wyruszył z Aragornem. A z kolei Aragorn okazał się ostatnim spadkobiercą tronu Gondoru - kraju na południu. Postać Golluma też stała się bliższa. Bilbo przez przypadek usłyszał, że ów stwór był kiedyś hobbitem. Tak był tym faktem zaskoczony i zszokowany, że nie był w stanie zjeść obiadu, a kolację wmusił w siebie na siłę.

***

Nadeszła połowa stycznia i Bilbo stwierdził, że jednak czas mu w drogę. Wyposażony przez Dunedainów w prowiant i nieco sprzętu obozowego wyruszył w drogę do Rivendell. Niestety ów tydzień drogi okazał się dwoma, a po prawdzie prawie trzema. śnieg wcale nie ułatwiał wędrówki, a mróz jeszcze dodatkowo wspomagany przez wiatr pozbawiał Bilba ostatniego złudzenia ciepła, które dawało słońce wiszące nisko na niebie.

***

Droga biegła prosto wśród lasu. Idąc z Dunedainami, Bilbo zboczył dość daleko na północ. Lasy Trolli były niebezpieczne, ale to właśnie tam Strażnicy mieli jedną ze swoich zasiadek. Teraz jednak hobbit musiał być ostrożny. Pozbawiony kompanii szedł sam i znów czuł to samo, co na początku podróży. Znów zdawało mu się, że ktoś go śledzi. Noce znów były straszne.
-Szkoda. Jesteśmy znowu sami - Bilbo pogłaskał kucyka po grzywie. Zwierzę jakby W odpowiedzi na pieszczotę przytuliło chrapy do policzka hobbita. Baggins westchnął. Przypomniał mu się dom. Jego miła, przytulna, a co najważniejsze - bezpieczna norka w Hobbitonie. Teraz wszystkie spędzone tam chwile zdawały mu się tak odległe. Wciąż miał w pamięci blask ognia na kominku, miękkość stojącego przed nim fotela, smakowite zapachy dochodzące ze spiżarni i kuchni, skąpany w słońcu ogród pachnący macierzanką o zachodzie słońca... Bzyczenie pszczół... Teraz to wszystko było jak cudowny, wyśniony sen, o którym pamięć zawsze zostaje w sercu i nigdy nie blednie...
Zawiał zimny wiatr i hobbit otrząsnął się z marzeń. Stało się i nic tego nie zmieni. Był w drodze do Rivendell, a skoro zaszedł tak daleko, musiał dojść do celu. Zresztą, do Hobbitonu i tak nie miał, po co wracać.
Przypomniał mu się Pierścień. Taka niby mała bzdura, takie nic
. -Skarbie, jak mi ciebie brakuje - pomyślał hobbit. - Co ja robię? - powiedział głośno. - Przecież dzięki niemu Gandalf wysłał mnie na tę wędrówkę. -Stój! - usłyszał za plecami.
Odwrócił się i zobaczył jasnowłosego Elfa, który stał z napiętym łukiem i celował w jego stronę.
-No nie - westchnął Bilbo. - Ja oszaleję. Najpierw Dunedainowie, teraz Elfy. Ciekawe, co będzie następne?
-Dokąd idziesz? - zapytał Elf nie opuszczając broni.
Za jego plecami ukazało się kilku innych strzelców.
-Do Rivendell - powiedział spokojnie Bilbo, ale tylko Valarowie znali cenę tego spokoju.
-Kim jesteś?
-Bilbo Baggins, syn Bungo Bagginsa i Belladonny Tuk, wysłany w tę podróż przez czarodzieja Gandalfa, do usług.
-Bilbo! - wykrzyknął jeden z Elfów i podbiegł do hobbita.
-Cofnij się, Lindir - rozkazał jasnowłosy Elf. - Nie wiemy, jakie ma zamiary.
-Nie poznajesz go? - zapytał Lindir. - To przecież Bilbo Baggins, słynny hobbit włamywacz, kompan Thorina Dębowej Tarczy. Musisz go pamiętać. Mistrz Elrond gościł go, gdy razem z Krasnoludzką Kompanią udawali się do Samotnej Góry.
Elf zmarszczył brwi.
-Co Bilbo zabrał ze skarbca smoka i co z tym potem zrobił? - zapytał hobbita.
-Arcyklejnot, drogi niedowiarku i oddał go przyszłemu władcy Dale.
-To niemożliwe.
-A jednak to prawdziwy Bilbo Baggins.
-Gandalf kazał nam na pana czekać, panie Baggins - Lindir wyjął lejce kucyka z dłoni zdumionego hobbita. - Chodźmy, Dom jest już niedaleko.
Wciąż nie mogąc otrząsnąć się ze zdumienia, Bilbo ruszył wraz z Elfami. Ich wędrówka nie trwała długo. Dzień później dotarli na miejsce.
Słońce dopiero wyłaniało się zza skał, ale oświetlało już znaczną część doliny. Hobbit zobaczył jaśniejące w słońcu dachy Ostatniego Przyjaznego Domostwa. Mgła znad rzeki spowijała dolną część budynku, który wyglądał, jakby unosił się na chmurze. Promienie światła odbijały się w białych murach i rozszczepiały na szybach. Smukłe wieżyczki wznosiły się ku niebu. Iglice błyszczały oślepiająco. Gładki kamień połyskiwał niczym masa perłowa. Zameczek sprawiał wrażenie, jakby to Eru umieścił go w tym miejscu na początku świata, tak idealnie pasował do swego otoczenia. Za budynkiem spośród mgły powolutku wyłaniał się lasek i ogród. Ptaki zaczynał śpiewać, bo tutaj nie miała wstępu zima.
-Witaj w Domu, Bilbo - powiedział Lindir.
-Tak, jestem w domu. Nareszcie.

***

W czasie, gdy Bilbo spoglądał na oświetlone dachy Imladris, w innej części śródziemia zaczynały dziać się rzeczy, które zaważyły na późniejszych losach świata. Daleko na południu, w Kamiennym Mieście dwaj młodzieńcy - 19 i 24-letni stali na murach i patrzyli na wschód. W sąsiedniej krainie jasnowłosy 11-latek po raz ostatni w swoim życiu przytulał się do ojca i obiecywał mu, że zaopiekuje się młodszą o cztery lata siostrą podczas jego nieobecności. Gdzieś na wschodzie Czarodziej i Strażnik szukali zbiega, a Oko Bez Powiek zaczynało coraz pilniej śledzić wszystkie wydarzenia.

Napisała: VanEo


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl