Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Smok

Kobieta dopiero teraz uświadomiła sobie, że wyjechała poza granicę Ciemnego Państwa. Mimo to wcale nie poczuła większego bezpieczeństwa niż wcześniej. Co chwilę oglądała się za siebie. Bała się. Dygocąc na całym ciele minęła ostatnią część zagajnika i pogalopowała długą, polną drogą.

***

Słońce było coraz wyżej, mgły opadały, ukazując piękno krajobrazu. Zielona łąka ukwiecona zdawała się zlewać z niebem jak na typowych impresjonistycznych obrazach. Kropelki rosy na płatkach maków i chabrów dodawały scenerii bardzo baśniowy charakter. Słońce zmieniało powoli kolor z czerwonego przechodząc przez pomarańcz i żółć do piaskowej bieli.

Kobieta z grymasem na twarzy rozglądała się po okolicy, lecz nie znalazła ani jednego drzewa, pod którym mogłaby schować się przed bezlitosnymi promieniami. Jedyna najbardziej rzucającą się w oczy scenerią była wielka szara niczym popiół góra. Kobieta wiedziała, czym grozi przebywanie w tejże majestatycznej okolicy. Jednak uznając opowiastki i legendy za wymysły bajarzy i starych babć zignorowała grożące jej niebezpieczeństwo. Teraz jedynie w jej głowie witały myśli dotyczące jej wyglądy. Bądź, co bądź jazda w lipcu wiązała się z pewnymi tego konsekwencjami...

Jej piękne, złote włosy pokryły się warstwą potu i przylegały cierniście do głowy oraz zakurzonych silnych ramion, a szarozielony strój przesiąkł nieprzyjemnym zapachem kurzy, potu i stęchlizny zabagnionego lasu. A myśl o braku jakiegokolwiek strumyczka lub rzeczki wzbudzała w niej uczucie bardzo bliskie już histerii.
- Chyba już gorzej być nie może, mój koniku - powiedziała kobieta do wierzchowca - jak gorąco! Dopiero, co wydostałam się z tego piekielnego lasu, a tu taki skwar! Naprawdę już gorzej być nie może!

A jednak mogło być gorzej... Kiedy kobieta zamartwiała się o swój wygląd i bezsensownie starała się otrzepać z brudu ubranie, przeleciało nad nią coś gigantycznego i rzuciło porównywalnie gigantyczny cień wokół rumaka, po czym wylądowało tuż przed podróżniczką.

Przerażona kobieta dopiero po chwili zorientowała się, że coś jest nie za ładnie, to jest, gdy koń zrzucił podróżniczkę, a ta w rozpaczy zaczęła się wydzierać za swym jakże dzielnym wierzchowcem. Po dość krótkiej chwili stwierdziła, iż jej poczynania są całkowicie niepotrzebne. Z jeszcze większym rozgoryczeniem odwróciła się i zamarła. Przed nią stał najprawdziwszy smok. Wielki, czarny z czerwonymi diabelsko połyskującymi ślepiami.

Potwór podniósł łapę, lecz kobieta już tego nie widziała. Jedynie słyszała trzask łusek podczas zginania ogromnej kończyny. Zmęczona zbiegła z drogi w pole czerwonych maków i niebieskich chabrów. Nawet nie ośmieliła się spojrzeć za siebie. Ostatnią rzeczą, jaką poczuła było nieprzyjemne kłucie w boku oznaczające jedną tylko rzecz: bardzo gwałtowne łamanie żeber, ręki i wybijanie kości uda ze stawu.

Po chwili nie czuła już nic. Leżała z pękniętą czaszką kilkadziesiąt stóp dalej. Smok zmierzył ofiarę zimnym spojrzeniem i paluchami uzbrojonymi w szpony, uśmiechając się, zabrał sakiewkę ze złotem. Przyłożył ją do ucha i potrząsnął. W jednej chwili uśmiech znikł z pyska smoka. Przecież jak każdy złodziejaszek spodziewał się większego łupu.

***

- Cholera!!! Znów uciekła nam ta poczwara! Gdyby koń tej łamagi, tej ofermy, tego...Phfrrrr.. nie spłoszył się w lesie może by ta biedna kobieta wciąż żyła! A ten zamiast łapać konie i uratować biedną, uciekł z powrotem do domu! To się nazywa niezawodna gwardia królowej!!! Niech ja tylko spotkam tego trubadura od smoków!!! Same ploty o bestii mi w mieście roznosi! Żołnierzy straszy!!!! Mam lichą nadzieję, że tym razem smok zeżre jego!!! Coby mi tu tak bezczelnie o jaszczurze rozprawia!!!! - zamyślił się chwilę, po czym spojrzał na elfa - ilu tak właściwie koło smoczej góry zginęło?
- Stu czterdziestu jeden łącznie z tą kobietą- dodał podchorąży - nie licząc tych, którzy bez naszej wiedzy wybrali się na połów smoka...
- Milcz i precz mi z oczu!!!

Gruby generał podniósł wazę, lecz nim zdążył wymierzyć nią w podchorążego, zobaczył, że podwładny zniknął. Opanował się. Starał się myśleć jak dorosły, doświadczony człowiek. Niestety tylko jedna myśl przychodziła mu do głowy: Zabić smoka samemu, zabić i łuski przerobić na żyletki!

***

Łup! Łup! Trach!!! Po jaskini odbił się odgłos spacerującego smoka, ŁUP, ŁUP, TRACH!!! Jaszczur powoli zatrzymał się i przysiad nad krawędzią przepaści. Dla bestii była zaledwie jak mały rów. Każdy, kto by w nią spojrzał, a trudno było tego nie zauważyć, zachwyciłby się tym, co smok zbierał przez te tysiąc lat swego życia.

Po całej jamie roznosiły się migające światełka odbijające się raz po raz od złotych monet, kolorowych kryształów, drogocennych pucharów i waz. Czarne, usmolone w niektórych miejscach, ściany połyskiwały jak ciemna tafla jeziora wykrzywiająca promyki słońca wpadającego w głębię. Tak, to był skarb, lecz inna bestia wyśmiałaby naszego smoka z powodu tak małego dorobku, a raczej majątku.

Wszyscy na ogół myślą o smokach jak o poczwarach, które należy najszybciej wytępić, zgnieść jak pająki lub też karaluchy. Jednakże nie wszystkie gady są złe. Nasz bohater był kiedyś bogaty, bardzo bogaty. Na nieszczęście zaprzyjaźnił się z jednym krasnoludem, a ten go okradł. Zapewne zastanawiacie się, jak to się stało. Otóż smoki, podobnie jak ludzie, też wyjeżdżając na wakacje zatrudniają kogoś, kto mógłby im przypilnować dobytku i jaskini. Jak zdążyliście się domyślić(bądź też nie), krasnolud był pozornym przyjacielem.

Korzystając z nieobecności gospodarza, zabrał trzy czwarte skarbu i uciekł. Smok wrócił do domu dzień wcześniej. Zaniepokoiła go otwarta brama jaskini. Jak każdy właściciel domu poczuł się nieswojo. Podszedł bliżej i już wiedział, co się stało. Jego góra monet znikła! Rozjuszony podbiegł do dziury w ziemi i plunął w nią ogniem, po czym wybiegł przed górę. Wzbił się w powietrze i ze złości podpalił dwie łodzie i kilka wiosek. Następnie poleciał wzdłuż drogi prowadzącej przez las. Tam też znalazł to, czego szukał. Krasnala, który bezczelnie zapijał się za ukradzione złote monety. Uciekinier nie zdążył się schować. Nawet gdyby był trzeźwy nie zdążyłby ukryć się przed straszliwą bronią smoka - ogniem. Krasnal krzycząc i przeklinając byłego przyjaciela rzucił się w histeryczną ucieczkę przed siebie. Po dość krótkim czasie jego krzyki ucichły, a ludzie z pobliskiej wioski mogli powiedzieć: "smok znów zrobił sobie uciechę przypalając las płosząc przy tym zwierzęta%quot;. Na szczęście tych ludzi ogień nie dostał się do wioski. Zachmurzyło się, a smok wrócił do jaskini. Usiadł nad przepaścią i zaczął płakać. Pierwszy raz w jego smoczym życiu zabił z zemsty i nienawiści. Ten, jak że wydawać by się mogło mały czyn, zmienił postawę bohatera na świat. Od tej chwili smok już nie był przyjazny dla nikogo. Za wszelką cenę chciał odzyskać majątek. Był bezlitosny do wszystkiego, co się ruszało i mogło posiadać, choć odrobinkę złota.

Smok,podobnie jak zrobił to teraz, bardzo często wspominał dawne bogactwo.

Bez wyrzutów sumienia wrzucił zawartość sakiewki kobiety na stos monet.

***

- Tak, wyruszam dziś wieczór - powiedział generał nerwowo, wrzucając ubrania i jedzenie do worów przyczepionych na grubym, białym koniku - i nie proś mnie, bym zostawił tę sprawę...
Kobieta spojrzała prosząco na męża, a jej oczy coraz bardziej przypominały wypolerowane szkło. Energicznie przyłożyła chustkę do powiek.
- Kochanie, mój mężu, Arturze, proszę cię, to może być niebezpieczne! A jak coś złego ci się przydarzy. Przecież możesz zginąć - i chyba to byłoby dla ciebie najlepszą nauczką, pomyślała kobieta - Czy po prostu nie możesz wysłać kogoś z poddanych tobie ludzi, jakiegoś rycerza, na przykład!? Dlaczego ta kiś jest uparty?!! - Zaszlochała ze złością.
Pulchny generał popatrzył litościwie na żonę, lecz i tak nie był w stanie nic powiedzieć
- Obiecuję, że wrócę, Alcie, obiecuję ci, że niedługo się zobaczymy...
Wsiadłszy na konika, ruszył prosto w lasek mijając przy tym kilka domków.

***

Rodził się nowy ranek. Dachy z czerwonej cegły odbijały promienie, ukazując cały świat w toni pomarańczy. Słońce sennie zaglądało w zakurzone i usmolone okna przydrożnej tawerny, budząc gości. Miasto z minuty na minutę stawało się coraz bardziej zatłoczone przez jego mieszkańców. Pierwsze powozy wkroczyły na zakurzoną uliczkę, a gwar z pobliskiego targowiska nie pozwalał dłużej spać nikomu.

Promienie wlały się do wieży kleru, niepozornie zaglądając do jednego z zabitych deskami okien. Światło przedostało się przez szpary i padło na twarz zakonnika, działając jak wiadro zimnej wody. Mężczyzna zmrużył oczy i włożył głowę pod poduszkę.
- Tak już wstaję mamo-wybełkotał zaspany, lecz gdy wyszedł z łóżka, uświadomił sobie, że nie jest w swoim rodzinnym domu tylko w klasztorze. Ale to nie wszystko, Oprócz tego ktoś jeszcze z nim był w pokoiku. Na łóżku leżała jakaś kobieta. Wytężył umysł, ale i to nic nie pomogło, tylko jeszcze bardziej rozbolała go głowa. Obszedł postać dookoła i dopiero teraz elf przypomniał sobie, co się stało.
Nadzieja, tak to ona. Wczoraj przyjechała z długiej podróży i zawitała do klasztoru i przypadkiem spotkała mnie, jej starego przyjaciela. Jak każe obyczaj, trzeba było ją jakoś powitać. I chyba trochę wina się polało, trochę imbirowego piwa i chyba miodu, ale to już widzę jak przez mgłę, a potem przyszliśmy tu i...
OJOJOJOJOJ!!!!- pomyślał zakonnik odwrócony przodem do okna. - Trzeba ją stąd zabrać! Jak biskup się dowie, to będę.... on mnie ubiczuje no! Ubiczuje mnie na śmierć!!! Zabije mnie.... święci pomóżcie!!! I co ja biedny mam zrobić, święty od spraw beznadziejnych, którego imienia nie pamiętam, ratuj!!!

Podszedł do Nadziei i usiadł przy jej boku. Chciał ją obudzić i jak najszybciej wypędzić z pomieszczenia, lecz wyglądała jak niewinna dziewczynka. Była taka rozkoszna i słodka. Sam nie wiedział, ile czasu się w nią tak wpatrywał. Miał taką ochotę obudzić ja pocałunkiem. Poza tym, dlaczego biskup miałby wejść akurat teraz? Ta myśl kłębiła się w jego umyśle jak chmury gradowe. Już się nad nią pochylił i miał budzić ukochaną w ten romantyczny sposób, ale nie przewidział jednej bardzo ważnej rzeczy.
Drzwi skrzypnęły, a echo odbijało się od kamiennych ścian wieży. Do pokoju wkroczył biskup.

***

Mały, biały konik zatrzymał się przed karczmą Świński Pysk. Artur niezgrabnie zeskoczył z rumaka i rzucił chłopcu stajennemu kilka monet, po czym w ubłoconych butach przeszedł przez drzwi. Wielu gości z podziwem i smutkiem patrzyło na nowo przybyłego gościa. Oni już wiedzieli, jaki go czeka los i zastanawiali się czy smok nie umrze, dławiąc się tak tłustą przekąską.

Artur zmierzył wzrokiem pomieszczenie i podszedł do opuszczonego stolika znajdującego się w rogu sali. Zamówił pieczeń z indyczki i dwa kufle karmelowego piwa oraz zapłacił za nocleg. Zjadł wszystko i stwierdził, że kolacja smakowała jak podeszwa od starego buta. Oparł o ścianę, pogrążył się w swym przykrym losie. Ockną się dopiero, gdy do jego stołu podszedł jakiś ?ktoś? ubrany w zakonną szatę.

-Witam i pozdrawiam naszego bohatera- powiedział melancholijnym, dźwięcznym głosem nieznajomy - słyszałem wiele o wasz mości, że chce się generał wybrać się na połów smoka?- przybysz ściągną kaptur i teraz dopiero Artur rozpoznał w nim elfa o wyraźnie podkreślonych kościach policzkowych, niezwykle błękitnych oczach i ciemnych, lekko falowanych blond włosach, które miękko opadały na ramiona zakryte ciemnobrązową szatą. Artur w odpowiedzi kiwnął głową, po czym zaczął rozmowę z zakonnikiem. Elf o imieniu Innmaer opowiedział mu o przygodzie z pewnym biskupem, o ukochanej Nadziei, którą omal, co nie stracił i przekleństwie papieskim, które mogło być złamane tylko jakimś dobrym uczynkiem, bardzo hojnym zresztą i szczodrym, i o pewnej groźbie wygnania pod karą powrotu śmierci i...

***

Następnego ranka Innmaer i Artur jechali już w kierunku smoczego królestwa. Krainy były coraz bardziej opuszczone, wypalone i opustoszałe. Z każdym dniem napotykali coraz więcej palących się drzew, domów i pól. Za nimi zostały krainy piękne, a przed nimi ciągnął się ponury las Mortshain. Gdyby ktoś nie wiedział, co go tu może spotkać, uznałby to miejsce za piękne.

Nad koronami drzew widniało kilka pagórków, pięknie dekorujące niebieskie niebo. Niepiękne było to, że miało się wrażenie jakby smok patrzył na nich z góry i tylko czekać jak pojawi się jakiś cień lub ogień w oddali.
- Więc, mówisz Arturze, że każdy z rycerzy kończył jako skwarek, bądź też zakąska? A to dopiero, w bajkach tak wychwalała mi babcia te smoki, za co prawda skąpe, ale dobre. Ponoć ani razu nie zatruła się ich ścierwem, co serwowane było we dworze..... Ha, ha ha... - zamilkł widząc skwaszoną minę generała- ajć widzę, że nawet na żarty ci się nie zbiera. Rozchmurz się. Patrz jak pięknie pada deszcz, wsłuchaj się w bębnienie kropelek uderzających o ziemię... popatrz no, jaki świat jes... - Błagam, Inmaerel! Zamilcz, choć na chwilkę!!!!!- generał popatrzył na zakonnika a ten jak na komendę zamilkł....

Nasi bohaterowie wjechali do lasu ósmego dnia od wyjazdu z karczmy i już wiedzieli, dlaczego nawet smok tu nie wchodzi. Cały las śmierdział stęchlizną i bagnami. Miało się wrażenie, że jakieś cienie śledzą wszystkich gości by nagle się na nich rzucić. Można było dostać wariacji z samego przekonania, co może się tu kryć. Jednak nic się nie działo. I nic nie przydarzyło się naszym bohaterom podczas wędrówki trwającej trzy dni i trzy noce. Dopiero czwartego dnia po raz pierwszy zobaczyli smoczą górę i pierwsze ślady smoka.

- Myślisz, że smocza robota, czy może jakieś dzieciaki spaliły tyle pola???- spytał elf, ale nie doczekał się odpowiedzi, nie spodziewał się jej dostać.

Zapewne wszyscy się zastanawiają jak smok przywita elfa i generała. Bestia już od dawna wiedziała o przybyciu dwóch dzielnych mężów, lecz dziś wyjątkowo nie miała nastroju do pobawienia się z nimi w kotka i myszkę na zewnątrz jamy. Poza tym żaden smok nie ścierpi wychodzić na jakiekolwiek, zewnątrz gdy jest ono mokre i ciągle "przesiąknięte deszczem". Dziś w ramach wyjątku postanowił poczekać na nich w domu.I nie czekał długo.

Po paru godzinach w jego drzwiach pojawiły się dwa długie cienie padające na zakurzoną ziemię.
- Więc to jest to słynne gniazdo diabła- zagadał do nieprzytomnego generała- tylko dwie rzeczy mi się nie zgadzają: pierwsza gdzie te wszystkie skarby? I druga, gdzie ta poczwara, z której chcemy zrobić żyletki? Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.
- Tu jestem dzielni mężowie- sykną smok- przed wami- dodał otwierając ślepia jarzące się czerwonym ogniem.

Artur i Innmaer odskoczyli na bok, lecz mimo przypuszczeń smok nie upiekł ich w celu urozmaicenia swego menu.
- Przybyliśmy tu, by ci powiedzieć byś uciekał z tego świata, albo posiekamy cię i na żyletki przerobimy!- wycedził Inmaerel
- Wielu próbowało- powiedział z lekkim rozbawieniem smok pokazując łapą na ścianę naprzeciw niego. - Było ich stu sześćdziesięciu dwóch. na żyletki powiadasz.... a to ciekawe. Były już noże, topory, siekiery, strzały, maczety, szable, miecze, sztylety, barbuty, zbroje, salady, fartuchy folgowe, folgi, kolczugi, kirysy, lampele, napleczniki, manifery, nałokietniki, naramienniki, opachy, taszki, trzewiki, trzpienie, zastawy, tasaki, tarcze, szyjki, piki i łuki i wiele innych, ale o żyletkach jeszcze nie słyszałem... Ooo nawet jeden chciał zrobić ze mnie garnki...
- Ojojojojojojoj!!! Panie elfie celuj pod lewą łapę gada, ponoś łuski tam słabsze- szepną generał do zakonnika.
Śmiałkowie przyjrzeli się wyrytym na kamieniu liniom. Zabawne, że taki zwierz nie umie liczyć, pomyślał Artur, lecz powoli dochodziło do niego, czym, a raczej, kim, są te dwie brakujące kreski. To my!

Sami nie wiedzą, kiedy odskoczyli, gdy bestia zionęła ogniem. Artur chwycił za tarczę i miecz, a elf bez chwili namysłu chwycił łuk, który od początku podróży znajdował się na jego plecach i kołczan kryształowych strzał. Przez długie minuty obchodzili smoka, a on nich. Nie raz, nie dwa zioną straszliwie ogniem, a bohaterowie omal, co się nie udusili zapachem siarki, co bardzo śmieszyło smoka. Innmaer wystrzelał już wszystkie strzały, co prawda żadna nawet nie trafiła w łuskę smoka i została mu tylko ta jedna. W myślach modlił się by, choć ta nie chybiła, a jego modły były tak silne, że spełniły się.

Gdy próbował założyć tę ostatnią już strzałę, zebrał się w nim ostatni zew odwagi, który pozwolił my wyjść zza ściany. Niestety nie zauważył leżącej na ziemi czaszki i zupełnie przez przypadek strzała wyślizgnęła mu się z rąk. Inmaerel widział jak strzała leci, leci i leci. Widział smoka, który podnosi łapę w celu przerwania lotu strzały, widział jak strzała mija łapę o cal i trafiła prosto i słaby punkt pancerza, przebija słabe łuski i zabija gada trafiając prosto w serce. Smok padł martwy zamieniając się w pył.

Artur i Innmaer padli nie zważając najmniejszej uwagi ilości zgromadzonego pyły na ziemi. Zaczęli się śmiać a echo odbijało się o wszystko, co napotkało na drodze.

***

Jak zapewne się domyślacie wszystko skończyło się szczęśliwie. Artur i jego żona, która już nigdy nie narzekała na męża, żyli w dostatku aż do śmierci, po drodze zwiedzając cały świat. Natomiast Inmaerel wykupił swoje łaski u biskupa i żył, czasami niezbyt uczciwie, (ale to już inna bajka), u boku pięknej elfki Nadziei.

Koniec

Małgorzata Pater


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl