Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Zaginiona legenda Arnoru

Czy chcecie poznać historię klejnotu znalezionego przez Toma Bombadila w skarbcu podziemnego grobowca? Czy chcecie wiedzieć, w jaki sposób brosza znalazła się w ręku upiora z Kurhanów, który niegdyś, przed wiekami nie posłuchał zbawiennej rady? Jeżeli macie dość wyrozumiałości dla autorki, przeczytajcie moją opowieść.

A wszystko zaczyna się nagle, czyli tak, jak zwykło się kończyć, bo jest to raczej koniec niż początek.

***

Młody, ciemnowłosy mężczyzna pospiesznie zbiegał w dół, chociaż schody prowadzące do podziemia były wąskie i wilgotne. Poza tym potrzebował czasu, aby dobrze przemyśleć swoje przyszłe słowa, tymczasem było już zbyt późno na długie rozważania. Wiedział, że musi niezwłocznie przesłuchać uwięzioną. Należało dowiedzieć się prawdy, zweryfikować zeznania zatrzymanego arnorskiego żołnierza. Minął szybko kilka zakratowanych drzwi, a grube mury odbijały głucho odgłos jego kroków. Strażnicy stojący przy ostatniej celi wyprostowali się na widok dowódcy i skłonili z szacunkiem głowy.
- Otwórzcie drzwi! - rzucił krótko.
Po chwili uchyliły się one ze zgrzytem, a mężczyzna nie zwlekając wszedł do środka, dając jednocześnie znak żołnierzom, aby zatrzymali się na zewnątrz. Usłyszał jeszcze przeraźliwy dźwięk zamykanych zasuw i cela znów stała się nieznośnie cicha. Jej wnętrze wydało mu się ponure, mroczne, odstręczające - nagie, zimne mury z ciemnego kamienia i wąska półka przytwierdzona łańcuchami do ściany, oświetlone były jedynie przez mały, kwadratowy otwór umieszczony pod sufitem. Przeniknął go chłód grobowca.
Na posłaniu, owinięta peleryną i oparta o ścianę, siedziała jakaś skulona postać. Gdy jego oczy przywykły do półcienia, w bladym świetle zobaczył twarz młodej dziewczyny. Nie była piękna, a jej krótko obciętych, gęstych, brązowych włosów nie przyozdabiał żaden klejnot. Nie patrzyła na niego, głowę miała zwróconą w stronę okna i wydawała się pogrążona w odległych myślach. Odniósł wrażenie, że niepotrzebnie traci czas - to nie mogła być córka króla Arnoru, ale bez względu na wszystko należało wypytać dziewczynę, a przypuszczał, że zajmie mu to najwyżej chwilę. Zbliżył się do posłania i zapytał nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- Jakie jest twoje imię i ród?
Odpowiedziało mu jedynie echo odbite od ścian - ze strony uwięzionej nie doczekał się żadnej reakcji. Zirytował go jej nieobecny wyraz twarzy, pochylił się i brutalnie chwycił jej podbródek, chcąc zmusić ją, aby na niego spojrzała. Poderwała się gwałtownie i stanęła wyprostowana o kilka kroków od niego. Patrzyła mu bez lęku prosto w oczy, a jej spojrzenie przyprawiło go o dreszcz, przebijała z niego duma i nie skrywana pogarda, a także jakaś niezwykła, wewnętrzna siła. Zdołał wytrzymać jej wzrok, ale nigdy wcześniej nie przyszło mu to z takim trudem. Zrozumiał, że zbyt pochopnie ją ocenił, popełnił błąd, który mógł go drogo kosztować. Dopiero teraz Doran mógł dostrzec, że dziewczyna ubrana jest po męsku w skórzane spodnie i lekki, zielny, wełniany kaftan; zauważył także piękny klejnot na jej ramieniu - dziwny złoty kwiat wysadzany błękitnymi kamieniami.
- Wiemy już, kim jesteś - odezwał się po chwili, a jego słowa brzmiały twardo. - Dalsze ukrywanie prawdy nie ma sensu. Dla swojego własnego dobra powinnaś odpowiadać na zadawane pytania.
Zmarszczyła brwi, ale tym razem nie zwlekała z odpowiedzią. Jej głos był bardzo melodyjny, chociaż starała się nadać mu stanowcze brzmienie.
- Jestem dowódcą oddziałów, które broniły wschodnich granic Arnoru przed najazdem wrogów. Niczego więcej nie dowiesz się ode mnie, ale wiedz, że nigdy nie mówię kłamstw. Przypuszczam, że wyrok został już wydany. Jeśli przyszedłeś oznajmić mi godzinę mojej śmierci, to nie trudź się zadawaniem niepotrzebnych pytań.
- Jesteś harda, ale jak sądzę także tchórzliwa. Co powiedziałby twój lud widząc następczynie tronu Arnoru ukrywającą się w męskim przebraniu, ratującą swoje życie za cenę honoru?
W ciszy, która nastąpiła po tych słowach, wyczuwalne było narastające napięcie. Doran wiedział, że posunął się bardzo daleko, ale nie miał wyjścia. Zauważył, że dziewczyna zbladła, lecz spojrzenie jej ciemnobłękitnych oczu wciąż kryło tajemnicę.
- Bardzo nisko oceniasz wierność mojego ludu, ale nie mam zamiaru wyprowadzać cię z błędu. Widzę, że jednak znalazł się ktoś, kto podzielił się z tobą wszystkimi wiadomościami. Nie ma potrzeby, abym dłużej skrywała swoje imię. Nie myśl jednak, że odpowiadam na twoje obraźliwe słowa. Jestem córką króla Arnoru Arvelega a także dowódcą wschodniej armii. Moje imię brzmi Lorel.
Powiedziała to spokojnie, ale w jej tonie dźwięczała niechęć. Przez chwilę zastanawiał się, czy mówi całą prawdę, ale nie potrafił znaleźć powodu, aby w to wątpić. "Jej duma ją zdradziła - pomyślał. - I może kiedyś ją zgubić." Następne słowa miały zadać jej ból.
- Ja jednak będę musiał wyprowadzić cię z błędu. Nie ma już królestwa Arnoru - zostało zdobyte, wschodnia i północna armia są doszczętnie rozbite. Jesteś dziedziczką nieistniejącego królestwa i dowódcą nieistniejących wojsk.
- Jeżeli to co mówisz jest prawdą, to znaczy, że zło święci swój tryumf. Pomimo to wierzę, że dopóki mój ojciec żyje, Arnorczycy będą walczyć o wolność.
Patrzyła na niego tak jasno, że wahał się przez moment, zanim zdecydował się na odpowiedź. - Twój ojciec, król Arveleg nie żyje, zginął wczoraj w czasie rozstrzygającej bitwy, a armia północna przestała istnieć. Takie wieści przyniesiono mi dzisiaj o świcie
. Kiedy to mówił, jej twarz stała się kredowo biała, zadrżała jak liść drzewa targany wiatrem i wyciągnęła dłoń próbując znaleźć oparcie, w końcu dotknęła kamiennej ściany. Na chwilę zamknęła oczy, ale ani jedna łza nie stoczyła się po jej policzku. Z wysiłkiem spojrzała na Dorana.
- Czego chcesz ode mnie? Dlaczego nie pozostawisz mnie teraz własnemu losowi? Skoro nadzieja umarła i ja wkrótce dołączę do mego ojca. Nie boję się śmierci. Nie mam powodu do wstydu. Zrobiłam wszystko co było możliwe, chociaż sojusznicy nas opuścili i daremnie czekałam na obiecaną pomoc. Może znalazłby się lepszy dowódca ode mnie, ale jest już za późno na ratunek. Pozwól mi w samotności opłakiwać śmierć tego, którego kochałam.
Mimowolnie wyciągnął rękę, próbując zapewnić jej oparcie, ale cofnęła się z drżeniem. Przez jego smagłą twarz przemknął cień. Wpatrywał się teraz w jej oczy z napięciem, ale nie znalazł lęku w jej spojrzeniu.
- Jesteś silna, skoro dotąd nie okazałaś strachu, córko Arnoru. Pomimo to sądzę, że Arveleg musiał być szalony, jeżeli pozwolił ci na dowodzenie wschodnimi wojskami. Pole bitwy to nie jest miejsce dla kobiet.
- Czy myślisz, że moja krew inaczej zabarwiłaby ziemię niż twoja? - spytała ze smutkiem. - Ojciec ufał mi bezgranicznie, a nie było przy nim nikogo innego, komu mógłby powierzyć dowodzenie armią. Potrafię znieść więcej, niż sądzisz, najemniku.
- Zbyt łatwo dajesz się zwieść pozorom, a twoje słowa świadczą o tym, jak bardzo jesteś naiwna. Czas już abym i ja wyznał swoje imię. Nazywam się Doran i jestem synem Theoderna, dowodzącego ludźmi z północy, dla których wy macie jedynie pogardę. Mój ojciec sprzymierzył się z czarnym władcą, aby odpłacić Arnorczykom za doznane krzywdy. A ty jesteś jak ślepe dziecko i nie rozumiesz jaki los cię czeka. Nie znasz okrucieństwa króla Angmaru i nie wiesz jaką mocą dysponuje. Ani twój opór, ani twoja duma nie zdadzą się na nic wobec jego potęgi. Złamie cię i podporządkuje swojej woli, wykorzysta cię przeciwko twojemu ludowi. Już wkrótce staniesz się narzędziem w jego ręku, a wtedy przekonasz się, że nie ma on żadnej litości dla wrogów.
Ujrzał zgrozę na jej twarzy, usłyszał stłumiony okrzyk. Wpatrywała się teraz w niego z taką siłą, jakby chciała odczytać ukryte przed nią myśli. W jej śmiertelnie bladej twarzy ciemne oczy gorzały dziwnym blaskiem, oddychała z trudem. Miał wrażenie, że upływające minuty zamieniają się w godziny, jakby czas stanął w miejscu. W przerażającej ciszy słyszał nierówne uderzenia własnego serca. Nagle zdecydował się - szybkim, pewnym ruchem wyjął niewielki, skórzany woreczek i podał go dziewczynie. W pierwszym momencie wzdrygnęła się, ale prawie natychmiast wyciągnęła rękę i wzięła jego dar.
- To trucizna, działa szybko i nie pozostawia śladów. Noszę ją przy sobie na wypadek, gdybym dostał się w ręce wrogów. To wszystko co mogę zrobić, aby uchronić cię od hańby. Mam nadzieję, że wystarczy ci odwagi.
Obrócił się, chcąc odejść, ale powstrzymała go. Odpięła z ramienia błyszczącą, złotą broszę i podała mu na otwartej dłoni. Ostatni raz usłyszał jej pewny, melodyjny głos.
- Przyjmij ode mnie klejnot, który należał niegdyś do mojej matki, a wykonany został w warsztatach elfów. Gdy zostaje zagarnięty przemocą, odebrany lub ukradziony, traci swą moc. Niech to będzie dowód, że doceniam to, co dla mnie zrobiłeś. Nie wiem jakie pobudki kierują twymi działaniami, nie znam zamysłów twego serca, ale... widziałam jak żądza władzy i nienawiść niszczą ludzi, jak wypala ich gniew, jak umierają nie mając nadziei. Nie ufaj złym podszeptom, nie wybieraj drogi, którą kroczy twój ojciec. Jeśli to zrobisz, będziesz zgubiony.

***

Dowódca stał na rozległym dziedzińcu warowni i mrużąc oczy odwykłe od intensywnego blasku słońca, obracał w palcach piękny klejnot, a zdobiące broszę szafiry mieniły się wszystkimi odcieniami błękitu. W końcu, marszcząc gniewnie ciemne brwi, zacisnął pięść i zgasił niebieskie światło kamieni. Odniósł wrażenie, że wokół zrobiło się ciemniej. Nie zważając na nadciągającą burzę, kazał pospiesznie szykować konie do drogi. Postanowił wyjechać ojcu na spotkanie, aby razem z nim świętować odniesione zwycięstwo. Nie wiedział, że chociaż Lorel nie okłamała go, to zdołała zataić przed nim część prawdy.

Laura


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl