Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Co wydarzyło się w Gondorze przed Wojną o Pierścień

Był ciepły, pogodny jesienny wieczór, gdy po swym umiłowanym grodzie przechadzał się Boromir. Patrzył jak bardzo zmienił się podczas jego nieobecności. Chodził tak pewien czas, aż w końcu udał się do najbardziej wysuniętej na Zachód część Grodu. Stałam tam dom, nie ogromny ,nie malutki, ale w sam raz. Przepełaniony był magią, ale nie była to magia o mocy niszczenia, była to magia jaką stworzyć może jedynie rodzina. Boromir lekko zapukał do drzwi, na jego pukanie odpowiedział mu głośny trzask tłuczonego talerza, a po chwili w drzwiach zjawiła się siwowłosa kobieta o pięknych, szarych oczach, gdy jej wzrok padła na Boromira,na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, który odmłodził ją znacznie.
-Wejdź Boromirze! - zaskrzeczała wesoło. I gdy Boromir znalazł się już w przestronnej kuchni, staruszka zaczęła się krzątać.
-Ekchem, Mildret - powiedział Boromir.
- Coś się stało, chłopcze?
Boromir nie odpowiedział tylko wskazał oczyma na drzwi, które prowadziły do wąskiego korytarza, na którego końcu były schody.
- Ach, tak!Ta moja skleroza! Ale to już "przywilej wieku" - rechotała Mildret. Poszła jednak w kierunku wskazanym przez Boromira. A gdy doszła do schodów, krzyknęła:
-Bellie! Choć że tu dziecko! Twój chłop w wrócił z woja! - ostatnie zdanie dodała z głośnym rechotem.
-Boromir?! -powiedział przecudny, kobiecy głos. Po chwili na schodach pojawiła się Bellie, miała ciemne włosy i przepiękne, niebieskie oczy. Miała śniadą cerę i piękne, czerwone jak bardzo dojrzałe jabłka usta.Zbiegła po schodach i wpadła prostu w otwarte ramiona Boromira.Ten ucałował ją.I gdy skończyli się już witać usiedli do przepysznej wieczerzy, którą przygotowała Mildret.
Gdy już wszyscy posilili się do syta, Boromir zaczął opowiadać o przygodach, które go spotkały tym razem. A one...a one słuchały go z zapartym techem. Siedzieli tak i rozmawiali jeszcze chwilę, lecz słonce dawno się już skryło, a księżyc świecił wysoko na niebie, oświetlając Boromirowi drogę, do swej komnaty. A gdy tylko przekroczył jej próg, wzrok jego padł na postać, która wyglądała przez okno.
-Gdzie się podziewałeś tak długo? Twój koń jest już od 4 godzin w stajni - zapytał z gniewem Denethor.
-U Bellie...-powiedział Boromir i zamilkł. Teraz bowiem dopiero zdał sobie sprawę z tego co powiedział.
-Bellie?! -zapytał z gniewem jego ojciec- Wiesz,że nie życzę sobie byś się z nią zadawał. Ona jest z tak niskiego rodu! Od dzieciństwa uczyłem cię na ryczerza! I chcesz mi powiedzieć, że to wszystko co ci przekazałem, czego cię uczyłem, przepadło?!
-Ale to, że ją kocham i chcę ją poślubić, nieoznacza, że nie mogę być rycerzem, jak zawsze pragnąłem! Wiesz ojcze jak bardzo kocham Gondor i oddałbym za niego życie!
Denethor roześmiał się śmiechem gniewnym, okrutnym i szaleńczym zarazem.
-Głupcze!- wykrzyknął-Myślisz,że możesz mieć Gondor i tą dziewuchę zarazem?! Czy jesteś, aż taki głupi?! Boromirze! Musisz wybrać! Albo Gondor i rycerstwo, albo skarlenie naszego rodu poprzez zmieszanie krwi z nią!
Boromir chciał zaprzeczyć,ale spojrzał głęboko w oczy swego ojca i poznał, że Denethora opanował szał,w jaki często wpadał.Bał się.Bał się,że może to go uśmiercić.Denethor miał spojrzenie tak dzikie,gniewne i szaleńcze,że Boromir spróbował załagodzić jakoś sytuację i powiedział jedynie,tonem kończącym rozmowe:
-Daj mi czas do jutra.
Denethor wyszedł bez słowa,ale nie podążył do własnej komnaty na spoczynek,poszedł do Wieży,poszedł by zajrzeć do palantiru...Boromir jednak spał,spał mocno,a jednka mimo to miał sen,jeden z rodzaju takich,które śną się często.Boromir miał go już. Denethor wiedział co to za sen i wiedział gdzie syna posłać musi po jego wyjaśnienie.
Gwiazdy znikły,rozjaśniło się,słońce powróciło na swą wartę,która będzie trwać tak długo dopóki księżyc go nie zmieni.Boromir nie spał już długo,rozmyślał o tym jaką odpowiedź ma udzielić,lecz nie czekał już długo,gdyż ojciec go wzywał do siebie. Gdy Boromir wszedł do mrocznej komnaty, Denethor bezceremonialnym głosem powiedział:
-Boromirze synu mój, udasz się do Rivendell po wyjaśnienie tych snów.
-Kiedy mam wyruszyć?
-Jutro z samego rana.
Tak więc Boromir podążył do Bellie,by powiedzieć jej,że nie nacieszą się sobą - gdyż wyjeżdża.Dom tak wczoraj szczęśliwy,potoczył łzy.Bellie ze szlochem padła w jego ramiona, a i on uronił łez kilka.Uściskał serdecznie Mildret i odszedł,a odejść miał już na zawsze, by żyć jedynie w opowieściach i kronikach...Udał się więc do Imadris, do Elronda Półelfa, gdzie ujrzał rzecz mogącą Gondorowi pomóc przezwyciężyć Zło, które czaiło się w Mordorze,Boromir starał nakłonić pozostałych,by dali Pierścień Gondorowi,który zrobi z niego prawidłowy użytek. Ci tłumaczyli mu,że to by go opanowało,mówili,że trzeba iść to zniszczyć.Trzeba wejść do Mordoru, by wrzucić Pierścień w Szczeliny Zagłady Góry Przeznaczenia.Aby tego dokonać stworzono Drużynę Pierścienia,w której był Boromir.Lecz wieść o Pierścieniu nie była jedyną,która doszła do jego uszu,był tam też człowiek, Aragorn syn Alathorna - Dziedzic Isildura,Prawdziwy Król Gondoru.Boromira to załamało,myślał:"Przecież on uciekł!Uciekł od władzy!Pozostawił rządy namiestnikom! Trudziliśmy się, walczyliśmy, a on teraz chce tak po prostu przyjść i odebrać nam władze?!".Boromir jednak panował nad sobą, przez cały czas wyprawy.Lecz dotarli do Elfiej krainy Lotholrien,gdzie osobliwa Pani Galadriela podarowała Boromirowi nadzieję,że może jeszcze nie jest za późno, by ratować Gondor,że można jeszcze go uratować.I w tedy Boromir zaczął się zastanawiać:"Uratować?!Jak?!Ależ..tak oczywiście!Pierścień!".I gdy Drużyna dotarła pod Amon Hen Boromir stracił kontrolę nad sobą i próbował odebrać Pierścień Powiernikowi - Frodowi, Hobbitowi z Shire. W ostatniej chwili opamiętał się i szczerze żałował tego co uczynić próbował.Lecz niestety,gdy banda orków zaatakowała dwóch Niziołków - Merry'ego i Pippina,była akurat sam w tej części lasu,pobiegł im na ratunek, zadął w Róg,by zwołąć innych,Ci na jego wezwanie, pobiegli ku niemu, lecz za późno przybyli. Boromir oparty o drzewo, z trzema strzałami, które przebiły go na wylot prawie żywy, przyznał się Aragornowi do tego co próbował uczynić, a ten przebaczył mu. Chwilę potem Boromir już nieżył. Lecz by dokończyć tę historię, musimy cofnąć się do mometu, gdy Boromir zadął w Róg. Usłyszała to [mimo mil, które ją od tego miejsca dzieliły] Bellie. Siedziała wtedy na ławce, przed domem i czytała. A gdy ten dźwięk usłyszało jej serce wstanęła , upuściła książkę, a serce jej pękło na tysiące kawałków i w tej samej chwili padła na ziemię nieżywa. Wielka w Gondorze rozpacz była, Namiestnik zabity, Bellie nie żyła ... Teraz poznaliście już smutną historię Bellie i Boromira. Historię, którą wyszeptały mi gwiazdy i przy której zaszlochał księżyc...

By Arwena77 alias Boromirka


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl