Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

DWIE STRONY DOSKONAŁOŚCI

(W hołdzie ofiarom perfekcjonizmu.)

i znowu schodzę do swoich podziemi
by Ideę w doskonały przyoblec materiał
by wśród brudnych oparów stworzyć piękno
kryształ


Przyjrzał się krytycznie swemu dziełu. Bez wątpienia było piękne. Kontury, krawędzie, geometria kryształu - doskonałe. Symetria - idealna. Pod względem warsztatowym z pewnością nie można mu było nic zarzucić, i każdy rzemieślnik z satysfakcją zakończyłby pracę na tym właśnie etapie, prawdopodobnie nawet zbierając za nią należne pochwały. On jednak nie był rzemieślnikiem, dla należnych pochwał miał wyłącznie głęboką pogardę, a rzecz już od jakiegoś czasu doprowadzała go do prawdziwej frustracji. Chciał jątrzyć serca - a jego piękny wytwór sprawiał jedynie radość zmysłom. Chciał arcydzieła - a tym, co uzyskiwał, było tylko dzieło doskonałe. Chciał, by zapewniło nieśmiertelność swemu stwórcy, a ono po prostu stanowiło potwierdzenie nadzwyczajnych talentów jego narodu. Cóż bowiem z tego, że na płaszczyźnie materialnej potrafił bezbłędnie oddać każdy najdrobniejszy szczegół wizji, która płonęła w jego umyśle - to tylko potęgowało jego rozczarowanie tym bardziej wówczas widocznym brakiem. Wiedział, że mimo iż czysta forma może powstać z ognia twórczej duszy, tak nigdy nie dokona sztuki rozpalania ognia w duszach odbiorców. I ciągle nic, ciągle były to tylko te zimne, perfekcyjnie idealne kształty, kształty, które przemawiają do umysłu, lecz nie docierają do serca ... były jak szyderczy śmiech. Były jak zimna, bolesna weryfikacja dla jego poczucia wielkości tudzież artyzmu wyższego. Ta przygnębiająca niemożność nadania tym bezbłędnie uformowanym konturom jakiejś głębi, jakiegoś pierwiastka stanowiącego o nieśmiertelności, nie zniechęcała go jednak: przydawała za to dążeniom ponurej determinacji.

Krwawy blask pochodni. Ogień w oczach. Na mieczach. I w sercach.
"... jeśli zechce odnaleźć i zatrzymać w swoim ręku choćby jeden Silmaril, my, synowie Feanora, przysięgamy mu nienawiść i ścigać go będziem. I nie obronią go przed nami ani prawo, ani miłość, ani miecze, ani też Opatrzności wyroki... . "
i cóż ci dały Noldo twe wieczne poszukiwania
lata swą pustką mijały ty wciąż szedłeś wpatrzony
gdzieś jasno płonie cel przyczyna waszego wygnania
patrzysz w ten kryształ - w zimnym żelazie korony


Zajmował się tym w tajemnicy już od jakiegoś czasu - nocami tworzył kryształy z najlepszej jakości materiału, szlifował, obrabiał, z chorobliwą perfekcją dopracowywał w każdym najdrobniejszym szczególe, aż w końcu uzyskiwał tę właśnie czystą i przeraźliwie pustą doskonałość, której w pewnym momencie nauczył się gorliwie nienawidzić. Gdy nie mógł już absolutnie nic poprawić, w przypływie szału niszczył swe dzieło, i zabierał się za tworzenie kolejnego, od nowa, od samego początku. I do tego samego końca. Zawsze do tego samego końca. W końcu doszedł do takiej biegłości, że piękny kryształ, nad którego stworzeniem dobry artysta dłuta pracowałby całymi miesiącami, on tworzył w kilka dni - lecz nie dawało mu to satysfakcji. Najwspanialsze przykłady noldorskiej sztuki szlifierskiej powędrowały w tych dniach prosto do Zatoki Eldamaru, ponieważ w sposób prowokujący nie były wcieloną Ideą.

Wcielona idea? Absolut. Ojcowskie opus magnum i nasze dziedzictwo. Aż po kres świata.
"... ..Usłysz głosy nasze, Eru, Ojcze wszechrzeczy! I niechaj nas ciemności wiekuiste ogarną, jeśli przysięgi nie dopełnim... . "
w Losgarze płonął okręt
niebo purpurą pałało
widziałeś zbyt wiele śmierci
i nic ci już nie zostało


Promienie mieszały się ze sobą: złote i srebrne nici, metafizyczne światło emanowane przez Drzewa. Już oba osobno były piękne, lecz zespolone tworzyły nową jakość, która pomijając zmysły i umysł obserwatora wnikała prosto do jego duszy, poruszając najgłębiej ukryte struny - owa czysta, niczym nieskażona doskonałość, za którą tęskniły później całe pokolenia Wygnańców na wschodnim brzegu. Złoto i srebro, radość i smutek, początek i koniec, światło i ciemność, dzień i noc - dwie strony istnienia, coincidentia oppositorum - współistnienie przeciwieństw. Tak naprawdę wcale nie potrzebowały kształtu, konkretnej formy, aby zachwycać swoją pełnią, nasyceniem i intensywnością wyrazu. Zmieszane były sztuką same w sobie, bo zawierało się w nich jej źródło, pierwsza przyczyna i najgłębsza istota. Dwa aspekty istnienia, dwie strony człowieczeństwa i wszelkiej twórczości dwukrotnie każdego dnia mieszały się nad Valinorem zapewniając mu Dni Szczęśliwości.

Wszystko sprowadzało się tylko do jednego. Całe życie było właściwie jednym dążeniem, jednym celem i jedynym pragnieniem, które pchało ich jakimś dziwnym przymusem po mrocznych ścieżkach: pomścić. Odzyskać. Ale dlaczego gdzieś w tym wszystkim zatracił się nawet sam sens owego odzyskania?
... w pogoni za szczęściem opuściliśmy szczęście ....
I posiadało to w sobie wszystkie racje swego istnienia


Stał oparty o mur swojego warsztatu i patrzył. Włosy przyklejały mu się do czoła, na policzkach miał czarne smugi, a subtelna gra mięśni wokół ust sugerowała kolejną przykrą do przełknięcia porażkę, do której nigdy nikomu się nie przyzna. W ręku ściskał trzy świeżo wykonane klejnoty, te cholernie puste, bezwartościowe formy, z nadrobniejszą precyzją dopracowane zimne kontury dla niczego. Czy też może raczej dla tego, czym nie potrafił ich obdarzyć. Nigdy nie udało mu się stworzyć niczego więcej. Nigdy nie ?.
... to światło. Światło. Dopełnienie czy istota? Zawsze w porze zmieszania poruszało w jakiś nieznany sposób najgłębiej ukryte struny elfiej fea, ale podczas świadomego otwarcia się na niesione przezeń barwy i emocje można wręcz było zatonąć w tym żywym, atawistycznym rytmie przenikających się wzajemnie przeciwstawnych strumieni. Takie obcowanie z wyższą, idealną formą oddania tego, co sam chciał przekazać, bywało wręcz bolesne. Będąc samą istotą, światłem z samego jądra i emancją pierwotnego było doskonałością samo w sobie i niczego już mu nie było potrzeba - ale cóż tak naprawdę może być wspanialszego niż idealna treść zawarta w idealnej formie?
Dlaczego nie?

i znowu to me ręce wyrażają duszę
ta praca jedyną nieśmiertelności ostoją
ta praca pracą stwórcy
moją

... w pogoni za światłem podążyliśmy w mrok ....
W mrok? Zagubieni w kręgach szarości. Krew i śmierć - nie ma już piękna zaklętej Idei, którą starali się odzyskać, nie ma światła, do którego dążyli ... krew i śmierć, oto, co zostało. Po pewnym czasie nawet ten jeden jedyny, najwyższy cel, który miał uświęcać wszelkie środki, został przez nie przesłonięty, zdegenerowany i przeklęty. Bezowocne zwycięstwa i piękne porażki, tęskne spojrzenia słane na Zachód, w kierunku zupełnie innej światłości - tej, do której ta niegdyś najważniejsza i jedyna na zawsze zamknęła im drogę. A wieki mijały.
tam gdzie tak zimny księżyc mu świecił
Maglor swe pieśni wypełniał żalem
za tym co kochał i co porzucił
za utraconym pięknym Amanem


Absolut.
Doskonała pierwotna tożsamość bytu idealnego zawartego w realnym, podmiotu i przedmiotu, natury i ducha. Były najdoskonalszą substancją, i czymś jeszcze więcej. Sprawiały wrażenie nie tyle istniejących samodzielnie ile raczej będących składnikami i przejawami jakiejś wszechogarniającej, niepojętej pełni. Czegoś zawartego w pierwotnej muzyce, z której na początku wyłoniła się Arda, czegoś ze światła gwiazd i z tańca planet na kręgach świata, czegoś, co można czasem odnaleźć w dziełach szaleńców i w blasku elfich oczu. Były jak ogień duszy, jak podwaliny świata. Płonęły. Płonęły w sercu. Być może faktycznie stworzyć prawdziwe opus magnum, niedoścignione arcydzieło i artystyczne spełnienie swego życia oznaczało zatracić i wypalić siebie samego, ale ...
... ale czasami trzeba wszystko stracić, by wszystko zyskać.

i tylko chmury głębokim szkarłatem
ciemne niebo powlekły grom cicho zagrał
gdy elf w głębiny cisnął klejnotem
co dać miał wiele a wszystko zabrał
Czasami zyskanie wszystkiego przynosi zbyt wiele strat?...



Napisali: Bgienka i X



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl