Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Gandalf - wielki czarodziej, czy mały czarodziejek?

Dzisiaj moi Drodzy opowiem Wam o Gandalfie, wielce znaczącej postaci. Gandalf był czarodziejem. Ponoć największym. Ażeby zrozumieć na czym ta jego wielkość polegała musimy zapoznać się pokrótce z jego dokonaniami.

Pewnego razu szef Valarów, Manwe zapytał Gandalfa czy nie miałby ochoty udać się na sponsorowaną wycieczkę do Śródziemia. Gandalf początkowo wzdragał się, ale cóż, nie miał raczej wyboru. Dostał do towarzystwa czterech innych czarodziejów i popłynął. Wszyscy oni ponoć byli Majarami, ale dla niepoznaki mieli udawać, że Majarami nie są. Przybrali więc postać mniej lub bardziej dostojnych starców i w tej "zgrzebnej powłoce" udali się do Śródziemia.

Kolejno wysiadali w Szarej Przystani, pięciu czarodziejów, dla ułatwienia oznaczonych kolorami: Olorin czyli Gandalf -szary, Kurunir - biały, Aiwendil - brązowy (istna tęcza, nie?) oraz Alatar i Pallando - błękitni. W Szarej Przystani czekał na czarodziejów Kirdan, Budowniczy Okrętów, nawiasem mówiąc, chyba jedyny elf z brodą. Kridan dał Gandalfowi pierścień. Był to Narya Czerwona, Pierścień Ognia, jeden z Trzech, jakiś tam niby magicznych pierścieni. Wieść niesie, że pierścień dostał się Gandalfowi, bo Kirdan rozpoznał go jako "najmądrzejszego i najsilniejszego duchem". Ja jednak myślę, że niekoniecznie tak właśnie było. Przybywa pięciu świeżutkich czarodziejów, Kirdan dokonuje przeglądu i akurat ten ostatni jest najlepszy. Pozostali już dawno sobie poszli, to co, miał lecieć za nimi? Tak więc pierścień otrzymał Gandalf i miał on wspomagać go w jego misji.

Bo oczywiście czarodzieje wcale nie przybyli do Śródziemia na wycieczkę krajoznawczą, ale żeby tam trochę posprzątać i zaprowadzić porządek. W Śródziemiu bowiem "zjawił się i rozwielmożnił" groźny bandyta Sauron, Majar z ambicjami. Pięciu na jednego, powiecie pewnie, że to niezbyt sprawiedliwe. Ale tak naprawdę tylko nasz szary czarodziej przejął się swoją misją. Kurunir czyli Saruman nie był amatorem wędrówek, osiadł w wieży Orthank, w miejscowości Isengard, gdzie oddał się pasjonującym studiom nad historią pierścieni. Jak widzicie wszystko tam kręciło się wokół pierścieni. To z całą pewnością ulubiona przez wszystkie istoty Śródziemia biżuteria. Istna obsesja pierścieniowa. Aiwendil czyli Radagast tak zachwycił się fauną Śródziemia, że osiadł na stałe w jakimś lesie, wśród tejże fauny i reszta spraw mało go obchodziła.

Dwaj błękitni czarodzieje tak się zapędzili w zwiedzaniu ziemi, że gdzieś przepadli i słuch po nich zaginął. A nasz skromny, szary czarodziej uzbrojony w magiczny pierścień i magiczną laskę wyruszył na spotkanie przygody. Nie ma bowiem siły, w Śródziemiu prawie każdy musi mieć jakieś przygody.

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy tych dwóch magicznych przedmiotach jakie miał ze sobą Gandalf. Do czego bowiem mogą one służyć?

Pierścień Ognia. Zgodnie z jego nazwą, za jego pomocą Gandalf robił różne ogniste sztuczki. Był np. prawdziwym mistrzem fajerwerków. Poza tym pierścionek przydawał się do rozpalania ogniska i do szantażu (ale o tym później). Do czego służyła różdżka? Oprócz podpierania się (Gandalf czasami udawał nieporadnego staruszka), przydawała się też do groźnego nią wymachiwania oraz służyła jako latarnia w ciemnych miejscach. Oprócz tego Gandalf przygotował się do swojego zadania również od strony teoretycznej. Wyklepał na pamięć całą masę zaklęć w różnych językach, co jednak nie na wiele się przydało. To znaczy mógł np rozpalić zaklęciem ognisko, ale już głupich drzwi do Morii otworzyć nie mógł (a hasło na drzwiach).

Zgodnie z tradycją panującą w Śródziemiu nasz czarodziej niejedno miał imię. Były to m.in.: Gandalf, Olorin, Mithrandir, Tarkun, Szary Pielgrzym.

Tak zatem Gandalf ze swymi imionami, magicznymi przedmiotami i całą swoją wiedzą ruszył wypełniać powierzoną mu misję. Włóczył się po świecie, a że był z gruntu towarzyski zawierał liczne znajomości. Wszędzie było go pełno, we wszystko się wtrącał i wszyscy go znali. Jeśli chodzi o te znajomości Gandalf szczególnie upodobał sobie hobbitów.

Przyjaźń z Bilbo Bagginsem zaczyna od zniszczenia drzwi jego norki. Następnie robi z Bilba włamywacza (!), urządza mu nalot wygłodniałych krasnoludów i wplątuje w pełną niebezpieczeństw wyprawę. Po drodze liczne atrakcje: trole, gobliny, smok, polowanie na pająki, pobyt w elfickim uzdrowisku, spływ rzeką w beczkach. Gandalf jest przedziwnym przewodnikiem, prowadzi krasnoludy i hobbita, nagle znika, by pojawić się w najmniej spodziewanym momencie.

Ażeby spektakularnie zakończyć całą wyprawę rozpętuje Bitwę Pięciu Armii. Pomimo wszystko Bilbo nie wychodzi na tym źle. Z dalekich krain przywozi sobie liczne bogactwa, miecz, kolczugę i jakżeby inaczej, pierścień. A Gandalf? Znów wędruje sobie po świecie i dla zabicia czasu czytuje różne mądre, stare książki.

Po pewnym czasie, ponieważ Bilbo postarzał się, Gandalf na kolejną wyprawę ciągnie jego siostrzeńca Froda. I znów zamiast przewodzić małym, nieporadnym hobbitom gdzieś znika. Kiedy biedny Frodo ucieka przed Upiorami Pierścienia Gandalf odpoczywa sobie w najlepsze w Orthanku, u swego znajomego czarodzieja Sarumana. Na szczęście w porę przypomina sobie o swoim zadaniu i razem z resztą Drużyny Pierścienia wyrusza z Rivendell na wyprawę. Wiem, że ciągle się powtarzam, ale co ja poradzę, że tam prawie wszyscy wciąż uganiali się za jakimiś pierścieniami, wyruszali na wyprawy i przeżywali przygody?

Gandalf znowu nie sprawdza się w drodze. A to ogniska nie chce rozpalić, a to trasa mu się nie podoba. Za jego radą wszyscy kierują się do Morii, starej siedziby krasnoludów, miejsca tyle mrocznego co strasznego, pełnego przykrych niespodzianek. Na moście w Khazad-dum dochodzi do konfrontacji czarodzieja ze strasznym demonem Balrogiem. "Spadaj, bo mam pierścień!" - szantażuje Gandalf (czy jakoś tak). Przerażony Balrog rzeczywiście spada, ale niestety, Gandalf spada razem z nim w bezkresną otchłań. Po długim locie w dół okazuje się na szczęście, że otchłań ma jednak kres. Gandalf z nowym znajomym dla odmiany wpina się po licznych schodach, żeby na końcu zniszczyć Balroga. To takie typowe dla Śródziemia sporty ekstremalne. Po tych wyczerpujących przeżyciach Gandalf regeneruje siły wylegując się na golasa na szczycie góry. Miły odpoczynek przerywa mu gadający (w Śródziemiu wszystko możliwe) orzeł i niesie go do Lorien. Tam, Galadriela (jak to ona) przebiera Mithrandira w nowe, białe szaty - ostatni krzyk mody dla czarodziejów. Od tej pory nasz czarodziej znany jest jako Gandalf Biały.

Tak przebrany Gandalf pojawia się znienacka w lesie Fangorn przed zaskoczonymi Aragornem, Legolasem i Gimlim (wybrali się na grzyby, a tu czarodziej). Gandalf wiedzie przyjaciół do Rohanu, na dwór Meduseld, gdzie przywraca do zdrowia króla Theodena (Aragorn tym razem nie miał przy sobie athelasu) oraz wyrzuca wiernego doradcę króla o dźwięcznym imieniu Smoczy Język. W nagrodę dostaje pięknego wierzchowca o imieniu Cienistogrzywy (w skrócie Gryf). Następnie Gandalf prowadzi wszystkich do Helmowego Jaru, po czym jak to ma w zwyczaju, znika.

Podobnie jak Aragorn, Gandalf werbuje do pomocy w walce nietypowych sojuszników. Są to drzewa i ich pasterze. Pewnie nie wiedzieliście, że drzewa się pasą, co? Tyle, że lepiej żeby nie pasły się same, bo efekty tego można było zobaczyć w Starym Lesie nieopodal Shire (niejaka wierzba). W Fangornie drzewa pasą enty.

Po bitwie w Helmowym Jarze (nasi wygrali) Gandalf jedzie rzucić wyzwanie Sarumanowi. No i rzuca. Groźnie pokrzykuje, łamie laskę Sarumana, mało nie obrywa palantirem, ale nic to, grunt, że zły czarodziej pokonany.

Pora na Gondor. Tu niespodziewanie Gandalf natrafia na drobny opór (Denethor). Oczywiście i z tym daje sobie radę śpiewająco (wszyscy tam ciągle śpiewali). Podczas oblężenia Minas Tirith czarodziej przejmuje dowodzenie i odgrywa znaczącą rolę w bitwie. Zagrzewa żołnierzy do walki i poraża wrogów błyskiem swojej różdżki. Kiedy do miasta wjeżdża Wódz Nazguli Gandalf wymachuje groźnie laską i przegania upiora. Sami więc widzicie, wyczyny nie lada.

Znowu Gandalf chce spektakularnie zakończyć. Bitwa na polach Pellenoru to dla niego za mało. Rzuca pomysł żeby ruszyć na Mordor, bo co tak będą bezczynnie siedzieć. Wyprawa jest samobójcza, ale stary czarodziej ma szczęście. Bo w ostatniej chwili Jedyny Pierścień ląduje jednak w ogniu Orodruiny.

I po wszystkim. Frodo i Sam uratowani, Gimli i Legolas zaprzyjaźnieni, Merry i Pippin okryci chwałą, Boromir zabity (niestety), Aragorn zostaje królem i żeni się (wreszcie) z Arweną.

A Gandalf? Na weselu prawdopodobnie urządza wielki pokaz fajerwerków, pakuje swoje klamoty i odpływa do domu.

Takie są znane nam dokonania Gandalfa.
Chyba nie macie wątpliwości, że był on wielkim czarodziejem.
A może.....?

Erendis


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl