Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

"Władca Pierścieni" jako powieść oryginalna i świeża

WSTĘP - (CIELĘCE) ZACHWYTY NAD WSPÓŁCZESNYM FANTASY

Ileż to razy dane nam jest zobaczyć na okładkach wszelakiej maści książek fantasy bądź też science fiction komentarze sławiące ich zawartość, autorstwa najróżniejszych współczesnych wielkich gatunku. Cytowane wypowiedzi są najczęściej albo okrzykami zachwytu w rodzaju: "nie mogłem/am się oderwać od lektury tej książki!", "czytałem/am ją całą noc nie będąc w stanie wypuścić jej z rąk!", bądź też porównaniami do dawnych wielkich gatunku, a więc JRR Tolkiena, Roberta Ervina Howarda, Franka Herberta, tudzież jeszcze kilku innych, w zależności od widzimisię autorów tychże peanów pochwalnych. I tak na odwrocie książki pt "Jaskinia czarnego lodu" autorstwa J.V. Jones przeczytamy tekst autorstwa Roberta Jordana o treści: "Wybitna, cudowna pisarka", na odwrocie "Adepta magii" autorstwa Raymonda E. Feista przeczytamy tekst o treści: "Prawdziwy epos... wartka akcja... żywa wyobraźnia" pochodzący z Washington Post. O ile obie te książki przeczytałem z przyjemnością, co jakiś czas do nich wracam i jestem w stanie zignorować - mające na potencjalnym czytelniku wywrzeć efekt kupna - hymny pochwalne o tyle ciężko mi się robi na sercu gdy na odwrocie, było nie było przeciętnych pozycji z gatunku fantasy, jakimi są "Zielony jeździec" autorstwa Kristen Britain czy też "Piąty pierścień" autorstwa Grahama Mitchella widzę swoiste marketingowo - językowe "potworki". "Potworki", ponieważ nikt kto posiada choć gram wyczucia językowego, będąc zarazem choć trochę wyczulonym na użycie języka i kwestię literaturoznawczą oceny dzieła literackiego nie może przejść obojętnie do porządku dziennego obok zdań takich jak:

"Bardzo podoba mi się "Zielony jeździec". Książka jest świetna! Zostanie klasyką lat 90-tych, tak jak Tolkien jest klasyką lat 60-tych. "
- Marion Zimmer Bradley

i:

"Niezakrojona na tak szeroką skalę jak opasłe tomiszcza Jordana i mniej uniwersytecka od prozy Tolkiena, lecz równie ekscytująca rozrywka dla fanów fantasy".
"Publishers Weekly"

Pozwolę sobie jedynie powiedzieć, że bardzo wątpię w to by "Zielony jeździec" został kiedykolwiek "klasyką lat 90-ych" (tudzież jakichkolwiek innych) a "Piąty Pierścień" był w małym choćby stopniu "równie ekscytujący" co najmniej ekscytujące naukowe prace filologiczne autorstwa Tolkiena, o "Władcy Pierścieni" czy też "Hobbicie" nawet nie wspominając.

Stąd też pojawia się pytanie: skoro co druga dostępna na rynku książka fantasy jest "równie ekscytująca" i ma szansę "zostania klasyką" w tym samym, albo chociaż wysoce porównywalnym stopniu, co Tolkien to...
...jak wypada leciwy już, bo liczący sobie ponad pół wieku "Władca Pierścieni" w starciu z nieubłaganą konkurencją?

Podczas kolejnej lektury opus magnum JRR Tolkiena stwierdziłem, że... napisany ponad pięćdziesiąt lat temu epos o hobbitach wypada na tle swych późniejszych naśladowców świeżo niczym polana świeżej i soczystej trawy w zestawieniu ze zrytym kopytami bojowych średniowiecznych rumaków pobojowiskiem czyli ni mniej ni więcej, a Władca Pierścieni jest książką, która paradoksalnie i pomimo upływu jest...
...oryginalna.

JEDEN - JĘZYK - KOMPLIKACJA

Pierwszą rzeczą jaka rzuca się w oczy od razu po lekturze kilku, nawet wybranych przypadkowo linijek z "Władcy Pierścieni" jest sam język jakim napisana jest książka. A raczej ściśle ujmując jego bogactwo i staranne użycie przez autora, było nie było Tolkien był filologiem, co więcej, profesorem filologii. Paradoksalnie to właśnie bogactwo językowe jest obecnie przedmiotem ataku przez wielu ludzi i to (o zgrozo!) mieniących się fanami fantasy. Ileż to razy na anglojęzycznych forach poświęconych najprzeróżniejszym autorom gatunku [fantasy] odnajdziemy wypowiedzi świadczące, iż jedynym i głównym zarazem zarzutem wobec Tolkiena jest jego "[zbyt] kwiecisty" (too flowery) język przez który osoby te... nie są w stanie przebrnąć i to pomimo upartego, wielokrotnego powracania do lektury "Władcy Pierścieni" przez wiele lat. Aby dodać jeszcze pikanterii zarzutowi wielokrotnie tego typu wypowiedzi słyszy się/czyta od osób, które chwalą się wręcz ekspresowym czytaniem książek, często czytając jedną - dwie dziennie, w ciągu tygodnia zaś po kilka i to pomimo wykonywania pracy zawodowej o dużym natężeniu. A mimo to Tolkien nadal stanowi dla nich barierę nie do przebycia. Dziwne? A może jednak nie do końca zważywszy na to jakie książki przeciętny fa gatunku czyta. Paradoksalnie czytając kilka popularnych książek fantasy tygodniowo wchodzi się nie tyle w obszar mniej lub bardziej świadomej recepcji dzieła literackiego a graniczące z abibliofilią taśmowe czytanie. I nagle pojawia się Tolkien, którego każdy szanujący się fan fantasy powinien znać. I przykładowa reakcja może być jak zaprezentowano poniżej: Z której strony to dziwne zwierzę ugryźć? Grube to to nie jest, ale język jakiś taki dziwny. O! Nie znam tego słowa, a tu jakaś dziwna składnia, nie, przecież tak się nie pisze. Dziwny ten jezyk jakiś taki i w ogóle i jeszcze wydarzenia jakieś takie wzmiankujące o czymś co nie jest opisane. Nie, tego się nie da SZYBKO przeczytać. Język jest zdecydowanie zbyt kwiecisty...

Gdzie więc leży problem? W mej opinii po stronie czytającego, nie zaś samego Tolkiena czy jego dzieła, po stronie czytającego, który z gracją niszczarki czy frytkownicy przerabia dziesiątki miłych, łatwych w odbiorze i napisanych współczesnym językiem książek jakimi zalewany jest rokrocznie rynek, z których każda ma na odwrocie napisane, że - podobnie jak "Piąty Pierścień" Mitchella - będzie "równie ekscytująca co Tolkien". Tylko, że "Władca Pierścieni" nie jest równie ekscytujący co ww. dzieło. On jest bardziej. Ale aby "był bardziej" potrzebna jest u czytelnika wrażliwość, której współczesne hamburgery fantasy nie wyrabiają. Trzeba zejść o poziom głębiej w recepcji albo choć na chwilę zastanowić się nad tym co się w danej chwili czyta w miejsce wachlowania stron na czas. "Władca Pierścieni" ze względu na użyty język, jego bogactwo, staje się dziełem oryginalnym, albo wstecz-oryginalnym jeśli wziąć pod uwagę chronologię powstania jedynie. Tylko, że w dobie hamburgerów językowe obiady z paru dań - jak właśnie opus magnum Tolkiena - stają się czymś oryginalnym.

DWA - JĘZYK - FAŁSZYWA WSPÓŁCZESNOŚĆ?

W celu dalszego spojrzenia i porównania "Władcy Pierścieni" ze współcześnie pisanymi książkami fantasy chciałbym zająć się starym jak świat problemem odzwierciedlenia języka danej epoki. Współcześnie pisane książki fantasy pisane są najczęściej językiem potocznym jakiego używano w okresie jej powstania, współczesnym swemu twórcy, a więc takim jakiego twórca używał na codzień. I tu zaczyna się problem. Rozważmy następującą sytuację. Niezwykle poczytna w latach 80-ych książka, pisana ówcześnie modnym slangiem, opisująca rycerzy-punków walczących ze złem nagle traci na popularności po kilku latach. Odpowiedzmy sobie na następujące pytanie. Czemu? Wydaje mi się, iż odpowiedź jest prosta. Bo zarówno sam sposób pisania jak styl i użyte słownictwo zwyczajnie zaczynają trącać myszką. To co było wskaźnikiem epoki lat, dajmy na to, 80-ych staje się niemodne i przestarzałe. A teraz przyjrzyjmy się "Władcy Pierścieni" z jego bogactwem językowym, skomplikowanymi konstrukcjami literackimi czy wręcz sztucznie wykreowanymi językami [np. elfów]. W przypadku opus magnum Tolkiena nigdy nie będziemy mieli do czynienia z czymś "niemodnym" czy przestarzałym, jedynie niewrażliwy na czar języka literackiego człowiek będzie miał czelność powiedzieć, że język użyty przez Tolkiena jest "niedzisiejszy". O ile bowiem ww. język książek z lat 70-ych/80-ych, które nie oparły się działaniu czasu jest językiem na który patrzy się z politowaniem, językiem dnia wczorajszego za którym drzwi zatrzasnęło i klucz przekręciło dzisiaj o tyle język Tolkiena jest sentymentalnym i melancholijnym spojrzeniem, lecz nie na wczoraj, a na mityczne "dawno temu gdy świat był młody" na który to mityczny obraz większość ludzi nadal nie zamyka swych okien, nawet jeśli czeka by ktoś inny za nich je otworzył.

Omawiany problem postaram się zilustrować na poniższej osi:



Rozważany problem ponownie potwierdza paradoksalną oryginalność dzieła Tolkiena i to pomimo upływu lat. "Władca Pierścieni" wyznacza własne, wysokie standardy odnośnie wiedzy czytelnika, który chce się z nim zmierzyć. Nie jest próbą przypodobania się czytelnikowi, wymaga wiedzy i płynnego obracania się w wtór-wykreowoanym przez przyjaciela C.S. Lewisa świecie, nie jest gotowym rozwiązaniem na miarę: przyjdź, przeczytaj mnie, ja jestem taki jak ty, ja też jestem jak twój slang...
...nie...
..."Władca Pierścieni" mówi do czytelnika: dorośnij do mnie...
...mało kto wśród pisarzy parających się tym gatunkiem posiadł wiedzę językową jak mój autor, możesz przeczytać setki książek, ale Tolkien jest jeden.

Tak więc "Władca Pierścieni" jest cofnięciem się poza prozę wczoraj podobnego do dzisiaj, jest wejściem w mit i mityczną przeszłość, nonkonformistyczym podarunkiem pisarza-autora dla czytelnika, jednak takiego, który poprzez swą wiedzę i wrażliwość znajduje się na odpowiednim, umożliwiającym recepcję dzieła poziomie.

TRZY - JĘZYK - WULGARYZMY

Aby zakończyć temat języka, celowo i w osobnym punkcie, postaram skupić się na kolejnym zarzucie względem Tolkiena. Język "Władcy Pierścieni" bywa pokazywany jako "sztuczny i niedzisiejszy" nie tylko ze względu na "zbytnią kwiecistość" czy ukazywanie rzeczy zbyt odległych, ale też na - i jest to niestety traktowane jako zarzut obecnie - brak wulgaryzmów w tekście. I znów, mógłbym powtórzyć to co napisałem w poprzednich rozdziałach na temat cofania się w przeszłość i bogactwa językowego "Władcy Pierścieni" by pokazać, że w czasach gdy Tolkien pisał swe dzieło użycie pewnych wyrazów było w tekście uważane za niedopuszczalne. Mógłbym udowadniać, iż Tolkien jako profesor uniwersytecki nie użyłby tego typu wyrazów ze względu na swe wykształcenie i obycie językowe. Jednak nie będę usiłował zrobić żadnej z tych dwóch rzeczy ponieważ Tolkien, jako wytrawny filolog użyłby wulgaryzmów, a nawet byłby w stanie "wbogacić" język angielski o nowe, nie występujące w nim... gdyby tylko taki zamiar przyświecał mu przy tworzeniu "Władcy Pierścieni". Jednak, widocznie, nie taki zamiar mu przyświecał. Należy zrozumieć, że Tolkien, przedstawiając Rohan, Gondor czy Lothlorien wchodzi na płaszczyznę mityczną, a więc i sam język doznaje wyniesienia, zostaje w swoisty swosóp (u)mitologizowany. Gdyby podczas spotkania Aragorna, Legolasa i Gimlego przez Eomera ten ostatni odezwał się wobec nich w sposób nawet nie obelżywy, ale wręcz za pomocą słów uważanych w XX/XXI wieku za wulgarne to w takiej [hipotetycznej sytuacji]:

1. Eomer w tej sytuacji użyłby słów, których z racji na zajmowaną przez się pozycję na płaszczyźnie mityczno-historycznej znać nie powinien, bądź też nie powinien okazać publicznie ich znajomości
2. Eomer używając takich słów dyskwalifikowałby samego siebie na zajmowanej przez się płaszczyźnie w dziele literackim,
3. Eomer co za powyższymi idzie nie mógłby jako osoba wulgarna być osobą godną objęcia w przyszłości rządów Rohanie, kraju istniejącym na płaszczyźnie mitycznej.

Obelżywym - ale również zgodnie ze standardami epoki i płaszczyzny mitycznej - jest zachowanie Eothaina, które to Eomer natychmiast karci. Eomer zachowuje się w stereotypowy dla ludzi z Rohanu, i niekulturalny sposób wobec Galadrieli, w obecności Gimlego, jednak szybko mityguje się i obiecuje rozważyć swoje stanowisko później.

Powyższe rozważania nad językiem a miejscem postaci miały na celu pokazanie, że Tolkien nie stosował dualizmu mowa-zachowanie. Tak jak "Władca Pierścieni" wyrósł ze słów tak i postacie w nim zawarte były ze swymi słowami jednością (co nie oznaczało bynajmniej, że zawsze mówiły prawdę). Ujmując więc krótko: Eomer będący odpowiednikiem wczesnośredniowiecznego AngloSasa nie posługuje się językiem XX-wiecznego rynsztoka. We współczesnej fantasy gdzie natłok wulgaryzmów chwilami przyprawia o zawrót głowy ma się chwilami wrażenie, że postaci to ludzie współcześni, którzy jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności zostali w uniformach rycerzy, królów i dam po balu karnawałowym. Słowem: współcześni ludzie w ubraniach z jakiegoś filmu/teatru czego [niestety] oczekuje współczesny, nastawiony na szybką czytelniczą konsumpcję czytelnik.

Pod osąd czytelnika niniejszego tekstu zostawiam, która z wymienionych niżej sytuacji bardziej przemawia do wyobraźni i jest przez to bardziej odsunięta od naszego języka współczesnego a przez to bardziej oryginalna:

1. Aragorn stojący na murach Helmowego Jaru i odpowiadający orkom na ich prostackie "zleź!" przemówieniem pokazującym jego królewskość na propozycję poddania się...
2. ...czy też przeciętny bohater fantasy z lat 90-ych, dajmy na to z książek Davida Gemmella, który na propozycję poddania się (a) odpowie (b):
a. Poddaj się!
b. Pierdol(cię) się!
Ze swej strony pozwolę sobie jedynie zauważyć, że w pierwszym przypadku mamy potencjalnego króla działającego na płaszczyźnie mitycznej, w drugim zaś stojącego na zadnich kończynach knura. Paradoksalnie tak jak "grzeczność staniała na dworze króla Theodena" podczas obecności na nim Grimy, tak i prawdziwi królowie stali się rzadsi w literaturze fantasy. Po raz kolejny zatem powrót do "Władcy Pierścieni" staje się okazją zetknięcia się z czymś oryginalnym...

CZTERY - PAPIEROWE I WTÓRNE POSTACI

Kolejnym zarzutem jaki stawia się "Władcy Pierścieni" jest rzekoma papierowość i jednowymiarowość występujących w nim postaci. Problem ten był już wielokrotnie analizowany z wielu stron przez autorów tej klasy i miary co Tadeusz A. Olszański czy Katarzyna Karina Chmiel, ja jednak postaram podejść do niego od innej strony i przyjąć rolę niejako adwokata diabła. Paradoksalnie, po raz kolejny, to współczesne, taśmowo produkowane książki fantasy obdarzają nas tabunami wtórnych, stereotypowych i... papierowych obrazów-bohaterów klnących, posługujących się współczesnym językiem i zachowujących się współcześnie postaci wtórnych, stereotypowych, klnących, papierowych? A może po prostu współczesnych w złym tego słowa znaczeniu? Współczesnych w nudnym, wtórnym i powtarzalnym tego słowa znaczeniu? Takich "bohaterów", jakich możemy spotkać wokół siebie, bądź też - i jest to bardziej prawdopodobne - w neurotycznych snach współczesnych autorów gatunku? Po raz kolejny należałoby wrócić do zagadnień omawianych w DWA i TRZY. Postaci tolkienowskie nie są nami, a raczej projekcją nas samych, idealizacją i nobilitacją nas samych poprzez wtórną oś czasu (DWA) na mityczną przeszłość za pośrednictwem odpowiednio (jak w przypadku analizowanej rozmowy Eomera z Aragornem czy Aragorna przemawiającego do Uruk-Hai) (TRZY) tolkienowskiej wtór-kreacji. Umiejscowienie i upostaciowienie postaci Faramira, który nie usiłuje zawłaszczyć sobie Pierścienia czy też żałującego tej próby jego brata Boromira jest takie a nie inne ponieważ zajmują oni takie a nie inne miejsce w mitycznym uniwersum. Podczas gdy Faramir i Boromir nobilitują czytelnika swym zachowaniem i postępowaniem, pokazując mu pewien wzorzec płaszczyzny mitycznej, atmosfery pieśni, współcześnie mielibyśmy do czynienia z przypadkami, które znamy aż za dobrze z wiadomości telewizyjnych na dowolnym kanale informacyjnym. Wystarczy włączyć TVN24, TVP1, TVP2 czy POLSAT by posłuchać o kolejnych morderstwach, malwersacjach i wszelakiej maści innych przestępstwach, zaś jako ich wytłumaczenie znajdując potem albo nic nie wnoszące ogólniki okrągłych zdań komentatora albo też niezwykle "odkrywcze" zdania przechodniów "bo życie/ludzie takie/tacy jest/są". I dlatego właśnie zachowanie postaci tolkienowskich jest czymś paradoksalnie oryginalnym, świeżym i odkrywczym w gatunku, który obecnie zdąża szybkim krokiem w stronę tego od czego kiedyś miał być odskocznią: szarej i brudnej rzeczywistości. A przecież jak całą sprawę ujął w błyskotliwym zdaniu Terry Goodkind: ludzie gdy potrzebują inspiracji idą jej szukać do galerii, nie zaś rynsztoka...
...i może właśnie dlatego "Władcę Pierścieni" czyni książką w dzisiejszych czasach oryginalną to, iż Aragorn wbrew wszelkim oczekiwaniom wychowanego na MTV i grach komputerowych czytelnika jednak nie przespał się z Eowiną...
Postaci tolkienowskie zachęcają nas do podążania w kierunku szczytów człowieczeństwa, nie zaś, do czego zdaje się nakłaniać współczesna literatura fantasy, do równania do najniższego wspólnego mianownika.

PODSUMOWANIE

Niniejszy tekst nie jest w żadnej mierze wyczerpującym studium omawianych problemów, ani też nie było moim zamiarem na tak ograniczonej przestrzeni dokładne ich opisanie. Tym co zamierzałem zrobić było zasygnalizowanie czytelnikowi głównych zarzutów jakie są obecnie stawiane "Władcy Pierścieni" JRR Tolkiena, zwłaszcza na poziomie tego co nazwałbym "krytyką konsumpcyjnego czytelnika", a także uzmysłowienie jaką rolę zajmuje język i jak za pomocą wyjścia od strony roli języka w twórczości Tolkiena można te zarzuty skutecznie odeprzeć. Starałem się także pokazać jak możemy cofnąć się w czasie poprzez medium języka, jaki wpływ na spójność postaci ma używane przez nie słownictwo (aspekt komplikacji i wulgaryzmów) i jak wreszcie, co było moim głównym zamiarem, paradoksalna archaiczność języka i budowy postaci rzutuje na oryginalność opus magnum Tolkiena.

Napisał: Adam

Zabrania się publikacji tekstu w jakiejkolwiek formie bez zgody autora. W przypadku cytowania, proszę o podanie adresu internetowego artykułu i wyszczególnienie adresu strony tj. www.tolkien.cyberdusk.pl w przypisach. © Adam Krzysztof Banasiak [Adam] 2007.



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl