Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Mit, symulacja, rzeczywistość - czyli gdzie jest Śródziemie?

Nie ma już nadziei na sens. Bez jakichkolwiek wątpliwości jest właśnie tak, że sam sens jest śmiertelny. To wszakże, czemu narzucił on swe krótkotrwałe panowanie, to, co pragnął zniszczyć, by wprowadzić oświecone rządy, mianowicie pozory – one są nieśmiertelne, niezniszczalne i nie ima się ich nawet nihilizm sensu i bez-sensu. 
Jean Baudrillard, Symulakry i symulacja

Bądź pewien, będą działać, nie będą umarli 
i poeci światło bohaterów znów będą rozniecać
i harfy mieć będą dobrze nastrojone
by palce na nie mogły paść – bezbłędnie
tu każdy będzie na zawsze wybierał z Wszystkiego

J.R.R Tolkien Mythopoeia

Wstęp

Dwa cytaty, dwie wizje rzeczywistości. Nihilizm skontrastowany z głębokim przekonaniem o istnieniu sensu, przedwiecznej Prawdy. Dziwi fakt, że zostały sformułowane w zaledwie pięćdziesięcioletnim odstępie: Baudrillard Symulakry napisał w 1981, zaś Mythopoeia Tolkiena powstała w 1936, by zostać opublikowana w 1988 roku. Kontrast pomiędzy nimi dobrze oddaje problem, z jakim przychodzi się nam dzisiaj zmierzać. Tolkien jest pisarzem niezwykle popularnym, razem z R.E. Howardem uznawanym za założyciela gatunku fantasy,jego twórczość doczekała się starannego i wielostronnego opracowania krytycznego[1] – pozostaje oczywiście także ta sfera bezpośredniego wpływu, jaki wykreowany przez niego świat ma na czytelników. Tolkienowski fandom był także przedmiotem zainteresowania badawczego – czego przykładem może być film Ringers: Lord of the Fans[2]. Wśród spontanicznej, fanowskiej twórczości, są zjawiska budzące ciekawość bądź zdumienie: takie jak np. podgatunek fan fiction określany jako slash (w skrócie: Frodo i reszta są gejami, ich wyprawa przypomina Love Parade). Moim celem nie jest jednak przetrząsanie tych płodów ludzkiego umysłu – pragnąłbym raczej zapytać, dlaczego w ogóle powstają?

Spróbujmy sobie to uświadomić – odczytujemy Tolkiena w odmiennym kontekście kulturowym, jesteśmy wystawieni na wszystkie zagrożenia, jakie się z tym wiążą: możemy wpaść w pułapkę anachronizmu, odczytań hermeneutycznych w guście „wiemy lepiej, co autor miał na myśli”, oraz najpospolitszego poczucia wyższości, związanego z przekonaniem o ewolucjonizmie kultur. Tolkien był praktykującym katolikiem, człowiekiem wiernym wiktoriańskiej moralności i arystotelejskiej poetyce. Praktycznie żaden z ideałów jego epoki nie przetrwał dwudziestego wieku nie zbrukany, nie wyśmiany i nie skompromitowany przez intelektualny establishment. Łatwo to dostrzec w postawach niektórych interpretatorów dorobku Tolkiena, a wystarczy zacytować jedną z najbardziej kuriozalnych wypowiedzi: „Jaskinię Szeloby, osiągniętą po przejściu przez szczelinę i podróży przez tunele, można także odczytywać jako wejście do pochwy. Na początku Frodo i Sam muszą przedrzeć się przez krzaczastą, chwytliwą narośl (włosy łonowe).(...)”[3]. Oczywiście wszelka polemika z tego rodzaju twierdzeniami jest udaremniona, zanim jeszcze powstanie – byłaby wyrazem „oporu”. To kolejny paradoks świata, w którym wszelka prawda została zrelatywizowana – oprócz prawdy o seksualnych motywacjach wszystkich możliwych zachowań.

Praca ta będzie próbą odpowiedzi na postawione w tytule pytanie. Gdzie jest bowiem Śródziemie? Liv Tyler, grająca w filmie Petera Jacksona rolę Arweny, stwierdziła niegdyś, że w „ prehistorii Anglii”, co jest olbrzymim uproszczeniem, nijak nie odnoszącym się do zamysłów samego Tolkiena. Owszem, definiował on swoją pracę jako próbę „dania mitologii dla Anglii”[4], jednak jego świat ma z samą Anglią niewiele wspólnego, i nie jest też opisem prehistorii naszej Ziemi. Czy Śródziemie znajduje się w hiperrzeczywistości Baudrillarda, jest kolejnym symulakrem w symulowanym świecie? Czy jest w naszej wyobraźni? Czy to może „pozaczasowa przestrzeń, na którą projektujemy swą fantazmatyczną treść[5], jakby napisał Sławoj Żiżek, a więc jakaś olbrzymia projekcja superego, miejsce, gdzie lokujemy wszystko, to co piękne i szlachetne, bo wiemy, że nasz świat nigdy taki nie będzie? Jednoznacznych odpowiedzi nie ma. Warto jednak wyruszyć w tę drogę choćby z nadzieją przybliżenia się do prawdy. Warto, bowiem:

Od drzwi biorąc swój początek 
Droga bieży wciąż przed siebie
Hen, rozwinął się jej wątek,
Czas więc teraz i na ciebie.
Gdy ją skore depczą stopy,
Na rozstaje gdzieś wywiedzie,
Gdzie się mylą trakty, tropy.
Ale dokąd? Tum jest w biedzie!
[6]

Film Petera Jacksona - Śródziemie nowozelandzkie

Historia prób ekranizacji Władcy Pierścieni jest długa, zaczyna się mniej więcej w latach sześćdziesiątych, kiedy dzieło zdobyło wielką popularność w Stanach Zjednoczonych (zresztą głównie dzięki pirackiemu wydaniu). Podobno w filmie na podstawach książki mieli wystąpić sami The Beatles – John Lennon chciał odgrywać rolę Golluma[7]. Ostatecznie z tych prób nic nie wyszło. Najwcześniejszą ekranizacją jest blisko dwuipółgodzinna animowana produkcja Ralpha Bakshiego[8]. Doprowadza ona akcję do momentu szturmu na Helmowy Jar, czyli mniej więcej pod koniec drugiego tomu. Animacja Bakshiego nie osiągnęła sukcesu kasowego, a co za tym idzie, nie powstał jej dalszy ciąg. Po wielu perturbacjach prawa do ekranizacji znalazły się w ręku nowozelandzkiego reżysera Petera Jacksona – znanego dotychczas z niskobudżetowych horrorów Przerażacze i Martwica mózgu. Trzy filmy, ukazujące się w kinach w rocznych odstępach, okazały się wielkim sukcesem reżysera. Powrót króla zdobył w 2003 Oscary w jedenastu kategoriach, dochód całego przedsięwzięcia szacowany jest na 3 mld dolarów. [9]

Zainteresowanie budzi sposób, w jaki Jackson potraktował materię tolkienowskiego dzieła, by móc ją dostosować do wymogów kina. Konieczność podejmowania przez niego wyborów wydaje się w pełni uzasadniona. „Kierowałem się wyłącznie własnym wyczuciem tego, co może zainteresować czytelnika, i w wielu przypadkach wyczucie to mnie zawiodło” - napisał Tolkien w przedmowie do Władcy Pierścieni. A widza kina komercyjnego, masowego, nie zaś artystycznego, interesuje z pewnością coś innego, niż czytelnika z lat pięćdziesiątych. W opinii wielu recenzentów Jackson nie podołał zadaniu – nie uniknął uproszczeń i przekłamań, choć wielu widzom obraz Śródziemia „dwudziestego pierwszego wieku”, dostosowany do współczesnej wrażliwości, najwyraźniej odpowiadał. Oto tego rodzaju opinie: „Film jest dla mnie jakby UWSPÓŁCZEŚNIONˇ wersją książki - mniej jest w nim niezbyt wyrafinowanej zresztą metafizyki [w potocznym rozumieniu tego słowa], a więcej życia - i jako taki bardziej odpowiada mojemu gustowi...”[10]. „Wydaje mi się, że w niektórych miejscach jednak zmiany w filmie są lepsze, np. to, że ludzie kryją się w Helmowym Jarze, a nie, że Theoden idzeie na front. Większa dramaturgia! Poza tym fajniej jest, gdy pod Minas Tirith przybywają umarli, choć widząc w filmie jak Rohirrimowie załatwiają 6 Mumakili (podobno według filmu było ich tam 12.”[11] Widać rozdźwięk pomiędzy tym, co dziś uważane jest za estetyczne i pociągające, a tym, co Tolkien za takowe uważał. Za tego rodzaju krytyką kryje się także pozytywistyczno-naturalistyczny pogląd na sztukę - powinna zajmować się odzwierciedlaniem rzeczywistości, a nie jej twórczym przekształcaniem – mimesis jest więc ważniejsze od fantazji. Kryteria te spełniają lepiej powieści Andrzeja Sapkowskiego, które są swoistym postmodernistycznym collage. Ukazują świat pełen namiętności zwykłych ludzi, świat niejednoznaczny moralnie (świat, który dodatkowo przeszedł Weberowskie Entzauberung, z bogów kpi się szczególnie), ale pokazany z szyderczym półuśmiechem. Logika eposu nie jest logiką naszych czasów, spięcie pomiędzy różnymi kryteriami wartościowania sztuki było na przykładzie recepcji filmu i książki dobrze widoczne.

Jednak byli także i tacy odbiorcy, którzy przystępowali do oglądania filmu z dużą wiedzą na temat literackiego Śródziemia, a nierzadko ze znajomością mniej popularnych dzieł Tolkiena, takich jak Listy czy O baśniach. Opinie, które formułowali w swoich recenzjach, zasługują na szczególniejszą uwagę. Oni bowiem mieli już swoje Śródziemie – jakiś zespół wyobrażeń, wizualizacji, przekonań i snów. Konfrontowali swoją własną wizję z wizją kogoś innego – ta druga miała jednak nieporównywalnie większą siłę rażenia, bo została stworzona przy użyciu całej potężnej machiny efektów specjalnych. W ich recenzjach zauroczenie przeplata się z rozczarowaniem. Z jednej strony: „były to jedne z najcudowniejszych godzin mojego życia, jakie pamiętam. Muzyka, aktorzy, kostiumy, efekty specjalne, dialogi, fragmenty filmu wciąż krążą po mojej głowie, na nowo przypominając jak niezwykły i magiczny był ten czas, kiedy patrzyłam w ekran”[12]. Sama wizualizacja na poziomie efektów specjalnych nie budziła więc większych zastrzeżeń, pojawiały się one tam, gdzie dochodziło do spięcia pomiędzy Śródziemiem-wyobrażonym a Śródziemiem-w-filmie. „ Ich[orków] szpetota nie wzbudzała grozy, lecz jedynie obrzydzenie.” „Mam tylko jedno zastrzeżenie co do charakteryzacji: wolałabym, żeby uszy elfów były bardziej spiczaste...”. W żadnym miejscu swego dzieła Tolkien nie precyzuje tak detalicznych kwestii[13], pozostawia je wyobraźni czytelnika – bądź reżysera. Tego rodzaju krytyka nie powinna jednak dziwić – formułują ją osoby o głęboko emocjonalnym stosunku do dzieła Tolkiena, a nie jacyś zobiektywizowani recenzenci wolni od wiedzy pierwotnej: „Bo dla mnie powieść Tolkiena pozostanie na zawsze w moim sercu jako piękne marzenie. Świat, do którego chce się uciec... Książka mojego życia.”

Nie dziwią w takim kontekście zarzuty wobec nieuniknionej komercjalizacji: telewizyjnych reklam, kubków, koszulek i tysięcy podobnych gadżetów. „ WP, pocztówki WP, naklejki... Nowe wydanie z okładką filmową, okazja...! Karcianki ze zdjęciami z filmu, album na naklejki... Kiosk zapchany gazetami pełnymi fotosów filmowych... Tu jakaś płyta, tam plakacik... W jakich czasach przyszło mi żyć? Kiedy na wszystkim chce się zarobić...”Ale mimo tego dystansu, uwodzicielska moc tych rekwizytów wspomagających fantazję jest nie do odparcia: „Mimo całego wstrętu, jaki żywię do komercji, swój pokój wykleiłam plakatami z Władcy, a na kompie mam tapetę z pejzażem Anduiny”. : Z czasem jednak łatwiej o dystans: „ film to dla mnie po prostu jeszcze jedna wizja. W swoim czasie zrobił na mnie ogromne wrażenie i mimo wad generalnie podobał mi się. Z czasem jego wrażenie się zatarło i istniej jako kolejna alternatywna wizja.”[14]

Nie ulega więc wątpliwości, że Śródziemie, które jest przez nich wizualizowane w wyobraźni i w amatorskiej ilustracji, ma od premiery filmu znamię osobistej wizji reżysera. Moc sztuki filmowej, dobrze wyrażona w zbanalizowanym stwierdzeniu, że obraz warty jest tysiąc słów, zdaje się jednak wpływać nie tylko na wyobraźnię. Wzmożony ruch turystyczny, którego celem była Nowa Zelandia, stał się już przedmiotem badań naukowych. Jak można przeczytać na stronie tolkienowskiej Ostatni Przyjazny Dom,[15] Danielle Smith z Uniwersytetu Durham podjęła projekt badawczy[16], mający na celu wykazanie, jaki wpływ na wybór docelowego miejsca podróży mają legendy i mity z nim związane, także i te powstające współcześnie. Badaczka pisze, że „Nowa Zelandia stała się ucieleśnieniem Śródziemia dla milionów widzów kinowych na świecie”[17]. Wskazuje na naturalne walory krajobrazowe gór i równin tego kraju, ale jej zdaniem film nie był wyłącznie „promocyjną machiną", bowiem turyści przyjeżdżają do Nowej Zelandii, „by doświadczyć Śródziemia, iść po śladach stóp Froda". Jeżeli przełożymy to na język potocznego doświadczenia - to ludzie, odwiedzający Nową Zelandię, oglądają pozór (ucharakteryzowany krajobraz tego kraju, z nazwami miejscowości pisanymi tengwarem) pozoru (filmu) pozoru (tolkienowskiego Śródziemia), a więc dają się złowić w sieć wielopoziomowego symulakru. Interesujące jest to, że Danielle Smith charakteryzuje swój projekt jako coś przeciwstawnego do poczynań Sławoja Żiżka: „W przeciwieństwie do Żiżka, projekt nie szuka 'realnego' pod 'przekleństwem fantazji', ani też nie pragnie zaakceptować symulacji jako takiej i skapitulować przed hiperrzeczywistością”.[18] Wręcz przeciwnie: Smith chce „ zyskiwać jouissance[„rozkosz”-termin psychoanalizy Lacana – J.U.] na przetarciu rzeczywistości i fantazji, cały czas krytycznie badając, jak wierzymy w to rozróżnienie”.

Bardzo realny był natomiast wpływ ekranizacji na życie mieszkańców Nowej Zelandii. Reportaż ze stolicy tego kraju, autorstwa dziennikarza internetowego magazynu Slate, Brada Wienersa, został zatytułowany wprost: „Wellington jest Śródziemiem”[19] . Przed premierą – pisze Wieners – każdy podmiejski blok w skromnej stolicy został udekorowany jak dom towarowy na Święta, ale zamiast dzwonków, błyskotek i ostrokrzewu użyto gadżetów z Władcy Pierścieni.”[20] Nowozelandzkie linie lotnicze przyjęły na czas premiery nazwę Linie do Śródziemia, a jeden z Boeingów ozdobiono wizerunkami pierwszoplanowych aktorów, które trafiły także na znaczki pocztowe. Na przemienienie kraju w Śródziemie rząd wydał 5 milionów dolarów, premier kraju Helen Clark oświadczyła reporterowi, że „Dla Nowej Zelandii, premiera była jak zmiana marki [rebranding event]. Nie jesteśmy już więcej Jeźdźcem bez Głowy[21]. Jesteśmy kreatywni, pomysłowi i high-tech.” Na koniec dziennikarz przestrzega czytelników, aby nie kpili ze „śródziemnego” szaleństwa, bowiem „...nie można się ruszyć po mieście, nie natykając się na kogoś, kto przy filmie pracował, bądź kogoś, kto ma takiego znajomego. (...) To może być kowal, który robił pancerze, klamki bądź puchary na piwo. To może być hodowca owiec, który pozyskał specjalną wełnę merynosa na elfickie płaszcze. To może być haker, który wymyślił oprogramowanie pozwalające zamienić kilku przerażających orków w tysiące przerażających orków” [22] I na koniec swoiste signum temporis. W 2003 roku na szczyty list bestsellerów w Nowej Zelandii, z wynikiem czterystu tysięcy egzemplarzy, wspiął się... „Przewodnik po miejscach z Władcy Pierścieni” autorstwa Iana Bynajmniej nie sam Władca Pierścieni, ale czy może to kogokolwiek dziwić?

Spory o kanon – Śródziemie krytyków i wyznawców

W swym programowym eseju O baśniach Tolkien wskazuje na dwa poziomy, na których może dokonywać się odbiór baśniowego, alternatywnego świata: pierwszym jest „zawieszenie niewiary” - to wyłącznie kompromis poczyniony „z uprzejmości czy innych względów (...). Wtedy istotnie musisz zawiesić niewiarę (albo ją stłumić), bo inaczej słuchanie i patrzenie stanie się nie do zniesienia” Za zawieszeniem niewiary kryje się konwencja, udawanie, narzucone z zewnątrz przekonanie o walorach utworu– tak, zdaniem Tolkiena, typowi dorośli podchodzą do baśni. I tak, można dopowiedzieć, współczesny czytelnik traktuje natrętnie promowane „dzieła”, które dla niego samego nie mają większej wartości, ale cieszą się zbiorowym uwielbieniem krytyków.

Wyższym poziomem jest wiara wtórna. „Nadawca opowieści – pisze Tolkien – okazuje się owocnym twórcą wtórnego świata, w który może prawdziwie wniknąć umysł odbiorcy, a wszystko, o czym mówi, jest prawdziwe w ramach tego świata: jest zgodne z prawami wykreowanej rzeczywistości”[25]Tolkien stawiał wymagania przede wszystkim nadawcom opowieści, a w tym i sobie, ale oczekiwał od czytelnika gotowości do nie tyle do uwierzenia, co do pragnienia nowych światów: „Fantazja – tworzenie innych światów bądź ich oglądanie – zrodziła się z sercu tęsknoty za innymi światami.[26] Zarówno „tworzenie” jak i „oglądanie” można zinterpretować w kategoriach kantowskiego poznawania, wtórnej realizacji świata zjawisk, stworzenia jego korelatu w umyśle. Trudno coś takiego przedsięwziąć, gdy przyjmuje się założenie, że to jakiś złośliwy demon bezustannie nas zwodzi.

A pisma klasyków postmodernizmu pełne są poznawczego pesymizmu i negacjonizmu. „Wojna imploduje w czasie rzeczywistym, historia imploduje w czasie rzeczywistym, wszelka komunikacja i wszelkie znaczenie implodują w czasie rzeczywistym. Sama Apokalipsa, rozumiana jako nadejście katastrofy, jest mało prawdopodobna. Świat nie jest wystarczająco spójny [podkr. J.U], aby powieść nas ku Apokalipsie”[27] - konstatuje Baudrillard w swej książce Wojny w Zatoce nie było. Jeżeli przedmiotem poznawczego niepokoju staje się spójność „tego” świata, to jak uwierzyć we wtórnie wykreowany?

Obfitość dorobku Tolkiena nie ułatwia tego zadania: na kanon Śródziemia składają się Hobbit, Władca Pierścieni i wydane pośmiertnie (pod redakcją syna Tolkiena, Christophera) Silmarillion, Niedokończone opowieści oraz wielotomowa Historia Śródziemia. Rozstrzygnięcia wielu nieścisłości można odnaleźć w Listach, Tolkien bowiem chętnie korespondował ze swoimi czytelnikami i udzielał im odpowiedzi na ich pytania. Utwory te powstawały na przestrzeni około sześćdziesięciu lat, wiele z nich to wariacje na ten sam temat, a część powstała po to tylko, by zaspokoić ciekawość fanów: „...jedni żądają map, podczas gdy inni pragną raczej wskazówek geologicznych, wiele osób chce gramatyki, fonologii i przykładów języków elfickich. Niektórzy z kolei pragną metryki i prozodii (...)”[28] Wielbiciele tolkienowskiego uniwersum wymagali więc na jego twórcy, aby swój świat, ukazany w zarysach, napełnił treścią Dlaczego? Po to, aby fantazja stała się wiarygodna? Po to, aby dzięki sfabrykowaniu odpowiedniej ilości dowodów można było wreszcie oddać się wtórnej wierze? Mapy pokazywały nieistniejący realnie świat, trzeba o tym pamiętać. „Symulacja nie jest już symulacją terytorium, przedmiotu odniesienia, substancji. Stanowi raczej sposób generowania – za pomocą modeli – rzeczywistości pozbawionej źródła i realności: hiperrzeczywistości. Terytorium nie poprzedza już mapy ani nie trwa dłużej niż ona. Od tej pory to mapa poprzedza terytorium – precesja symulakrów – to ona tworzy terytorium (...)”[29]. Tolkien nie zgodziłby się z Baudrillardem - miał pełen dystansu stosunek do dodatków i map: nie wydał Silmarillionu, który można uznać za rodzaj „dodatku” do Władcy Pierścieni, pragnął bowiem pozostawić pewien margines na indywidualną wyobraźnię odbiorców: „Nie jestem wcale przekonany, czy skłonność do traktowania tego wszystkiego jako jakiejś wielkiej gry jest naprawdę zdrowa (...) skoro tak wielu ludzi domaga się czystej 'informacji' czy 'legend', świadczy to o docenianiu wyjątkowego efektu, jaki wywiera opowieść oparta na bardzo dopracowanej i szczegółowej współzależności geografii, chronologii i języka”[30]. Urok historycznego romansu polega na „głębi”, na marginesie wyobraźni, jednak czasy subtelnej gry niedopowiedzeń przeminęły najwyraźniej wraz z Tolkienem i jemu podobnymi.

„Dopracowana i szczegółowa” współzależność? Niestety, w przypadku Tolkiena ogrom zadań, jakie przed sobą postawił, przerósł go – zmarł, zanim zdołał zamknąć (o ile w ogóle to możliwe) świat legend Śródziemia w jakimś niepodważalnym, jednolitym kształcie. Wiele spośród pism autora było nieprzygotowanych do wydania, wiele zawierało sprzeczności, niespójności i anachronizmy – a przecież wszystkie składają się na Śródziemie fanów, Śródziemie wyobrażone. Pojawia się pytanie o to, czy dzisiejszy czytelnik, postmodernistyczny niedowiarek, potrafi przejść nad tymi problemami interpretacyjnymi do porządku dziennego. „Zewnętrzne” próby uporządkowania Śródziemia, tworzenie encyklopedii i zapełnianie luk w fabule spotyka się najczęściej z nieufnością. „Wydaje mi się, że fantazja ginie, gdy opowieść wymaga obszernych przypisów, równych lub nawet dłuższych od samej opowieści. Gdy zamiast śledzić akcje, zaczynamy gubić się w kolejnych wariantach.”[31];„Nie lubię opracowań, nie posługuję się encyklopediami, bestiariuszami, stronami internetowymi jesli nie podają cytatów itp. WP, Silmarillion, Hobbit, HoMe, [History of Middle Earth] Listy - to mój kanon, z którego niespójności zdaję sobie sprawę.”[32] taka racjonalizacja umożliwia rozkoszowanie się bogactwem Śródziemia, ale czy jest to tylko „zawieszenie niewiary” czy już „wtórna wiara”?

Przyjrzyjmy się postulowanemu przez autorkę tej opinii kanonowi Śródziemia – najlepiej w kolejności chronologicznej. Powstały w 1937 roku Hobbit jest książką dla dzieci – ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Jeżeli, upraszczając, scharakteryzujemy świat przedstawiony utworu jako „umowne średniowiecze” (monarchowie, prawo królewskie, miecz i łuk jako podstawowe rodzaje uzbrojenia), to zdziwimy się, jak wiele taka formuła może pomieścić. Auktorialny narrator wdaje się tutaj w żartobliwą grę z czytelnikiem, „prowadzi go za rękę” po nowym, niezwykłym świecie. ?ródłem komizmu Hobbita, co dostrzegł Shippey[33], jest napięcie pomiędzy dwoma porządkami - „mieszczańskim”, angielskim i racjonalistycznym światem, reprezentowanym przez hobbitów, a światem sag, mitów i podań, w którym hobbici są tylko gośćmi – zagubienie głównego bohatera, Bilba, potencjalnie jest zagubieniem każdego z nas, gdybyśmy z jakichś niezwykłych przyczyn nagle znaleźli się w czasach wczesnego średniowiecza. Bilbo nie umie huknąć dwa razy jak sowa i raz jak puszczyk, choć wymaga tego konspiracyjna sytuacja, rozpacza z powodu zostawionej w domu chustki do nosa, a kiedy dochodzi do ważnych rozstrzygnięć, wypowiada się nie jak bohater staroislandzkiej sagi, a jak biznesmen: „Doprawdy, moi panowie – mówił Bilbo rzeczowym tonem człowieka interesu – położenie jest niemożliwe. (...) Ale jestem finansowo zainteresowany w tej wyprawie, jestem udziałowcem w jednej czternastej części, co gwarantuje mi ten list.”[34]. Skutkiem takiego sposobu narracji i kształtowania wydarzeń książka jest pełna anachronizmów – na pustkowie „nie zapuszcza się policja”, w Shire działa regularna poczta (wprowadzona w Europie przeważnie w XIX w. ), a licytacją przedmiotów pozostałych po uznanym za zmarłego Bilba zajmuje się specjalna spółka[35]. Hobbit zasługuje więc co najwyżej na status „deuterokanoniczny” - jest bowiem dość szczegółową opowieścią o jednej z ważniejszych epizodów z historii Śródziemia, ale nieco zniekształconej przez cel satyryczny i fakt zaadresowania książki dla dzieci. Aby podtrzymać autorską legendę o pochodzeniu Hobbita od „oryginalnego”, odnalezionego i przetłumaczonego przez Tolkiena rękopisu: Czerwonej Księgi Marchii Zachodniej(czyli kroniki hobbitów), trzeba rzeczywiście „zawiesić niewiarę”.

Tolkien dobrze rozumiał ten stan rzeczy, pragnął więc mitologię swego świata uporządkować i rozwinąć. Jak pisze: „Pragnąłem to zrobić przede wszystkim dla własnej satysfakcji, jako że miałem niewielką nadzieję, by owa prehistoria zainteresowała jeszcze kogoś”[36]. Jak się okazało, mylił się i miał rację zarazem. Świadomy braku szans na wydanie swego cyklu legend, został „...zachęcony prośbami czytelników chcących się dowiedzieć czegoś więcej o hobbitach i ich przygodach. Narracja nieuchronnie jednak przyzywała dawny świat i stała się opowieścią o jego przemijaniu i śmierci, zanim zostały przedstawione jego narodziny i rozwój.”[37] Władca Pierścieni jawi się więc jako coś niekoniecznie zamierzonego. Fakt interakcji autor-czytelnicy dobrze oddaje ogrom zmian, jaki dokonał się od chwili, gdy anonimowy autor Beowulfa czy Słowa o wyprawie Igora zasiadał do pisania swego dzieła, wolny od nacisków czytelniczej społeczności. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek komercjalizacji – ale wpływ gustów publiki na wybór zadania (które i tak, kiedyś, powinno zostać przez Tolkiena zrealizowane, bowiem mieściło się w jego zamyśle) jest decydujący.

Popularność, jaką zdobył ostatecznie Władca Pierścieni, trudno porównać z jakimkolwiek innym fenomenem literackim XX wieku. Wielomilionowy nakład, przekłady na najważniejsze języki świata, także zwycięstwo w kilku brytyjskich plebiscytach na najlepszą książkę wszechczasów mówią same za siebie[38]. Dzieło, powstające w latach 1939 – 1952, zapoczątkowało nowy gatunek literacki – fantasy i rozbudziło w setkach tysięcy ludzi zainteresowanie mityczną przeszłością, baśnią i folklorem. Podobnie jak Ulisses Joyce'a[39] było czymś bezwyjątkowym, jedynym przedstawicielem swojego gatunku, oba utwory można uznać za “zapoczątkowanie nowego rodzaju sztuki i doprowadzenie go do doskonałości na przestrzeni jednego dzieła”[40].

W poczet utworów, które w procesie twórczym zostały przez Tolkiena wykorzystane, można zaliczyć m.in. skandynawską Eddę i Sagę o królu Heidreku, staroangielskie utwory Beowulf, Pan Gawain i Zielony Rycerz, fiński epos – Kalevalę, oraz, mimo niechęci Tolkiena[41] – także sztuki Williama Shakespeare'a. Nie należy jednak zapomnieć o przewodnej idei, rządzącej strukturą i fabułą dzieła: “Władca Pierścieni – pisze Tolkien w Listach –jest dziełem zasadniczo religijnym i katolickim, początkowo niezamierzenie, w poprawkach świadomie”[42]. Należy dodać, że wizja Śródziemia przedstawiona we Władcy Pierścieni jest kluczowa i nadrzędna – nawet wobec pracowicie, przez niemal sześćdziesiąt lat konstruowanego legendarium, które później złożyło się na Silmarillion. Widać to na przykładzie tych cytatów z Listów: „Właściwie na razie zajmuję się głównie próbami ujednolicenia nazewnictwa bardzo wczesnych i późniejszych części Silmarillionu z sytuacją we W.P.” [43] „Muszę nad nimi trochę popracować z racji dostosowywania "Silmarillionu i całej reszty" do W.P. Pracuję nad tym, gnębiony nie kończącymi się trudnościami (...)”[44]

To dzieło, wydane pośmiertnie w 1977 roku, wyłoniło się z notatek, przeanalizowanych i zredagowanych przez drugiego syna Tolkiena, Christophera. Powstawały już od lat dwudziestych, Tolkien pragnął je wydać zaraz po Hobbicie, ale wydawca nie zaakceptował rękopisu jako “zbyt celtyckiego” i niejasnego. Opowieści Silmarillionu, wielokrotnie przeredagowywane, stanowiły legendarne tło dla Władcy Pierścieni. Po śmierci ojca, Christopher postanowił stworzyć z nich spójną całość, posługując się - w miarę możliwości - jak najpóźniejszymi rękopisami.[45]

Silmarillion jest przez większość fanów akceptowany jako dopełnienie świata zarysowanego tylko we Władcy Pierścieni – pokazuje całość losów Ardy, być może nie pozostawia to miejsca na mityczną głębię – ale zdystansowany, mityczny ton zwiększa tylko głód wiedzy. „(...) Więcej niż zaspokojenie zwykłej ciekawości kryje się w poznaniu, że Vëantur Númenorejczyk przyprowadził swój gnany wiosennymi wiatrami statek „Entulessë” do Szarych Przystani w roku sześćsetnym Drugiej Ery, że grobowiec Elendila Smukłego wzniesiony został przez jego syna Isildura na szczycie wzgórza sygnałowego Halifirien(...)” [46]- oto fragment z przedmowy Christophera Tolkiena do Niedokończonych opowieści, kolejnego owocu archiwalnych trudów. Quasi-biblijny styl opisu w Silmarillionie pozostawia więc wiele informacji o Śródziemiu w sferze niedomówień.

Fakt, że za ostatecznym wyglądem Silmarillionu nie stał już Tolkien, tylko jego syn, mógł budzić wśród odbiorców pewien sceptycyzm. Oto przykład takiej opinii: “Natomiast dość negatywne wrażenie zrobiły na mnie Niedokończone Opowieści i Zaginione Opowieści. Owszem, poszczególne opowiadania czytałam z zainteresowaniem, natomiast przypisy, które dołączył pan Christopher Tolkien pomijałam :). Sądzę, że nie sprzyjają one naszej fantazji”[47] .Szczególne powody stoją za krytycyzmem wyrażonym w artykule Kaja André Apelanda O wchodzeniu dwa razy do tej samej rzeki. Mitologia i teologia w tekstach Silmarillionu[48]. Punktem wyjścia rozważań autora jest skontrastowanie mitologii i religii. „Mit jest domeną poety, teologia – kapłana.”[49]. Apeland na tym nie poprzestaje, sfera teologii i religii jest przez niego wartościowana zdecydowanie negatywnie. „Mit jest często oczyszczany z nieprzyjemnych szczegółów, by mógł się stać kanonicznym tekstem religijnym. Uważam ten proces za pobożne fałszerstwo, które może dobrze służyć interesom religii, rodzi jednak złą mitologie, a więc też - złą poezję.”[50]. Niechęć do zinstytucjonalizowanej religii nie powinna autorowi artykułu przesłaniać faktu istnienia głębokiej, pełnej artystycznych walorów poezji religijnej, zachowującej całkowitą zgodę z ortodoksją – ale de gustibus non disputandum est.. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że „fałszerstwa” miał przeprowadzić sam Tolkien na tekstach Silmarilllionu: „Zmiany, mające uczynić Silmarillion teologicznie „poprawnym” nie są produktem wyobraźni mitologicznej. Są rezultatem obaw człowieka starego, martwiącego się grzechami młodości. Uważam, że nie musimy czuć się zobowiązani do popierania tych zmian z szacunku dla Starego Człowieka. Powinniśmy raczej zwrócić się ku jego dziełu z czasów, gdy jego serce było młode i radosne.[51]. Oto przykład krytyka, który “wie lepiej”. Niepozbawione poczucia wyższości psychologizowanie, połączone z niechęcią do spraw, które dla głęboko wierzącego katolika mają znaczenie pierwszorzędne – to jedne z wielu wad, jakie Tolkien dostrzegał w swych krytykach i z pewnością dostrzegłby je u Apelanda.[52]

Jednak w tym artykule pojawia się teza o wiele bardziej zaskakująca, zwłaszcza dla kogoś, kto rozważania tolkienistów śledzi z dystansu swej własnej dziedziny: „Można oczywiście oponować, że legendarium jest osobistą własnością Tolkiena, który mógł z nią zrobić, cokolwiek chciał, pamiętajmy jednak, że założyliśmy tu traktowanie tekstów Silmarillionu jako rzeczywistej tradycji mitologicznej. (podkr. J.U)”[53].

Tak oto literatura stała się mitem, traktowanym na równi z Ramajaną czy Kalevalą. Marzenie o mitologii dla Anglii ziściło się, choć na razie w wybranych kręgach. Kanon Śródziemia powstawał nie jako samoistny zamysł – rodził się w dyskusjach Inklingów[54], zawdzięczał wiele opiniom czytelników, a także sceptycyzmowi wydawców. Ale sposób, w który oddziaływuje na czytelników, wykracza poza rozumienie literatury jako estetycznego „wypełniacza” czasu, a lektury jako otium, próżnowania. Są spory o zaciekłości przypominającej czasy pierwszych soborów, są „heretycy”, wydanie „apokryfów”, czyli Ksiąg Zaginionych Opowieści i History of Middle-Earth – jeżeli kiedyś powstanie Kościół Śródziemia, nie powinniśmy być zaskoczeni.

Śródziemie zdekonstruowane

Nie wiadomo, czy pewien rosyjski paleontolog, Kirył Jeśkow, byłby zadowolony, gdyby jego Ostatniego władcę pierścieni nazwać czymś w rodzaju rozbudowanego fanfika. Śmiem twierdzić, że nie byłby. Bo choć napisał swoją powieść wyłącznie “dla siebie i dla rozrywki przyjaciół”[55] to zawarł w niej wizję świata charakterystyczną dla postmodernistów: z jego relatywizmem, chaosem, aksjologiczną pustką i aktami ślepej popędliwości. Fakt, że wpisał ją w tolkienowskie Śródziemie, budzi oczywiste kontrowersje.

Akcja powieści toczy się w tym samym czasie, co końcowe księgi Władcy Pierścieni – u schyłku Trzeciej, a u zarania Czwartej Ery. Główni bohaterowie to ork i mordorski naukowiec, podejmują się zadania uznawanego przez narratora za niemalże prometejskie – zniszczenia Zwierciadła Galadrieli, co przy okazji spowoduje eksplozję palantirów i ostateczne przepędzenie magii ze Śródziemia. Gandalf ukazany jest zresztą u Jeśkowa jako tępy podżegacz wojenny, Mordor jest krajem postępu, technologii, parlamentaryzmu i pieców hutniczych, zaś Rohan i Gondor to barbarzyńskie narody dzikiej Północy, przynajmniej w oczach cywilizowanych Umbarczyków – bo to Umbar jest prawdziwą perłą Śródziemia. A elfy? “To jest inna kultura – mówi Jeśkow – Inna cywilizacja, która stawia przed sobą swoje zadania i w ramach tych zadań zabijanie ludzi jest dopuszczalne, jeżeli naruszają oni ich terytorium. Czysta strategia.”.[56] Nic dziwnego, że recenzent Jeśkowa w Nowej Fantastyce gratuluje mu “wniesienia ożywczego powiewu” w skostniały świat fantasy. Z typowo postmodernistyczną swobodą autor doprawił swą opowieść wątkami szpiegowskimi, analizami ekonomicznymi i geopolitycznymi, opisami wschodnich sztuk walki i egzotycznych używek, wszystko być może po to, aby umożliwić identyfikację czytelnika współczesnego ze Śródziemiemie, bowiem: “Mając pokazaną tylko jedną stronę świata, ukażmy go w całości. Takie postawiłęm sobie zadanie.(...) Niektórzy twierdzą, że moja powieść to jest anty-Tolkien. To nie jest anty-Tolkien. To jest świat z “Władcy Pierścieni”, tylko przedstawiony z innej strony”[57]. Należy uwzględnić słabości takiego obrazu – trudno czytać Jeśkowa inaczej niż jako paszkwil, grę, złośliwość czy szyderstwo. Aragorn w przypływie jego inwencji zyskuje miano “palant ze wzgórka”, a rozdęcie wątków szpiegowskich budzi raczej śmieszność[58]. Na korzyść Jeśkowa, co trzeba mu przyznać, przemawia warsztat, wykraczający poza odtwórczą prozę fan fiction – opisy piękna pustynnego, mordorskiego krajobrazu pozostają w pamięci na długo.

“Zamierzchłe Dni minęły, odchodzą Dni Pośrednie, a nastają Dni Nowe. Czas elfów się skończył, nadchodzi nasz czas: świat ludzi, którymi winniśmy rządzić, Musimy jednak rozporządzać siłą, aby pozwoliła nam wszystko ułożyć wedle naszej woli, dla pożytku Dobra, które widzą tylko Mędrcy[59]- jak powiedział Saruman Gandalfowi. Istotnie, powieść Jeśkowa traktuje o metamorfozie świata, bo pomysłowy mordorski filozof Haladdin i orokuen Cereg ostatecznie realizują swój cel. Magia opuszcza Ardę, jak powietrze balon – efektowne eksplozje niszczą palantiry, przemija chwała Lórien, a nawet Aragorn patrzący na Arwenę dostrzega, jak na jego oczach traci ona coś ze swego piękna. Potem już tylko hutniczy piec i początki burżuazji, postęp i “perspektywa swobodnego rozwoju, zamiast duszenia się w ciasnej, zadymionej jurcie szamana”[60]. To, co ten “swobodny rozwój” oznacza, wiemy dobrze, wystarczy wyjrzeć przez okno – ale dowiadują się o tym także Gondorczycy i Rohirrimowie. Pokazane w kilku scenkach jeśkowowskie Śródziemie za kilka tysięcy lat jest już naszym światem – Ithilien to zagłębie przemysłowe, po niebie latają samoloty, które są porywane przez religijnych fanatyków, pojawia się nawet odpowiednik ceremonii wręczania Oscarów, która odbywa się – oczywiście – wedle reguł politycznej poprawności.

“Świat jest Tekstem”. To kluczowe zdanie, wielokrotnie u Jeśkowa powtarzane. Jest Tekstem, a więc otwarty jest na wielość interpretacji. Jest Tekstem, a więc można go modyfikować i przepisywać. To, co spotyka Śródziemie Jeśkowa – odrzucenie magii, mitu i sacrum – jest w zasadzie figurą przemian w naszym świecie, powolnego, pełzającego procesu, który pozbawił nas możliwości obcowania z mitem. “Są tacy, którzy szyderczo wspominają, że podczas wykonywania mithrilu starzy mistrzowie podobno wkładali w metal cząstkę swej duszy, ale ponieważ – dziś to już wiadomo, duszy nie ma, a istnieje tylko ‘obiektywna realność, dana nam w odczuciach’ – to prawdziwego mithrilu nie zobaczycie, jak własnych uszu. Z definicji”.[61] Powieść Jeśkowa jest czymś więcej, niż przyznaniem prawa do głosu drugiej stronie. To Tolkien przepisany, przetrawiony i zużyty, rozumowanie mityczne ukazano jako egzotykę, a baśń jako gangsterską opowieść. W dzisiejszym świecie nikt już nie może otwarcie powiedzieć, że “nie kłania się Żelaznej Koronie i nosi swe małe złote berło”, by nie spotkać się z zarzutem, że tak naprawdę chodzi o fallusa.

Śródziemie metafizycznych buntowników

Niejednokrotnie współcześni interpretatorzy odczuwali pokusę, aby za sprawą bogactwa intertekstualnych odniesień włączyć Tolkiena w obręb postmodernizmu. Baudrillard wpisałby zapewne Śródziemie w „pierwszy porządek symulakrów”: „symulakry naturalne, naturalistyczne, oparte na naśladownictwie i podrabianiu, harmonijne, optymistyczne, oraz zmierzające do przywrócenia, odtworzenia bądź ustanowienia w sposób idealny natury na wzór Boga (...) pierwszemu z tych porządków odpowiadają wyobrażenia utopii”[62]. Utopia jest, jego zdaniem romantycznym marzeniem, sferą transcendentalną, wyspą w morzu realności. Niestety, Baudrillard nie czyni przedmiotem refleksji fantasy, interesuje go raczej science-fiction, a więc fikcja naukowa, która swe najlepsze lata przeżywała w czasie kosmicznego wyścigu – jednak jego popularność znacznie się zmniejszyła. „Przestrzeń, globalizując się, uległa zamknięciu – przez wzgląd na powszechny rynek, nie tylko towarów, lecz także wartości, znaków, modeli, nie pozostawiający miejsca na wyobrażenia - (...) eksploracyjny wszechświat science-fiction (...) przestał funkcjonować”[63]. Możliwość przekraczania, wtórnej wiary, prawdziwego zaangażowania w opowieść jest, zdaniem Baudrillarda, niemożliwa - „Łaska transcendencji została nam odebrana”[64]

Docieramy do fundamentalnej rozbieżności pomiędzy Tolkienem a autorami szeroko pojmowanego postmodernizmu, którzy za swojego mistrza intelektualnego uznali Nietzschego z jego „śmiercią Boga” i krytyką metafizyki – jest to rozbieżność filozoficzna, przekładająca się na sferę literackich i życiowych wyborów, w praktyce uniemożliwiająca jakiekolwiek porozumienie. W tym kontekście nie dziwi niewyrafinowana, złośliwa krytyka, z jaką Tolkien spotykał się w „uczonych” kręgach. Warto dodać, że owa niechęć jest spowodowana nie tylko pewnymi wyborami ideowymi Tolkiena: zasadą kompozycyjną postmodernistycznej powieści jest: „anarchiczny stosunek do reguł spójności i kompozycji tekstu, lekceważenie czynników całościowo strukturalizujących tekst i równocześnie wzmożone zainteresowanie jego elementami marginesowymi czy mało funkcjonalnymi.[65], zaś, jak pisze Shippey, „jedną z najbardziej rzucających się w oczy (i godnych podziwu) choć zarazem najrzadziej naśladowanych cech Władcy Pierścieni jest skomplikowana, a zarazem staranna konstrukcja”[66]. Co godne uwagi, uważany pod wieloma względami za patrona postmodernizmu Joyce także budował strukturę swych dzieł z chorobliwym wręcz perfekcjonizmem[67].

Pełen dystansu ton współczesnych krytyków, którzy analizują zjawisko popularności Tolkiena, nosi znamiona podobnego przyporządkowania – oto fani są osobami niezupełnie dostosowanymi do wymogów współczesnego świata, a ich kwalifikacje intelektualne są niewielkie: „stada dorosłych kobiet, noszących bufki, tulących pluszowe misie i z zapałem paplające o wyczynach hobbitów”[68] . “Fani dzieła Tolkiena - nazwijmy ich fantastami - nie interesują się światem rzeczywistym. Rzeczywisty świat sprawia problemy - ciężko go zrozumieć, jest najeżony trudnościami, pełen nierówności, wymagający interakcji z rzeczywistymi, życiowymi problemami ludzi. Znacznie łatwiej jest skoncentrować się na chochlikach, elfach, hobbitach, wróżkach-zębuszkach czy czymkolwiek” [69]Czy to pogarda ma w sobie coś z poczucia zazdrości za „łaską transcendencji” - istnieją pewne przesłanki mogące na to wskazywać, jednak to temat na osobną pracę. Ale warto prześledzić, jakie odpowiedzi sformułowali tolkieniści z Elendili.pl na pytanie: „A czy wy wierzycie, że macie Śródziemie gdzieś w sobie?” Mogą być one dowodem na żywość wtórnej wiary, która przyjmuje formy niekiedy zaskakujące[70]: Czy wierzę? Oczywiście :D. Powiem więcej, (...) często mam tak, że wystarczy, że wyjadę z zadymionego, betonowego miasta gdzieś do lasu czy nad jezioro i bez problemu czuję, że własnie tak mogło byc w Śródziemiu... Jak mogę sobie po prostu dotknąc drzewa, iść jakaś polna drogą i słyszeć żwir chrzęszczący pod butami, wyobrażam sobie, że może tą drogą szli nie tak dawno Eldarowie :hmmm:”;

„Czytając "Władcę Pierścieni" czuję się właśnie między innymi jak Bilbo i Frodo spoglądający wieczorem na dolinę Rivendell i na chwilę zapominający o strachach i trudach, za to dostrzegający na chwilę wszystko, co piękne i prawdziwe w świecie, nie przesłonięte przez cień, i tylko to. :) Albo tak jak w Lórien, gdzie nie tylko nic się nie dzieje, ale też "nikt żadnych zdarzeń nie pragnie". Władca Pierścieni to po prostu niesłychany, cudowny, jedyny w swoim rodzaju odpoczynek i lekarstwo dla duszy.”

„"Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko" Widzę, że dużo nas. Ludzi (i nie tylko :elf: ), którzy pod tymi słowami podpisują się z czystym sumieniem. Ludzi, którzy tęsknią za czasami, kiedy świat był jeszcze młody, za czasami, gdy Pierwsze Pokolenie Dzieci Eru chodziło jeszcze po świecie.(...)”

„Pierworodni odeszli? Niech nasze piesni będą z nimi - to co zostawili nam jako swoją spuściznę jest przeciez jednocześnie i wyzwaniem i naszym wyznaniem.

Że piękno istnieje. Że prawda istnieje. Że my sami także jesteśmy naprawdę.”

(...) śmiem stwierdzić, iż cząstka Śródziemia tkwi w wielu spośród tych, co zetknęli się z tym niezwykłym światem. Porusza ich on, napełnia tęsknotą, skłania do refleksji. I jeśli w zalewie głupoty, ignorancji i zła znajdzie się choć jedna osoba, który nie odda pokłonu Żelaznej Koronie i będzie niósła w sobie Śródziemie, to nasz prawdziwy Świat ocaleje...”

Oczywiście nie wszyscy zapytani zachowywali jednomyślność, spotyka się też i takie opinie: “Nie poszukuję Śródziemia, jako takie jest mi całkowicie niepotrzebne (nie rzucać pomidorami auuuuu). Poszukuję realu w Śródziemiu, jeśli tak to można nazwać.”,[71] “Cóż ja jestem realistą :cry: i oczywiście uważam, że Śrdziemia nie ma i nie było, tak jak oczywiście nia było elfw. Bo niby na jakiej podstawie możemy tak sądzić? No właśnie na żadnej :(”[72] - ale ilościowo dominuje sceptycyzm wobec “realu”, zwłaszcza pod taką postacią, pod jaką został nam dany. Czy w tym poszukiwaniu równoległego świata kryje się po prostu eskapizm, romantyzm, niemożność sprostania wyzwaniom XXI wieku, poczucie zagubienia i słabość? Czy też może jest ono echem głębszej tęsknoty za Prawdą i Pięknem, pojmowanymi platońsko, pisanymi dużą literą? Tolkien taką postawę wyraża, pisze bowiem: “Czemuż gardzić człowiekiem, który, zamknięty w więzieniu, próbuje się z niego wydostać i powrócić do domu – albo – jeśli to niemożliwe – myśli i rozmawia o innych sprawach niż dozorcy i mury więzienne?”[73]. Trudno mi uwierzyć, że dach dworca kolejowego w Bletchley jest 'prawdziwszy' niż chmury"[74] – dodaje. Bunt przeciw niszczącemu naturę i międzyludzkie relacje postępowi technologicznemu, nieufność wobec stechnicyzowanych społeczeństw i ich propagatorów, łączy wielu filozofów i pisarzy XX wieku – od Ericha Fromma po Thomasa S. Eliota. To zanegowanie łatwych rozwiązań i płaskiego utylitaryzmu, romantyczna przekora, nieugięte odrzucanie pokus nowego, wspaniałego świata – jest czymś, co dynamizuje i wzbogaca kulturę, stoi za wieloma kluczowymi momentami rozwoju ludzkiego ducha. Dla swych zwolenników Śródziemie jest właśnie Mitem, zwrotem ku zbiorowej podświadomości. Mitem – nie symulakrem, ale odbłyskiem Prawdy.

Zakończenie

Śródziemie narodziło się z ducha filologii, jako efekt z pozoru bezproduktywnych zabaw pewnego angielskiego profesora, który spędzał wolne chwile na wymyślaniu sztucznych języków. Gdy zajmował się równie „ważnym” zadaniem – sprawdzaniem prac studentów, na jednej z nich w nagłym przebłysku natchnienia nabazgrał słowa „ pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit”. Samo słowo „hobbit”, powstałe przecież w jakiś niezwykły, intuicyjny sposób, może zostać etymologicznie wywiedzione z hipotetycznego staroangielskiego *hol-bytla – co oznacza 'mieszkaniec nor'. To tylko sztandarowy przekład tego, co u Tolkiena jest powszechne – każde słowo, nazwa każdego bohatera bądź miejsca, kryje w sobie wielość sensów – słowa są „jak stalaktyty”. [75]

Słowo, potem zdeprawowane, używane w imię ideologii przez rozmaitych Sarumanów – charyzmatycznych kłamców – utraciło swą naturalną aurę szacunku. „Words, words, words!” - w okrzyku Hamleta jest jakiś pierwowzór tej niewiary, jaka ogarnęła kulturę: „Stwierdzam (...) rewolucję postmodernizmu, stanowiącą zakrojony na ogromną skalę proces niszczenia sensu – równie poważny jak wcześniejsze zniszczenie pozorów. (...) Scena dialektyki, scena krytyki zostały już opróżnione. Sama scena już nie istnieje.[76] Można zrobić wszystko – przeprowadzać apologię kuchni, wystawiać puste ramy obrazów w galerii, można nawet skosztować transcendencji w pigułce pod postacią LSD. Tylko po co, skoro wszystko i tak ulegnie unicestwieniu „na ekranach telewizorów”?

Śródziemie jawi się w tym kontekście jako próba nadania sensu słowom – albo raczej jako żywiołowy sprzeciw wobec tych, którzy chcą go im odebrać. Diagnozy Baudrillarda i Żiżka zdają się po prostu przynależeć do odrębnego porządku teoretycznego. Z ich strony Śródziemie jest wielopoziomowym symulakrem, oszustwem, pozorem, pragnieniem fantazji, kolejnym wcieleniem religii... Może jest jedną z wielu możliwych rzeczywistości, możliwych do nabycia w supermarkecie idei?[77] Język postmodernistów nie jest całkowicie bezwartościowy – dobrze nadaje się do opisu zjawisk, które zrodziła kultura współczesna – np. filmu Jacksona, ale uznanie go za jedyny możliwy sposób opisu rzeczywistości jest sporym błędem. Zaskakujące może się wydać, że sfera, którą nazywamy Śródziemiem, istnieje tak powszechnie dzięki postępowi technicznemu, upostaciowionemu w ogólnoświatowej sieci internetowej. Śródziemie internetowe ma wiele imion - czy jednak jego pierwotny wygląd został doszczętnie zdekonstruowany i unicestwiony? Owszem, dla wielu kończy się na zdjęciach Orlando Blooma w roli Legolasa umieszczonych na tapecie pulpitu, czy na jakichkolwiek innych, chwilowo modnych, gadżetach. Ale wydaje się, że niektórzy pojęli prawdę o wystąpieniu Tolkiena na tej opustoszałej scenie, próbę rekonstrukcji mitu. Ludzie prowadzą normalną egzystencję, pracują, wznoszą domy i uprawiają ziemię, „(...) wszystkie te zajęcia zwiemy ludzkim życiem, naszą drogą przez świat. Mamy pieśni, które mówią o podobnych sprawach, ale szybko o nich zapominamy, beztrosko pozostawiając je tylko dzieciom. I oto z zagadkowych miejsc, w pełnym świetle dnia pieśni wstąpiły między nas.”[78] To słowa zdroworozsądkowego władcy Rohirrimów, Théodena, skonfrontowanego z ożywionym mitem. Musiał stanąć w obliczu niezaprzeczalnego świadectwa, dopiero wtedy dostrzegł w „starych pieśniach” prawdę. My, ludzie przełomu stuleci, borykamy się z podobnym problemem niewiary.

Suplement – wyniki sondażu

Część zacytowanych w tekście opinii pochodzi z przeprowadzonego przeze mnie sondażu, który został pierwotnie ogłoszony na forum Elendili pod adresem TUTAJ Niektóre odpowiedzi otrzymałem drogą mailową. Niestety, z powodu braku większego zainteresowania, musiałem zrezygnować koncepcji oparcia całości pracy o wyniki sondażu, posłużyłem się w zamian opiniami wyrażonymi w innych miejscach i przy okazji podobnych wątków – co może być nawet bardziej wiarygodne pod względem badawczym (odpowiedzi na sondażowe pytania mogą być formułowane z założeniem, że trafią „na zewnątrz”, poza fandom). Oto pytania, jakie postawiłem we wspomnianym wątku:
1) Gdzie jest Twoje Śródziemie? Do czego jest Ci potrzebna jego wizja?
2) Jak wielki wpływ na Twą wyobraźnię miał film Jacksona? Czy wyrugował z niej Twe uprzednie wizualizacje? Czy pomógł w "uporządkowaniu" tolkienowskiego uniwersum, czy przeciwnie - wyrządził mu szkody nie do naprawienia?
3) Czy porównujesz dzieła tolkienowskich ilustratorów z filmem i które wizualizacje wydają Ci się doskonalsze?
4) Jaki jest Twój "kanon" Śródziemia? Czy wiedzę o świecie Ardy czerpiesz z Hobbita, WP, Silmu, HoMe, Encyklopedii Śródziemia, bestiariuszy itd.? Na którym momencie należy się zatrzymać5) , aby świat ten był konsekwentny i spójny? Jest jakaś granica szczegółowości, za którą zaczynają się sfery suchej komparatystyki, za którą ginie fantazja? (por. opowieść6) o mapie Cesarstwa autorstwa Borghesa)
7) A może wszyscy jesteśmy uciekinierami z więzienia, jakim jest współczesny świat? Może ucieczka, a nie rejterada dezertera, jest prawdziwą wartością? Może ucieczka, a nie rejterada dezertera, jest prawdziwą wartością? Może tylko tak można przeżyć? Jaki jest więc sens poszukiwania Śródziemia?


A oto odpowiedzi:
1)
A: Moje Śródziemie... świat, którym się bawię wyszukując analogie do rzeczywistości. Czyli dla mnie jest to świat zupełnie nierzeczywisty, który nigdy i nigdzie nie istniał, świat literacki, "wtórny", tylko i wyłącznie taki. Do czego mi potrzebna jego wizja? Do zabawy w analogie właśnie, do dalszej zabawy we "wtórstwarzanie" czyli mojego wierszoklectwa (które udaje, że opisuje Śródziemie, ale znowu - tak naprawdę opisuje real tylko i wyłącznie), do rysowania herbików i ogólnie do "twórczości".
B: Moje Środziemie pochodzi oczywiście z literatury Tolkiena. Nie leży ani w obecnej Anglii, ani tym bardziej Nowej Zelandii, choć zapewne jakieś ulotne ślady można by znaleźć wszędzie. To kraina fantazji, mająca cechy świata średniowiecznego i przedśredniowiecznego. Siedziba Valarow najwyższa góra Ardy i ich funkcje oraz atrybuty kojarzą mi się z mitologią grecką, zatopiony Numenor z Atlantyda. Zatem choć to kraina fantazji to posiada wiele analogi z naszym światem.
Trudno mi powiedzieć, do czego mi potrzebna jego wizja. Ona się pojawia niezależnie od jakieś konkretnej potrzeby. Jest to rodzaj wizualizacji, który powstaje gdzieś w umyśle podczas czytania na poziomie poza świadomością.
C: Na pewno nie postrzegam żadnego miejsca na świecie jako mojego Śródziemia. Sądzę, że postawało ono stopniowo w mojej wyobrażni podczas czytania poszczególnych dzieł. Mój umysł z pewnością wykorzystał miejsca, w których byłam wcześniej, udoskonalił je i dostosował do zaisniałych potrzeb. Nie potrafię odpowiedzieć, do czego potrzeba jest mi jego wizja. Uważam jednak, że przyjemność czerpana z czytania dzieł Tolkiena byłaby o wiele mniejsza, gdybyśmy nie mogli sobie wszystkiego wyobrazić, zapomnieć o czarnym druku, na który patrzymy i odpłynąć do innego świata, do Śródziemia.
2)
A: Niewielki. Bo rzadko wizualizuję. Kocham słowo.
B: Raczej niewielki, bo książki Tolkiena od Hobbita po Silmarillion przeczytałem wcześniej niż był film. Mogłem tylko porównywać czy ja to wymyśliłem trafniej, czy tez ekipa Jacksona. Nie wyrugował uprzednich wizualizacji. Choć w pewien sposób się nakłada lub istnieje obok. Wiem jednak, które obrazy pochodzą z filmu, które z mojej wyobraźni, a które powstały pod wpływem artystów tolkienowskich i ilustracji samego Tolkiena.
Nie sadzę, by mi pomógł uporządkować Tolkienowski świat, ale nie wyrządził mu tez szkody. Istnieje tak jakby świat równoległy do 'mojego' Środziemia. Jednak uboższy, bo mój zawiera cała Ardę łącznie z Amanem, ze Srodziemiem sprzed Bitwy Poteg i po niej, z Numernorem.
Film Jacksona pokazywał tylko niewielka część Środziemia.
Jednak jego hobbici czy Gollum są o wiele ładniejsi od tych, które sam sobie wyobrażałem.
Jego elfy są zbyt ludzkie.
Natomiast nie potrafiłem wyobrażać sobie aż tak szkaradnych orków. Co do wyglądu poszczególnych krain to większe wrażenie wywarły na mnie ilustracje np. Tolkiena, a potem Teda Nasmitha czy Johna Howe'a.
C: Film nie miał dużego wpływu na moją wyobraźnię. Nie ukrywam, że wiele aktorów nie pasowało do moich wcześniejszych wyobrażeń, wizja Jacksona często nie zgadała się z moją wizją. Nie wspominam już o zmianach, jakich dopuścił się reżyser. Mogłabym mu wybaczyć fakt, iż pominął Toma Bombadila i nadał większe znaczenie osobie Arweny, ale nie zmienę w osobowości Faramira. Dlatego nie wydaje mi się, żeby film mógł pomóc komukolwiek w uporządkowaniu tolkienowskiego uniwersum. Po obejrzeniu filmu w wyobraźni powstaje nam inne uniwersum (jacksonowskie). Trudnośc polega na konieczności oddzielenia go od uniersum tolkienowskiego. Mnie się udało.
3) 
A: Film się rusza :P i to jest jego plus, ale jak wspomniałam, generalnie wzrokowcem nie jestem.
B: częściowo powiedziałem o tym w poprzednim pytaniu.
Porównuję i nawet widzę pewne wpływy niektórych artystów na film.
Trudno powiedzieć które wizualizacje uważam za doskonalsze: filmowe czy malarskie można by zatem mówić o filmowych wizualizacjach ? Jackson i Bakshi?ego a także wielu malarskich. Wielu artystów ukazuje różne aspekty świata Tolkiena, jedne podobają mi się bardziej inne mniej. Chyba najbardziej przywiązany jestem do ilustracji Tolkiena i te uważam za najdoskonalsze, bo najbliżej 'źródła'.
A film to dla mnie po prostu jeszcze jedna wizja. W swoim czasie zrobił na mnie ogromne wrażenie i mimo wad generalnie podobał mi się. Z czasem jego wrażenie się zatarło i istniej jako kolejna alternatywna wizja.
Przy czym bardzo lubię śledzić różne wizje Środziemia, nawet te komputerowe. Co jest o tyle zabawne, bo sam nie grywam w gry ;)
C: Jak powszechnie wiadomo, dzieła niektórych ilustratorów miały wpływ na tworzenie filmu. Niestety na mnie większe wrażenie zrobiły prace innych artystów. Trduno jednak jednozacznie określić, które są doskonalsze. Każdy z nas wskaże te ilustracje, które najbardziej pasują do jego wyobrażeń.
4) .
A: Nie lubię opracowań, nie posługuję się encyklopediami, bestiariuszami, stronami internetowymi jesli nie podają cytatów itp. WP, Silmarillion, Hobbit, HoMe, Listy - to mój kanon, z którego niespójności zdaję sobie sprawę.
B: Świat Śródziemna jest bardzo rozległy. Tak rozległy, ze mam wrażenie, ze nie sposób go poznać w całości, podobnie jak naszego ziemskiego świata. I zawsze pozostaną kwestię sporne, niedopowiedziane. Przestrzeń dla dociekliwych i dyskutantów. Zastanawia mnie, czy Tolkien celowo nie dokończył Środziemia jednoznacznie czy tez nie zdążył. Czy było to celowe czy tez stało się przypadkiem przydało to Środziemiu realizmu.
Wiedze o Środziemiu czerpałem po kolei z 'Hobbita', 'Władcy Pierścieni' i 'Silmarilliona'. Potem były jeszcze Zagionione i Niedokończone Opowieści. W miarę poznawania świata Śródziemia, stawał się coraz bardziej zagmatwany i choć poznawałem go lepiej to jakby się oddalał. A wraz z z HOME, którego nie czytałem (może fragmenty), ale o którym wiele słyszałem, Środziemie jakby się oddalało, stawało mniej wyraźne.
Dlatego konsekwentny i spójny i bliski był do końca Sillmarilliona, choć bardzo różnorodny i bogaty.
Wydaje mi się, że fantazja ginie, gdy opowieść wymaga obszernych przypisów, równych lub nawet dłuższych od samej opowieści. Gdy zamiast śledzić akcje, zaczynamy gubić się w kolejnych wariantach.
Z pewnością są to rzeczy interesujące dla badaczy uniwersum tolkienowksiego, czy procesu twórczego Tolkiena, sposobu jego pracy, ale trudno uznać to za świat fantazji..
W NO i ZO żeby nie psuć sobie zabawy najpierw czytałem opowieść dopiero zaglądałem do przypisów. Zwykle poznawanie ich zawartości trwało dłużej niż czytanie samej opowieści.
C: wszystkim swoją wiedzę o Ardzie czerpię z Hobbita, WP i Simu. Czasami zajrzę do Encykolpedii Śródziemia lub bestariuszy, ale nie czytam ich raczej dla przyjemności ;). Natomiast dość negatywne wrażenie zrobiły na mnie Niedokończone Opowieści i Zaginione Opowieści. Owszem, poszczególne opowiadania czytałam z zainteresowaniem, natomiast przypisy, które dołączył pan Christopher Tolkien pomijałam :). Sądzę, że nie sprzyjają one naszej fantazji.
5) 
A: Nie poszukuję Śródziemia, jako takie jest mi całkowicie niepotrzebne (nie rzucać pomidorami auuuuu). Poszukuję realu w Śródziemiu, jeśli tak to można nazwać.
B: Można spojrzeć na to i jak na ucieczkę od wpółczesnosci. Ale nie tylko. W świecie Środziemia ucieka się także przed fizycznymi ograniczeniami czasu i świata. Fikcja pozwala pokonać bariere czasu, starzenia, śmierci.
Jednak z drugiej strony niebezpieczeństwa |rodziemia sa bardziej widoczne i przerażające niż te w świecie ludzi. Czasem powracamy z takiej ucieczki z ulga. Po tamtej stronie mogą dopaść nas orki, wielkie pająki, trole itp. To jak najgorszy koszmar. Zatem z ulga wracamy do naszych znajomych zagrożeń, gdzie mamy złudzenie bezpieczeństwa.
Taka ucieczka może jednak stanowić wartość. Gdyż tak naprawdę łatwiej stanąć twarzą w twarz z zagrodzeniem takim jak orki czy smoki niż z niewidocznymi współczesnymi zagrożeniami jak terroryzm, niesprawne rządy, wady stetemu itp.
Ma to tez wartość terapeutyczna, gdzyz w wyobraźni, możemy wroga pokonać, a w świecie wspołczesnym wroga czasem trudno dostrzec czy zlokalizować i ma niejedna twarz.
Jaki jest zatem sens poszukiwania Środziemia?
Myślę, ze i bez Środziemia i bez ucieczek można przeżyć. Jednak jest to o wiele uboższe duchowo zycie. Szare, prozaiczne i puste. 
Poszukiwanie Środziemia, tęsknota za tym światem otwiera w naszym umyśle jakieś zamknięte korytarze. Rozwija ludzi duchowo, wewnętrznie.
A wizualizacja w dzisiejszym świecie, podobnie jak i w dawnym ma wielkie znaczenie, choć nie zawsze sobie to uświadamiamy. Gdyby nie siła wyobraźni cywilizacje by się nie rozwinęły. Wizualizacji używa się szroko wprzy tworzeniu kultury i sztuki. Ale nawet w walkach z chorobami, słabościami i ograniczeniami, choćby w postaci afirmacji.
Myśle, ze jeszcze wiele w tej dziedzinie jest do odkrycia.
C: Wydaje mi się, że świat Śródziemia może być potraktowany jako ucieczka od rzeczywistości. Czy można jednak znaleźć piękniejszą krainę, która pozwoliłaby nam odpocząć od codzienności? Oczywiście,można przetrwać bez książek, filmów. Świat Śródziemia pozwala nam przekonać się, że ludzie, elfy i inne stworzenia ze Śródziemia mają problemy podobne do naszych. Targają nimi czasami sprzeczne uczucia, muszą dokonywać trudnych wyborów itd.


Podziękowania

Bez inspiracji mgr Anny Ptak z Instytutu Kultury Polskiej UW, pomocy (często nieświadomej) licznych wybitnych Postaci, które piszą na Forum Elendilich, oraz wsparcia Sił Wyższych, które naznaczyły mi deadline i zesłały natchnienie w kluczowych momentach - ten artykuł zapewne by nie powstał. Wszystkim chciałbym złożyć podziękowania. 

Bibliografia


B. Dobroczyński, Derrida w supermarkecie [w:] tegoż Trzecia rzesza popkultury i inne stany, Kraków 2004, s. 90-96.
J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, przeł S. Królak, Warszawa 2005.
J. Baudrillard, Wojny w Zatoce nie było, przeł S. Królak, Warszawa 2006.
J.R.R Tolkien, Hobbit, przeł. M.Skibniewska, Warszawa 1997
J.R.R Tolkien, Listy, przeł. A. Sylwanowicz, Poznań 2000.
J.R.R Tolkien, Mythopoeia. O baśniach, przeł. J.Kokot, Poznań 1998.
J.R.R Tolkien, Niedokończone opowieści, przeł. R. Kot, Warszawa 2002.
T.A. Shippey, J.R.R Tolkien – pisarz stulecia, przeł. J.Kokot, Poznań 2004.
T.A Shippey, Droga do |ródziemia, przeł. J.Kokot, Poznań 2001.
J. Sławiński, Postmodernizm, [w:] Słownik terminów literackich, pod red. tegoż, Wrocław 1998.
J. Pearce, Tolkien – człowiek i mit, przeł J.Kokot, Poznań 2001.
J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni, przeł. J. Łoziński, Poznań 2002.
M. Słomczyński Posłowie [w:] J. Joyce, Ulisses, Kraków 2004.
S. Żiżek, Przekleństwo fantazji, przeł. A. Chmielewski, Wrocław 2002.

[1] na polecenie zasługują zwłaszcza książki T. Shippeya: Droga do Śródziemia oraz Tolkien – pisarz stulecia. Fundamentalna pod względem szczegółów biograficznych jest praca H. Carpentera Tolkien. Bibliografia polskojęzycznych opracowań tolkienistycznych znajduje się na stronie http://www.hobbicka.norka.prv.pl

[3] Giddings (red.), J.R.R Tolkien: This Far Land, za: J.Pearce, Tolkien – człowiek i mit, Poznań 2001, s. 143.

[4] T.Shippey, Droga do |ródziemia, Poznań 2001, zwł. rozdz. II – Filologiczne dociekania (s.48-72)

[5] Przez analogię do opisu Bałkanów, których fantazmatyczny obraz ma w interpretacji Żiżka wiele wspólnego z id. S.Żiżek, Przekleństwo fantazji, Wrocław 2002, s. 126.

[6] J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni, przeł. J. Łoziński, Poznań 2001, s. 46

[7] www.wizards.com - TUTAJ Beatlesi nakręcili wkrótce potem Help!, zresztą same prawa do ekranizacji nigdy nie zostały im sprzedane.

[8] http://www.tolkien.cyberdusk.pl/index.php?film_po_co,
http://flyingmoose.org/tolksarc/bakshi/bakshi.htm

[12] wszystkie recenzje pochodzą ze strony Ostatni Przyjazny Dom.: http://www.tolkien.cyberdusk.pl/recenzje.php

[13] por. zwłaszcza Dodatek F – O istotach Śródziemia i używanych przez nie językach, [w:] J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni, przeł. J. Łoziński, Poznań 2002, s. 1284-1300

[14] por. suplement.

[16] Tytuł projektu: „Between mythos and logos: film and tourism in the (post)modern landscape.” [„Pomiędzy mythos a logos: film i turystyka w (post)modernistycznym krajobrazie”] strona domowa projektu: http://www.dur.ac.uk/d.e.smith/index.htm

[17] cytaty Danielle Smith z artykułu About the project, na stronie: http://www.dur.ac.uk/d.e.smith/about_project.htm

[18] Ibidem: „Unlike Zizek, the project does not seek the ‘real’ beneath a ‘plague of fantasies, nor does it wish to accept simulation as all there is and surrender to hyperreality. Rather, as De Lyser (2003, 902) suggests, we should be able to “take jouissance in the rub of reality and fantasy, while critically examining how we believe in this distinction”.

[19] reportaż pochodzi z 2 grudnia 2003, dostępny pod adresem http://www.slate.com/id/2091823/entry/2091825/.

[20] Ibidem. „For the premiere, every downtown block of the modest capital has been turned out like a mall at Christmas, but with Lord of the Rings regalia instead of tinsel, bells, and holly.”

[21] w org. Sleepy Hollow, postać z opowiadania grozy Washingtona Irvinga pod tym tytułem, pierwszego i klasycznego utworu tego gatunku w literaturze Stanów Zjednoczonych.

[22] Wieners: „it's also hard to stay cynical, because you cannot move in this town without meeting another Wellingtonian who worked on the trilogy or knows someone who did. (...) It's a blacksmith who made armor or door-handles or beer mugs. Or a local sheep farmer who perfected a certain merino wool for elf cloaks. Or a Kiwi hacker who developed software to turn a few menacing orcs into thousands of menacing orcs.”

[23] Ian Brodie, The Lord of the Rings Location Guidebook: Revised Edition. London 2004

[24] J.R.R Tolkien, Mythopoeia. O baśniach, Poznań 1998, s. 41.

[25] ibidem, s. 41.

[26] ibidem, s. 45.

[27] J.Baudrillard, Wojny w Zatoce nie było, Warszawa 2006, s. 54.

[28] J.R.R Tolkien, Listy, Poznań 2000, s. 314.

[29] J.Baudrillard, Symulakry i symulacja, Warszawa 2005, s. 6.

[30] J.R.R Tolkien, ibidem, s. 314.

[31]Por. suplement.

[32] jedna z odpowiedzi na sondaż przeprowadzony przeze mnie na tolkienowskim forum elendili.pl, adres wątku

[33] T.A Shippey, Droga do Śródziemia, Poznań 2001, s. 78-121.

[34] J.R.R Tolkien, Hobbit, przeł. M.Skibniewska, Warszawa 1997, s. 279

[35] Można stworzyć analogię (mimo wszystko odległą) między konstrukcją świata Hobbita a Sagi A.Sapkowskiego. Sapkowski jednak programowo dystansuje się od reguły spójności świata – tworzy swój własny „prywatny Neverland”, w którym „księżniczki noszą majtki z batystu” (por. A.Sapkowski, Coś się kończy, coś się zaczyna, Warszawa 2002). Jest postmodernistą świadomym – nie pragnie „wtórnej wiary” ani choćby jej zawieszenia, nadaje sobie całkowitą wolność w kreowaniu świata. Świat Tolkiena jest światem serio – i być może to właśnie sprawia trudności czytelnikom fantasy preferującymi ironiczno-kpiarski ton Sapkowskiego.

[36] J.R.R Tolkien, Przedmowa [w:] Władca Pierścieni, s. 7.

[37] Ibidem.

[38] Np. w plebiscycie Waterstone'a (1997), Daily Telegraph, Folio Society. Ten triumf Władcy Pierścieni nie spodobał się wszystkim: J.Pearce [Tolkien, człowiek i mit, Poznań 2001, s. 11-20] przytacza wiele krytycznych opinii. Tolkienowi zarzuca się m.in. eskapizm, antyfeminizm,, niedojrzałość (miał adresować swe książki dla „dorastających chłopców”), a nawet faszyzm - a jego fanom organizowanie grup nacisku. Emocjonalny charakter tych opinii i brak choćby podstawowego rozeznania w krytykowanym przedmiocie negatywnie świadczą o kompetencjach recenzentów.

[39] Szerzej na temat tych pokrewieństw pisałem w eseju Tolkien i Joyce – dwa oblicza mitu, http://www.tolkien.cyberdusk.pl/index.php?eif21

[40] M. Słomczyński Posłowie [w:] J.Joyce, Ulisses, Kraków 2004, s. 804.

[41] Spowodowanej przede wszystkim sztuką Sen nocy letnej, w której elfy zostały ukazane jako małe, niewinne stworzonka, „skarlenie” tych dumnych istot (utożsamianych przez Tolkiena z Tuatha de Danan z mitologii iryjskiej, oraz ylfe z Eddy) było właśnie, zdaniem Tolkiena, główną przewiną Szekspira.

[42] J.R.R Tolkien, Listy, Poznań 2000, s. 258

[43] Ibidem, s. 607

[44] Ibidem, s. 605.

[46] J.R.R Tolkien, Niedokończone opowieści, przeł. Radosław Kot, Warszawa 2002, s. 7.

[47] Por.suplement.

[48]http://home.agh.edu.pl/~evermind/sn/sn.htm

[49] Ibidem.

[50] Ibidem.

[51] Ibidem.

[52] Nie należy jednak negować wartości spostrzeżeń Apelanda i poprawności jego głównej tezy: że Silmarillion w swym zasadniczym kształcie jest dziełem Christophera, a najbliższa kanonowi była nieopublikowana wersja z 1937 roku. Jak dostrzega tłumacz artykułu, Tadeusz A.Olszański, to ona stanowiła podstawę Dodatków we Władcy Pierścieni.

[53] Apeland. http://home.agh.edu.pl/~evermind/sn/sn.htm

[54] Nazwa nieformalnej grupy literackiej, do której należeli m.in. J.R.R Tolkien i C.S. Lewis.

[55] Druga strona Tolkiena (z Kiryłem Jeśkowem rozmawia A.Bartnik [w:] Nowa Fantastyka 2/2003, s.67.

[56] Druga strona Tolkiena (z Kiryłem Jeśkowem rozmawia A.Bartnik [w:] Nowa Fantastyka 2/2003, s.66.

[57] ibid.

[58] Wypada zaznaczyć, że w następnej powieści Jeśkowa (Ewangelia według Afraniusza) jest tak samo: trwa tam nieustanna walka wywiadów, np. syryjskiego i rzymskiego, a Jezus Chrystus jest tu niczym więcej niż przygodnym przybyszem.

[59] J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni, s. 294.

[60] M.Dominów Słowo o wyprawie Yeskova do Śródziemia, [w:] Nowa Fantastyka 2/2003, s. 65.

[61] K.Yeskov, Ostatni władca pierścieni.

[62] J. Baudrillard, Symulakry i symulacje, Warszawa 2005, s. 149.

[63] Ibidem, s. 150.

[64] Ibidem.

[65] J. Sławiński, Postmodernizm, [w:] Słownik terminów literackich, pod red. tegoż, Wrocław 1998, s. 414:

[66] T.Shippey, J.R.R Tolkien – pisarz stulecia, Poznań 2004, s. 81.

[67] Por. V.Nabokov, Wykłady o literaturze, Warszawa 2005.

[68] G.Greer w W Magazine, [za:] J.Pearce, Tolkien – człowiek i mit, s. 20.

[69] Jon Denis, Why I hate Lord of the Rings. http://film.guardian.co.uk/lordoftherings/storynav/0,,621068,00.html „Fans of Tolkien's work - let's call them fantasists - are uninterested in the real world. The real world is troublesome - hard to understand, fraught with difficulties, inequalities, demanding interaction with real, live human problems. Much easier to focus on pixies, elves, hobbits, tooth fairies or whatever.”

[71]Por. suplement.

[73] J.R.R Tolkien, O baśniach. Mythopoeia, Poznań 2001, s. 62.

[74] Ibidem, s. 65.

[75] T. Shippey, Droga do |ródziemia, Poznań 2001, s. 49-57

[76] J.Baudrillard, Symulakry i symulacje,Warszawa 2005 s. 191.

[77] B.Dobroczyński, Derrida w supermarkecie [w:] Trzecia rzesza popkultury i inne stany, Kraków 2004, s. 90-96.

[78] J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni, Poznań 2002, s. 624.

Zabrania się publikacji tekstu w jakiejkolwiek formie bez zgody autora. W przypadku cytowania, proszę o podanie adresu internetowego artykułu w przypisach. © Jakub Urbański [conducator] 2006.



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl