Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

DENETHOR - CZŁONKIEM DRUŻYNY?
Historia alternatywna.


(Dedykowane Kompanii Boromira.)

Namiestnik Rodu Anariona, znany wszystkim, a sobie wcale nie na końcu, jako władca Minas Tirith i Gondoru, rozsiada się pewnego dnia przed swoim palantirem i rozważa problem, którego z synów mógłby wysłać z misją do Rivendell. Ważki (i dość słuszny) wniosek, do którego w końcowym efekcie dochodzi, brzmi jak następuje: żadnego. Powody takiej a nie innej decyzji Denethora poznamy, jak śmiem mniemać, za pomocą jego myśli i planów, które snuć będzie z wielkim zapałem podczas wędrówki. A nawet jeśli nie, to trudno. Myśli i plany Władzy nie powinny nas w zasadzie w ogóle interesować. Chyba że szukamy kłopotów.

Namiestnik szykuje się więc do drogi - wydaje się, że nie znalazł w swym mieście żadnej innej osoby, równie jak on godnej wzięcia udziału w wiekopomnych wydarzeniach III Ery. Na dobry początek owego udziału Denethor despotycznie nakazuje reszcie swego Rodu (Namiestników Anariona) regularnie doglądać Pięknej Nimloth i nie demolować pałacu. Nie zapomina ich też poinformować, że przynajmniej raz dziennie mogą się spodziewać ojcowskiej inspekcji. Taki palantir zawsze się przydaje, nie ma dwu zdań. Jak nie do tego, to do tamtego. Obaj synowie wyglądają wprawdzie podejrzanie niewinnie, ale Namiestnik woli tego nie rozstrząsać. Na pewno skończyłoby się to zaniechaniem wyprawy, a wówczas Mithrandir, ten stary piernik, rozegrałby wszystko po swojemu. Do tego zaś Denethor, hołdując pamięci ich wieloletniej wrogości, dopuścić przecież nie może.

Później następuje (czego dość łatwo się domyślić w kontekście poprzednich akapitów) wędrówka Namiestnika do Rivendell. Opisu tej wędrówki autor Czytelnikowi skąpi, więc Czytelnik musi, jak by nie patrzeć, sam ją sobie wyobrazić.

Przejdźmy więc do wydarzeń, które rozegrały się, jeśli prawie mienią, w Imladris dnia pamiętnej Narady.

Elrond przychodzi na swoje własne zebranie i pierwsze, co widzi, to siedzący sztywno na JEGO miejscu Denethor. Nie można powiedzieć, by mu ów widok przypadł specjalnie do gustu, lecz nie reaguje i z kwaśną miną siada obok. Denethor patrzy znacząco na Gandalfa, dając mu do zrozumienia, że oto wygrał. Gandalf uśmiecha się i kiwa głową. Jest bardzo uprzejmy, żeby zirytować Namiestnika. Udaje mu się.

Gdy jasnym się staje, że Pierścień znajduje się w zasięgu ręki, Namiestnik Rodu Anariona powstaje i raczy zabrać głos. Obwieszcza mianowicie, że jest Namiestnikiem Rodu Anariona. Wszyscy kiwają grzecznie głowami, by potwierdzić, że jest nim w istocie. Czekają na jakieś rozwinięcie tej uwagi. Gdy Denethor jest już pewien, że do wszystkich dotarła ta jakże ważka informacja, oznajmia gromkim głosem:
- Pierścień trafi do Gondoru. Nie będzie używany, chyba, że w największej potrzebie, na przykład gdyby jakiś agresor zagroził memu miastu zbyt konkurencyjnymi cenami na rynkach zbytu. Dziękuję za uwagę.
Gandalf przerywa oglądanie swych paznokci.
- Świetny dowcip - oznajmia światu jako takiemu.
Po czym wraca do swej poprzedniej czynności, ostentacyjnie demonstrując, w jak głębokim poważaniu ma Namiestnika i cały jego Ród.
Denethor zaś odkrywa tymczasem, do czego to wszystko zdaje się zmierzać. Nie podoba mu się to. Ani trochę mu się to nie podoba. Po co ten stary piernik tu przyjechał? Wszystko psuje, jak to ma w swym jakże uroczym zwyczaju. Ten Szary Włóczykij, ten nadęty mądrala, co to nigdy nie może się powstrzymać, żeby nie zadośćuczynić swej wieloletniej tradycji robienia mu na złość. Och, czemu nie zaleje go ta nieszczęsna fala, o której tyle ostatnio gada jego Faramir? Właśnie gdy najbardziej by się przydała, to jej akurat ani widu, ani słychu. Żadnego wyczucia sytuacji. Typowe.
- Przecież mówię, że do czasu potrzeby bym go nie użył, słyszysz? Przysięgam...
- Zdaje ci się - Gandalf w oczywisty sposób nie bierze sobie jego przysięgi do serca.
- Akurat. Masz na to jakiś dowód poza swoim głębokim wewnętrznym przekonaniem?

............

I tak dalej. Toczy się to przez mniej więcej parę godzin. Staruszkowie wydają się tak dobrze bawić, że nikt jakoś nie ma serca im przerywać. Zwłaszcza, że dyskusja jest zabawna.

W końcu Elrond (który nadal ma pretensje o to miejsce, co to mu je Denethor zajął) złośliwie obwieszcza, że Pierścień weźmie hobbit Frodo, coby go zniszczyć w ogniach góry Orodruiny, kierunek: Mordor. Zdaje sobie oczywiście doskonale sprawę, czym przez to naraża państwo Namiestnika. Trudno nie zauważyć, że raczej mało go to obchodzi. Ba, że cieszy się wręcz, że ten zajmujący cudze krzesła bufon dostanie wreszcie za swoje, przekonując się, jaki los spotyka tych, co to panu na Imladris takie afronty wyrządzają. Marny mianowicie. O tak, Elrond zna sztuczki o wiele bardziej spektakularne niż zwykłe spłukanie nieproszonych gości wraz z przypływem... Wtedy z tymi Upiorami to po prostu nie miał czasu się porządnie zastanowić i tyle. Za to teraz w pełni pokaże, na co go stać... Syn Earendila mruga z zadowoleniem do Gandalfa, przez co Namiestnik Rodu Anariona zaczyna go podejrzewać o planowanie czegoś kreatywnego i wzmaga czujność. Gandalf teatralnie i ostentacyjnie przewraca oczami. Elfowie wybuchają śmiechem. Nastrój staje się znacznie weselszy, tylko Denethor siedzi ze swoją typową miną osoby pozbawionej poczucia humoru, która jednak podejrzewa, że gdzieś krąży o niej jakiś żart.

Namiestnik jednak, wbrew oczekiwaniom Mithrandira (które dla wszystkich są skądinąd całkiem jasne), również doczepia się do wyprawy - niby to dlatego, że mu z nią kawałek po drodze. Ma w tym jednak także swój mniej szlachetny cel. Podejrzewając mianowicie istnienie spisku Mithrandira, Aragorna i Froda, knuje przeciw nim, ile wlezie (a często nawet jeszcze więcej). Wszystko już sobie dokładnie obmyślił: jak to, gdy podprowadzi ich pod Gondor, kochany Boromirek ze swoimi kolegami z Gwardii Białego Drzewa na pewno przybędzie mu na odsiecz, aby bronić zhańbionego honoru Rodu Namiestników. Anariona, ma się rozumieć.

"O ile oczywiście ten bufon Faramir nie wymyśli znowu czegoś w swoim stylu", rozważa wszystko ze wszech miar szczegółowo Denethor. "Na przykład nie zacznie się rozwodzić nad tą swoją najnowszą ideą, co to nie wiadomo skąd mu do głowy przyszła: że niby wielka fala zaleje grzeszników. Bo od słuchania takich bzdur to mi jeszcze dziedzic gotów zwariować na równi ze swym bratem.

Okropni są ci moi synowie, jak jeden. Każdy z nich od razu pewnie ugiąłby się przed tym Szarym nie wiadomo jakim Ważniakiem... Tylko ja w końcu wiem, co z niego naprawdę za jeden. Nie mówiąc już o tym tam, co to niby skromnego udaje, lecz miecz to jakiś dziwny nosi i miny w dodatku stroi."

Tak więc Denethor podróżuje sobie z Drużyną. A to Gandalfowi język pokaże, a to Aragornowi nogę podłoży, jednak najbardziej frapuje go ów niziołek, co to taszczy JEGO Pierścień. Plany ma, oj ma. W skrócie opierają się wprawdzie na Boromirze i Gwardii, lecz pod żadnym pozorem nie można myśleć, że się do nich ograniczają.

Zaraz opiszę kilka "zasług", którymi Namiestnik mógł się poszczycić podczas Wyprawy, a także parę przygód, które go spotkały, a bywały one często nawet wielorakie, albo i jeszcze gorzej...

Caradhras. Właśnie przed chwilą Drużyna miała do czynienia z bardzo podejrzaną lawiną i obecnie wszyscy machają tym, co mają pod ręką (i co nadaje się do machania), odkopując swych druhów. Namiestnik natomiast siedzi sobie na najbliższej górze śniegu i peroruje w najlepsze. Jego przemowa dotyczy głównie starych dobrych czasów, lecz także i tego, jak to dzisiejszy świat schodzi na manowce, i nie poczekamy długo, a zejdzie na nie zupełnie, definitywnie i ostatecznie. Pyta się Aragorna, czemu długa linia jego przodków, prowadząca rzekomo aż do Elendila Smukłego (a może i jeszcze dalej), nie nauczyła go przyzwoicie machać łopatą. Oznajmia wszystkim zainteresowanym, że Caradhras, ta sympatyczna górka, to generalnie rzecz biorąc może i nawet mieć rację z tą lawiną... jednak nie powinna swych uzasadnionych skądinąd pretensji do jednego Łazęgi, który wtyka wszędzie swój długi nochal, przenosić na wszystkich jego współtowarzyszy. Gandalf patrzy na niego zezem, jednak (będąc na wpół zakopanym w śniegu) nie jest akurat w nastroju do wymyślania ciętych ripost. Zwłaszcza, że odkopuje go Gimli. Toporkiem.

Drużyna schodzi do Morii. Po drodze wysłuchuje oczywiście obszernego reportażu o tym, że gdyby tylko ktoś zapytał wcześniej Namiestnika o zdanie, zeszliby do niej od razu i uniknęli zarazem wielu nieprzyjemności. Po zawaleniu wejścia i przygodzie przy balinowym grobowcu Denethor zmuszony jest przeformułować nieco swe stanowisko. Zajmuje mu to tylko chwilkę - wkrótce słyszymy już wersję głoszącą, że doświadczenie Namiestnika i skumulowana wiedza całego jego Rodu od początku podpowiadały mu, że w tej kopalni to nic ich dobrego nie spotka. Że tu jakimiś czarnymi sprawkami śmierdzi, generalnie rzecz ujmując. Że owa kopalnia jest tak właściwie widocznym efektem Upadku i Degeneracji świata Zachodu, który, o ile można to stwierdzić, ginie. Gimli każe mu się w końcu zamknąć. Denethor czyni tak w istocie, ażeby pokazać wszystkim, że bez jego cennych uwag i sugestii daleko nie zajdą.

Most Khazad Dum. Zbliża się Balrog. Denethor staje za Gandalfem i kładzie mu dłoń na ramieniu.
- Mithrandirze... Chciałem ci tylko powiedzieć...
- Tak, stary przyjacielu?
- Chciałem ci tylko powiedzieć... Uważam, że byłbym lepszym przewodnikiem od ciebie.

Most Khazad Dum. Gandalf walczy z Balrogiem.
- ...władam płomieniem Anoru. Nie przejdziesz!
Zza Aragorna, elfa i krasnoluda odzywa się Denethor:
-A ja władam Gondorem, wiesz? To dużo więcej niż jakiś głupi płomień Anoru. Nigdy nie miałeś dość przedsiębiorczości, żeby się trochę zakręcić w polityce, Mithrandirze!

Most Khazad Dum. Gandalf wpada w otchłań.
-Uciekajcie, szaleńcy!!!
Wszyscy uciekają. Denethor zatrzymuje się nagle - skojarzył pewne fakty.
-Zaraz, kogo nazywasz szaleńcem? Jestem Namiestnikiem Rodu Anariona, na drugi raz prosiłbym o odrobinę szacunku, jeśli to nie kłopot. Ponadto...
Aragorn chwyta protestującego Namiestnika Rodu Anariona za kołnierz i wywleka z kopalni. Słychać jeszcze zanikający gdzieś w mrokach głos, mówiący:
-Hej, zostaw! Puść mnie, ty brudny, głupi Aragornie, synu Arathorna, samozwańczy dziedzicu Isildura, który twoim zdaniem był następcą samego Elendila. Masz do czynienia z Denethorem, a wiesz, kto był moim ojcem? Ecthelion, proszę ciebie, Namiestnik Rodu...

Drużyna w Lorien. Denethor jest niezadowolony. Bardzo. Dlaczego? Otóż drzewa mu się nie podobają. Stanowczo nie. Ponadto wszyscy żałują Mithrandira, tego starego zrzędy - tak nad nim jęczą, że nikt jakoś nie zwraca należytej uwagi na Denethora, będącego, z której strony by nie spojrzeć, kimś dużo szlachetniejszym od tej szarej przybłędy zza Morza. Aura wściekłości, unosząca się nad obrażonym na cały świat (z elfami na poczesnym miejscu) Namiestnikiem, jest tak przytłaczająca, że wszyscy siedzą jak myszy pod miotłą, bojąc się choćby odezwać. Już nie mówiąc o tłumaczeniu pieśni, śpiewanej przez lud z Lothlorien ku czci Gandalfa. Legolas słusznie podejrzewa, że Denethor doskonale wie, o czym mówi ten utwór, i wcale nie ma ochoty na wgłębianie się w szczegóły. Możecie to sobie nazwać jak chcecie, tchórzostwem chociażby. Jednak zapewne nigdy nie musieliście szukać w sobie odwagi i wewnętrznego spokoju pod świdrującym wzrokiem kogoś takiego jak Denethor. Prawda? Więc powstrzymajcie się, proszę, od zbyt pochopnych sądów.

Z każdym dniem w Lorien Namiestnik jest coraz bardziej wściekły. Żywe drzewa niezmiernie go wprost irytują, a nastroju definitywnie nie poprawia mu zajrzenie w palantir i odkrycie, że reszta jego Rodu stanowczo nie robi nic godnego uwagi. Zaniedbali Piękną Nimloth i wypuściła pąk. Karygodne! Gdyby tylko był na miejscu, powiedziałby im parę słów do słuchu o tym, jak to za jego czasów nigdy by do czegoś takiego nie doszło, a nawet jeśli, to byłoby po sprawie w niecałą godzinę.

"Jak nie przestaną się tak zachowywać", myśli Denethor, "to jeszcze im kiedyś jakiś król wróci, i będą mieli kłopoty. Ale wtedy nie do mnie z pretensjami, ja umywam ręce, zrobiłem, co tylko mogłem. Nie moja wina, że mi synowie zeszli na manowce, jeden z drugim. Gdybym nie czuwał nad wszystkim, to ktoś już dawno zdegradowałby ich do roli byle książątek na Ithilien, a oni nawet by się nie zorientowali, że mają do czynienia z obrazą. Naiwniaki."

Tak czy siak, gdy przychodzi do opuszczenia leśnego królestwa, nastrój Namiestnika znacznie się poprawia. Ba, można go wręcz określić jako zadowolonego. Jego radości nie mąci nawet cała ta sprawa ze spinką do płaszcza, którą - z niewiadomych przyczyn - dostaje od Galadrieli. Na moment go zatyka, to fakt, szybko jednak dochodzi do siebie. Chwali doskonałe wykonanie i niewątpliwy kunszt rzemieślników, uśmiecha się (dość blado), zapewniając, że dawno nie dostał tak wspaniałego i przydatnego podarku, o którym marzył od dawna, ale nikt jakoś na to nie wpadł. Galadriela jest nieco zbita z pantykału - oczekiwała raczej małej słownej potyczki. Liczyła na nią. "To jednak prawda, co mi mówiono", myśli sobie. "Z tymi Namiestnikami Rodu Anariona to nigdy nie wiesz, na czym stoisz". Słowa te potwierdzają się w pełni, gdy następnego dnia nurt rzeki Anduiny przynosi jej tę nieszczęsną spinkę z powrotem.

Kompania dociera tymczasem do Argonath. Denethor już otwiera usta, by powitać wszystkich na swojej domenie, gdy ten bezczelny Aragorn po raz nie wiadomo który wchodzi mu w słowo:
-Nie lękajcie się! Od lat marzyłem, by ujrzeć podobizny Isildura i Anariona, moich pradziadów. W ich cieniu nic nie grozi Elessarowi, Kamieniowi Elfów, synowi Arathorna z rodu Valandila, syna Isildura, dziedzica Elendila!
-Powtórz jeszcze raz, bo hobbity się chyba pogubiły- oznajmia zimno Denethor.- Ja, przyznam, również. Jeśli zaś chodzi o te góry piaskowca, to powiem ci tyle, że coroczne oczyszczanie ich z ptasich odchodów pochłania 3,98% kwartalnych wpływów budżetu Minas Tirith, nic mniej.
Aragorn marszczy czoło. Intuicyjnie podejrzewa, że nie tak powinien wyglądać scenariusz tej sceny. Uznaje, że chyba gdzieś stracił wątek, i postanawia zacząć od początku:
- Nie lękajcie się! Od lat marzyłem, by ujrzeć podobizny Isildura i Ana...
-Tak, tak- przerywa mu Denethor.-Bardzo piękne marzenie. Więc teraz sobie na nie patrz i nie zawracaj mi głowy. Myślę.

Drużyna dociera do Amon Hen. Tam Namiestnik dochodzi do wniosku, że trzeba mu chyba działać samemu, gdyż Boromira i gwardii ani widu, ani słychu. Pewnie znowu gdzieś się piwem bawią, niewdzięcznicy jedni. Już on im pokaże, jak tylko wróci i zobaczy wszędzie w pałacu puste butelki. Kiedyś trzeba to w końcu ukrócić. Nikt go już nie szanuje na tym świecie, nikt. Jego Ród mógłby równie dobrze wygasnąć, i tak żadnego z niego pożytku. Za starych dobrych czasów następca nigdy by nie miał czelności pokazać się ojcu na oczy z piwem, już nie mówiąc o próbach nawrócenia go na wyznanie Numenoru, gdyż inaczej nadejdzie wielka fala i zmyje wszystko. I oto są jego synowie, bój się Eru.

Namiestnik otrząsa się z tych niemiłych dywagacji, i rusza do akcji. Jak już będzie miał ów nieszczęsny Pierścień, to nie tylko nauczy swój Ród moresu, ale nawet Sauronowi, temu imperialistycznemu sąsiadowi, dokopie. Piękne wizje, piękne.

Staje więc przed Frodem i oznajmia mu, że oto rozmawia z Namiestnikiem Rodu Anariona. Hobbit nie zamierza kłócić się z tym stwierdzeniem. Co innego, gdy Namiestnik (wspomnianego Rodu) oświadcza, że Zachód spłonie, jeśli on nie dostanie Pierścienia. Trzeba mu go więc dać, gdyż wówczas może nawet i uda mu się nie spłonąć, temu biednemu Zachodowi. Oczywiście, jedynie dzięki przenikliwości Namiestnika i nie używaniu go, chyba że w najwyższej potrzebie. Frodo zwiewa, jak, to wszyscy wiemy. Denethor, wściekły, że został tak bezczelnie potraktowany, i to w sytuacji, gdy postawił jasno sprawę swego Rodu, widzi, że do obozu zbliża się atak orków. Świetnie, myśli sobie. Przynajmniej taka z tego korzyść będzie, że załatwią tego pyszałka, potomka w prostej linii Isildura, o czym nawija bez ustanku, jak gdyby kogoś to obchodziło. Sam się o to prosił - trzeba było nie zwracać na siebie tyle uwagi.

Gdy orkowie robią swoje, na Amon Hen staje Namiestnik Rodu Anariona. Z wielkim wyczuciem dramatyzmu, bo na tle błyskawic. Do wtóru gromów słychać, jak oznajmia, że Zachód definitywnie zaraz spłonie, więc cieszy go, że wszyscy okazali choć tyle rozsądku, by umrzeć tak, jak uznali to za stosowne. Nikt nie widzi potrzeby komentowania tej jakże odkrywczej uwagi. Denethor dorzuca jeszcze coś o czci uszczuplonej, której stanowczo nie chce. Kiedy i to nie przynosi efektu, przyjmuje dramatyczną pozę i rzuca się w przepaść. Niestety, widowni nie ma zbyt szerokiej, a nawet ta, którą ma, zajmuje się akurat ginięciem w sposób, który uznała za stosowny.

Tak więc widzimy, że Boromir wcale nie był dla Drużyny aż takim nieszczęściem i utrapieniem. Obecność na jego miejscu Denethora stanowczo nastręczyłaby większej ilości kłopotów. Popełniłby on te same błędy, które stały się udziałem jego syna, a nawet z imponującą kreatywnością dorzuciłby kilka własnych. Apeluję więc: doceńmy Boromira! Przecież mogło być gorzej!

***Podziękowania należą się towarzyszom z Cyberkaczki, którzy po publikacji niniejszego tekstu w Komentarzach ukazali jego Autorowi właściwą drogę postępowania: usiąść mianowicie i rozwinąć ten temat :)

Autor: X


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl