Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Enya - Watermark



Wydany w 1988 roku Watermark odkąd tylko mogę sobie przypomnieć stanowił dla mnie swego rodzaju wstęp i zapoznanie z muzyką Enyi, zapowiedź nowego, bardziej rozbudowanego stylu wokalistki, zmierzającego w kierunku chociażby A day without rain.

Niniejsza recenzja jest dla mnie nie tyle próbą wdarcia się na scenę krytyki, co raczej kolejnym pretekstem do ujęcia własnych spostrzeżeń i przemyśleń - tak jak miało to miejsce w przypadku innych moich tekstów poświęconych literaturze.

Nie pretenduję do bycia krytykiem muzycznym. Nie jestem krytykiem muzycznym. Nie zamierzam posługiwać się fachową terminologią - opiszę jedynie co czuję...

Płytę rozpoczyna utwór tutułowy, będący bardzo spokojnym zapisem melancholii, słuchając Watermark można zamknąć oczy i przenieść się w świat wody, deszczu, wspomnień... Utwór ten oceniam pozytywnie jednak nie wywierał on na mnie nigdy silnego wrażenia.

Cursum Perficio dla odmiany ożywia atmosferę przydając jej tajemniczości i metafizyki. Rytmiczny przyśpiew w tym utworze jest również zapowiedzią Enyi z kolejnych albumów. Cursum Perficio przypomina mi swym wydźwiękiem Tempus vernum z albumu A day without rain z tym, że jest dużo bardziej pogodny. Kompozycja kojarzy mi się z wyzwaniem rzucanym przez artystę wiatrowi - dalsze części są coraz bardziej żywe, nie tracąc przy tym na rytmiczności. Samemu tekstowi bardzo wiele dodaje język, którego słuchamy - łacina. Jest on w zasadzie przypowieścią/opinią mędrca na temat zgubnej cechy ludzkiej jaką jest nieumiarkowanie.

Trzecim nagraniem jest On your shore, będące spokojną lecz zarazem bardzo liryczną kompozycją kontrastującą z poprzednim utworem. Szczególny nacisk położyłbym na słowa:

And so this is where I should be now
Days and nights falling by
Days and nights falling by me


Stanowiące dla mnie punkt węzłowy - prawdziwe centrum omawianego utworu. Dalsza jego część "schodzi" łagodnie ku zakończeniu powracając do spokojnej tonacji, pogłębianej jeszcze przez wyraźnie słyszalną na końcu partię instrumentu dętego.

O czwartej kompozycji pod tytułem Storms in Africa ośmielę się powiedzieć, iż ani nie kojarzy mi się z Afryką ani też poza samym dźwiękiem bębnów/bębenków Afryki się w niej dopatrzyć nijak nie jestem w stanie. Podobnie jak w Cursum Perficio nie widzę w tym utworze dominującego fragmentu. Nie chcąc tworzyć ideologii i nadinterpretacji w miejscu gdzie uważam, iż ich nie ma powiem tylko, iż Storms in Africa kojarzy mi się... z szybkim biegiem bosonogiego Irlandczyka. Być może mnicha z opactwa a może i samego młodego Briana Boru...

Kolejny utwór noszący tytuł Exile jest bez wątpienia jednym z najlepszych utworów nie tylko na tej płycie, lecz w całej twórczości Enyi. Kompozycja tak pod względem muzycznym jak i warstwy narracyjno/słownej stoi na bardzo wysokim poziomie. Początkowo mamy do czynienia z wyniosłym tłem muzycznym (podobnym do Herne the hunter Clannadu) na tle którego głos Enyi opowiada historię tytułowego wygnańca/imigranta. Poważne, choć nie ponure (!) zwrotki są rozświetlane wejściami chóru, stanowiącymi centralne i zarazem węzłowe punkty utworu:

I'll wait the signs to come.
I'll find a way
I will wait the time to come.
I'll find a way home.


I wreszcie końcowe:

Who then can warm my soul?
Who can quell my passion?
Out of these dreams - a boat
I will sail home to you.


Będące finałową odpowiedzią i nadzieją na odmianę kolei losu tytułowego wygnańca.

Absolutnie odrzucam wszelkiego rodzaju skojarzenia z Tolkienem, Numenorem, bądź też Śródziemiem. Słowa "from this far distant shore" oznaczają dla mnie Amerykę i/lub dowolne inne miejsce na Ziemii jaką znamy, nie zaś Valinor.

Następna kompozycja - Miss Clare remembers jest krótkim i bezpretensjonalnym utworem fortepianowym, który stanowi miłą przerwę po poważnym Exile.

Kolejnym utworem jest Orinoco flow będący dla mnie zdecydowanie najsłabszą częścią omawianego albumu. Przez lata to właśnie te tony odstręczały mnie od Enyi. Kompozycja odstaje tak harmonijnie jak i znaczeniowo od pozostałych utworów - jest w mej opinii zbyt beztroska i kontrastująca z pozostałymi utworami na płycie.

Podsumowując nic w tym utworze nie dostrzegam, nic w nim mnie nie porusza, nic w nim nie przemawia do mnie.

Na szczęście już za chwilę mogę zapomnieć o Orinoco flow wsłuchując się w When the evening falls. Jest to perełka na miarę Exile - pozornie prosta i jednostajna, pozbawiona punktów węzłowych (przynajmniej ja ich nie dostrzegam) lecz mająca w sobie to coś co nie pozwala mi oderwać uwagi. I jest to utwór z którym wiąże się dla mnie pewna historia. Otóż słuchając When the evening falls przenoszę się w świat " Legendy" autorstwa Davida Gemmella. Chciałbym ponadto nadmienić, iż When the evening falls zostało przerobione przez Gregorian i znajduje się na ich płycie "Gregorian Masters of Chant IV". W ich wykonaniu utwór nabiera większego tempa i zaznacza się wyraźnie punkt węzłowy w postaci ostatniej zwrotki.

Kolejną kompozycją na płycie jest River. Utwór ten nie wzbudza we mnie jakichkolwiek emocji ani też skojarzeń i z tego też powodu nie poświęcę mu więcej miejsca.

Następnym utworem jest The longships, który to nieodparcie kojarzy mi się z... Wyspą Wielkanocną i gigantycznymi posągami, o których budowniczych być może nic już się nie dowiemy... Dobry, ciekawy i zmuszający do intelektualnego wysiłku utwór - bardzo dobra ilustracja - pozornie jednostajna, a jednak... sami posłuchajcie...

Kończący płytę utwór Na Laetha Geal M´Óige jest spokojnym i stonowanym zakończeniem całego albumu przy czym wielkim plusem tej kompozycji jest język w jakim śpiewa Enya.


PODSUMOWANIE


"Watermark" uważam za swoisty wstęp do muzyki Enyi - nie jest na niej jeszcze Artystką tej miary co na późniejszych krążkach, jednak dość często wracam do tej płyty za sprawą utworów takich jak Exile, On your shore, The longships czy też Evening falls.

Krótko mówiąc Watermark to dobra płyta.

Napisał: Adam


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl