Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Drzewa

Drzewa stały samotnie na pustej polanie, otoczone jedynie przez nieustające fale wiatru. Nie można ich było nazwać lasem, czy nawet parkiem lub zagajnikiem, gdyż było ich zaledwie kilkanaście, rosnących w pewnej odległości od siebie nawzajem, zbyt nieregularnie, by podejrzewać, że były resztką jakiegoś sadu, zasadzonego tu dawno przez nieznaną rękę.
        Wraz z kolejnym zimnym podmuchem pojawiła się na polanie postać smukłej, wysokiej dziewczyny, której oczy promieniowały przyczajonym blaskiem, jak mogą tylko u osoby posługującej się skażoną magią. Ona była Czarodziejką, to było od razu widać w jej postawie, w powietrzu, które ją otaczało. Imię jej brzmiało Lareite. Przyszła do tego miejsca, przyciągnięta niewidzialną siłą, w której mogła - jak w słodkiej muzyce - rozpoznać nuty strachu i samotności, samotności dawno opuszczonych istot. Przyciągnęły ją też sny, w których raz po raz widywała te drzewa, stojące dokładnie tak, jak w rzeczywistości - lecz płonące tym ogniem, którego nic nie jest w stanie zgasić. Ogniem Zniszczenia.
        Wiedziała dobrze o tym, że w jej żyłach płynęła - choć mocno przez pokolenia rozcieńczona - krew Sidhe. Wiedziała, że dlatego słyszy wołanie drzew, że dlatego musi mu ulec bez opierania się podążyć za wezwaniem. Podeszła do jednego z grubych, nienaruszonych jeszcze próchnicą pni i położyła na nim dłoń, dotykając ukrytych marzeń rośliny, jej wnętrza wypełnionego starożytną historią o wielkim lesie. Nagle poczuła na dłoni coś lepkiego. "Żywica" - pomyślała, lecz gdy odjęła rękę, zobaczyła na swych palcach ciemnoczerwoną, gęstą ciecz, pachnącą żywicznie, lecz żywicą nie będącą z pewnością.
        Była to krew, drzewa krwawiły, powoli, wyczerpująco, w tempie dla ich istoty odpowiednim, zniszczone jakąś bezmyślną mocą, rozdrapane przez bezlitosne pazury czyjejś głupoty. Nie były to wszak rany młode, Czarodziejka słyszała skargi konarów sięgające wieczności, odległych czasów, gdy zdjęto z nich ochronę, jaką wcześniej coś musiało zapewniać temu miejscu. Wciąż jednak skaleczenia te nie mogły się zagoić.
        Lareite zaczęła się wsłuchiwać w delikatną pieśń gałęzi, w którą zdawały się być zaklęte głosy najpiękniejszych ptaków, sięgnęła pamięcią do zamierzchłych czasów, tak dawnych i odległych, że ich wspomnienia zacierały się w myślach nawet najstarszych drzew. Dziewczyna chciała odkryć przyczynę tych bolesnych ran, przyczynę dziwnego osamotnienia roślin, tutaj, w miejscu, gdzie powinny rosnąć całe bory.
        Otworzył się przed nią fragment historii, niby wypisany magicznymi literami na korze drzew. Dawnymi czasy były one częścią wielkiego lasu, rozciągającego się stąd aż po odległe ruiny samotnej wieży, niegdyś zapewne wysokiej i wspaniałej, widoczne w oddali. Las miał swoich mieszkańców - dzikie zwierzęta: sarny, lisy, różne ptaki i owady. Możliwe, że żyli tu kiedyś też jacyś Sidhe... Las miał Opiekuna - Czarnoksiężnika, dzięki którego mocy powstał i którego mocą był chroniony. Zniknął on jednak pewnej nocy, zabrał ze sobą do niebytu większość lasu, resztę pozostawiając bez bariery czarów, pozwalając by ktoś ją dotkliwie pokaleczył.
        Czarodziejka wiedziała, że moc jej przodków nie pozwoli jej odejść, jeśli nie uczyni czegoś dla tych drzew. Przymknęła lekko oczy, koncentrując się na niemej prośbie zielonych liści, wyczytując z głębi roślin ich pragnienie. Pragnienie odtworzenia lasu, każdej gałązki, każdego ptaka śpiewającego w konarach, pragnienie powrotu opiekuna, który kiedyś zaniedbał to miejsce. Być może taka była cena, jaką musiał zapłacić za posługiwanie się skażoną magią, być może i tak nie było to dużo w porównaniu do tego, co mógłby stracić jeśli nie posłuchałby głosu żądającego zadośćuczynienia za lata używania czarów. Ona też kiedyś będzie musiała zapłacić: utracić coś cennego, coś, bez czego niewyobrażalne będzie życie, takie samo jak cały czas, normalne i spokojne - lub będzie musiała odejść w nicość, jak ten, który niegdyś stworzył tu ogromną puszczę i tchnął w nią życie, tworząc jednocześnie magiczną osłonę, by uchronić swe dzieło przed destrukcją, przed ogniem, stalą i chorobą.
        Lareite przerwała rozmyślania, by rozpocząć jedyne, co mogła uczynić dla tego miejsca - przywołanie chociaż wspomnienia tego, co było tu dawniej. Otworzyła szeroko oczy i wzniosła ręce do góry. Zaczęła od samej puszczy. W wyobraźni utworzyła obraz rozległego, majestatycznego lasu, rozciągającego się poza horyzont. Pozwoliła, by przez liście przeświecały delikatne promienie wiosennego słońca, a na małych polankach pośród drzew kwitły całe dywany kwiatów.
        Następnie skonstruowała zapach - słodkie nuty konwalii połączone ze świeżą wonią młodych liści. Z radością spostrzegała, że to, co tworzy, urzeczywistnia się - choć tylko w zarysach, niby kontur dawno wymazanego rysunku. Znaczyło to jednak, że jej się udaje to, co jeszcze niedawno uznałaby za niemożliwe.
        Po zapachu wzięła się za żywe istoty - i las w jej wyobraźni zaludnił się gryzoniami, borsukami, barwnymi ptakami. Wtedy zaczęła ustawiać dźwięki i między drzewami nagle rozbrzmiał delikatny szelest liści, śliczne ptasie melodie i ta cała gama nut, jakie tylko uważne ucho wychwyci w leśnym otoczeniu.
        Wreszcie przyszedł czas na największe wyzwanie - wieżę Czarnoksiężnika i jej właściciela. Powoli w jej myślach zaczął się jawić obraz zniszczonej przez czas ruiny, rozsypujących się białych kamieni. Jak ta budowla mogła wyglądać za czasów swej świetności? Możliwe... możliwe, że miała blanki, okna umieszczone na każdym piętrze, a wokół okien delikatne leśne dekoracje... albo bluszcz, pełgający od parapetu do parapetu i tak aż do dachu. Dach zapewne był srebrny, a w jego powierzchni odbijała się wieczna, wielobarwna tęcza.
        I oto stała daleko, ledwo widoczna wieża, migocząca i zatarta jak nieukończona iluzja. Przed Czarodziejką pozostało tylko jedno, najtrudniejsze zadanie - Czarnoksiężnik. Nie mogła wyobrazić sobie jego oblicza, nie wiedząc nawet do jakiej rasy należał, więc w jej umyśle powstał obraz ciemnej sylwetki w płaszczu, z kapturem naciągniętym na twarz tak, by nie było jej widać. Postać ta uniosła ku górze swe ręce i, ku zaskoczeniu Lareite, połączyła jej moc ze swoją wzmacniając czar i umożliwiając wizerunkowi lasu przedostać się do rzeczywistości. Gdy dziewczyna spojrzała na las, w miejsce swej złudnej projekcji zobaczyła prawdziwe drzewa, prawdziwą wieżę... tylko Czarnoksiężnik pozostawał wciąż niewyraźny, nie mogąc chyba powrócić ze swego niebytu. Odezwał się do niej nieistniejącym głosem:
        - A teraz idź do mej budowli, zamieszkaj tam i zostań Opiekunką mojej puszczy.
        - Nie - zaprotestowała. - Mam w sobie krew Sidhe, narodu, który kocha drzewa, lecz jest jej zbyt mało, bym się dobrowolnie wprowadzała do wiecznego więzienia, jakim jest twa wieża, panie, stojąca samotnie pośród morza drzew.
Na te słowa Czarnoksiężnik zmaterializował się nagle, ukazując swą twarz - jakże podobną do twarzy jakiegoś Sidhe, lecz nie będącą nią - i wyciągnął do niej dłoń, uśmiechając się uprzejmie.
        - A jeśli zostaniesz tam zaproszona?
        - Wtedy tak, pójdę - odpowiedziała uśmiechem na uśmiech i podążyła za nim do wznoszących się w oddali blank wierzy.
        Szła do miejsca będącego na wieczność jej domem - lecz nie samotnym więzieniem...

By Sinduriel


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl