Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Bard Magii

Zapadał właśnie zmrok, kładąc gęste kotary ciemności na świat. Droga do Arthage, wyłożona ciemnymi, bazaltowymi płytami, też powoli zaczęła znikać w mroku. Para konnych wędrowców wpatrywała się w horyzont
w poszukiwaniu świateł znaczących rozpalone ogniska lub jakąś przydrożną gospodę. Długo już jechali i nie uśmiechało im się spędzenie kolejnej nocy wśród pustej, samotnej przestrzeni.
        Odnaleźli wreszcie spore ognisko na polanie obok drogi, rozpalone przez karawanę kupiecką, która, jak sobie przypomnieli, minęła ich tego ranka. Powitali uprzejmie kupców i zapytali czy pozwolił im przysiąść się do ognia. A raczej jeden tylko z wędrowców pytał - drobna, niska kobieta o kasztanowych włosach i upartym wyrazie twarzy. Drugi nie odezwał się ani słowem, tylko stał za nią niczym cień, szczupły, wysoki, cały spowity w ciemny płaszcz, z kapturem rzucającym na twarz cień tak głęboki, że nie można było dostrzec nawet błysku oczu.
        Oczywiście, kupcy chętnie przypuścili ich do płomienia, a także do ugotowanej przed chwilą wieczerzy. Kobieta przedstawiła się:
        - Na imię mam Hterade, to zaś jest mój... hmm... towarzysz - powiedziała, wstrzymując się jednak od podania także jego imienia.
        Po chwili Hterade wmieszała się do dyskusji kupców o nowych niebezpieczeństwach czyhających na niegdyś spokojnych traktach, ciągnących się między wieloma miastami Betrilli - kraju, którego trwający przez stulecia spokój został niedawno zmącony tragiczną wojną na północnej granicy. Rozmawiając, kobieta nawet nie zauważyła, jak zapadła całkowita noc, a na niebie zaczęły migotać gwiazdy.
        W pewnym momencie jeden z nieprzyjemnych zbirów najętych do ochrony karawany szybkim ruchem przyciągnął ją ku sobie i przystawił jej nóż do gardła. Otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak nie zdążył, gdyż nagle rozległ się huk, a w niego samego trafiła błyskawica.
        Takie przynamniej można było odnieść wrażenie, gdy się obserwowało tę scenę. Zaraz jednak wszyscy pojęli, że nie był to piorun z pogodnego akurat tej nocy nieba, lecz wyładowanie magiczne, jeden z najprostszych czarów, tak łatwych do opanowania, że znanych nawet dziewkom służebnym w karczmach.
        Obok Hterade stał już ten drugi wędrowiec, z mieczem w niewidzialnej, schowanej pod płaszczem ręce, zamierzając dobić niegodziwego zbója. Ona jednak wyciągnęła ku niemu dłoń, mówiąc przy tym:
        - Usiądź, Edareth. Nic się nie stało.
        Skin?ł jej, wciąż zakapturzoną głową, i wrócił na swe miejsce przy ognisku. Ona zaś usadowiła się wygodniej na swym miejscu i wyciągnęła przed siebie ręce, szepcząc przy tym cicho kilka niezrozumiałych słów, po czym poruszyła dłońmi tak, jakby trącała struny niewidzialnej harfy. Wokół polany rozbrzmiała muzyka, tak piękna i niesamowita, jakiej nigdy wcześniej nikt z zebranych tam ludzi nie słyszał i jakiej mieli nie usłyszeć już nigdy później. Cudne dźwięki harfy, tkane przez zręczne palce kobiety wydobywały się wręcz z nicości, z tej pustki, która widniała obok niej zamiast instrumentu - choć nikt nie mógł sobie wyobrazić odpowiedniej harfy, która byłaby na tyle kunsztownie wykonana, by móc wydobyć z siebie tak czyste i słodkie nuty. Teraz już wszyscy wiedzieli, kim jest Hterade.
        Zwano ich Bardami Magii, jako, że grali na nieistniejących lutniach lub harfach, dobierając dźwięki, można by rzec, z samego powietrza, z czystej, nieskażonej jeszcze magii. Ich melodie były piękniejsze od najpiękniejszych pieśni wymyślonych przez zwykłych bardów, choć nie posiadały słów, a tylko delikatną, przepełnioną uczuciem muzykę. Bardem Magii nie mógł zostać każdy, jedynie ci, którzy naprawdę czuli i kochali dźwięki, ci, którzy umieli zawrzeć w nich wszystkie uczucia, a swoimi melodiami grać na duszach słuchaczy niczym na własnych instrumentach.
        Nie było ich wielu, takich istot, obdarzonych mocą jakiej nie posiadał nikt inny. Nie było szkoły, która by uczyła ludzi takiego zawodu, to przychodziło samo, gdy człowiek w wyjątkowy sposób wczuł się w swą muzykę - tak głęboko, że poprzez nią dotarł do cienkiej osłony czystej magii - i zaczerpnął tej magii, tyle, ile był w stanie pomieścić jego umysł.
        Hterade była swego rodzaju wyjątkiem pośród Bardów Magii. Nie wsłuchiwała się wcześniej długo we własne kompozycje, nie chodziła po gospodach, śpiewaniem płacąc za nocleg. Ona po prostu raz kiedyś dotknęła strun starej harfy, należącej jeszcze do jej ojca i wygrała na niej prostą piosenkę - dziecięcy hymn na cześć wiosny, jedyną melodię jaką wtedy pamiętała. Gdy tak grała, umknął jej gdzieś świat, umknęły odczucia zewnętrzne, nie zauważyła nawet, jak jej harfa rozpłynęła się w nicość, a ona sama przebierała palcami w powietrzu.
        Wokół niej była tylko czerń, wszędzie, także poza zasięgiem wzroku, wyczuwalna jedynie jakimś nieodgadnionym zmysłem. Nie była to jednak czerń przerażająca, zwłaszcza, gdy w pewnej chwili zajaśniała przed nią jakby srebrzysta zasłona, przyciągając całą jej uwagę ku sobie, sprawiając, że dziewczyna, wbrew swej woli chwyciła ją i zaczęła czerpać tę księżycową jasność wprost do swego umysłu, drąc magiczną tkaninę na kawałki, bez zauważenia tego, że gdzie oddarła jakiś kawałek, tam świetlisty materiał zlewał się ze sobą znów, nie pozostawiając ani śladu jakiejkolwiek dziury. Gdy Hterade się obudziła, wiedziała kim przyszło jej być i jakie spędzić życie.
        Jednak różniła się jeszcze czymś spośród garstki żyjących Bardów Magii. Wszyscy oni wędrowali samotnie, bez żadnego towarzystwa odmierzając milę za milą, miasto za miastem, kraj za krajem. Ona nie umiała, nigdy nie potrafiła żyć w samotności, była to jedyna rzecz, która ją naprawdę przerażała. Musiała, za wszelką cenę musiała znaleźć jakiegoś towarzysza podróży.
        Kiedyś zawędrowała na obrzeża gęstej puszczy i zaczęła grać smutne melodie, łudząc się, że może muzyka jakoś ogrzeje ją w tym zimnym miejscu, pod koniec jesieni, kiedy na polach miejscami leżał już śnieg. Nie śmiała rozpalać ogniska blisko tego lasu - coś mówiło jej, że drzewa są chronione przez niewidzialnych strażników, którzy nie zniosą płomieni tak blisko ich domu. Może jednak spodoba im się jej granie.
        Nie myliła się. Gdy tylko zaczęła wydobywać nuty z pustki, z mroku drzew wyłoniło się kilka postaci, które przybrane były w płaszcze, zdające się być szarymi w świetle księżyca, choć naprawdę mogły być zielone. Najwyższy z nich odchylił kaptur, by lepiej przyjrzeć się dziwnej zjawie wydobywającej tak słodkie - i zarazem smutne dźwięki z powietrza. Jego szlachetna twarz i duże oczy, w których błyszczało odbite światło księżyca, wskazywały, że nie należał do ludzkiej rasy. Był jednym z Sidhe, mieszkańców lasów. Spytał ją o imię, a gdy je powiedziała, on przedstawił swoje: Edareth. Później się już nie odezwał, słuchając melancholijnej pieśni bez słów, będącej wezwaniem, wezwaniem dla kogoś, kto zechciałby przerwać wieczną samotność kobiecego barda. Edareth pochwycił to wezwanie i odtąd wędrowali razem, przemierzając świat. Sidhe był całym sercem i duszą oddany - jej lub jej muzyce. Jednak nie liczyło się to. Nie liczyło się też to, że był on - jak wszyscy jego rasy - cichy, raczej milczący, więc ich rozmowy prowadzone podczas długiej niekiedy drogi, były raczej monologiem Hterade. Liczyło się tylko, że wędrowali razem, wiecznie, aż do skończenia świata.


Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl