Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Władca wyobraźni

Nie znał smaku opium ani marihuany. Nie przepadał za mocnymi trunkami. Nie tolerował skrajności. Wykładał za to język angielski i literaturę w murach Oxfordu. Całe życie spędził u boku jednej kobiety. I był katolikiem. Oto J. R. R. Tolkien, prawdziwy bohater kultury popularnej!

W 1997 roku w ogólnokrajowym plebiscycie brytyjscy czytelnicy uznali Władcę Pierścieni za książkę stulecia. Angielscy krytycy i pisarze byli zszokowani: Ulisses Joyce?a byłby do przyjęcia, ale ta bajka dla trudnych dzieci i niedorozwiniętych dorosłych? Redaktorzy pism fachowych i dodatków literackich najpierw obrazili się na czytelników, następnie nazwali ten wynik rezultatem perfidnego spisku Towarzystwa Tolkienowskiego, a w końcu doszli do wniosku, że należy, być może, nieco uważniej przyjrzeć się dziełu i jego autorowi. Przyjrzeli się i zadziwiło ich to, co zobaczyli. A było to tak...

Drużyna Pierścienia

Lata 30-te, przytulny, cichy, bezpieczny północny Oxford, przypominająca miasteczko z bajki, pełna willi i pałacyków dzielnica wykładowców. W jednym z dostojnych domostw wiedzie w pełni już ustabilizowane życie ponad 40-letni John Ronald Reuel Tolkien. Uczony nie ma powodów do narzekań: wraz z żoną Edith wychowuje czworo wspaniałych dzieci - trzech synów i córeczkę, pielęgnuje ogród, z powagą i zaangażowaniem wypełnia obowiązki profesora języka staroangielskiego w kolegium znakomitej uczelni, a wspomnienia z frontów I wojny światowej nie są już tak bolesne. Dzięki specyfice swojej profesji profesor Tolkien może folgować drobnym słabościom, a zatem wstaje późno, ale i późno kładzie się spać, bo lubi pracować po zmroku. Przede wszystkim jednak może oddawać się bez przeszkód życiowym pasjom. A należą do nich studia nad językami północnej i środkowej Europy, zwłaszcza w ich archaicznych formach, gorące dyskusje na spotkaniach uniwersyteckich klubów towarzysko-literackich oraz spisywanie wymyślonych opowieści o fantastycznych istotach, które odczytuje dzieciom na dobranoc. Pasje te już wkrótce miały wydać owoce w postaci kilku tomów prozy, które odmieniły obraz literatury XX wieku.
Początków tych dość oryginalnych upodobań należy szukać w biografii i pochodzeniu autora Władcy Pierścieni (trzeba jednak dodać, że takie zabiegi interpretacyjne uważał Tolkien za pozbawione sensu). Tak więc namiętność Tolkiena do języków wypływała w pewnej mierze z intrygującej historii jego rodziny. Przodkowie pisarza, jak głosiła rodowa legenda, przybyli na Wyspy Brytyjskie całkiem niedawno, bo przed dwustu laty, porzucając swoje siedziby gdzieś w centralnej części starego kontynentu, na ziemiach podległych wówczas polskiej koronie. Nie należy wyciągać z tej familijnej opowieści pochopnych wniosków - Tolkienowie nie byli Polakami, samo nazwisko wskazuje na niemieckie korzenie (miało być uproszczoną wersją przydomka Tollkuhn, ?szaleńczo śmiały?, nadanego jednemu z protoplastów rodu w uznaniu dla jego wojennych czynów). Pisarz traktował te genealogiczne wywody swoich ciotek na poły żartobliwie, niemniej na języki obce reagował emocjonalnie, ich zgłębieniem zaś mógł imponować: znał te, którymi mówiono przed wiekami na Wyspach; znał niemiecki i dialekty starogermańskie, opanował też wiele innych języków europejskich, w tym także, choć w niewielkim stopniu, język polski.
W niezwykłych, mitycznych krainach i ich mieszkańcach zakochał się Tolkien już w dzieciństwie, gdy pochłaniał kolejne zbiory bajek. Przyszły pisarz bardzo wcześnie stracił rodziców: gdy miał cztery lata, zmarł jego ojciec, jako dwunastoletni chłopiec stracił matkę. Świat baśni był więc dla sieroty schronieniem przed złem świata realnego. Wśród tych opowiastek dla najmłodszych znalazł młody John Ronald historie oparte na skandynawskich mitach, na przykład tę o dzielnym Sigurdzie Volsungu, który pokonał smoka Fafnira. Brzmi znajomo, nieprawdaż? One właśnie urzekły go najbardziej. Do tego stopnia, że po latach zdecydował się, czerpiąc z nich inspiracje, stworzyć własną, rozbudowaną mitologię.
Dorastanie bez ojca, a więc bez powiernika i przyjaciela, tłumaczy być może po części zamiłowanie Tolkiena do opartych na przyjaźni i jedności zainteresowań, męskich stowarzyszeń. Inna sprawa, że takie mniej lub bardziej formalne kluby są składnikiem brytyjskiej tradycji. Tolkien w trakcie studiów i potem, gdy już wykładał, należał do wielu, niektóre z nich sam inicjował. Najważniejszym z tych przedsięwzięć była, złożona z ludzi związanych z oxfordzkim uniwersytetem, grupa The Inklings. A była to prawdziwa Drużyna Pierścienia. Skąd to porównanie? Po pierwsze, jedną z podstawowych form aktywności Inklingów było prezentowanie kolegom własnych dokonań literackich, a następnie dyskusja nad tymi tekstami. Pierwszymi odbiorcami i krytykami Hobbita, a później Władcy Pierścieni, byli właśnie członkowie tego towarzystwa. Po drugie, grupa zgromadziła osobistości niezwykłe: poważnych akademików lub przynajmniej współpracowników uniwersytetu, którzy zasłynęli ostatecznie jako twórcy zupełnie niepoważnej - a w każdym razie uważanej za niepoważną - literatury. Mózgiem działalności stowarzyszenia był więc Clive Staples Lewis, wykładowca języka angielskiego i, przede wszystkim, autor opowieści z Narni, w którego pokojach w kolegium Magdalen (jeden z ?wydziałów? Oxford University) odbywało się wiele spotkań. Do ścisłego grona Inklingów należał oczywiście sam Tolkien, a obu dżentelmenów wspierał wydatnie pracownik Oxford University Press Charles Williams, znany skądinąd jako twórca mistycznych kryminałów. Nazwiska można by mnożyć, rzecz jednak w czym innym. Otóż grupa, aktywna jeszcze w drugiej połowie lat 40-tych, stanowiła coś w rodzaju perpetuum mobile: poszczególni członkowie stowarzyszenia dopingowali się wzajemnie do kontynuowania i doskonalenia literackich wysiłków, inspirowali się wzajemnie. Gdy Tolkien przerywał pracę nad Władcą Pierścieni, pozostali Inklingowie domagali się dalszego ciągu. Szczególna atmosfera, która towarzyszyła posiedzeniom tego kręgu, z pewnością odcisnęła piętno na Tolkienowskiej arcypowieści. Frodo Baggins nie byłby może tym, kim jest na kartach książki, gdyby nie rzeczowe uwagi ?profesorów zakochanych w baśniach?.

Dwie Wieże

Dzieje Śródziemia, krainy znanej każdemu chyba miłośnikowi fantasy i nie tylko, zawarł Tolkien w trzech tytułach, ale tylko dwa stanowią żelazny kanon: Hobbit i Władca Pierścieni. Niedokończony przez autora Silmarillion, zredagowany i przygotowany do wydania przez jego syna Christophera, jest dziełem trudniejszym w odbiorze, ma charakter encyklopedycznego wprowadzenia do mitycznego świata i czytany bywa głównie w kręgach prawdziwych koneserów Tolkienowskiej prozy.
Hobbit to swoiste preludium, skromne objętościowo i bardziej ?dziecinne?. Władca Pierścieni to już monumentalny, trzytomowy epos, zawierający spójne i całościowe opisanie przełomowego fragmentu historii Śródziemia. Lecz przecież fantasy zna inne, równie obszerne cykle powieściowe, umiejscowione w oryginalnych, w miarę precyzyjnie wykreowanych światach. Czemu to właśnie opowieść Tolkiena przekroczyła ramy gatunku i stała się istotną częścią spuścizny literackiej dwudziestego stulecia, wbrew woli i zastrzeżeniom licznych krytyków i historyków literatury, którzy wyniesienia ?pisarstwa popularnego? do takiej rangi nie potrafili przyjąć do wiadomości?
Odpowiedź wyda się zapewne banalna. Otóż ?dwie wieże? dorobku pisarza, Hobbit i Władca Pierścieni, nie powstawały dla pieniędzy, rozgłosu czy utrzymania pozycji na literackim rynku. Pierwsza z książek, dzieje wyprawy Bilba Bagginsa, spisana została z myślą o dzieciach, którym kolejne fragmenty opowieści, czytane przed zaśnięciem przez ojca, sprawiały wielką przyjemność (któż jeszcze dzisiaj potrafi opowiadać oryginalne bajki?). Tolkien tworzył ją raczej jako rodzic niż jako pisarz. Nie planował właściwie ogłaszać jej drukiem. Nakłonili go do tego dopiero Inklingowie. Jeśli zaś chodzi o Władcę Pierścieni, rzecz jest nieco bardziej skomplikowana. Trylogia powstawała w dużej mierze w trakcie i po zakończeniu II wojny światowej, i dlatego nawet przyjaciele autora uważali ją za prostą alegorię walki dobra ze złem. Ale zamierzenie Tolkiena było daleko ambitniejsze - zafascynowany pierwotną formą narracji, mitem, pisarz budował nową, własną mitologię. Mity są najstarszym, najbardziej fundamentalnym odzwierciedleniem naszych wyobrażeń o rzeczywistości, rodzajem uniwersalnej ludzkiej pamięci. W tym sensie opowiadają o zjawiskach równie realnych jak te, których doświadczamy na co dzień. Tolkien uważał pisanie powieści za wtórne stwarzanie świata, wewnątrz którego wszystko uznamy za prawdę i docenimy jej poznawczą wartość, jeśli tylko staniemy się jego mieszkańcami. I konsekwentnie kreował taki właśnie spójny, uporządkowany, rządzący się logicznie powiązanymi prawami i regułami mityczny świat, fikcyjny jako literacka konstrukcja, ale prawdziwy jako klucz do zrozumienia ludzkiej egzystencji, jak prawdziwe są mitologia grecka i rzymska. Mit nie mówi o wszystkim, ale mówi w sposób przejrzysty o tym, co najważniejsze. Jeśli nawet Władca Pierścieni nie jest mitologią doskonałą, to jednak podejmuje taką próbę. Mitologiczną siłę powieści wzmacnia promieniująca z niej, niemal religijna żarliwość - Tolkien był przecież praktykującym katolikiem. Nic dziwnego, że w chaotycznej i napawającej lękiem drugiej połowie XX stulecia znalazło w tej książce azyl tak wielu czytelników.
Tolkien nie tworzył, oczywiście, nowej mitologii od podstaw. Urzekające bogactwo treści na kartach Władcy Pierścieni to rezultat długoletnich, rzetelnych i żmudnych studiów pisarza nad mitami północnej Europy i nad strukturą jej pradawnych języków. Ras zamieszkujących Śródziemie nie trzeba było wymyślać, należało jedynie wypełnić luki w ich ?historii?. Elfy zawitały do powieści z podań germańskich, skandynawskich i celtyckich. Krasnoludy, tutaj przeniesione wprost z Eddy, średniowiecznego islandzkiego eposu, błąkały się przecież po całej dawnej Europie, od Hiszpanii po słowiańskie chaty. Orki Tolkien stworzył na podstawie jednego wersu z Beowulfa, kolejnej perły literatury średniowiecznej, inne stwory miały podobne korzenie. Jego autorskim dziełem byli natomiast hobbici i ich kraina, Shire. Przesympatyczny ten ludek nie był wzorowany na cudownych istotach zaludniających starożytne sagi - jego pierwowzorem byli zadowoleni z siebie, miłujący przyrodę i spokojne, wygodne życie bez przygód, gustujący w prostych potrawach mieszkańcy prowincjonalnej Środkowej Anglii, skąd wywodziła się rodzina matki pisarza i gdzie on sam spędził lata dzieciństwa. Shire odziedziczył nazwę po Worcestershire, jednym z cichych, porośniętych wiekowymi drzewami hrabstw tego regionu. Ten niezwykły mityczno-drobnomieszczański kalejdoskop obudował pisarz konturami dziejów Śródziemia, tworząc całość kompletną i porywającą z siłą magicznego zaklęcia. Tak powstał mit. Nie od razu dostrzeżony.

Powrót Król

Hobbit ukazał się w 1937 roku. Poważne angielskie środowiska naukowe i literackie w ogóle nie zauważyły debiutu powieściowego swojego kolegi. Tolkien odetchnął zresztą z ulgą - obawiał się, że zostanie skrytykowany, a może nawet wyśmiany. Książkę zauważyli natomiast czytelnicy, nie tylko ci najmłodsi. I rychło zaczęli domagać się dalszego ciągu. Musieli czekać długo: bądź co bądź, Tolkien był profesorem uniwersytetu i miał liczne obowiązki zawodowe, w tym publikowanie tekstów o charakterze ściśle naukowym. Praca nad Władcą Pierścieni trwała więc od 1936 do 1949 roku. Gdy pisarz ją ukończył, miał blisko 60 lat. I raczej się nie spodziewał, ze wielkie i męczące godziny sławy dopiero nadchodzą.
Z powodu nieporozumień z wydawcami, a po części też dlatego, że autor nowej mitologii po prostu nie potrafił dotrzymywać terminów, pierwszy tom trylogii ukazał się dopiero w 1954 roku, drugi kilka miesięcy później, ostatni zaś w rok po wydaniu drugiego. Książka sprzedawała się dobrze, ale nakłady liczone były na razie w tysiącach egzemplarzy. Pojawiły się też pierwsze tłumaczenia na języki obce. Co ciekawe, przekład polski był jednym z pierwszych, bo ukazał się już w 1961 roku, tuż po holenderskim i szwedzkim. Popularność dzieła i jego autora rosła, ale na eksplozję trzeba było jeszcze poczekać.
W 1957 roku do Anglii zawitali trzej przedstawiciele amerykańskiego przemysłu filmowego i zaprezentowali Tolkienowi scenariusz filmu animowanego na podstawie powieści oraz projekty rysunków. Negocjacje zakończyły się klęską, a profesor był wstrząśnięty: w scenariuszu nawet imiona głównych bohaterów nie zostały zapisane poprawnie, motyw wędrówki pominięto, cudowny pokarm elfów zaś, lembasy, przemianowany został na ?koncentrat żywnościowy?. Niemniej jednak to właśnie w Ameryce dokonał się przełom, dzięki któremu Władca Pierścieni stał się jedną z najgłośniejszych publikacji XX wieku. Oto w 1965 roku do rąk czytelników w Stanach trafiły dwa wydania w miękkich okładkach - jedno pirackie i jedno autoryzowane (wydawca wersji autoryzowanej ponownie naraził na szwank nerwy profesora: kieszonkowa edycja Hobbita ?odziana? została w okładkę przedstawiającą dwa strusie i drzewko!). A w uniwersyteckich kampusach zamieszkało tymczasem pokolenie znudzone pragmatyzmem rodziców i szarawym realizmem amerykańskiej codzienności. Heroiczno-mityczna fantasy Tolkiena była opowieścią z ich snów. Już wkrótce studenci w kolorowych strojach okupowali księgarnie, a katedry socjologii ze zdziwieniem obserwowały narodziny kultu. Pierwsze wydanie angielskie z 1954 roku liczyło 3.500 egzemplarzy plus dodruki. Amerykańscy piraci sprzedali w 1965 roku sto tysięcy egzemplarzy, a legalny wydawca około miliona książek (akcja antypiracka, w którą włączył się sam Tolkien, była zorganizowana sprawnie i bardzo skuteczna). Dalej sprawy potoczyły się z impetem lawiny. Mury amerykańskich uczelni pokryły hasła typu ?Gandalf na prezydenta? czy ?Frodo żyje?. Młodzi ludzie tłumnie wyruszali na majówki, podczas których konsumowano hobbickie potrawy (zwłaszcza pieczarki) i przebierano się za postacie z książki. Powstawały kolejne, coraz bardziej egzotyczne, kluby miłośników, przedsięwzięcia i periodyki. Kult ogarniał inne kontynenty, liczba przekładów osiągnęła taki poziom, że łatwiej byłoby zapewne wymienić języki, na które Władca Pierścieni nie został przetłumaczony. Śródziemie stało się globalnym imperium wyobraźni. A król?
A król się starzał.
Światowy triumf zaskoczył Tolkiena, gdy ten zbliżał się powoli do osiemdziesiątych urodzin. Rola ?bożka? kultury masowej raczej ciążyła mu niż go cieszyła. Emerytowany profesor nie miał już siły odpowiadać na listy, segregować prezentów, uczestniczyć w spotkaniach. Nastał rok 1971. W listopadzie ukochana Edith zachorowała poważnie i kilkanaście dni później zmarła. Dwa lata później, we wrześniu 1973 roku, opuścił ten świat profesor Tolkien. Oboje zostali pochowani w wydzielonym, katolickim sektorze oxfordzkiego cmentarza, tuż obok grobów polskich emigrantów.
John Ronald Reuel Tolkien opublikował ponad dwieście tekstów, w tym rozprawy, artykuły naukowe, opracowania średniowiecznych utworów... Świat zapamiętał trzy z tych publikacji: Hobbita, Władcę Pierścieni - przede wszystkim oraz dopracowany i wydany staraniem Christophera Tolkiena Silmarillion - lekturę dla ?tolkienowskiej? elity. Jakże mało wiemy o tym, co pozostawimy po sobie potomnym. Ale najważniejsze jest co innego. Najważniejsze jest mianowicie, iż ?kiedy pan Bilbo Baggins z Bag End oznajmił, że wkrótce zamierza dla uczczenia sto jedenastej rocznicy swoich urodzin wydać szczególnie wspaniałe przyjęcie...?.






Podstawowa bibliografia w języku polskim:

M. Błażejewski, J.R.R.Tolkien - Powiernik Pierścieni, Phantom Press 1993
H. Carpenter, J.R.R.Tolkien - wizjoner i marzyciel, przeł. Agnieszka Sylwanowicz, Alfa, Warszawa 1997
D. Grotta, Tolkien - twórca Śródziemia, przeł. Marcin Wawrzyńczak, Proszyński i S-ka, Warszawa 1998
J. Pearce, Tolkien - człowiek i mit, przeł. Joanna Kokot, Zysk i S-ka, Poznań 2001
J.R.R. Tolkien, Potwory i krytycy, przeł. Tadeusz A. Olszański, Zysk i S-ka, Poznań 2000
J.E.A. Tyler, Tolkien - przewodnik encyklopedyczny, przekład zbiorowy, CIA-Books - SVARO, Ltd, Poznań 1992


(c) Inkling
Artykuł był już publikowany na łamach miesięcznika "Machina"



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl