Strona Główna
Archiwum News
Redakcja
Współpraca
O Stronie
Subskrypcja



J.R.R Tolkien
Zdjęcia Tolkiena
Inspiracje Tolkiena
Śladami Tolkiena
Eseje i felietony
Wywiady
O Książkach
Recenzje
Zapowiedzi wydawnicze
Wiersze
Tłumacze
Tłumaczenie "Hobbita"
Okładki
Wizje Ardy
Dźwięki Ardy
Opera "Leithian"
Galeria
Postacie
Mapy
Valinor
Proroctwa Mandosa
Numenor
Śródziemie
Miejsca
Rasy
Trzy Rasy
Języki
Bronie
Bitwy
Chronologia Krain Zachodu



Wydarzenia Tolkienowskie
FanKlub
FanArt
Wiersze Fanów
Fan Fiction
Hydepark
Horoskopy
Gadżety
Fan Quiz
Komiksy
Hobbit - komiks
Galeria na życzenie



Film-po co
Wersja DVD
Tapety
Download
Trailery
Enya
Obsada
Artykuły prasowe
Reżyser
Ekipa Filmowa
Nowa Zelandia
Wytwórnia
Efekty specjalne
Muzyka Filmowa
Recenzje filmu
Wasze opinie



Kalendarium
Księga gości
Czat
Linki

Rozdział III

Przybycie do Rivendell

Chociaż pogoda się poprawiła, nie śpiewali pieśni, nie opowiadali sobie żadnych historii tego dnia ani nazajutrz, ani dzień później. Czuli, że niebezpieczeństwo czai się po obu stronach traktu. Obozowali gdzie się dało, wystawiając warty. Ich wierzchowce miały więcej do jedzenia, niż jeźdźcy, bo trawa rosła tu bujnie, lecz sakwy świeciły pustkami: nie na długo starczyło zdobytej u trolli żywności. Czwartego dnia, od mostu przez rzekę wyjechali z cienia ciemnych wzgórz. Gandalf zaśmiał się i wskazał na przód. Przed nimi, ale ciągle daleko, błyszczała w promieniach zachodzącego słońca kolejna rzeka, a leżące za nią ziemie spowijały mgły.
Popołudniu następnego dnia dotarli do rzeki i znaleźli wygodny bród, wiodący przez szeroka płyciznę. Widać było szlak wyznaczony przez wielkie głazy na których bulgotała i pieniła się woda. Na przeciwnym brzegu śliska ścieżka wiła się stromo do góry. Kiedy się wspięli na jej szczyt, wiodąc swe kuce za uzdy, ujrzeli przed sobą wysokie góry, które wyglądały, tak jakby nagle wyruszyły na ich spotkanie. Dzień był gorący, a powietrze przejrzyste, wydawało się wiec, ze dzieli ich od nich, zaledwie dzień niezbyt forsownego marszu. Wznosiły się czarne i ponure, jakkolwiek tu i ówdzie plamy słońca ozłacały im bure grzbiety, a ośnieżone szczyty nad granią lśniły bielą.
- Czy to już nasza Góra? - spytał Bilbo głosem uroczystym, szeroko otwierając okrągłe oczy. Nigdy dotychczas nie widział czegoś równie wielkiego.
- Oczywiście nie! - odparł Balin. - To dopiero początek Gór Mglistych; musimy przez nie przejść na druga stronę, góra czy dołem, jak się da, żeby dostać się na Pustkowie. Za tym łańcuchem jeszcze nas czeka długa droga do Samotnej Góry na wschodzie, gdzie Smaug waruje na naszych skarbach.
- O! - powiedział Bilbo i nagle poczuł się tak zmęczony, jak nie był jeszcze nigdy w życiu. Znów w tej chwili wspomniał wygodny fotel przy kominku, w ulubionym pokoju własnej norki, i śpiew imbryka. Ale nieraz jeszcze miał to z żalem wspominać.
Teraz pochodem kierował Gandalf.
Nie wolno nam zgubić szlaku, bo będzie to dla was koniec - powiedział. - Potrzebujecie chociażby jedzenia, a także chwili odpoczynku, jak również rady. Jak sądzę, nikt z was nie wędrował północnymi przełęczami. Niebezpieczeństwa stale tutaj się zmieniają, musicie więc skonsultować się z kimś, kto zna sytuację, żebyście mogli podjąć właściwą decyzję. Ci, którzy wybrali zły szlak przez Góry Mgliste nigdy nie mają okazji by spróbować raz jeszcze.
Dopytywali się, dokąd ich prowadzi, Gandalf więc odpowiedział.
- Dotarliście do samego skraju zachodnich krain. Tam leży ukryta, piękna dolina Rivendell, o której, jak nie wątpię, niektórzy z was słyszeli opowieści, choć tylko niewielu krasnoludów widziało ją na własne oczy. Tam w Ostatnim Przyjaznym Domu mieszka Mistrz Elrond. Posłałem wieści za pośrednictwem moich przyjaciół, jesteśmy oczekiwani.
Zapowiedź brzmiała obiecująco. Ale jeszcze tam nie dotarli, a nie było łatwo odnaleźć drogę do ukrytej doliny i Ostatniego Przyjaznego Domu na zachód od Gór. Przed wędrowcami nie było widać lasów ani dolin przecinających teren, tylko rozległy stok wznoszący się łagodnie aż do podnóży najbliższej góry, szeroka szarą przestrzeń wrzosów i rumowisk skalnych, tu i ówdzie poznaczona zielonymi łatami trawy i mchu, w miejscach, gdzie można było spodziewać się źródeł.
Popołudniowe słońce świeciło jasno, ale nigdzie w tej cichej pustce nie dostrzegali znaku życia czy jakichś osiedli. Jadąc naprzód, wkrótce zrozumieli, ze dom Elronda może się kryć niemal wszędzie, gdzieś miedzy nimi a górami. Trafiali niespodzianie na doliny ciasne, zamknięte stromymi ścianami, otwierające się znienacka u ich stóp, i patrząc w głąb jarów, ze zdumieniem spostrzegali na ich dnie drzewa i strumienie. Napotykali szczeliny tak wąskie, że prawie mogli je susem przesadzić, lecz głębokie i huczące od wodospadów. Napotykali ciemne wąwozy, których nie dało się przeskoczyć, i tak urwiste, że w żaden sposób nie zdołaliby zejść w nie i potem wspiąć się znowu na drugi brzeg. Napotykali grzęzawiska z pozoru nęcące świeżą zielenią, różnobarwnymi, bujnymi kwiatami, lecz objuczony kucyk, który się tam dał skusić, nigdy już nie powrócił.
Nikt z was nie zgadłby nawet, że tak strasznie dziki kraj dzieli bród na rzece od gór. Bilbo nie mógł się temu nadziwić. Jedyną ścieżkę znaczyły białe kamienie, ale niektóre bardzo małe, inne znów zarośnięte wrzosem lub mchem. Słowem, mozolna była to droga, chociaż Gandalf, który, jak się zdawało, znał ją dobrze, służył za przewodnika.
Wędrowali tak, aż ogarnął ich bezksiężycowy zmrok. Zalegli tej nocy pod jasnymi gwiazdami. Następny dzień dobiegał końca, a oni ciągle podążali za Gandalfem, który kręcił głową, wystawiał brodę to w prawo, to w lewo, wypatrując białych kamieni w zapadającym zmroku. Blade ćmy trzepotały w zaroślach i wysokich wrzosach, mrok gęstniał, podobnie jak mgła u końskich kopyt.
Czas kolacji, już minął! Pomyślał Bilbo, który nie jadł od samego południa. Jego zmęczony kucyk zaczął się potykać o korzenie i kamienie. I wtedy właśnie, tuż przed nim Ronald zarżał, i pośpieszył naprzód. Dotarł do stromego urwiska i nieomal ześlizgnął się prosto na dół.
- Nareszcie dotarliśmy! - zawołał Gandalf, a krasnoludowie podeszli i spojrzeli w dolinę.


W tym miejscu kończy się poprawiony tekst "Hobbita". Więcej Tolkien nie napisał, a przynajmniej nic o tym nie wiemy. Jest tylko jeszcze jeden dopisek, który wskazuje, co jeszcze Tolkien chciał zawrzeć w Rozdziale III.

Rozdz. III powinien objaśnić, że to Elrond dba o utrzymanie traktów od Gwathló do Gór.
Dopisz także, że siwy koń, Róhald pochodził z Rivendell I został wypożyczony przez Elronda Gandalfowi.


Tłumaczenie: Michał ´MumakiL´ Leśniewski



Jeżeli podoba Ci się ta strona i jesteś prawdziwym fanem Tolkiena, to oznaka, że powinieneś na nas zagłosować :).



Allarte.pl

TheHobbitFilm.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się wykorzystania powyższych materiałów tekstowych oraz zdjęć bez zgody właścicieli.
Copyright © by Ada Myzik
Hosted by Cyberdusk.pl